Stacja przekaźnikowa czyli głuchy telefon

Dajemy przedstawienie

Dla dorosłych i dzieci

Żołnierzy studentów

Gospodyń domowych

Dookoła stoją ludzie

Przyglądają się mówią      

Śmieją się kiwają głowami

Ty przyprawiłeś sobie

Rogi kły i pazury

Ja język długi i ostry

Ty bijesz się w piersi

Połykasz noże

Rwiesz łańcuchy

Łamiesz moje serce

(Tadeusz Różewicz)

W Kwaterze bożych pomyleńców Władysława Zambrzyckiego (powieści, którą darzę sporym sentymentem) pojawia się kwestia, którą wygłasza Quadratus (cytuję z głowy, czyli niedokładnie): Po co kaganek oświaty, który kopci? Po co była ludziom wiedza o gender? Abstrahując od tego, że pojawiła się w konkretnym celu, w konkretnych okolicznościach. Abstrahując też od faktu, że materiał filmowy musi być jakoś zmontowany, a jakże „zabawnie” pokazać jest wściekłą staruszkę, powtarzającą z pasją i złością jedno zdanie. Poszło w Polskę: coś o pedałach albo pedofilach, w zasadzie nie wiadomo, ale cukierków od obcego nie wolno brać. Może to stacja przekaźnikowa, myślę o tym, ale nie bardzo wiem o czym. Wskazuję jedynie na bogate życie wewnętrzne i wrażliwość. Dobre i to. Przynajmniej nie mówi, że wie… Bo jak wie, że to zdrada Polski i chrześcijaństwa, jest gorzej. A przynajmniej brzmi niesamowicie poważnie. Przynajmniej dla osoby wypowiadającej tak mocne zdania.  

Sondy uliczne nie są miarodajne. Wiem, wiem… Zawsze znajdą się w nich właśnie tacy, którzy nie wiedzą ile Ziemia ma księżyców, jakby nigdy w niebo nie patrzyli (mówi się, że świnie nigdy nie oglądają nieba, bo im długie uszy widok zasłaniają), albo mają problemy z określeniem czy to Słońce okrąża Ziemię czy też wprost przeciwpołożnie.

Przez kilka miesięcy wałkowano temat płci kulturowej na wszystkie sposoby. Serio? Na wszystkie, czy na ten jeden, najbardziej groteskowy i prostacki? Dziennikarze zapraszali księdza Oko, zamiast np. księdza Jacka Prusaka, skoro już nie mogli zaprosić wykładowcy lub wykładowczyni akademickiej. Chociaż do rozmowy z Kempą to dopuścili profesora socjologii, no i dobrze. Pytano też posłów i posłanki, którzy wywalali z najciemniejszych zakątków swych dusz, bo przecież nie umysłów, co im się kojarzy, co czują.

Jak nie znoszę terminu „temat zastępczy” (pisałam o tym jakiś czas temu), to w wypadku potwora gender, wątpliwości nie mam żadnych. Jednak nie chodzi o to, że to zastępcze gadanie., bo to wiemy. Chodzi mi o to, co zostanie w głowach obywatelskich, tej pani z pieskiem, tego pana w czapce. Pewnie pedofilia, pewnie pedały.

Zastanawiam się, kiedy się te skojarzenia zaczęły. Czy od tego wiceministra, który mówił o tym, że mu niedobrze, jak sobie wyobraża seks gejowski. A może od tej torebki Teletubisia? No nie… Przy Teletubisu, to już była „propagancja” całą gębą. Najgorszy wróg Polski: pedał utożsamiany z pedofilem. Zagrożenie polskiej rodziny, języka, wszystkiego co „naturalne”, nawet rzodkiewek i melasy, a także ekologicznych hodowli kur niosek. Przy takim to nawet mleko nie kwaśnieje, bo krasnoludki spieprzają z kuchni i nie ma kto sikać do garnka. Nawet mi się ironizować nie chce, bo mam złamane serce. No, mam. Codziennie rano wstaję, szukam w gazetach może nie wielkości i wzniosłych słów, ale odrobiny rozsądku i równie maleńkiej dawki rozumu. A niech nawet będzie rozumek, taki kubusiowopuchatkowy. Wystarczyłby, naprawdę. I co mi z tego, że znajomych mam normalnych na moją miarę? Kiedy się boję wsiąść do taksówki, boję się pogaduszek na poczcie, boję się skierowanych do mnie pytań w pociągu. Gdy poznaję nową osobę, to też się boję. Poznałam kiedyś pewnego filozofa, nawet mi różowego drinka postawił, co spowodowało, że moje Lwiątka rechotały przez trzy dni i osiem godzin. I okazało się, że chociaż jedno Lwiątko go znało wcześniej, to się filozof dopiero ujawnił był, jak feministkę zobaczył. I nagle wyłożył, że mężczyźni są stworzeni do walki i zdobywania (Platona pewnie wywalczył w bibliotece, poza kolejką – dzikus, bestia taka męska), a kobiety do opieki i wrażliwości. Wrażliwość mię zalała była, tak na czerwono, po czym już wiele nie pamiętam, ale awantura była straszliwa. No i Państwo się dziwią, że ja się teraz boję? Że strachliwie łypię okiem, bo znów wietrzę, że ta miła pani z pociągu okaże się antysemitką (jak ta, wspomniana kiedyś, spotkana na poczcie), że staruszek przeprowadzany przez jezdnię nagle zacznie pałać… na przykład nienawiścią do gejów? A taksówkarz spostponuje wszystkie feministki? A potem… chyba już przestanę sobie wyobrażać różne straszne rzeczy, bo późny wieczór jest i potem złe mi się przyśni. Jakaś sonda uliczna, albo spotkanie z kimś strasznym? Dlatego mam złamane serce. No… Mam i już.  

http://www.youtube.com/watch?v=-GVAiYIUwHg

A obiecane dialogi feministyczne są tu: http://pawianprzydrozny.tumblr.com/

Reklamy
Published in: on 01/27/2014 at 21:34  17 Komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/01/27/stacja-przekaznikowa-czyli-gluchy-telefon/trackback/

RSS feed for comments on this post.

17 KomentarzyDodaj komentarz

  1. sonda-serce-łamiąca,
    co tu gadać, dużo Pawianowi nie jest potrzebne do zdołowania (chyba, że nie o zdołowanie tu idzie, bo cierpienie podobnież uwzniośla),
    na poważnie: chore to jest, ale nad tym pracuje się od dosyć dawna (m.zd. na poważnie tak ca. od wojny na górze) i efekty są,
    tak sobie kombinuję, że jak dawno temu ktoś w kolejce do mięsnego ukazywał stopień zatrucia poczernobylskiego, naduszając skórkę pomarańczy (nie wiem, skąd wziął) i podpalając olejki tamże się znajdujące, to żadne media o tym nie pisały (i podejrzewam, że nie dlatego, że wolne nie były), teraz, jak jakiś palant wypuści z siebie erupcję intelektualną, że „jakby żył prezydent Kaczyński, nie byłoby ofiar na Majdanie”, wszyscy się tym zajmują – nawet, jeśli dezawuują, to jednak nagłaśniają

  2. […] nawet, jeśli dezawuują, to jednak nagłaśniają – miałam rację rano, schizofrenia!

  3. Pawian się ostatnio jakiś taki delikatny zrobił, skórę aligatora zgubił, z samym szpadlem toledańskim jeno lata. I tu chyba jest Hund begraben, w tym nagłośnieniu, że polskie media takie do dupy są… Jak jedni zaproszą Oko, to drudzy też, a jeszcze Kempą dołożą. Ech…

  4. Marta, miałaś 🙂

  5. Opery mydlane i polityczno-społeczne mega głupoty – może to ten sam trend?:)

  6. czyli zawsze głupota, semper idem.

  7. Dyktatura ciemniaków:)

  8. Mnie się podobały sondy, w których pytano ludzi o to czy są homo sapiens (zaprzeczali:) albo czy heteroseksualiści powinni adoptować dzieci (też wielu zaprzeczało:)

  9. Państwo się nie dziwią, państwo sami się boją 🙂

  10. kobietaprzydrodze: Tak, te były cudne. Pamiętam.

  11. No własnie…

  12. Zpsienie mediów jest poważnym problemem. Przykre jest, że od tego polskojęzycznego tsunami niosącego w swych brudnych odmętach trywialności piramidalne bzdety i sensacje zastępcze coraz trudniej wyłowić coś co skłaniałoby do refleksji. Obojętnie nad czym, ale refleksji.

    Związana z powolnym umieraniem epoki Gutenberga erozja jest, jak mi się wydaje, wszędzie, ale w młodych demokracjach postępuje ona szybciej. Prawdopodobnie bo fundamenty słabsze są, bo jakość nie zapuściła korzeni, nigdzie. Jak taki Guardian sobie powolutku umiera (bo nie chce się zdajlymirorować) to trwa to długo, pokolenie nie zgadzające się na idiotyzm i trywialność musi odejść wraz ze swymi przyzwyczajeniami i portmonetkami. U nas można z Rzeczpospolitej zrobić szmatławca w cztery tygodnie (czego byliśmy światkami w 2006 roku.

    A takich pereł jak Liberation i TAZ to nigdy u nas nie było.

    Przykre to wszystko. A najbardziej przykrym jest to, że każdy odruch racjonalności, myślenia w kategoriach społeczeństwa (a nie tylko narodu) społecznej empatii lub domagania się społecznej sprawiedliwości zaraz wywołuje ryk motłochu oskarżającego okomuszyzm, lewactwo, genderyzm i pedalstwo.

    Skąd to wszystko wylazło?
    I na ile media są odpowiedzialne za to narodowo-konserwatyno-tabloidowe ocipienie?

  13. telemach: właśnie, w młodych demokracjach zachłyśniętych wolnością słowa.

  14. Lat temu niemało nieznana mi bliżej koleżanka szkolna mojej żony, liceum ukończywszy a maturę zdawszy, z zadowoleniem publicznie sapnęła: no to teraz jesteśmy elitą.
    Zabawne. Tylko wcale nie.
    Nie chodzi o wykształcenie, jeśli ktoś kiedyś wątpił to dziś już wiadomo, że i profesor może być młotem parowym. Więc nie wiem, jakie jest to kryterium, ale czasem tak właśnie myślę: jesteśmy elitą.
    Historycy pewnie pamiętają, ale zwykły człowiek zapomina, mówiąc o pierwszej Rzeczpospolitej i ówczesnej Polsce, Polakach, społeczeństwie, ludziach – że zwykle mówi szlachcie, czyli 10 czy nastu procentach ludności. I może to ogólnie słuszne podejście jest?
    Co prawda powiadał Pietrzak w czasach gdy jeszcze był zabawny, że normalny to jest ogół, a nie margines. Ale ja osobiście nigdy nie twierdziłem, że jestem normalny.

  15. Mam dziwne wrażenie (uwaga – teraz będzie marudzenie), że dawniej ludzie wstydzili się niewiedzy. Aspirowało się, podskakiwało, pozowało… a dziś, widać po komentarzach internetowych: któż to jest… I tu, znane nazwisko, ale nie gwiazdki seriali. I, okazuje się, że nie wiedzieć – nie wstyd. Uważam, że nie wiedzieć można, ale chwalić się tym, nie uchodzi.

  16. Też mam takie wrażenie – ludzie chcieli wiedzieć i umieć (taki był snobizm), a teraz tylko mieć. Zmieniła się rzeczywistość i system wartości – rządzi pieniądz i określa wartość człowieka. I rzeczywiście częste jest takie podejście – nie wiem i nie chcę wiedzieć, a ze swojej głupoty jestem dumny, bo przecież świetnie sobie radzę w życiu…

  17. To widać w internecie. W komentarzach pod artykułami: a któż to jest… I tu nazwisko. Sprawdź, jeden z drugim. A nie pytaj głupio.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: