Прошу слова czyli Gribojedow zamawiałby kanapkę w Subway’u

_DSC9029

Kończę spacer z Achmatową na Czystych Prudach, które zamyka pomnik Gribojedowa. Wcinam osetyjskie pierogi z botwinką, szpinakiem, kartofelkami i grzybami oraz dzikim czosnkiem, z pewnością nie jest to łosoś drugiej świeżości. Autor „Mądremu biada” nie ma niestety takiego wyjścia, bo stoi tuż pod fast foodem, pod Subwayem. W tle wieżowiec z napisem „Лукойл”. I jakoś mi przychodzi do głowy zestawienie: Wagit Alekperow i Aleksandr Gribojedow. Jeśli ktokolwiek oczekuje teraz błyskotliwej refleksji na temat dziejów ludzkości, to może iść do domu. Tuż obok – stacja metra. Następna stacja: Łubianka. A na ławce siedzi policjantka w krzywo założonej czapce, łupie słonecznik aż miło. Przysiadła na chwilę, zmęczona, czapka się przekrzywiła, daszek sterczy gdzieś nad uchem. Czuję jej zmęczenie we własnych nogach, wszak przeszłam od Biblioteki Lenina, Przez Kitaj-gorod na Czyste Prudy właśnie. Mijałam mur kremlowski mimochodem, notując spojrzeniem kopuły cerkwi zestawione dość przypadkowo z pomnikiem Marksa. Momentami czuję się jak w Paryżu, tym solidnym i mieszczańskim, z szerokimi ulicami i wysokimi kamienicami, w których straszni mieszczanie spożywają dary boże, pokolenie za pokoleniem przeżuwając chleb swój powszedni, a czasem – jakbym była w Siewierzu, gdzie małe, piętrowe domki powoli zapadają się w ziemię przytłoczone mijającymi dniami. W tych pierwszych dzielnicach, może i luksusowych, albo pozbawionych słońca, zawsze zasłoniętego wysokimi domami czuję się znudzona, bo już to widziałam. A w tych prowincjonalnych z przyjemnością odnotowuję detale. Malusieńki york w różowym sweterku, w objęciach wyrośniętego młodzieńca w dresie. Studnia i przechylony krzyż na podwórcu cekrwi. Zburzony dom, zostawiona fasada, na dodatek pomalowana na wścieklełososiowo. Jakby wioska potiomkinowska a’rebours. Idę dalej, gdybym mogła, to bym chwyciła którąś ręką drut prowadzący trolejbus i może wyrwała się z poziomu ulicy, by zobaczyć szerzej, zbudować jakąkolwiek syntezę, nie pozostawać na poziomie mikro.

_DSC9004

A gdy w przód chcesz iść, pamiętaj że,

Masz lewej strony trzymać się.

_DSC9032

Przed Biblioteką Lenina siedzi Dostojewski. Siedzi, jakoś tak dziwnie, jakby przycupywał na jednym półdupku, jakby mu było strasznie niewygodnie, jakby miał hemoroidy, jak zasugerowała Ida Syberyjska, jakby czuł, że to nie jest jego miejsce. Jakby się pomieszały porządki, jakby ktoś przestawił pionki na planszy do gry, w ogóle nie znając jej reguł. A może są to reguły, których nie rozumiem? A może nie muszę rozumieć?

Porządek taki świat zawsze znał,

Gdy stoisz z prawej, będziesz stał.

Moskwa jest jak kobieta w średnim wieku. Nie musi już niczego udowadniać. Jeśli nawet ma kompleksy, to nauczyła się je ukrywać. Ma pierwsze zmarszczki, no cóż, taka jest kolej rzeczy. Czasem przesadzi z makijażem, czasem może śmiesznie wyglądać w ubraniach zbyt obcisłych, zbyt barwnych. Ma jednocześnie niesamowitą klasę, wie jak się zachować, bo już przecież niejedno przeżyła, nadal ciekawa świata, ale już nie zdziwiona jego ruchliwością i zmiennością.

W moim metrze nikt tłoku się nie lęka

Bo w nim wciąż ta sama dźwięczy piosenka.

_DSC9012

Mimo, że tłoku nie znoszę, że boję się tłumu, zgiełku i hałasu, a przypadkowy dotyk potrąceń obcych ludzi wywołuje we mnie dreszcz obrzydzenia, w moskiewskim metrze mam w dupie wszystkie moje fobie i idiosynkrazje. A potrącajcie mnie, a ja i tak się nie ruszę, wgapiona, jak sroka, w mozaikę z dziećmi ofiarującymi, już nie jak u Barańczaka, wzruszone, ale wręcz dumne kwiaty, czerwonoarmiejcom. Stoję nieporuszona, jak skała, o którą rozbijają się fale tłumów, bo właśnie zobaczyłam maleńkie literki w zwieńczeniu kolumny: „КИМ”. Małe, pięcioramienne gwiazdki mnie wzruszają, podobnie jak mikroskopijne sierpki i młotki. Dotykam ściany z marmuru, przesuwam ręką, starając się dokładnie i na całe życie zapamiętać ten chłód i gładkość. Gdybym mogła, pewnie zaczęłabym lizać te ściany, bo z pewnością mają jakiś konkretny smak. Podnoszę jak najwyżej głowę, wącham, zaciągam się zapachem moskiewskiego metra, wciągam je  do płuc i już się boję, że kiedyś zapomnę. Że zapomnę barwę tego białego światła, że zgubię lekki półmrok na sklepieniach. Wjeżdżam na górę i się uśmiecham. Mijający mnie na ruchomych schodach ludzie mają wyraz politowania na twarzach.

_DSC9076

Reklamy
Published in: on 04/18/2014 at 06:58  6 komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/04/18/%d0%bf%d1%80%d0%be%d1%88%d1%83-%d1%81%d0%bb%d0%be%d0%b2%d0%b0-czyli-gribojedow-zamawialby-kanapke-w-subwayu/trackback/

RSS feed for comments on this post.

6 komentarzyDodaj komentarz

  1. Wiem, że wychodzi ze mnie detalista upierdliwy, alem całe życie był przekonany, że drugą świeżość mają jesiotry. Łososia proszę nie tykać.
    Baw się tam dobrze, Pawianie. Szczerze zazdroszczę.

  2. jesiotra nie było – był za to łosoś. Ciągle jem łososia. więc to nie jest Bułhakow, ale Pawian. Dlatego zmieniłam. Dziękuję. Dziś, to był dopiero dzień 🙂 Łosoś też był. i Kawior był też.

  3. Jeszcze raz napiszesz o metrze to, powiadam, pojde sie utopic! 🙂

  4. Przyłączę się do zazdroszczenia, Co mi tam…

  5. to może nie napiszę, ale… pół niedzieli siedziałam w podziemiach i jeździłam od stacji do stacji. Nie top się, błagam.

  6. Dzięki 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: