Ciężkie jest życie kataryniarza w poście czyli chodziła czapla po desce

czapla_nadobna

Właścicielem praw autorskich do tego tekstu jest Pawian, ale w zasadzie nic mu do tego.

Jako, że Pawian zostać derektor, znaczy wice, korporacji papierniczej, to do jego obowiązków zaczęły należeć rzeczy, o których strach gadać przed północą. No dobra, przesadzam, ale jest zarówno śmieszno, jak i straszno. Zacznijmy od początku. Zasłużony (dla kultury polskiej, ale w sumie światowej też) szwedzki poeta ma zostać doktorem honoris causa pawiańskiej Alma Mater. W związku z tym powierzono naszej korporacji papierniczej zaszczytny i niesamowicie odpowiedzialny odcinek przygotowania tejże uroczystości: mamy wydać, nota bene, bardzo pięknie wydać, zwyczajową w takich sytuacjach, książeczkę okolicznościową. No to, wydajem, panie dziejku.

Redaktorka K., zwana dalej Światłem Mych Oczu, stara się, spręża, podrzuca nowe pomysły, rypie jak norka, gania jak poparzona, ustala szczegóły, koordynuje prace piszących, redaguje teksty, omawia ze mną strategię, spotyka się z kim trzeba, dopieszcza styl, kasuje powtórzenia, analizuje niefortunne związki frazeologiczne, wpada na nowe pomysły, ma wizje… jednym zdaniem: między nami dobrze jest, jakby strywializowała naszą relację Masłowska.

Otrzymałam od Światła Mych Oczu instrukcję, że w związku z pojawieniem się w książeczce wierszy w dwóch różnych tłumaczeniach na polski, należy skontaktować się z jednym z tłumaczy, który mieszka po drugiej stronie Bałtyku. Nazwijmy tegoż tłumacza profesorem L. Jako, że jestem grzeczna, posłuszna oraz wykonuję polecenia redaktorek bez mrugnięcia okiem i bez marszczenia brwi, to piszę:

„Kochany Profesorze L., czy da Pan parę wierszy do naszej książeczki? Ale za friko, bo, jak wiesz, Kochany Profesorze, biedniśmy niczym myszy kościelne i nas nie stać na fanaberie”. Profesor odpisuje w ciągu trzech minut: „Pawianku drogi, macie, bierzcie wszystko, ale… jest problem. Bo ja nie mam praw autorskich. Ma je wydawnictwo a5. Pisz Pawianku, nie na Berdyczów, bo tu ci daję adres odpowiedni”. No to piszę: „Szanowna Pani z Wydawnictwa a5. Profesor L. się zgodził, daj nam pani parę wierszy znanego szwedzkiego poety w tłumaczeniu profesora L., ale za friko, bo….”. W ciągu pięciu minut Pani z Wydawnictwa odpisuje: Szanowna Pani Pawian, bierzcie wszystko, ale… jest problem. Bo prawa autorskie ma też szwedzka oficyna Bonnier Verlagen. Pisz Pani do nich. Z poważaniem”.

Lecę więc do redaktora W., który dalej zwany będzie Młodym Klerykiem i mówię: Młody Kleryku, pisać będziem w językach obcych do szwedzkiej oficyny. Mówię, co pisać będziem, a on, niby demiurg do wynajęcia, wciela me szatańskie pomysły w życie. Napisalim (znaczy, on napisał), wysłalim (znaczy, ja wysłałam) i czekamy. O ile wcześniejsze maile, zarówno te do Szwecji, jak i te do Polski, leciały w sekundę, tak do prawdziwej korporacji papierniczej trza się dobijać długo. Staliśmy, pod jej elektronicznymi murami, z Młodym Klerykiem, jak Jurand ze Spychowa, który córkę ratować do Krzyżaków poszedł. Stoimy, stoimy, nudzimy się, słońce wschodzi i zachodzi, a my nadal czekamy. Zima już mija, listki się zawiązują, ptaszęta kwilą, a my czekamy. W końcu – jest odpowiedź: Szanowna Miss Pawian, a bierz kochaniutka co chcesz, ale w zasadzie, to nam nic do tego, bo prawa autorskie są przy Mistrzu, poecie samym. Więc, Miss Pawian, pisz ty do jego żony, która jest jego agentką”.

Jak do tej pory byłam entuzjastycznie nastawiona, tak w tym dramatycznym momencie przyszły mi jedynie do głowy słowa: chodziła czapla po desce… Coś czuję, bo pisarz i jego małżonka, z pewnością są zaprzyjaźnieni z profesorem L. i jak napiszę do nich mail, to uzyskam odpowiedź następującej treści: „Droga Pani Pawian, a bierz pani co chcesz, ale w zasadzie pisarzowi nic do tego, bo prawa autorskie są przy naszym przyjacielu, profesorze L.” – no będzie tak, założą się Państwo? I zatoczę wówczas kółeczko, będzie jak w słuchowisku „Paramęt Pikczers”, w którym streszczano proroctwo „Wesela” z perspektywy piłkarskiej: raz do koła, raz do koła. Może pójdę na skróty? I poproszę samego profesora L., żeby napisał w moim imieniu do pisarza? To szczwany plan i naprawdę machiaweliczny. Tylko, co się wydarzy, jeśli zacznie się drugie okrążenie? Ja nie mam nikomu nic za złe. Naprawdę. Cieszę się, że w dzisiejszych czasach wszystko (i na całym świecie) da się załatwić nie ruszając dupska sprzed komputera, chociaż sprawa, jak Państwo widzą, skomplikowana i poważna. Na dodatek, wszystko idzie w miarę szybko, ale absurd sytuacyjny jest niesamowity. Kto jest właścicielem tych praw autorskich? Królestwo za prawa autorskie.

Wiersza dziś na początku nie będzie, bo chwilowo mam dość tekstów poetyckich. Państwo, jak mniemam, się nie dziwią, hę?

Autorem zdjęcia czapli jest pan Cezary Pióro. Zaczęłam myśleć w kategoriach praw autorskich. Żeby już więcej maili nie pisać.

Reklamy
Published in: on 03/26/2014 at 19:51  9 komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/03/26/1063/trackback/

RSS feed for comments on this post.

9 komentarzyDodaj komentarz

  1. Pawianie, sama wiersz napisz. Co sie bedziesz za tymi prawami i bezprawiami uganiac!

  2. jak świat światem, żaden Pawian wierszy nie pisał! Takie są zasady.

  3. Wiersze będą w dwóch różnych tłumaczeniach na polski i należy skontaktować się z jednym z tłumaczy… Może to mało mądre pytanie, ale zapytam: a przypadkiem w okołopoetyckiej prozie nie zaginęło subtelne rozróżnienie, czy prosicie o zgodę w sprawie wierszy czy w sprawie tłumaczeń?

  4. simon, nie jesteśmy aż takimi głupkami na jakich wyglądamy… Serio 🙂

  5. A zdjęcie przedstawia czaplę nadobną, Egretta garzetta.

  6. A nie, no to spoko luz. Zawsze to lepiej niż być, a nie wyglądać (a imię ich Legion).
    Ja mam takie przyzwyczajenie z mojej codzienności biurowej, obsesyjnie pytać czy druga osoba ma na myśli to co myślę, że ma na myśli, skoro powiedziała co powiedziała, a zwłaszcza czy druga osoba myśli, że aby na pewno trzecia osoba myśli, skoro usłyszała co usłyszała, że druga osoba ma na myśli to co ma na myśli.
    Właśnie mnie dopadła refleksja, że to tragiczne, jeśli zwrot „bo ja myślałem” brzmi dla mnie pejoratywnie…

  7. Simon: Czasami właśnie tak brzmi 🙂

  8. A prawa do ochrony wizerunku czapli?

  9. Czapla ładna:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: