Oko za oko czyli stare świnie

Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu.

Jeżeli kość obywatel złamał, kość złamią mu.

Jeśli wyrwał oko poddanego albo złamał kość poddanego, zapłaci jedną minę srebra.

Jeśli wyrwał oko niewolnika innej osoby albo złamał kość niewolnikowi innej osoby, zapłaci połowę ceny jego kupna.

Jeśli obywatel ząb obywatelowi równemu sobie wybił, ząb wybiją mu.

Jeśli niewolnik obywatela w policzek obywatela uderzył, ucho mu utną.

(Kodeks Hammurabiego)

Pamiętają Państwo tego Polaka, który oskarżony o molestowanie seksualne, chyba na Wyspach Brytyjskich, tłumaczył się, że w jego kraju jest to normalne? Z pewnością nie jest to normalne, ale się zdarza. Jednak, co zdarza się częściej, to dobre samopoczucie. Dobre samopoczucie dużej części polskich mężczyzn, a może to nie są mężczyźni tylko buce… Jakiś czas temu czytałam o „patrolach obywatelskich” na dyskotekach. Młodzi Polacy uważali, że celem ich życia jest obrona i ochrona cnoty niewiast polskich. W tym także tych, które o to nie prosiły. A o co dokładnie chodziło? Gdybym chciała powiedzieć wprost, na dodatek niedelikatnie, to bym powiedziała, że chodziło o „czystość rasową”. Państwo powiedzą za zdumieniem: jak to? W europejskim kraju, sześćdziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej, ktoś jeszcze myśli o „czystości rasowej”? Takiej w duchu lat trzydziestych XX w. – chociaż już wówczas pewien antropolog związany z Obozem Narodowym, ale na dodatek uczciwy człowiek (tacy też się zdarzają), stwierdził, że w przypadku Polaków, to nie można mówić o niczym takim, bo ze względu na swe nieszczęśliwe położenie, zarówno na szlakach handlowych, jak i trasach przemarszu wojsk (do czego dołączały się też inne czynniki) jesteśmy krajem mieszańców. Ale, co tam – czystość rasowa über alles oraz hej, kto Polak na bagnety – w Polsce trzeba być czystym moralnie, majty mogą śmierdzieć, o czym łacno przekonać się można jeżdżąc środkami transportu masowego. No i dlatego, w dyskotekach patrole (tych czystych jak łza młodzieńców) pilnowały, żeby przyszłe matki Polki nie zbrukały nam tej krwi czerwonej i tych narodowych chromosomów. Żadnego tańca, żadnego przytulania w dyskotekach z „nieczystymi rasowo”. Ach, jakie to wspaniałe, gdy człek rano się budzi i tuż przed porannym siusiu już wie, że jest lepszy od innych, że czysty, że reprezentuje siłę „białej rasy” czy czegoś równie głupiego.

Niestety, życie jest paskudne i z pozycji samca alfa dominującego we wsi o nazwie Bębło Wielkie można spaść do rangi kundla z poogryzanym ogonem… na ten przykład w Norwegii. Jak się jest „starą świnią”, która na dyskotece obmacuje dziewczęta, to można zostać z tej dyskoteki wyrzuconym. I słusznie.

Zestawienie tych dwóch sytuacji bardzo mnie śmieszy. Naprawdę. Proszę zauważyć, że w istocie, chodzi o tę pseudomęską dumę z własnej pozycji wytworzoną przez patriarchat. To ja będę cię kontrolował, to ja będę mówił, z kim masz tańczyć. Ja ustalam i wyznaczam granice. A jak ja z tobą zatańczę, to za dupę cię złapię, bo wiem, maleńka, że to uwielbiasz, dlatego że kobiety lubią silnych facetów. Byle jakiej, to za dupę nie złapię, w związku czym poczuj się dumna, bo to właśnie ciebie wybrałem.

Ha! Ale zemsta, choć leniwa, nagnała cię w nasze sieci… W Norwegii nie lubią dominujących samców, nie tolerują zachowania bydląt. Zaczepianie kobiet, obmacywanie ich, próba sprawowania nad nimi kontroli to już niestety (z punktu widzenia takiego neandertalczyka), tylko na swym ukochanym, obsikanym już podwóreczku. Nota bene „obmacywacze” wyłapani w Norwegii, to pokolenie już nieco nadszarpnięte zębem czasu. Przez porównanie, rzekłabym, że to istoty w wieku późnobalzakowskim. A, zauważcie, drodzy Państwo, oznacza to, że młodsze pokolenie Polaków poza krajem nie ma już takich zachowań. Co oznacza, że już niedługo „patrole obywatelskie czystości rasowej” w naszym pięknym kraju także odejdą do lamusa. I dobrze. Jakoś mi nie żal tych pokładów samczej frustracji związanej z utratą pozycji i znaczenia. Samczej, bo z pewnością nie męskiej. Mężczyźni zachowują się inaczej. Tylko buce, którymi rządzi fiut, nadal myślą, że łapanie za dupę i kontrola kobiety jest wyznacznikiem męskości.

Tak jak polskie buce nie chciały zbrukania „własnych” kobiet, tak Norwegia nie życzy sobie, żeby te same buce wprowadzały swoje normy w ichnich dyskotekach. No, i jak to jest, poczuć się jak ktoś gorszy? Jak to jest poczuć się zmarginalizowanym i uprzedmiotowionym? O rany… ależ to zabawne. Naprawdę. Zabawne niesamowicie.

A teraz wszystkie buce z Polski mogą mruknąć: ty wstrętna, niedorżnięta, brzydka feministko, z zarośniętymi łydkami…

 http://wyborcza.pl/1,75478,15274340.html

http://wyborcza.pl/1,75477,15433387,Limit_wiekowy_w_norweskiej_dyskotece__Przez__stare.html#BoxSlotII3img

Reklamy
Published in: on 02/12/2014 at 17:42  5 Komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/02/12/oko-za-oko-czyli-stare-swinie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

5 KomentarzyDodaj komentarz

  1. coś mi nie sztymuje – te patrole to raczej niezbyt w leciech są, to nie trójki parafialne (bo i taki pomysł kiedyś się pojawił, ale umarł, nie wiem, czy razem z pomysłodawcą, czy może z powodu trudności z przemieszczaniem się wspomnianych trójek), to tak szybko nie wymrze, a edukujemy dzieciarnię jednak zdecydowanie w kierunku odpowiednim (pewnie są małolaty nie łapiące się na „tu jedynka, słuchacie jedynki…”, ale też są – i kombinuję, że jest ich więcej – takie, którym to odpowiada i które tak szybko z tego nie wyrosną),
    tak zupełnie na marginesie: odnoszę wrażenie, że daleko poważniejszą sprawą niż wyrzucanie ostatnich nadziei białego człowieka z dyskoteki, są ostatnie wypowiedzi tutejszych tuzów kulturalno-naukowych (Filar bredzący, że podrzucenie pornusów do celi Trynkiewicza to stan wyższej konieczności czy Zdrojewski zdradzający w erupcji intelektualnej, że budowa muzeum JP2 to polska racja stanu) – to jest świadectwo koszmarku, to nie jakieś łyse arbuzy nadają, nie osobnicy, którym elektryczność się w dalszym ciągu z kołtunem kojarzy,
    zupełnie na offie: że feministka, to się chyba zgadza – dosyć dawno temu, chyba jeszcze Socjopatycznej zarzuciłem, że z byle czego od razu bierze się do palenia cyckonosza,
    co do reszty – pojęcia nie mam i trochę mnie gniecie, czy łapię się na tego buca z Polski

  2. Johnny: ja wierzę w edukację, o tych bucach i ich erupcji intelektualnej oraz polskiej racji stanu, to ja pisać nie będę. Przynajmniej nie dziś. Na fejsie jest grupa, któa pisze, co znaleźć można w celi pana T. A co do biusthalterów, niech Johnny tak nie gada, bo ostatnio byłam u brafitterki i zabuliłam jak za zboże. Co do ostatniej wątpliwości, to samo jej istnienie sugeruje, że: a skądże 😀

  3. A ja czytałam, że niczego nie palili, tylko to była tzw. kaczka dziennikarska.
    Ja uważam, że można być głupim na własną odpowiedzialność (trudno:), natomiast nie podoba mi się gdy głupota zrywa wykłady, zmienia szkolne programy i w ogóle wpływa na rzeczywistość.

  4. Palenie staników jest pewną metaforą, która już chyba na dobre zakorzeniła się w języku. I cóż z nią zrobić. Tak na marginesie, palenie staników jest nielogiczne, bo staniki są bardzo drogie. To najpierw wydaję kupę kasy, a potem palę? Czy ja głupia jaka, czy co?

  5. W życiu bym tak nie pomyślała 🙂

    Biust jako atrybut kobiecości podkreślony obowiązkowym stanikiem (czasem nawet wypchanym) podkreślał podobno opiekuńczość kobiet i ich „naturalne” przeznaczenie np. na pielęgniarki. Mąż mojej koleżanki mówi, że ona ma się zajmować dzieckiem, bo „ma cycki”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: