Chleba naszego powszedniego, czyli wystarczy okruszek

z16162390Q,Scena-ze-spektaklu---Golgota-Picnic-

 

 

Wiem doskonale, że nie należy wyciągać wniosków na podstawie jednej wypowiedzi, ale nie uprzedzajmy wypadków. Jak przeczytałam wypowiedź pewnego Internauty, to zrobiło się prawie jak w średniowiecznych opowieściach, gdy w chwili śmierci bohatera spływały z nieba kwietne sznury, by unieść jego duszę do raju. No poczułam się właśnie tak, jakby te kwiaty mnie oplatały, a ponadto słyszałam już chóry kierowane sprawną, acz delikatną dłonią świętej Cecylii. I odsłoniły się przede mną tajemnice dotąd niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Wiem, wreszcie wiem… Właśnie od tej chwili poznałam naturę człowieczą (ograniczoną Bugiem, Odrą i Nysą Łużycką). A potem zapłakałam, bo zdała mi się ona miałka i niezwykle mało złożona. No dobra, przesadziłam, poniosła mnie fraza, ale, przyznają Państwo, że zaczynało się ładnie.

Czytam sobie o wystawianej w Poznaniu sztuce pt. „Golgota Picnic”. Państwo się domyślą, jest jak zawsze: obraża wartości, ale nikt jej nie widział, nie wolno szydzić z uczuć chrześcijańskich, wystawcie podobną sztukę w Arabii Saudyjskiej i takie tam. Normalne polskie piekiełko. Jak zawsze wypowiada się biskup, prezydent miasta ściska ze strachu poślady, a krytyczka teatralna z „Polityki”, zamiast zajmować się spektaklem pisze o wszystkich okolicznościach skandalu towarzyszącego. Nudy? Prawda? Widzieliśmy to już w tylu odsłonach, że tylko ziewamy, z zażenowaniem przysłaniając usta rzeczoną „Polityką”. Cóż zrobić, sorry – taki mamy klimat, że już nie powiem, iż chuj, dupa i kamieni kupa, bo to też nudne, ale tak na marginesie, któż dziś potrafi cytować Sienkiewicza? Kto pamięta skąd frazy: „Bar… wzięty”, „naści, piesku, kiełbasy”, „A ja ofiaruję jego szwedzkiej jasności Niderlandy”, „Jędruś! ran twoich…” i tak dalej, i tak dalej. Zaś fraza: „chuj, dupa i kamieni kupa”, poszła w Polskę jako pożoga, jako szwedzka armia, jako ukraińskie wojska i turecka nawała. Ależ siurpryza, chociaż, wcale nie taka wielka, jak zaraz to Państwu wyłożę. Czytam więc o przedstawieniu, a potem niebacznie, zaczynam poznawać zdanie Internautów na temat tego, co się wokół tegoż wydarzenia dzieje. I odsłania mi się wielka tajemnica, bo jeden z tych dobrych ludzi stwierdził autorytatywnie, iż nie jest to żadna sztuka, tu zaraz pojawił się epitet, jakże oczekiwany, że to „lewackie”, a na dodatek, wedle niego, wiadomość ta pojawiła się jedynie po to, żeby skłócić ze sobą ludzi, by zajęci tematami zastępczymi nie zauważyli spraw ważniejszych – ministra spraw wewnętrznych i jego machlojek.

No i teraz wszystko jasne. Zasłona dymna, sztuczna mgła. Przedstawienie w Poznaniu ma zakłócić przepływ informacji w sprawie ministra. Ruch skrzydeł motylich w Tybecie powoduje tornado w Ohio, zaś jakakolwiek informacja w prasie jedynie służy skłóceniu Polaków, żeby nie widzieli, co im rząd robi. Tak, jakby wszyscy byli jednokanałowi, jakby nie potrafili być wielozadaniowi jak Windows. To jak gra w „pomidora”. Byłam w teatrze – minister. Ugotowałam pomidorową – taśmy. Zamierzam iść na wystawę fotografii Beksińskiego – Smoleńsk, kurwa. A, przepraszam, to nie ta bajka. Smoleńsk i trotyl na skrzydłach są już passe. Teraz wszyscy, oczywiście stojąc w okopach, po kolana w plwocinie strony przeciwnej, ekscytujemy się nagraniem ministra spraw wewnętrznych. Rozumiem, sprawa jest ważna, ale wyłącznie? Tylko o tym? Od rana do wieczora? O niczym więcej, bo jak tylko zabierzesz głos w innej sprawie, to już wszyscy wiedzą, że to jedynie zaciemnienie? Nie oceniajmy jednak tego dobrego człowieka, którego wypowiedź strawestowałam przed chwilą, jako oszołoma ogarniętego wizją spiskowej koncepcji dziejów. Coś w tym jest, przyznają Państwo. Zgłupieliśmy już doszczętnie, przyzwyczajamy się każdego dnia do tego, że istnieje tylko polityka, że wszystko jest z nią związane. Nota bene związane z polityką prowincjonalną, ubożuchną jak fornalskie dziecko, żałosną jak sztuczne futerko udające błam z karakułów, pełną afer, które rozgrzewają przez pięć minut naszą wyobraźnię do czerwoności, byśmy już za chwilę mogli zanurzyć się w odmętach mare tenebrarum ciągłego chocholego tańca bezruchu i „nicnierobienia”.  Niepotrzebny nam chleb powszedni, wystarczą tylko okruszki, które, jakże szczodrze, rozsypują przed nami dziennikarze. Bez refleksji czytamy nasze okopowe gazety, ale komentujemy w tych pismach, przy okazji wyrzucając z siebie hektolitry żółci, które czytają nasi adwersarze. Kopmy, rwijmy, drzyjmy, żeby odczuli naszą wściekłość, a potem wróćmy do okruszków. Podziobmy trochę, nasyćmy się tym, co nam wysypano – zjedzmy sporo, pełne informacji brzuszki będą bezmyślnie trawiły informacje. W każdym tygodniu powtarzajmy do znudzenia tylko jedno słowo, to modne, to na topie. Po niedzielnym obiadku reset. W następnych dniach będziemy powtarzać: tu wstaw słowo, które obowiązuje w twoim okopie. O teatrze nie mówimy. Bo i po co, skoro jest tylko zaciemnieniem, tematem zastępczym, żebyśmy się kłócili, nie czując że rząd rżnie nas w dupę. O niczym nie mówimy, powtarzajmy tylko frazy, które są wygodne. A za kilka miesięcy, zapytani przez kogokolwiek, nie będziemy potrafili sobie przypomnieć, o co chodziło i co najważniejsze: jak się skończyło. Nasze emocje okazały się niesłychanie płytkie i powierzchowne. Włączymy telewizor, gdzie odgrywane są pasjonujące losy bohaterów serialu „K jak kiełbasa”. I tyle zostanie z powszechnego oburzenia na temat wypowiedzi ministra, wejścia do siedziby „Wprost” i czego tam jeszcze? Nie pamiętam…

Nalewam do kubeczka sok warzywny firmy „Tymbark”. Tak, wiem, przepraszam, zaciemniam. Pomidor… znaczy minister.

A te dwa dziennikarskie głosy wydają mi się ciekawe i przedstawiające problem w taki sposób, który mi odpowiada. Prowokują do myślenia, do zadawania pytań:

http://studioopinii.pl/bogdan-mis-kilka-uwag-stojacego-z-boku/ 

http://studioopinii.pl/stefan-bratkowski-w-co-sie-bawimy/ 

Zdjęcie: materiały prasowe festiwalu „Malta”

Reklamy
Published in: on 06/20/2014 at 13:41  3 komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/06/20/chleba-naszego-powszedniego-czyli-wystarczy-okruszek/trackback/

RSS feed for comments on this post.

3 komentarzeDodaj komentarz

  1. Jak na razie protestujący (i grożący pobiciem i tym podobnymi atrakcjami) osiągnęli efekt odwrotny od zamierzonego. Będzie wystawiany w innych miastach. A Poznań się po raz kolejny skompromitował. Niezły był też biskup grożący zamieszkami.

  2. trzeba by było wystawić inscenizację zamachu czy też konklawe, jak w pewnej parafii (http://natemat.pl/105237,rekonstrukcja-zamachu-na-jana-pawla-ii-na-swieto-szkoly-nie-tylko-zdjecia-porazaja), w ramach przeciwwagi i od razu byłby aplauz i zaakceptowanie

  3. Ciemnośc widzę 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: