Zostawcie Titanica, czyli falliczne facecje

titanic-bow-615

 

Zostawcie Titanica!

Nie wyciągajcie go!

Tam ciągle gra muzyka

I oni tańczą wciąż           

(Lady Pank)

Mój znakomity przyjaciel i bezpośredni szef stworzył kiedyś powiedzonko, które do dziś jest obowiązujące wśród południowopolskich literaturoznawców: „po czym poznać prawdziweg macho? Wyciąga fallusa i twierdzi”. Któż z nas nie słyszał tego gromkiego pobrzęku (można by rzec: chujowego pobrzęku) wśród rodzinnej czy służbowej porcelany niech pierwszy rzuci kamieniem. Czy Państwo zauważyli, że w tym wojowniczym potrząsaniu atrybutami męskości parę rzeczy i kwestii jest symptomatycznych? Na przykład to, że taki samiec alfa nigdy nie przeprosi. Nigdy, choćby wina była ewidentna. Tchórzliwie przerzuci odpowiedzialność na kogoś innego, zacznie bredzić, że żartował, obrazi interlokutora, jak będzie mógł to pobije, ale… nie przeprosi. To jakaś hańba by była, to jakaś ujma na honorze (pewnie z pięć milimetrów mniej), jego splamienie aż po siódme pokolenie, a to tylko jedno malutkie słowo: przepraszam.

Ziemkiewicz pojechał, pojechał jak Chinka po bandzie w Turynie, napisał, że normalne jest wykorzystanie seksualne nietrzeźwej kobiety („No cóż, kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech rzuci pierwszy kamień…”), potem próbował coś mówić o odpowiedzialności zbiorowej, że dużo facetów w jego pokoleniu ma za sobą takie doświadczenie. Potem twierdził, że żartował. Opowiadał też o jakimś kaszalocie, tego fragmentu akurat nie zrozumiałam za dobrze, chciał jakieś zwierzę o gwałt oskarżać, czy coś takiego – chyba Irasiad był tego dnia bardzo zdenerwowany, bo z logiką wypowiedzi za dobrze nie było. A może to jakaś trauma z młodości? Jego zgwałcili jak popił, to on gwałcił będzie z zemsty? Nie wiem. Zobaczyłam też, iż pisarz raczył ironizować, że używał języka biblijnego w jakimś celu, a nikt nie zauważył. Biedny Ziemkiewicz, takie społeczeństwo głupie. On złotousty, a wokół niego wieprze, przed które on rzuca perły swych słów. No cóż, mogę tylko – pełna współczucia i miłosierdzia – napisać, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. W sumie – wystarczy wyjechać. A jak te wszystkie wyznania Ziemkiewicza nie ostudziły lewackiej rozjuszonej hordy, to on sam ruszył do ataku („Teraz mamy dewoty nieheteronormatywne. Takie niedopchnięte dewoty, stare i młode feministki. ZMP-ówy, które nadymają się ‚co on powiedział’, ‚jak on mógł’, ‚to uprzedmiotawia kobietę’. Tak jakby urżnięcie się nie uprzedmiotawiało mężczyzny. Jeżeli ktoś ma odrobinę rozumu, to stwierdzi, że w każdym sensie miałem rację”).

Byłam już lewactwem, prawactwem, niedopchniętą (niedorżniętą) feministką, Żydówą, katolicką cipą, a nawet bywałam zwykłą kurwą, jak brakło innych argumentów, ale nie byłam jeszcze nieheteronormatywną dewotą. ZMP-ówą też nie byłam – w sumie, to jakby się nieco wyklucza, ale nie bądźmy upierdliwi. No, zapiszmy to do notesika, który otwieram w chwilach największej deprechy i rechoczę wówczas jak stare żabsko, a potem róbmy swoje. Babcia Marianna mawiała, że jak ktoś cię zaczyna obrażać, to po pierwsze pokazuje poziom wychowania jakie wyniósł z domu, a po drugie – pokazuje, że jest słaby. Babcia dodawała również, że w takich sytuacjach należy powiedzieć: „przepraszam, ale ja w takim tonie rozmawiać nie będę”. Co niniejszym czynię, bo już zamknęłam notesik z oblegami.

Zostawcie Titanica!

Nie wyciągajcie go!

Tam ciągle gra muzyka

A oni w tańcu śnią

Jak już zamknęłam notesik, to podzielę się z Państwem pewną refleksją, a nawet – przecież Państwo mnie znają – kilkoma. Otóż, po pierwsze zastanowiła mnie kwestia, iż pisarz i dziennikarz tak niewprawnie posługuje się językiem ojczystym. Bo, wedle mojego ukochanego słownika, słowo wykorzystywać oznacza:

  1. «użyć czegoś dla osiągnięcia jakiegoś celu, zysku»;
  2. «posłużyć się kimś, aby zrealizować własne cele»;
  3. «o mężczyźnie: uwieść kobietę».

O znaczeniu trzecim w tym momencie mówić nie można, bo seks z nietrzeźwą nic nie ma wspólnego z zachwytem, wzbudzaniem pożądania czy zwykłym mamieniu pochlebstwami (tu też kieruję się słownikiem). Jeśli mówimy o znaczeniu pierwszym, oznaczałoby to, że Ziemkiewicz traktuje kobiety jak „coś”. Pijana kobieta została użyta do zaspokojenia potrzeb seksualnych, tak jak na przykład skrobaczka do obierania ziemniaków. Jeśli mówimy o znaczeniu drugim – to posłużono się pijaną kobietą by zaspokoić własne potrzeby seksualne. Można posłużyć się w tym celu kobietą, można ręką – to drugie wyjście jakoś uczciwsze, nieprawdaż? Skoro już musimy się posługiwać… Mnie tam nigdy seks się nie wiązał z posługiwaniem kimkolwiek. W każdym razie, to wszystko na swym twitterze Ziemkiewicz nam objawił. Pisarz i dziennikarz dodał, że jego twitt był niewinny. I tu znów, ja wolę „Słownik języka polskiego”, a Ziemkiewicz jakieś tam miazmaty własnej wyobraźni. Ja jako niedpochnięta dewota, wolę tarzanie się w rozpuście, zaś Ziemkiewicz lubi posługiwać się kimś / czymś. Współczuję. Naprawdę współczuję. Teraz chyba stają się zrozumiałe te frustracje seksualne. Ta mściwość jakaś taka potworna, ta złość wobec kobiet, pogardzanie nimi… Gdybym była wredną ZMP-ówą, to bym powiedziała, że ludzie z nieudanym życiem seksualnym mają nagromadzone takie wielkie pokłady nienawiści do świata w sobie… Ale tak nie powiem, bo jestem damą.

Cała sprawa z niefortunną (tak, jestem złośliwa) wypowiedzią Ziemkiewicza, mogłaby się skończyć w ciągu jednego dnia, gdyby powiedział: przepraszam. Przepraszam – byłem zły, przepraszam – wymsknęło mi się, przepraszam – przesadziłem. Ale nie, facet leci dalej, rzuca obelgami – pewnie nie mam rozumu, ale nadal uważam, że nie dość, iż pisarz nie ma racji, to jeszcze się pogrąża, pokazując poziom dyskursu do jakiego z pewnością jest przyzwyczajony (skoro tak dobrze mu idzie z przymiotnikami, np. niedopchnięta) i obnaża mielizny oraz miałkość, o które do tej pory go nie podejrzewałam, pewnie nie tylko ja.

Zignorować nie wolno, bo to jest przyzwolenie społeczne. Jeśli zignorujemy wypowiedź Ziemkiewicza, to tym samym przyznamy mu prawo do takiego dyskursu. Dyskursu nienawiści i przemocy. Jednakże, z drugiej strony… Skarćmy, a następnie pomyślmy tak: niech śni swój piękny sen o prawdziwej męskości. Niech gada te falliczne facecje. Niech tłucze filiżanki swym twierdzeniem, bowiem: Cuilibet fatuo placet sua clava, co oznacza, że głupcowi podoba się jego pałka. I pozwólmy śnić pisarzowi jego sen, sen o wielkości.

Niezatapialnie śnią

Nieosiągalnie śnią

Nieosiągalny, niezatapialny sen

Zdjęcie ze strony: http://ngm.nationalgeographic.com/2012/04/titanic/sides-text

Published in: on 09/25/2014 at 04:38  12 komentarzy  

Gdzieś tam, czyli Zadra

Przepraszam, że tak długo, ale czasu nie miałam:

http://pismozadra.pl/felietony/magdalena-piekara/755-biel-jeszcze-bielsza

Published in: on 09/24/2014 at 04:59  Comments (1)