Kiełbasa vs. maselnica czyli „świat pięknych motyli prawie zaniknął”

Zrzut-ekranu-2014-05-08-o-23.48.57

Otóż ten świat pięknych motyli prawie zaniknął, ponieważ zdecydowana większość dziewcząt i kobiet nosi dziś spodnie! Taka jest moda, ale dla wielu z nich jest to kobiece samobójstwo, jeśli nie mają takiej figury, żeby nosić spodnie (z wyjątkiem szczupłych nastolatek). W każdym zaś wypadku nie ma już pięknego motyla. Niestety, większość kobiet zupełnie sobie nie zdaje sprawy z tego, jakie są konsekwencje noszenia spodni, właśnie dla ich kobiecości […] Dlatego dziś ta męskość kierowana wielkim respektem dla pań zwraca się z prośbą, a nawet apelem: śliczne panie, porzućcie genderową modę (Piotr Jaroszyński, „Nasz Dziennik”)

Zdarza mi się jeździć busem z Katowic do Olkusza. Tanio i szybko, ale nieprzyjemnie, bo większość kierowców katuje (no właśnie, to jest ciekawa kwestia – czy na pewno katuje) podróżnych weselną muzyczką. Jak słyszę „czerwone i bure, chodź ze mną na górę”, mam ochotę gryźć i ciąć żyletką. Ostatnio mam kumpla prawnika, który wyczulił mnie na kwestię gróźb karalnych oraz procesów o napaść z użyciem narzędzi czy jak się to nazywa, dlatego na trasę do Olkusza biorę słuchawki i próbuję się odizolować od rzeczywistości czymś mocno grzmiącym: Händel, niektóre utwory Beethovena, meksykańscy gitarzyści albo ukraińsko-amerykański punk-rock. Nie muszę, po prostu nie muszę słuchać tego, co puszcza kierowca busa. Innym odpowiada – super. Mazel tow i namasté. Dlatego, z niesamowitym zdziwieniem obserwuję to, co się dzieje wokół festiwalu Eurowizji. Mam wrażenie, że duża część moich znajomych zajęła się interpretacją tego wydarzenia… ekhem… kulturalnego. Ludzie, przepraszam, ale wy naprawdę tego słuchacie? Nie, nie… nie mam nic przeciwko temu, bawcie się wspaniale. Mam nadzieję, że każdego dnia od rana słuchacie Aleksandra Rybakowa, Domenico Modungo i innych zwycięzców tego festiwalu. Wasz gust – wasza sprawa. Lubicie ten rodzaj muzyki, to super, ale proszę mnie nie zapraszać na imprezy, bo będę marudna, upierdliwa, sarkastyczna i ironiczna, a nawet zostanę zmuszona (przez taką niekomfortową muzycznie sytuację) do upicia się na smutno lub „na groźnie”. A przecież tego nie chcemy, nieprawdaż? Przecież wszyscy lubicie mnie, ba, wręcz kochacie, wesolutką i rozkoszną jak prosię w deszcz. No… I tego będziemy się trzymać.

Kilka miesięcy temu usłyszałam piosenkę „My Słowianie”. Obejrzałam teledysk. Nie mogłam zgodzić się z interpretacją promotora zespołu, iż jest to twórcze zmierzenie się ze stereotypami. Dlaczego? Otóż dlatego, że piosenka reprezentuje niesamowicie niski poziom, a ponadto jest seksistowskim „szczuciem cycem”. Komuś się podoba? Super, niech ją nieustannie nuci pod nosem przy wypróżnianiu kociej kuwety i szorowaniu klozetu. Dużo słów do zapamiętania nie ma. Linia melodyczna też mi się zdaje prostą jako konstrukcja cepa. Memy nawiązujące do tego utworu, a mające na celu wyśmiewanie urody prawicowych liderek, uważam za równie toporne i siermiężne jak i samo wątpliwej jakości dzieło Donatana.

Czy jest w ogóle o czym rozmawiać? Nie, bo kultura jarmarczna zawsze posługiwała się skojarzeniami z „dupą Maryni” – nie nobilitujmy pioseneczki z kręgu weselnego naszym oburzeniem i analizą poziomu seksizmu. Przeminie ona jak sen świni wspartej ryjem o koryto. A wielbiciele tego gatunku muzycznego nie zauważą ani przedmiotowej roli kobiety, ani seksizmu, bez względu na to ile tekstów napiszemy, ile komentarzy pojawi się na profilu „Codziennika Feministycznego”. Myślę, że – nawet przekornie – duża część słuchaczy i oglądaczy tego klipu będzie go nobilitować, bo ma dość naszych argumentów, argumentów, których nie rozumie, które są im obce, a nawet absolutnie nie do pojęcia.

Ja nie słucham, a skoro nie słucham i nudzi mnie to, po co mam tracić czas na analizę czegoś, co jest proste, wręcz prostackie. Tycjana nie wynajmuje się do pomalowania szopy w ogródku.

Jedyne, co rąbnęło mnie w całej sprawie, to komentarz (niegramatyczny) zamieszczony w „Wyborczej”. Niestety, Internet jest wieczny, tak samo jak diamenty: „Polska w finale Eurowizji. Mamy gdzieś, czy był seksistowski” (pisownia oryginalna). Och, jakież zabawne, że gazeta o największym w naszym kraju nakładzie ma gdzieś seksizm. Możecie to usunąć, ale, niestety, ja już przeczytałam. I już wiem, że macie w dupie to, jak mnie jakiś facet poklepuje protekcjonalnie. Macie w dupie to, że ktoś mi powie, że mam PMS i dlatego jestem wściekła. Macie w dupie, że zarabiam mniej od tych z fallusami. I macie w dupie całą masę innych rzeczy. Też mam was w dupie. Kupować nie będę. Wycofuję się z wszelkich płatności dla was. Pewnie nie zbiedniejecie, ale pamiętajcie, że jeden zadowolony klient, to przyciągnięcie kilku innych. Jeden niezadowolony klient, to odciągnięcie kilkunastu. A wy właśnie znaleźliście się na poziomie jakiegoś bubla, żeby nie powiedzieć Bubla… Fajnie, co? Pomyślcie, że wywalenie tegoż dziennikarzyny nic nie da, bo macie takich więcej. Codziennie się to widzi. Dbajcie nadal tak o poziom. Skoro tego właśnie chcecie… Mazel tow i  namasté.

Ale jedźmy dalej. Conchita Wurst. Och, to już jest zabawa. Thomas Neuwirth stworzył sobie koncepcję sceniczną w osobie Conchity, a świat podzielił się na jego / jej zwolenników i przeciwników, którzy, gdyby mogli, a nie siedzieli przed monitorami komputerów, obrzucaliby się precelkami i oblewali wrzącym latte. Wysłuchałam piosenki – nie moje klimaty, za bardzo przypomina te do „Bonda”, ale nimi nie jest. Komuś się podoba? Super. Komuś się nie podoba – niech nie słucha. To tylko piosenka.

Jednak sprawa z Conchitą nasunęła mi na myśl coś innego – coś, o znacznie szerszym zakresie. Coś, co może niepokoić, a nawet przerażać. Zacznijmy jednak od początku – jakiś czas temu przeczytałam o małym chłopcu z niemieckiego miasteczka, który nie lubi spodenek i chodzi w spódnicach. Jego tata, uznając, że szczęście własnego dziecka jest najważniejsze, też zakłada spódnice. Żeby dziecko nie czuło się wyalienowane i napiętnowane. Żebyście Państwo zobaczyli te komentarze – od zwykłego rzucania błotem „zboczeniec”, aż do postulatów o zabranie dziecka od takich zwyrodnialców i przekazanie go do „normalnej” rodziny. Bo, jak napisał w „Naszym Dzienniku” Piotr Jaroszyński, chociaż wypowiadał się w innej sprawie: „Chłopiec to chłopiec, więc ma być ubrany jak chłopiec, czyli ma nosić spodnie”. No serio? Musi? Nawet w Malezji? W Szkocji? Bo z naszej, europocentrycznej perspektywy, bardzo ograniczonej, wydaje nam się, że noszenie spodni jest oznaką męskości? Panie kochany, jeszcze niecałe sto lat temu dzieciaki latały wszystkie w kieckach (zdjęcia rodziny św. Jana Pawła II na dole) – bo tak było wygodniej, a nikt nie przejmował się ustaleniami, jakże rygorystycznymi, dotyczącymi kolorów: różowego i niebieskiego. Pamiętam też portret Władysława IV (miał pewnie ze trzy lata i nie był urodziwym dzieckiem), na którym przyszły król przedstawiony był w mocno zdobionej sukienusi. O jejku… ależ gender.  Ubranka dla dzieci jeszcze trzy dziesięciolecia temu były w przyjemnym kapciowym kolorze, bo brudu widać nie było. Na początku XX wieku nikt się nie przejmował dziecięcymi ciuchami, bo: a. dzieci umierały często i szybko, a pragmatyzm i oszczędność w tamtych czasach były równe naszemu konsumpcjonizmowi i rozpasaniu; b. wszyscy mieli w dupie to, w czym chodzi dzieciak, który równie dobrze mógł obsikiwać sukienkę po starszej siostrze, kaszmirowy kocyk, płócienną szmatę albo ziemię, jeśli chodził z gołym tyłkiem.

Wspomniany wcześniej Piotr Jaroszyński wydaje się zniesmaczony kobietami chodzącymi w spodniach. Jako arbiter elegentiarum wypowiada się autorytatywnie jaki rodzaj damskiej pupy ładnie się prezentuje w nogawicach. Nie chcę być wredna, ale koleś, widziałeś swoje wąsy? Widziałeś? I ty uważasz, że masz prawo pisać o tym, kto może w czym chodzić? Zabawne.

Jak się wszystko zbierze do kupy, to wyłazi polska prowincja. Ustalanie, co jest właściwe, a co nie. Jak należy wyglądać. Jakie są normy dotyczące męskości i kobiecości (pewnie spodnie vs. opiekuńczość). I dlatego właśnie Conchita wzbudza tyle kontrowersji. Jesteśmy (w Polsce) jak w małym miasteczku w latach pięćdziesiątych. Zajmuje nas to, w czym wyszła właścicielka sklepu, że nie ma obiadu u burmistrza, bo pani burmistrzowa plotkuje w kawiarni na rynku, że ktoś nie ma dzieci, że ktoś przytył, że kotś kupił sobie wzorzysty materiał na suknię, a grubas. Stwarzamy jedyną obowiązującą wizję „normalności” i przed lustrem wmawiamy sobie, że to właśnie my jesteśmy zdrową tkanką. A każdy inny niż my: Żyd, Cygan, pedał, kobieta z brodą, chłopczyk z kokardką, lesba i ten, który nie gotuje rosołu w niedzielę, musi zostać wyrównany, przywołany do porządku, oskubany ze swej inności, albo przynajmniej z absurdalnej chęci afiszowania się nią. A tak na marginesie. Wiosną, latem i jesienią chętnie noszę spódnice, bo ładnie się wówczas prezentują moje tatuaże na nogach. Uważam, że są bardzo kobiece. A w zasadzie, to wcale tak nie uważam. Uważam jedynie, że mi się podobają, a jak ktoś uważa inaczej – niech nie patrzy. I już. Ja jakoś powstrzymuję się od uwag na temat sarmackich wąsów niektórych profesorów z „Naszego Dziennika”. No dobra, nie powstrzymałam się, ale zostałam sprowokowana. Noś se je, koleś, ale skoro przyznajesz sobie prawo do tego, to pozwól mi chodzić w spodniach, albo się tatuować. A jak będę chciała, to brodę też se zapuszczę. Nie podoba się? Trudno. Żyj długo i szczęśliwie. Mazel tow i namasté.

http://www.naszdziennik.pl/wp/76520,gender-i-moda.html

1

KAROL WOJTYLA

1024px-Emilia_and_Karol_Wojtyla_with_Edmund

Reklamy
Published in: on 05/11/2014 at 10:42  4 komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/05/11/kielbasa-vs-maselnica-czyli-swiat-pieknych-motyli-prawie-zaniknal/trackback/

RSS feed for comments on this post.

4 komentarzeDodaj komentarz

  1. Ja bardzo za tym opowiadam się, żeby wszystko od razu jasne było who’s who, a co w spodniach czy w spódnicy, to podstawa. I dlatego chciałbym, by teksty przez motylki pisane od razu czymś się odróżniały. Proponowanie im, żeby od prawej do lewej pisały może prowadzić do niepożądanych komplikacji, ale może by tak Pawian Motylek od góry do dołu zaczął pisać? Albo, na przykład, szwabachą?

  2. Motylki piszące szwabachą, wyobraziłam sobie to i zadrżałam 🙂

  3. Zgadzam sie z Tobą 🙂
    Dla mnie też piosenka o Słowianach jest po prostu prymitywna i koniec. I nie wiem dlaczego, ale w ogóle mi się z seksizmem nie kojarzy. Może dlatego, że w tych dresiarskich klimatach cycki są prawdziwą wartością (z całą powagą: )… Widziałaś wersję męską? Podobało mi się „co mama w garach dała…” 🙂
    I też tak jak Ty nie lubię piosenek „festiwalowych” – są zawsze podobne do siebie, czyli nijakie. Chociaż pan Tomasz ma niezły głos i jest urodziwy.
    I owszem, moda dziecięca tak właśnie wyglądała – dodam jeszcze, że dzieci były (o ile się orientuję) uważane za istoty bezpłciowe (do okresu dojrzewania).

    A pana Piotra nie komentuję…

  4. Sezon irytyujacyh kosiarek w pełni, a tu ciągle każą mi mieć zdanie o Donatanie i Conchicie, Disco polo nigdy mnie jakoś nie zajmowało, festiwalowe pościelówy wywoływały emocje ostatnio gdzieś w późnej podstawówce. Nie wiem, co się porobiło. Ludzie się na facebooku odfrendowują, bo ktoś nie to napisał o temacie, czego można się po nim/niej spodziewać. Dobrze, że mundial już niedługo, zdejmą Donatana z pierwszych stron portali:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: