From Russia with love czyli Patriarsze Prudy

IMAG0548

„opisywany nie utykał na żadną nogę, nie był ani mały, ani olbrzymi, tylko po prostu wysoki. Co zaś dotyczy zębów, to z lewej strony były koronki platynowe, a z prawej złote. Miał na sobie drogi szary garnitur i dobrane pod kolor zagraniczne pantofle. Szary beret dziarsko załamał nad uchem, pod pachą niósł laskę z czarną rączka w kształcie głowy pudla. Lat na oko miał ponad czterdzieści. Usta jak gdyby krzywe. Gładko wygolony. Brunet. Prawe oko czarne, lewe nie wiedzieć czemu zielone. Brwi czarne, ale jedna umieszczona wyżej niż druga. Słowem – cudzoziemiec”.

(Michaił Bułhakow)

Moskwa jest nieoczekiwana. To słowo pierwsze przychodzi mi do głowy, bo nic nie dzieje się tak, no właśnie, a jak ma się dziać? Przecież niczego sobie nie wyobrażałam, nie miałam zamiaru porównywać z literaturą, po prostu wpadłam z uszami, z ryjkiem i ogonkiem, jak zawsze wpadam, bez oczekiwań, sądów i namysłów. No to wpadłam: raz, dwa, trzy i już byłam w Moskwie. Nawet nie zdążyłam tego jakoś celebrować, bo jedna z pięćdziesięciu bramek na Szeremietiewie już mnie wypluła, czarnobrewa carica przybiła stempelek, jakieś korytarze, już podjeżdża moja sfatygowana walizka, na której Puc Klucha ćwiczy kocie aikido pazurowe, już wyrzucona zostaję na zewnątrz. I pewna siebie, jakbym była Aleksandrem Gosiewskim na Kremlu, wnet dzwonię do Tatiany Siergiejewny. Dzwoniłabym, gdybym miała numer. Przecież zapisywałam, no zapisywałam… Wot, siurpryza. A ona zadzwoniłaby do mnie z pewnością, gdyby nie zostawiła polskiej komórki w domu. Ёлки-палки. Nigdy w życiu nie myślałam, że fraza: „telefon do przyjaciela” znaczy tak wiele.

***

Na nocnych Patriarszych Prudach jeszcze nie pękam, chociaż wreszcie zaczynam rozumieć zdanie: „Nie tylko nikogo nie było koło budki, ale i w równoległej do Małej Bronnej alei nie widać było żywego ducha”, bo poczynając od chow-chow w zielonym sweterku i buldożka angielskiego całkiem nieubranego, a kończąc na grupce licealistów spoglądających czule w swe smartfony i biegacza w krótkich galotach wszyscy wiedzą, że tu nigdy nie możesz być człowieku sam. I znów nieoczekiwane, bo chociaż nie spodziewałam się pustych alejek otoczonych mgłą płynącą z pobliskiego stawiku, to tabunów ludzi łażących po ciemnym parku się nie spodziewałam. I znów pytam, a spodziewałaś się czegoś konkretnego? Przecież nigdy nie masz wizji, planów i oczekiwań. To skąd to uczucie, że jest coś nieoczekiwanego? Na dodatek rozśmiesza mnie bliskość logiczna. W Katowicach, na placu Miarki jest pomnik Moniuszki, co jak powiedziała naczelna „Zadry”, wydaje się zrozumiałe, bo przynajmniej jest alfabetyczny porządek. Na Patriarszych Prudach wielki pomnik Kryłowa i płaskorzeźby z ilustracjami do jego bajek, co daje mi miły punkt wyjście do dzisiejszego wykładu. Ale szukam sensu.

***

Niełatwo się zachwycam. Po pierwsze dlatego, że jestem wredziolem, któremu przez zęby nie wysmyknie się, że pięknie, że wzrusza, bo czuje, że ociera się o banał, a po drugie – jestem Niszczycielką Światów i obawiam się zachwycać. Bycie objazdową Erynią może być nieco uciążliwe. Gdziekolwiek nie jadę, a na dodatek tam mi się spodoba, to rozpoczynam już serię nie tyle nieoczekiwanych wypadków, chociaż i to się zdarza, ale lokalnych katastrof i całkiem sporych zniszczeń mimowolnych. W końcu przecież, gdy objawiłam swój zachwyt nad Grecją to ten biedny kraj się spalił, we Włoszech zatrzęsła się ziemia, w Londynie spalił „Cutty Sark”. Ostał się Paryż, bo tam sarkałam i marudziłam. W Ołomuńcu, gdy tylko Honza usłyszał sygnał straży pożarnej – spojrzał na mnie surowo, bo już wiedział. Potem zaczęły się powodzie. A zakład produkcji plastiku spłonął chyba nawet niezauważony. Dlatego się pilnuję i mówię Tatianie Siergiejewnej, że ta Moskwa zwyczajna, a nawet brzydsza od Alwerni czy Sosnowca.

***

Czasem jednak twardziele nie wytrzymują, jak na przykład w Londynie, gdy usiadłam w sali pełnej van Dycków i zaczęłam chlipać. I proszę nie pytać, dlaczego właśnie tam, właśnie wtedy. I to samo spotkało mnie na stacji metra Majakowska, gdy podniosłam głowę i zobaczyłam mozaiki socrealistyczne. Tatiana Sierdiejewna jest sadystką, dlatego w następnej kolejności pokazała mi Białoruską. A ja, mając coraz szerzej otwarte oczęta, zastanawiałam się, dlaczego ten idiota Bierut, nie chciał metra. Takiego metra. Z głębokimi stacjami, do których zjeżdża się niby do kopalni Morii. Z wysokimi przynajmniej na pięć metrów korytarzami, z żyrandolami zapierającymi dech w piersiach (tak, to banał), z białymi marmurami, a chociaż nie znoszę tego koloru stoję urzeczona i czuję, że jeszcze moment i zacznę chlipać z tego natłoku piękna i wrażeń. Muszą coś zrobić, muszę, dlatego przechodząc koło stosunkowo mało gustownego pomnika przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej (Koba, myślisz, że to dla ciebie?) syczę złośliwie: fiutek z garnirką, by za moment prawie zlizać sos z łososia z czerwonym kawiorem. Więc tak wygląda Moskwa? Moja Moskwa? Chwileczkę, jeszcze nie wygląda.

***

Chyba nie reprezentuję godnie. Po Moskwie, po jej szerokich alejach biegam w spodniach od dresu, bo dzień przed wyjazdem zrobiłam sobie tatuaż na nodze. Z lenistwa i dla wygody, a także dla higieny latam jak szóste dziecko stróża, nad czym, rzecz jasna, nie boleję. Nucę pod nosem „Piosenkę o moskiewskim metrze” i odpowiadam grzecznie „dobry wieczór” BOR-owikowi robiącemu już szóste kółko wokół potężnej bryły ambasady. Przynajmniej on też jest w dresie. Zasypiam, mrucząc zgoła niestosownie, ale tylko to przychodzi mi do głowy: „Chcę, tak, chcę”. Jeszcze nie wiem czego, ale się dowiem.

Reklamy
Published in: on 04/16/2014 at 04:50  2 komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/04/16/from-russia-with-love-czyli-patriarsze-prudy/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzeDodaj komentarz

  1. Pawianie, Objazdowa Erynio, jak ja zazdroszcze! To metro marzy mi sie od lat! (zlosliwi, wypominajac mi wiek, mowia, ze od tysiacleci). Mialam nawet plan wylatuje rano, biegne do metra, lkam, gladze mozaiki, przytulam kolumny i lapie wieczorny samolot. Ech, wstapie chyba nabyc na ten smutek kilogram Aljonek… a ty dawajze, opowiadaj dalej!

  2. Bardzo nastrojowe jawi się to miasto w Twoim opowiadaniu („klimatyczne” jak mówi młodzież)…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: