Sranie w banię czyli pieprzenie w bambus

Adam: A jak ja bym tak nasrał pod pani oknem? Pod panią? (Podchodzi pod okno z mieszkania kobiety i chowa się w krzaki).

Kobieta: Co pan?

Adam: A sram, jak pani pies!

(Dzień świra)

Akt I

(Bohaterka stoi i peroruje na środku sceny wypełnionej ekskrementami, w tle powiewają flagi: polska i unijna)

– Od dziś proszę mówić do mnie: Adasiu. Bo jak Adaś Miauczyński mam świra. Oraz obsesję, tudzież paranoję. Na dodatek mam też nerwicę natręctw, która objawia się tym, że wszędzie widzę gówna. Psie gówna. Państwo mi mogą nie wierzyć, ale ja naprawdę je widzę, momentami też czuję. Po pierwsze, gdy wychodzę z domu zaczynam uprawiać slalom, ale wolałabym posiąść umiejętność lewitacji. Tu podskoczek, tam przełożenie nóżki, obrocik, strzał kopytkiem z obrzydzenia. No, lecimy dalej. O rany… trawniczek koło Lelui. Przebiegam na drugą stronę ulicy, po drodze zakładając maskę gazową. Znów podskoczek, znów hopsasa, tu gówienko, a tam kupka, centrum miasta całkiem sporego. A ja hopsam jak jakiś przygłup, bo jak nie wdepnę w jedną srakę, to pewnie w drugą już tak. Dziś idę do pracy, tam powinnam być czysta i nieśmierdząca, a tu na przejściu dla pieszych pani ciągnie za obróżkę swojego słodziusieńkiego, że tylko rozsmarować na kromeczce, yorka, który w jakimś komicznym przykurczu dupki pomieszanym z kurcgalopkiem za swą pańcią popycha i w locie sra, zostawiając małe, malusienieczkie bobeczki.

Jak w zeszłym roku przebiegałam na czerwonym świetle, to panowie policjanci zatrzymali mnie byli, a następnie udzielili mi surowego upomnienia, że nie wolno. Na początku grozili sankcjami, ale ich rozśmieszyłam i tylko dlatego mi się udało. Widocznie jednak policjanci są niedowidzący, bo mnie popełniającą wykroczenie zobaczyli (łatwo, bo byłam w żółtym paletku), a srającego yorka, to już nie. Ależ, panowie, też go widać, bo ma zielony, zjadliwie zielony kubraczek, a jego pańcia ma filetowe poncho. Panowie, panowie policjanci, władzuchno kochana, no zlitujże się. Ten pies sra na chodniku. Plask! Do kur… nędzy! Wdepnęłam!

– Co pani powiedziała? Czy pani wykrzykuje na ulicy słowa powszechnie uważane za nieprzyzwoite? Dowodzik proszę.

– A by cię skórkozjadzie, w kibini mater…

(kurtyna)

Akt II

(Bohaterka stoi i pali przed siedzibą swego zakładu papierniczego, tuż obok trawniczka)

– Proszę pani! Halo! Proszę pani! Proszę posprzątać po swoim piesku. Nie ma pani woreczka? Ja mam, akurat mam. Proszę… Ależ proszę pani, to jest trawnik uniwersytecki, proszę nie zachowywać się, jakby był to trawnik przed zamtuzem… Co to jest zamtuz? Proszę pani, to nieistotne. Istotne są odchody pani psa na tym trawniku. Pani jest gościem uniwersytetu, o tu jest wydział biologii. My lubimy pieski, ale, na litość bogów Olimpu, nich one nie srają tuż obok siedziby rektora. Co do tego ma rektor i bogowie? No wie pani, tu jest instytut historii. A rektor… Ty raszplo jedna, wracaj, jak do ciebie mówię, bo złapię tego twojego kundysa i jego mordą ci na dziobie napiszę, że srać nie wolno…

(kurtyna)

Akt III

(Bohaterka ze spuszczoną głową wraca do domu. Pojawia się Kluska – bullterier biały, może nawet lekko różowy – i jego pani)

– No cześć, no cześć Kluska. Mówię ci, mordysiu moja kochana… Dzień dobry, drogiej pani od Kluski. Kluska, mój ty słodziaczku najmilejszy, mój ty pyszczusiu. Widzi pani, widzi, tam pod spożywczym…

– Widzę! Hallo, hallo, czy pan ma woreczek? Proszę pana…

(mija kilka zbędnych, wypełnionych wrzaskami sekund)

(Pawian): Czasem to się zastanawiam…

(Pani od Kluski): jakby tak Herakles…

(Pawian): szlauchem, jak ze stajni Augiasza…

(Pani od Kluski): jutro znów obesrają…

(kurtyna idzie się wyczyścić do pralni chemicznej „Foka”, zaś Pawian czyści buty z twarzą zapiekłą i zaciekłą)

Reklamy
Published in: on 02/10/2014 at 21:37  8 komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/02/10/sranie-w-banie-czyli-pieprzenie-w-bambus/trackback/

RSS feed for comments on this post.

8 komentarzyDodaj komentarz

  1. Rumunię odwiedź, potem wróć I bedzie nagle jak bez kozy ;).

  2. Śnieg stopniał 🙂

  3. Oho: przyjadę, przyjadę 🙂
    kobieta w kryzysie: włąściwie go nie było, nie było też „naturalnego” rozkładu 😉

  4. A, czyli zamarznięte było?

  5. Zazwyczaj w czasie zimy na moment to, co odkryte – zostaje zakryte. A po śniegu, na wiosnę, spływa. W tym roku – niestety – nie było nawet tego krótkiego okresu, który nazwałabym „możliwością zaniku”

  6. 🙂
    Zasrywanie chodnika jest nie do przyjęcia, natomiast jako właścicielka psa mogę powiedzieć, że oczyszczenie trawy jest praktycznie niewykonalne (dobrze idzie z piaskiem i śniegiem).

  7. Myślę, że gdzieś tam, w tzw. plenerze, gówienko się rozkłada. Ale, jeśli na trawniku wielkości chustki do nosa znajduje się tona gówna, to już insza inszość

  8. Oczywiście próbować można, ale oczyszczenie trawy udaje się do pewnego stopnia 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: