Wyjazd do Kisłowodzka czyli dopóki jest tak, czy siak

Господи мой, Боже, зеленоглазый мой,

Пока Земля еще веpтится и это ей стpанно самой,

Пока ей еще хватает вpемени и огня,

Дай же ты всем понемногу и не забудь пpо меня.

(Bułat Okudżawa)

Mentalnie, a przede wszystkim tekstowo, przygotowuję się do wyjazdu na wschód, bo wschód mnie niesamowicie ciągnie, podnieca i ciekawi. Może właśnie tam, już za chwilę, uda mi się odnaleźć różne rzeczy, które ostatnio pogubiłam. Gdy, kilka dni temu, byłam w korporacji papierniczej, stanęłam na schodach i zapytałam Małe przy ksero, co by było, gdybym nagle rzuciła tym wszystkim i wyjechała do Kisłowodzka? Małe odrzekło, jak zawsze rezolutnie, że to byłoby w porządku, ale musiałabym wrócić. A ja drążyłam dalej: a gdybym nie wróciła? Gdybym w tym Kisłowodzku miała kozę, ogródek i robiła tam kwas chlebowy? Małe zmarszczyło brwi i powiedziało, że to by było już zupełnie nie w porządku. Czyli czasem nie wolno nie wrócić? Czasem powrót nie jest powrotem? „Droga jest Kamieniem. Początek jest Kamieniem. Jeżeli nie pojmujesz tych słów, jeszcze nie zacząłeś pojmować. Każdy krok, który uczynisz, jest celem” (Jorge Luis Borges, Róża Paracelsusa).

***

Wychodziłam ze szpitala i chciałam zostawić innej pacjentce gazety. A ona mi mówi, żebym zabrała wszystkie swoje rzeczy (śmieci też? a co z moją krwią, którą „podpisywano wojnę, miłość, rozejm, pokój, wyrok, układ, czek na śmierć”?), bo, jak nic nie zostawię, to już nigdy tu nie wrócę. To jak wrzucanie monety do fontanny à rebours. Jakie to by było proste. Ruch skrzydeł motyla w Tybecie skutkuje tornadem w Ohio, a szelest papieru w szpitalu skutkuje powszechnym szczęściem i zdrowiem na planecie. Biedni pozytywiści, którzy walczyli z przesądami, poumierali z wiarą w postęp (chociaż nie wszyscy, bo np. Orzeszkowa umarła jedynie z wiarą w pojedynczego człowieka), a magia w życiu ludzkim ma się zadziwiająco dobrze. Chociaż, z drugiej strony, skądś się biorą monety w supermarketowej fontannie. Widziałam, sama widziałam, jak wrzucali pieniądze w Silesia City Center, jakby ich jeszcze tam za mało zostawili. Zaklepywali sobie powrót, ale do czego? To tylko był pusty gest czy wręcz przeciwnie, jakiś skomplikowany symbol, albo rytuał? „Zmysły mówią, że jest wielość i zmienność, a rozum, że jedność i stałość”.

A gazety zostawiłam pielęgniarzowi, bo chciał. Pewnie ma interes, żebym tam wróciła.

***

Jakiś czas temu rozmawiałam z moim studentem, który jawił się na początku jako leser, a stał się ciekawym człowiekiem, ale trzeba było się zatrzymać (nie napiszę, że trzeba było się pochylić, bo chyba bym umarła ze wstydu, że używam tak pretensjonalnego słowa). Trzeba było poczekać aż zacznie mówić. I jakoś zeszło na Hłaskę. Oboje zachwycaliśmy się jego frazą, ale długo nie rozmawialiśmy, bo właśnie skończył się kwadrans między zajęciami, a papierosy już pogasły. Nie zdążyłam mu powiedzieć, że wracam do Hłaski, chociaż mnie wkurza, denerwuje, chociaż czasem rzygam tą męskością, tą surowością, tą bezkompromisowością, tym fallusem. Tą całą siłą, wymaganiami, którym za cholerę nie można sprostać: „Wielkie, silne zwierzęta umierają w samotności i milczeniu. Odchodzą w pustkę i nie skarżą się nikomu” (Następny do raju). Ładne? No, ładne, ale tak wystudiowane, tak świetnie nadaje się na złotą myśl, że aż się zimno robi. Gdy człowiek to czyta, widzi, że w środku, ale tego ma nie być widać, jest cała masa wątpliwości, cała masa strachu. Tymi ostatnimi już nie rzygam, bo strach i wątpliwości są ludzkie. Zwyczajne. I pewnie dlatego wracam do Hłaski, żeby między wierszami zobaczyć właśnie to, co jest i moje. Ale z niechęcią konstatuję te hemingwayowskie twarde pozy, ironiczne skrzywienia warg. Podobno, ale nie wiem, ile w tym prawdy, Hłasko zawsze się krzywił do zdjęcia, żeby mieć zmarszczki na czole, żeby wyglądać męsko. Nie lubił swej fizys, wydawała mu się zbyt delikatna.

Jestem ciekawa, w którym miejscu mi się robią zmarszczki, gdy chcę wyjść na twardzielkę.

***

A więc, kierunek wschód. „Czasami nie chodzi o to, aby się zmieniło na lepsze. Najczęściej chodzi o to, aby zmieniło się cokolwiek” (Sowa, córka piekarza).

Reklamy
Published in: on 04/06/2014 at 13:55  3 Komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/04/06/wyjazd-do-kislowodzka-czyli-dopoki-jest-tak-czy-siak/trackback/

RSS feed for comments on this post.

3 KomentarzeDodaj komentarz

  1. Jak czytałam w młodości to mnie te pozy jeszcze nie denerwowały. Teraz nie wracam. Generalnie rzadko wracam do książek, filmów, bo nie chcę sobie zepsuć dobrego wrażenia (jeśli takie miałam 🙂 Ale chyba już wtedy widziałam w pisaniu Hłaski jakiś tragizm, depresję? Poczucie bycia nieuchronnie skazanym na nieszczęście i tragiczny koniec?

  2. Chyba widziałam u niego pesymizm, a nawet fatalizm, który pasował do moich ówczesnych nastrojów… Jakaś wiosenna melancholia Cię ogarnęła?

  3. chyba własnie tak…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: