Pogubiłam się, czyli witajcie w Polsce

pobrane

 

 

Trochę jestem zajęta, bo wpadłam na głupi pomysł napisania kolejnej książki o starych papierach. Wiadomości docierają do mnie z opóźnieniem, nie łapię na bieżąco wszystkich niuansów polskiego życia politycznego. Może i dobrze, bo nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem, jak można nagrać ministra spraw wewnętrznych. To powinien być taki gość, który nagrywa innych, który o wszystkich wie wszystko, jakiś taki Vidocq do potęgi setnej, człowiek z oczyma dookoła głowy, z uszami dalekiego zasięgu, z nosem wyczulonym na wszelkie najbardziej subtelne zapachy, a nawet zapaszki. A tu, w Polsce, czyli nigdzie, ministra w knajpie nagrali. Co to za koleś, który gada, co mu ślina na jęzor przyniesie, w miejscu, które bezpiecznym nie jest. Jak minister spraw wewnętrznych chce pogadać o sprawach tajnych i łamanych przez poufne, to powinien, jak w filmie szpiegowskim, siedzieć w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu na kamieni kupie i knuć. To, co się wydarzyło, już nawet nie jest śmieszne, jest żałosne, pokazuje amatorszczyznę, lekceważenie obywateli i brak szacunku do państwa oraz jego działania. Bez względu na fakt, od której strony zaczniemy opowiadać tę nieszczęsną historię, to zawsze wyjdzie na to samo: co to za państwo, w którym da się nagrać ministra spraw wewnętrznych i co to za minister spraw wewnętrznych, który takie sprawy omawia tam, gdzie da się go nagrać.

Jednak poprzedni akapit, to tylko wstęp, ale w tym całym bałaganie, wydarzenia z ministrem Sienkiewiczem wydają mi się niesamowicie zbieżne z tym, o czym zaraz opowiem. Jakieś takie symptomatyczne dla całości. Czyż można się więc nie zgodzić, że jednak minister miał rację i rzeczywiście jest „chuj, dupa i kamieni kupa”? No bo jak zrozumieć to, że w Polsce obowiązuje pewne prawo (które może nam się nie podobać i możemy walczyć, żeby je zmienić, ale na razie jesteśmy zobowiązani i zobowiązane do jego przestrzegania), nota bene jest to prawo surowe, bardzo restrykcyjne, a jednocześnie jest swoistym picem na wodę i elektromontażem, a przy okazji tych, którzy chcą owego prawa przestrzegać nazywa się ludźmi bez sumienia? No dobra, po kolei…

Profesor Chazan ma prawo nie wykonać aborcji?. Ma? Chyba ma. Na razie pełna zgoda. Znów może nam się to nie podobać, ale dura lex, sed lex. Chociaż, zadam w tym momencie pytanie, a co by było, gdyby był jedynym lekarzem w szpitalu, na nocnym dyżurze i okazałoby się, że musi wykonać taki zabieg ze względów medycznych? Też odmówi? Bo życie jest święte? No dobra, nie gdybajmy. Zacznijmy jeszcze raz. Ma prawo nie wykonać zabiegu, ale nie ma prawa (cały czas mówimy o wskazaniach do aborcji wskazanych w ustawie) odmówić pacjentce wskazania innej osoby, która taki zabieg przeprowadzi. Tłumaczenie się, że nie zna – jest głupie, bo znać ma obowiązek. Nie musi robić tego osobiście, skoro takie ma sumienie i taki pryncypialny, wystarczy, że w placówce przez niego kierowanej będzie spis innych placówek, które wykonują aborcje. Komentowanie tego faktu, że kobieta może iść gdzieś indziej też jest głupie, bo mówimy o państwowej służbie zdrowia, na którą wszyscy płacimy. Z kolei, jeśli ktoś wykonuje aborcje, zgodnie z prawem, to jak można mówić, że on nie ma sumienia? Bo prawa przestrzega? Proszę uprzejmie, nich np. pan Terlikowski walczy o zaostrzenie polskiej ustawy antyaborcyjnej, co robi cały czas, ja z kolei będę walczyć o jej złagodzenie. Nie mówmy, że ustawa jest kompromisem, bo nikt ze mną żadnego nie zawierał. To wszystko jednak nie jest istotne. Najistotniejsze jest owo miejsce, w którym się pogubiłam: obowiązujące w Polsce surowe prawo nie jest przestrzegane, w imię wyższych wartości. Duchowni nawołują do nieposłuszeństwa obywatelskiego mówiąc, że sumienie jest ponad prawem, a wszyscy to łykają jak gęś kluski. Rozkład państwa totalny. Przestrzegasz prawa – część obywateli ma cię za dupka, wywala na ciebie tony pomyj, obraża twoje zasady. Nie przestrzegasz prawa – i ktoś to zauważa – jesteś przez grupę obywateli czczony i jeszcze trwa walka (na razie na słowa, o argumenty dość trudno), że sumienie jest zagrożone. Przyznam się, że nie tylko się pogubiłam, ale właśnie w tym momencie najsilniej odczułam, że mieszkam w państwie wyznaniowym. Bo, furda ustawy i prawo (nota bene skonstruowane właśnie przez takie osoby jak profesor Chazan), furda zapisy, furda paragrafy, najważniejsze są zasady moralne i sumienie. Abstrahując od tego, że moje sumienie właśnie tarza się ze śmiechu, chociaż, jak mniemam, ten śmiech jest nieco histeryczny, to raczej dowód bezradności i oznaka totalnego zagubienia, to nadal pytam: o co chodzi? Ustawa jest? Jest! Samiście ją stworzyli, a teraz wam się nie podoba i próbujecie wymusić, środkami pozaprawnymi, jej zaostrzenie? Naciskać na innych, żeby przyjęli waszą optykę? Optykę zasad i sumienia? A co z moimi pryncypiami? Z moim sumieniem? No tak, nie liczy się, bo istnieje tylko jedna opcja. Zaraz mi się przypomina stary dowcip z PRL-u. Czym różni się moralność od moralności socjalistycznej? Tym, czym krzesło od krzesła elektrycznego. Niech będzie, że to moje pryncypia są tym krzesłem elektrycznym. A niech będzie, że feministki są „za aborcją”. Tylko dlaczego ktoś nie przestrzega prawa, a mówi się o zagrożeniu dla Kościoła? Dla zasad wiary? O zagrożeniu dla wolności sumienia? Wolność „do” posiadania sumienia najwidoczniej zagwarantowana tylko dla „obrońców życia”. Wolność „od” niego – dla mnie. A prawo? No właśnie. Chuj, dupa i kamieni kupa. Polska dnia codziennego.

 

Reklamy
Published in: on 06/19/2014 at 10:05  8 komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/06/19/pogubilam-sie-czyli-witajcie-w-polsce/trackback/

RSS feed for comments on this post.

8 komentarzyDodaj komentarz

  1. A najzabawniejsze jest to, że w naszym coraz bardziej wyznaniowym państwie niektórzy katolicy uważają się za ofiary prześladowań. Jeden z sygnatariuszy sławnej deklaracji powiedział: „Tak jak chodziłem wspierać kobiety broniące krzyża pod Pałacem Prezydenckim, tak teraz musiałem stanąć w obronie słabszych – katolików i naszego gnębionego kościoła.” A kardynał Nycz żąda zaostrzenia klauzuli sumienia.

  2. i dlatego jakoś mi coraz bardziej dziwnie, bo to, czego uczono mnie w dzieciństwie niajak nie przystaje do tego, z czym mam do czynienia codziennie

  3. @On
    tak, najbardziej prześladowani są podczas procesji bożociałowych, aż tego prześladowania noszą ze sobą gaz łzawiący http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,138764,16184746,Czlowiek_Motyl_zaatakowany_na_procesji_gazem_lzawiacym.html
    żeby temu prześladowaniu się przeciwstawić godnie i nadstawić drugi policzek jak im ich „świnta ksiunżka” nakazuje…

  4. Czują się przęsladowani samym istnieniem inaczej myślących, a co dopiero wypowiedziami… Tak jak pani Terlikowska, która z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że chciałaby aby jej dzieci żyły z świecie w którym nie ma rozwodników…

  5. Tego akurat nie słyszałam, a szkoda, bo rozkoszne 🙂

  6. Był z nią wywiad w WO. W sumie miła kobieta, tylko zrobiło mi się zimno na myśl, jak oni by się tych „złych” ludzi pozbywali…

  7. A Chazan, zdaje się, też rozwodnik?

  8. Widocznie… taka sytuacja 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: