Dzień świra, czyli wszyscy w majtkach

z7800847Q,Dzinsowe-szorty-Big-Star---kolekcja--wiosna-lato-2010-

 

Kiedyś napisałam, że nie działa na mnie leniwy urok prowincjonalnych miasteczek. Mogłabym jedynie dodać, że nie tylko nie działa, ale czasami wręcz przeraża. W wyniku nieoczekiwanych zajść znalazłam się gdzieś tam, między wariatami. A może to ja zwariowałam i każdy kontakt z ludzkością powoduje ciarki na mej skórze? Chwilami czuję, jakby ktoś gmerał mi szkłem w rdzeniu kręgowym, a chwilami jakbym obserwowała idące mrówki czy obcych na jakiejś dziwnej planecie.

Zaczęło się niewinnie, od mojego hobby wstrętnego, czyli podsłuchiwania innych. Ja naprawdę nie chcę tego robić, ale jak coś przykuje moją uwagę, to nie mogę się powstrzymać, naprawdę.

– Nie baw się jedzeniem, Łukaszku.

Zadałam natychmiast pytanie, dlaczego? Dlaczego nie wolno bawić się jedzeniem? Czy ryba, pieczołowicie ugnieciona na placuszek smakuje lepiej czy też gorzej? Jak się ma sześć lat, to taka czynność poznawcza może wydawać się istotna. Tenz nas, kto nie przechowywał kurczaka w policzku, niech pierwszy rzuci kamieniem.

– A teraz dwie frytki, ale te większe, w jedzeniu sałatki ci pomogę… Siedź prosto.

Ton odpowiedni. Z wyższością. Patrzcie państwo jak dobrze nasze stado wychowuje swoje młode, które już wkrótce stanie się zdyscyplinowanym członkiem społeczności. Proces wychowawczy przeprowadzamy „na pokaz” jak nasi przodkowie i przodkinie. Wyszliśmy na ludzi? No, wyszliśmy. Klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził, tak samo jak bezwzględne upokarzanie dzieci, by wykazać się właściwą postawą stadną. Toczymy wzrokiem, może nie z wyższością, ale poszukując zrozumienia wśród pobratymców, że wychowujemy nasze młode dobrze, skutecznie i widowiskowo. Co sekundę jakaś uwaga wypluwana z ust dość beznamiętnie, z poczucia obowiązku: „weź więcej na widelec, popatrz na dziadka, tak je prawdziwy mężczyzna”. Zaraz się zerzygam. I co wtedy? Co powiedzą temu dziecku? Zobacz, Łukaszku, pani rzyga. A może inaczej: nie patrz tam, Łukaszku, bo pani rzyga. A może obrzucić dziadka, prawdziwego mężczyznę, rybą? Może wtłoczyć mu do tych ust wypluwających wszystkie te bezsensowne „mądrości” przeżutą papkę z frytek i sałatki z wrzaskiem: nażryj się, prawdziwy mężczyzno?

Na dodatek, rodzinka Dyscyplinujących sama zachowuje się jak stado neandertalczyków wysysających szpik z kości mamuta przy ognisku. Babcia, wyciąga łapą z gęby resztki i kładzie je w równym rządku na talerzyku. Pewnie przydadzą się te ości do zszywania skór zwierzęcych. Nic nie może się zmarnować. Mamusia, której spod bluzki widać hektary bielizny, przeżuwa tak głośno, że aż płoszy się pobliskie ptactwo. Zaś dziadek, ach – Proszę Państwa – nasz dziadek, który nosi skarpetki i sandały jednocześnie (ale to przecież w końcu żaden grzech główny, raczej powszedni) napycha jamę chłonącą do tego stopnia, że aż nie może przemielić i dlatego wówczas wlewa w siebie piwo i tym samym prowokuje najsensowniejsze pytanie w tamtej sytuacji: dziadku, a dlaczego trzymasz piwo w buzi zamiast je połknąć?

Pytanie zignorowane, niestety. Zignorowane zgodnie z zasadą Tuwima: „Jak odpowiadać dzieciom na niewygodne pytania”. Łukaszek nie doczekał się odpowiedzi, bo musiał załadować sobie w paszczę kolejny widelec sałatki. Zostanie prawdziwym mężczyzną jak nic. Jeszcze parę lat i da radę.

Na dodatek wszyscy łażą w majtkach. W majtkach, to znaczy w szortach, w gaciach, w spodenkach. Wszędzie, oczywiście poza kościołem. Ulica w dużym mieście, urząd, policja, sklep, muzeum, plaża – bez różnicy. Trzęsące się uda, wielkie kupry, małe kuperki, umięśnione łydki, owłosione, blade, ze śladami pogryzień komarów (drapanymi zawzięcie). Na stację benzynową, o czwartej nad ranem, wchodzi skulone dziewczę w batkach zasłaniających jedynie nieistniejące owłosienie łonowe. Ramionami bezradnie opatula swój brak przyodziewku powyżej pasa. Widoczne są tylko ramiączka stanika i cienki pasek materii, którą wahałabym się nazwać bluzką. Człowiek ma ochotę w przypływie franciszkańskiej miłości zapytać: dziecko kochane, a gdzie masz sweterek? Bandyci cię napadli? Ty w drodze, na stacji benzynowej, bez żadnego wyposażenia dodatkowego? Kto cię pakował? W sumie powinnaś sama, bo wyglądasz na pełnoletnią. Mam ochotę podzielić się z nią moim szalem, ale wiem, że nie przyjmie. Bo przecież chce być elegancka i nieskazitelna – jak zawsze. W klapkach. A nie opatulać się jakimś kocem w kratkę.

A na koniec, proszę mi jeszcze wytłumaczyć, dlaczego pod białą bluzkę bez rękawów (z odsłoniętymi plecami) zakładamy czarny stanik? Proszę o wytłumaczenie natychmiastowe, bo – jak widać – jestem niedoinformowana. Pół Polski tak chodzi, a ja, bidusia, gęś prowincjonalna, przekopuję szafę i zastanawiam się czy obowiązuje zasada kontrastu czy przypadku? Uprzejmie proszę o wskazówki: spod czego może wystawać biustonosz beżowy, a spod czego ciemnoszary z czerwoną koronką. Myślę, że jak poznam tę zależność z resztą sobie poradzę.

W prowincjonalnym miasteczku poznałam pewnego kota. Miał ponurą minę i nie pozwolił podejść do siebie na mniejszy niż cztery metry dystans. Chyba łaskawszy był świstak w Alpach, któremu można było robić zdjęcia z odległości dwóch metrów, a na dodatek ta włosko-autriacka bestia jeszcze kokietowała – wysuwając się z norki, chowając, pokazując wszystkie możliwe profile i łypiąc zalotnie chytrym oczkiem. Wniosek? Prowincjonalny kot z Polski ma ciężkie życie. Chroni się przed nadciągającym butem szybkością, znikaniem w mysiej dziurze. I proszę mi nie mówić o kociej naturze. O nieufności. Bo niedawno poznałam też pewnego kota pod San Remo, który, gdy tylko zobaczył skierowany w swą stronę obiektyw, ruszył raźnie w moją stronę, żeby się popieścić i poczulić. Wywalił brzusio na starych kamieniach pod średniowieczną katedrą, a potem łapką zachęcał do drapania i miziania. W pobliskim okienku piwnicznym leżał sweterek, na którym rozwalało się inne tłuściątko, które nie zniżyło się do poziomu anonimowej turystki, bo było zajęte kontemplowaniem plam światła. Tak, tak, wiem… W Rumunii są głodne i dzikie psy, w Grecji są snujące się na poboczach chude koty. To wszystko wiem – ale jednocześnie zadaję pytanie, dlaczego nie równać do lepszych tylko porównywać się z gorszymi?

I zostawiam Państwa z tymi moimi wakacyjnymi obserwacjami, jak się Państwo domyślają idę przejrzeć garderobę – jak dobrać wystawanie bielizny na dzisiejsze spotkanie (z mą przyjaciółką Moskalką). Do zaś…

Reklamy
Published in: on 08/10/2014 at 11:09  16 komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/08/10/dzien-swira-czyli-wszyscy-w-majtkach/trackback/

RSS feed for comments on this post.

16 komentarzyDodaj komentarz

  1. Serio, trzeba jechać do prowincjonalnego miasteczka, żeby widzieć takie wychowanie? W Warszawie widziałam gorsze rzeczy.

  2. Dawno w Warszawie nie byłam, jeżdżę tam wyłącznie pod koniec roku. Wtedy staniki pochowane. Cóż robić? Do knajp w stolicy też nie chodzę, bo nie mam czasu. Dlatego nie mam pojęcia jak ludzie tam jedzą.

  3. Mam na myśli wychowywanie dzieci.

  4. toż samo – nie znam Warszawy poza czytelniami i bibliotekami, a tam nikt dzieci nie wychowuje. Znam dwóch chłopców, na razie mieszkają w Moskwie, niedługo będą w Warszawie, ale… nie są reprezentatywni 🙂 – cóż poradzić, pani kochana, cóż?

  5. Takie wychowanie też mnie denerwuje 🙂
    Co do staników – to chyba w ogóle nie powinny wystawać. Ale może jestem zacofana?
    Nagość wolę u młodych i pięknych – dyskryminacja, wiem ale cóż począć? 🙂
    Osobiście zauważyłam odblaskowe staniki (np. pomarańczowe) pod białymi, przezroczystymi bluzkami.

  6. Dziś na terenie kapmusu uniwersyteckiego, kiedy przechodziłam z budynku do budynku, naliczyłam sześć osób w majtach. I jakoś dziwnie się z tym czuję.

  7. Szorty są modne 🙂 Jak ktoś dobrze wygląda to czemu nie? Nie do końca jestem przekonana do tzw. dress kodów i tradycyjnej „elegancji”. Jak ktoś źle wygląda to lepiej zostawić na plazę i do lasu.

  8. No właśnie, na plażę i do lasu…

  9. @Wychowanie – ja co roku leżę parę dni na polskiej plaży na Płw. Helskim i co roku mam te same refleksje. Że rodzice w ogóle nie odpoczywają na urlopie, bo ciągle strofują dzieci. Nie rób tak, nie rzucaj piaskiem, nie wchodź do wody, idź do wody (nie chcę! – drze się bachor), nie jedz, jedz, pij, nie drażnij się z nim, załóż czapeczkę. I tak w koło Macieju. Napięcie rośnie, kumuluje się i w pochmurne dni eksploduje w przeładowanych pociągach, gdy rodziny migrują w poszukiwaniu innych atrakcji (parę dni temu w pociągu regionalnym do Gdyni miałam już pełne zrozumienie dla Heroda).

    Przypominam sobie rodzinne wczasy, gdy byłam dzieckiem. Jechaliśmy nad morze zwykle w ekipie czworo dzieci i czworo dorosłych. Chodziliśmy sami naszą małą dziecięcą grupką w wyznaczonym rejonie (można było samodzielnie pójść dwie ulice dalej na lody!), wymyślaliśmy sami nasze zabawy. Wiedzieliśmy, że są zasady i lody będą raz dziennie, a nie na zawołanie, gdy woda jest za zimna na kąpiel, to jest za zimna, gdy rodzice wymyślili zwiedzanie Kamienia Pom. to mamy wsiadać do samochodu i nie jęczeć, że chcemy na plażę albo grać w piłkę. Nie mówię, że nie było kłótni i kwasów, ale napięcie opadało szybko i mieliśmy zawsze siebie nawzajem w naszej grupie dziecięcej – w pochmurne dni graliśmy w karty albo układaliśmy lego. I wakacje zawsze były w sumie udane.
    Dzisiaj na plaży pięcioro dorosłych trzęsie się nad jednym dzieckiem, czasem dwójką. Dzieci mają focha, bo chcą loda albo kukurydzę, albo grać na ipadzie. I już. Każdy dorosły stara się marudzącego dzieciaka obłaskawić, w końcu ktoś wybucha i robi się niefajnie. A dziecko dalej ryczy i ktoś inny podejmuje obłaskawianie. W końcu dziecko ma czego chce, ale ile się wszyscy nadenerwowali, to ich. (A inni się nasłuchali).
    I gdy cyrk po lewej się skończył, po prawej zaczynają się wrzaski, bo dziecko wysypało na mamę wiaderko piasku. „Nie będę się z tobą bawić, Oliwko, baw się sama! I nie odchodź daleko. Co ja ci mówiłam?!”.
    Na psiej plaży było za to niezwykle spokojnie 🙂

  10. 🙂 ale to jednak obserwacje uniwersalne.. ( żadne tam prowincje)

  11. sprowokowała je konkretna sytuacja – tam i wówczas na prowincji

  12. Wychowanie to temat rzeka 🙂

  13. A może ludzie w majtach w rzeczywistości ponadprzeciętnie błyszczą erudycją, stanikowe mają IQ geniuszy a skarpetkowo-sandałowi to wynalazcy szczepionki przeciw wszystkim rakom?? Estetycznie mnie takie „hautecoutury” śmieszą, ale jak pisał Jan Kamyczek, czy też Janka Myczek: Nie sztuka być dżentelmenem niosąc w ręku bukiet róż. Ukłony. ;).

  14. I tu mnie Pani szaro_bura masz 🙂 Ukłony

  15. A właściwie dlaczego Twoim zdaniem ktoś ma nie chodzić w majtkach/szortach/gatkach, jeśli lubi? Poważnie pytam.

  16. odwodnik, niech chodzi: na plaży, po ogródku, po lesie (o ile chce, żeby go kleszcze zeżarły)… i tak dalej. I chyba o tym jest wpis.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: