Wiewiórka czyli Jezus (cz.2 czyli update)

1526342_733268656691364_467500243_n

 

 

Pawian poszedł dziś na imprezę kulturalną – chodziło o spotkanie folklorystyczne, może bardziej etnograficzne, połączone z koncertem muzyki ludowej przy wsparciu znanego i szanowanego artysty awangardowego. Miłe dzieci (takie w wieku pociech pawiańskich) grały i śpiewały, artysta opowiadał, a potem go poniosło i też zagrał, etnograf przedstawiał koncepcję oraz metodologię. Zapowiadało się całkiem, całkiem. Miało się szansę rozkręcić, bo artysta awangardowy już znów, z rozwianą resztką włosów, do fortepianu siadał, a skrzypaczka zaczęła przytupywać. I nagle… Pojawił się on. Ksiądz. Zaproszony, aczkolwiek mocno spóźniony gość.

Zaczęło się wcale nie tak najgorzej, po po wytłumaczeniu spóźnienia, ksiądz ochoczo objawił, że Jezus był zygotą. A potem było jedno zdanie dotyczące pożytków płynących z ekumenizmu. To się Pawianowi spodobało i prawie na całe trzy sekundy się rozluźnił. Na więcej się nie dało. Bo z następnych zdań Pawian dowiedział się że:

  1. Jezus wychowywał się w pełnej i naturalnej rodzinie, rodzinie – to zostało podkreślone. Na miejscu księdza, to bym nie stawiała tak rewolucyjnej tezy, bo z tego co wiem, to Józef miał po prostu świętą cierpliwość. A do sielskiego obrazu naturalnej rodziny nie pasują Archanioł Gabriel i jego szef („i poczęła z Ducha Świętego”).
  2. Teraz to nie wiadomo, o co chodzi, bo dziecko może mieć dwóch ojców i nie wiadomo, który tata to tata, a który to mama, a to dobrze nie jest. Tu pojawił się ciąg soczystych metafor i innych środków stylistycznych w stylu, że „ciupaga aż iskrzy”, jak się słyszy o czymś takim, albo że można dużo mówić, ale brzydkich wyrazów w miejscu publicznym to duchowny nie wypowie. A potem nastąpił kilkuminutowy wywód o religii miłości.
  3. Cała masa cytatów, najczęściej błędnie lokowanych i także niewłaściwie przypisywanych autorom. Jak np. autorem słów: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem / Polska jest Polską, a Polak Polakiem” został Mickiewicz. Miałam ochotę strawestować wypowiedź Krzemińskiego do Kempy: od literatury, to ja tu jestem…
  4. Potem już poleciało, Państwo pozwolą, że szybko streszczę: ideologia gender, różne złe ideologie ze złowrogiej unii, Owsiak, który mówi „róbta co chceta”, a to demoralizuje (a ja tylko głupio zapytam, co mówił św. Augustyn), popędy zwierzęce na paradzie równości, dzieci wytwarzane w nienaturalny sposób… I tak dalej.

Państwo z pewnością są ciekawi czego nie było? W momencie, gdy duchowny zaczął swoje pierwsze kazanie (ale nie uprzedzajmy wypadków), zaprzestano rozmowy o folklorze. Mapy, metodologia i koncepcja – poszły w kąt. Artysta awangardowy chyba zaczął drzemać. Gdy skończył się pierwszy wywód i na scenę weszła kapela, Pawian pomyślał, że najłatwiej stłumić rozrabiaków za pomocą worka (jak stłumiono świnkę morską w „Alicji w Krainie Czarów”), ale równie skuteczna jest muzyka. Jakże Pawian się pomylił. Boleśnie się pomylił, bo po występie duchowny powstał i z werwą przystąpił do kazania numer dwa, które zaczęło się od ataków na Kościół. To znaczy, nie duchowny atakował, ale opowiadał o tych, którzy to robią. Dostało się feministkom i mądralom, którzy nie chcą zawierzyć Bogu. A potem rozpoczął się chyba najbardziej uroczy fragment, o koncercie pod gołym niebem, w trakcie którego zdarzył się cud. Płonący ogień przybrał kształt twarzy „naszego papieża”, co oznacza, że papież był wtedy z nami, bo zawsze tak kochał góry.

Pawian jęknął z cicha, ale nic się nie zmieniło. Po dwudziestu trzech najdłuższych w świecie minutach duchowny zakończył swój wywód słowami: co było dobre w moich słowach, pochodziło od Ducha Świętego, a co głupie – to ode mnie. Tu Pawian nie wytrzymał i na całą salę jęknął: No właśnie!

Przynajmniej Pawian nie został stłumiony. Ani workiem, ani muzyką, ale jego słowa wybrzmiały, z pewnością nieelegancko, w przestrzeni publicznej. Jednak Pawian musiał to zrobić i ma nadzieję, że Państwo go rozumieją. Błagam, więcej Ducha świętego, mniej własnego głosu. Bo chyba dla wszystkich jest jasne, że tego wieczora, Duch Święty z pewnością nie był obecny na koncercie folklorystycznym. Pewnie nie lubi głupoty i góralskiej muzyki.

Na dodatek, to wszystko zdarzyło się naprawdę.

A kolegę, który zaprosił Pawiana na wzmiankowaną imprezę, trzeba będzie ukarać.

jesus3

http://www.zeberka.pl/art/kosmetyki-z-jezusem-653

Reklamy
Published in: on 01/15/2014 at 05:31  4 Komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/01/15/wiewiorka-czyli-jezus-cz-2-czyli-update/trackback/

RSS feed for comments on this post.

4 KomentarzeDodaj komentarz

  1. Aż mi się wierzyć nie chce:)

  2. Ba, są rzeczy na niebie i ziemi…

  3. 🙂

  4. Bo katolicyzm w Polsce to taki folklor jest… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: