Podrzucanie świni czyli (z)boczki

138090_winki-woda-nurkowanie

 

http://natemat.pl/103093,akcja-boczek-dzialacze-polskiej-ligi-obrony-wysylaja-muzulmanom-mieso-bo-podobno-trafia-przez-to-do-piekla

To żart? Internetowa głupia wiadomość, która już po trzydziestu sekundach od opublikowania ma sto tysięcy lajków, a na dodatek wszyscy wierzą, że jest prawdziwa i jeszcze znają osoby, które kupują dwadzieścia kilogramów boczku, tną precyzyjnie nożami ze stali szwedzkiej na piękne plasterki, potem pachnąc wędzonką, idą na pocztę, gdzie kupują koperty bąbelkowe, a potem, zamiast wstawiać gary z grochówką albo żurem, wysyłają mięsko z przerostami tłuszczyku do wyznawców islamu. Przecież to jak scenariusz do skeczu. Już widzę oczyma wyobraźni Erica Idle, który przebrany za gospodynię domową z londyńskiego przedmieścia, wyraża swój niesmak, że marnotrawstwo boczku sięgnęło zenitu i dokąd, ach, dokąd zmierza dzisiejszy świat. Po czym wrzuca za płot misji katolickiej ładnie opakowany durszlak z porcją makaronu. Następnie zmierza opłotkami w stronę jakiegoś centrum hinduistycznego, żeby walnąć w okno niewiernych wołową nogą.

Najgorsze, że mieszkam w kraju, gdzie zdarza mi się uwierzyć w sześć niemożliwych rzeczy już przed śniadaniem, a nigdy nie ćwiczyłam tej umiejętności. Jeśli ktoś kupuje boczek po to, żeby muzułmanin poszedł do piekła, to z pewnością jest doskonałym kandydatem do Nagrody Darwina. Za daleko idę? Ależ skąd. Jeśli ktoś jest w stanie bawić się jedzeniem tylko po to, żeby komuś hipotetycznie dokopać, jest możliwe, że wskoczy do studni, żeby ratować kurę i się utopi (to chyba moja ulubiona historia związana z Nagrodą Darwina). Nie, nie będzie ratować kury – przecież nie można jej nikomu podrzucić. Zaraz, zaraz, nie tak szybko – są jeszcze wegetarianie, których można straszyć martwym drobiem, a wegan dodatkowo obrzucać jajkami. Bez wątpienia wszyscy pójdą do piekła. Sartre napisał, że piekło to inni. Z pewnością – ci inni, którzy zamiast kupić psią karmę i iść z nią do schroniska wolą wysyłać wieprzowinę innowiercom. Zamiast kupić kredki i książki, a potem iść z nimi do domu dziecka albo hospicjum, lecą z ogniem w oczach do mięsnego, żeby dokopać wyznawcom islamu. Podpowiadam, że to nie jedyna religia, w której świnina jest uznana za pożywienie nieczyste. Dodam, bardzo przewrotnie, że można kupić jakąkolwiek żywność i w dzień ścisłego postu rzucać nią w plebanie, albo wkładać na ołtarze.

Zastanawiam się nad uczuciem, które towarzyszy mi każdego ranka, tuż przed przeglądem prasy. Czy to drżenie i bojaźń czy też histeryczny chichot? Ciągle zastanawiam się, co wygra w moim prywatnym rankingu idiotyzmów. Może to, że kandydat na europosła mówi, iż kobiety lubią stawiać opór, a tym samym być gwałcone? Ależ skąd – już przecież wcześniej objawił nam wszystkim najzabawniejszą z jego życiowych prawd, iż żony przyjmują poglądy polityczne męża w czasie stosunku seksualnego. A, co jeśli ów stosunek uprawia się w prezerwatywie? Jak wówczas „przeciekają” te poglądy polityczne? A co z żonami marynarzy, które mają niestabilnie poglądy polityczne przez nieuregulowane życie erotyczne? O opcji męża i kochanka nie wspomnę, bo w świecie pana od tych mądrości takie zbereźności nie występują. Chyba już pojadę po bandzie, gdy zapytam: a w trakcie stosunku analnego też następuje przejęcie poglądów politycznych? Naukowcy – toż to zagadnienie na miarę Nobla. Gdzie występują dokładnie i jaki skład chemiczny mają te poglądy polityczne przekazywane w tak hmmm… dowcipny sposób?

A potem się budzę kolejnego dnia i ktoś rzuca wieprzem w muzułmanów, a ja mam znów głupie pytanie: a dlaczego boczkiem? A kiełbasą nie można? Krakowska sucha działa mniej piekielnie niż wędzonka? A może taki wyznawca islamu, jak dotknie kiełbasy, to może sobie myśleć, że jest cielęca, albo drobiowa i z ogni piekielnych nici? A właśnie jak weźmie już boczek do łapy, to jego zapach nie pozwoli mu zapomnieć o chwili hańby religijnej? A czy wysyłającym boczek nie przychodzi do głowy, że taka przesyłka (szczególnie po kilku dniach – tak, nie bardzo wierzę w Pocztę Polską) już z daleka przypomina opary z okolic Ypres? I żaden szanujący się człowiek, ateista czy wyznawca czegokolwiek, czegoś takiego nie otworzy?

Zazwyczaj mam bardzo rozbudowane fabularnie sny – raz z Deanem Martinem odzyskiwałam mojego psa z rąk terrorystów, a po tej mrożącej krew w żyłach akcji myliśmy wannę w domu moich rodziców, raz z toporkiem w ręku znalazłam recenzję mojej książki w piwnicy, bo była w kuferku Roberta Redforda, a raz z Forrestem Whitakerem jeździłam na łyżwach po krakowskim rynku – jednak zastanawiam się, po co mi one? A może właśnie tak odjechane sny mają mnie nauczyć życia w Polsce, gdzie poziom absurdu sięga Himalajów? Może w ten sposób mój organizm się broni przed rzeczywistością? Życie snem Calderona de la Barca dzieje się w Polsce. Jestem jak Zygmunt – śnię, budzę się, znów zasypiam, ale nigdy nie wiem, co jest złudzeniem, co rzeczywistością. Może i dobrze? Inaczej bym nie wytrzymała. Dobranoc Państwu…

Reklamy
Published in: on 05/24/2014 at 09:04  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/05/24/podrzucanie-swini-czyli-zboczki/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. „Najgorsze, że mieszkam w kraju, gdzie zdarza mi się uwierzyć w sześć niemożliwych rzeczy już przed śniadaniem, a nigdy nie ćwiczyłam tej umiejętności.” – piękne! 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: