Jak Pawian nie wytrzymał ideologicznie czyli przemiana

Ale Komuna się nie podda,

Komuna śmiercią gadzi!

Paryżu gniewny, okrzyk podaj:

„Do broni, komunardzi!

Do broni, ludu roboczy!

Dzieci! Kobiety! Starcy!

Krew ulicami broczy,

krwi jeszcze dziś wystarczy!

Nim chmary żołdactwa runą,

nim przejdą po naszym ciele,

na barykady, Komuno,

do broni, obywatele!”

(Władysław Broniewski)

Dziś, zdałam sobie sprawę, że jestem jak Gregor Samsa. Nastąpiła przemiana. Obudziłam się, chociaż w przeciwieństwie do bohatera kafkowskiego, mogłam wstać z łóżka. Nawet wydawało mi się, że to jest zwykły dzień, w którym, jak zawsze, zapalę dwa papierosy przed naszykowaniem sobie bułki z kiełbasą. A następnie, nie patrząc do lustra, jak Rzecki, który oglądał siebie z przeszłości na kartach własnego dziennika, a teraźniejszość była dlań iluzją powiązaną z „nabieraniem ciała”, pójdę przed siebie, w świat. Jednak, okazało się, że ruch skrzydeł motyla w Tybecie już wywołał tsunami. Gdzie był początek? W pociągu, jakiś czas temu, chyba w listopadzie. Wtedy właśnie, moją nieśmiałą próbę odcięcia się od rzeczywistości (słuchawki do uszu) przerwał natarczywy dźwięk telefonu. Nie mojego, któż by do mnie śmiał dzwonić o 7.12? Jakiś desperat albo zboczeniec. Ale okazało się, że w przedziale znajduje się biznesmen, taki który musi wszystko kontrolować, rozwiązać wszystkie problemy, być na bieżąco informowany o produkcji, zakupach, zmianach harmonogramu etc. Pomyślałam sobie, że rację miał Umberto Eco, który w jednym z felietonów zauważył, że dźwięk telefonu (służbowego) sygnalizuje niską pozycję biznesową. Prawdziwe szychy mają sekretarki lub sekretarzy, którzy odcinają szefa od plebsu. Odbieranie rozmowy jest sygnałem, że to taki biznesmen na dorobku, który chce pokazać, jaki jest ważny, właśnie tym telefonem, byciem zajętym, głośnym podejmowaniem decyzji i objawianiem światu: oto jestem. Kiedy już dokonałam tej szybkiej oceny inspirowanej złośliwością włoskiego semiotyka, zamierzałam zapaść ponownie w letarg, z Gogol Bordello w tle. Ale niestety…

Biznesmen skończył gadać z podwładnymi oraz kontrahentami i zaczął uświadamiać pasażerów. Ach… Niedyskretny, niestety, uroku burżuazji. Przez mocny wokal Eugene’a Hütza słyszałam pojedyncze wyrazy: Malezja, pociągi, zysk, dochód narodowy, redystrybucja, straty maty dupa w kraty… Po trzech godzinach z kawałkiem bolała mnie głowa, od ciągłego pogłaśniania muzyki. I to było spotkanie pierwsze.

Dwa tygodnie później, nastąpiło drugie. W zupełnie innych okolicznościach, ale jakże podobne. Mała, korporacyjna szuja wyższego szczebla. Zarozumiała, nadmuchana, pewna siebie, wierząca w zwitek banknotów, protekcjonalna. I głupia. Jakże głupia.

Dziś spotkałam trzecią istotę z tego gatunku. Gdy usłyszałam o kobietach pracujących w pewnej firmie, które – z racji tego, że są kobietami – to z pewnością biorą L4 na dzieci, zachodzą w ciąże, już nie byłam zadowolona. Na biurku miał oczywiście zdjęcie żony i dwójki dzieci. W Malezji? A może w Tunezji. Na plaży. A potem jeszcze było hasło, że rynek rozwiązuje wszystkie problemy. Jak się sprywatyzuje, to zostaną najlepsi. Na moją uwagę, wypowiedzianą drwiącym tonem, że „najsilniejsi”, zaśmiał się i odrzekł, że to jest to samo. I tu mną zatrzęsło i zatelepało. Zobaczyłam, że ja i on nie należymy do tego samego gatunku. Może to ja mam karalusze nogi, może on… Powiem może bezstylowo, jak ostatni James Bond, grany przez Craiga: mam to w dupie. Chodzi tylko o różnicę, żeby ją zauważyć.

Od lat, gdy ktoś pytał mnie o poglądy, mówiłam na odczepne: laicka centroprawica feministyczna. Po pierwsze, wydawało mi się to śmieszne. Po drugie, jakoś się tak postrzegałam. Po trzecie, ta fraza była totalnie nieokreślona, tak samo jak i ja, ulokowana w sferze szarości. Ale chyba już nie pasuje. Zostałam socjalistką. Nie, z pewnością nie marksistką. Raczej anarchistką podczytującą Bakunina. Która robi to dlatego, bo lubi, a nie dlatego, że wyznaje. Chyba nic nie wyznaję, ale jak widzę taką kapitalistyczną, burżujską świnię, to pragnę krwi, wyprutych flaków i pożogi. Chcę tłuczenia porcelanowych kotków stojących na udawanych „ludwikach”. Chcę targania za krawaty, cięcia żyletkami garniturów Hugo Boss. I zarzucenia płonącymi oponami tych terenowych samochodów. W imię czego? W imię zasad, skurwysynu!

Słońce. Świeci. Żółto. I mdło.

Zaraz… Zaraz… Zaraz wam… Zagram…

Panie. W kawiarni. Piją. Mazagran.

Wieczorem. W domach. U św. Samki.

Przed. Matką Boską. Paliły się. Lampki.

(Bruno Jasieński)

Reklamy
Published in: on 01/30/2014 at 20:44  6 komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/01/30/jak-pawian-nie-wytrzymal-ideologicznie-czyli-przemiana/trackback/

RSS feed for comments on this post.

6 komentarzyDodaj komentarz

  1. Nazywam się Jubal i też jestem anonimowym socjalistą. (W porywach radykalnieję.) Też zaczynałem bardziej z prawa, ale im więcej czasu upływa, tym bardziej lewaczeję i tym słabiej zarządzam wkurwem, w szczególności klasowym.

  2. Ale się wkurzyłaś:) Ale przecież nie popierasz przemocy. Nie najlepsi, nie najsilniejsi tylko Ci, co się dorwali do żłoba:) Dobrze urodzeni albo sprytni. Oczywiście zdolni też, czasami:)

  3. Jak czytałam Twoją krytykę wypowiedzi Bratkowskiej (o Leninie itp.) to sobie myślałam, że teraz zapomina się o tym, że jednak takie pomysły jak ubezpieczenia społeczne, emerytury, zasiłki itp. pochodziły z lewej strony sceny politycznej. Zetknęłam się ze stwierdzeniami, że „prawica dba o naród”, albo „Kościół przyznał kobietom tyle praw” i tym podobne…

  4. Jubal: nie mam pojęcia czy zaczynałam bardziej z prawej strony. W moim pokoleniu nie sprawdzało się powiedzenie: kto za młodu nie był socjalistą…
    Kobietawkryzysie: nie popieram, Ale czasem, krew czerwoną dobrze jest utoczyć. Natomiast nadal nie znosze komunizmu. A prawicowe mity… no cóż, są zabawne.

  5. Nie są zabawne wg. mnie, bo ludzie zaczynają w nie wierzyć i myśleć, że z lewa to tylko zbrodnie, zboczenia i grzech:)

  6. Kobietawkryzysie: rozumiem, ale cóż pozostaje… Tylko się śmiać. Duż rzeczy można załatwić śmiechem. Zobacz. Dopóki biskupy zajmowały się gender, było „na twardo”. Zajęła się Kempa, naród obśmiał, się skończyło, albo już niedługo się skończy. Śmiech ma wielką moc,


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: