Od wykładów, to ja jestem czyli wreszcie…

Ludzie sami tworzą swoją historię, ale nie tworzą jej dowolnie, nie w wybranych przez siebie okolicznościach, lecz w takich, w jakich się bezpośrednio znaleźli, jakie zostały im dane i przekazane.

(Karol Marks)

Ktoś mógłby powiedzieć, że profesor Krzemiński był protekcjonalny i nie chciał rozmawiać z przedstawicielką narodu wybraną w demokratycznych wyborach. A musiał? Może i musiał, bo przyjął zaproszenie do programu telewizyjnego, którego formułą jest właśnie dialog. I tu ogarnia nas najpierw śmiech pusty, a potem litość i trwoga. Jaki dialog? Dialog w mediach jest fikcją. Najczęściej mamy do czynienia z medialnym, podnoszącym oglądalność, okładaniem się po łbach. A poza tym, wbrew popularnej formule, że „warto rozmawiać”, czasem trzeba zadać pytanie: czy jest po co? Można dyskutować na temat koloru zasłon w salonie: mnie podobają się niebieskie, tobie fioletowe, a kot – nie znosi zasłon, bo zasłaniają mu widok na świat. Jednakże, jak potraktowalibyśmy osobę, która chciałaby postawić tezę w dyskusji, że ziemia jest płaska. No, chyba, że rozmawialibyśmy w gronie miłośników prozy Pratchetta, gdzie podstawowym jest założenie, iż świat jest dyskiem, spoczywającym na grzbiecie czterech słoni, które z kolei ulokowane są na grzbiecie żółwia A’Tuina. Załóżmy jednak, że w programie Olejnik, dotyczącym problemów przeludnienia, pojawia się osoba, która mówi, że wszelkie kłopoty można rozwiązać niesłychanie prosto: po prostu podejść do krawędzi świata i spychać w nicość wszystkich niewygodnych. I nawija o tym przez cały czas. Czy rozmówca by wytrzymał? Czy nie zostałby sprowokowany do wygłaszania ironicznych uwag? A gdyby one nie pomogły, tak samo jak proste wyjaśnienie faktów, to mógłby wytoczyć argumenty mające znacznie większy ciężar gatunkowy, znajdujące się na pograniczu kultury?

Dobrze, ktoś może powiedzieć, że sympatyzuję z profesorem Krzemińskim z zawodowej solidarności, bezproduktywnych darmozjadów, którym państwo funduje najpierw pensje a potem emeryturki. Jasne, że z nim sympatyzuję, a z kim miałabym? Czy na wiejskiej zabawie na Bałkanach chciałabym rozmawiać z pijanym i szalonym poganiaczem kóz spod Tetova? Może jest sympatycznym człowiekiem, ale najpierw musiałby przestać ziać rakiją, a potem zażyć lekarstwa przepisane przez psychiatrę. Wówczas, mogłoby być miło, ale przecież niekoniecznie. W związku z tym, dlaczego profesor ma serio traktować brednie o perukach i bestialstwie przedszkolnym?

Ktoś może stwierdzić, że naukowcy, to nie święte krowy. Często przecież okazuje się, że naukowcy się mylą, a nauka cały czas się rozwija, w tym także przez rewizję tego, co dotychczas uznawane było za pewnik. No, jasne. Jednakże, jeśli ktoś mówi ciągle i ciągle o zmianie płci biologicznej, o wyborze płci biologicznej, która może się dokonać po jednych warsztatach w przedszkolu, to chyba… Szkoda czasu i atłasu. Może jak posłanka Kempa (skoro proces wymiany/wyboru płci biologicznej jest taki prosty) na próbę zostanie na chwilę mężczyzną, to po pierwsze: będzie mogła udowodnić swoje tezy, a po drugie (co bardziej prawdopodobne) zobaczyć, że gada bzdury. Nie, nie zobaczy. Bo jak się nie uda (a że się nie uda, to pewnik), to stwierdzi, że jest za mało indoktrynowana, a „normalność” (o której często mówiła w rozmowie) nie pozwoli jej na drastyczne zmiany i genderowe fiku-miku. Toż mamy do czynienia z gorszą sytuacją, aniżeli w przypadku, gdy dziad gadał do obrazu, a obraz do niego ani razu. Tu obraz odpowiada, ale w taki sposób, że mamy ochotę walnąć na nim, może nie jelenia na rykowisku, ale jakąś przyjemną abstrakcję w stylu: dwa normalne kwadraty na normalnym pomarańczowym tle. Bo impresji, to niestety nie damy rady zrobić, ponieważ, jak wiemy, tak krawiec kraje, jak mu materii staje. A na gruncie (zagruntowaniu obrazu) Kempy, to impresja nie wyjdzie. No, nie wyjdzie.

Ktoś może zarzucać profesorowi, że był protekcjonalny i niegrzeczny. Jednak, z drugiej strony, ileż można słuchać bzdur o gender i wyjaśniać? Ustosunkowywać się do tych bredni? A tym samym traktować owe brednie poważnie, bo jak odpowiadamy i tłumaczymy, to znaczy, że podchodzimy serio do problemu. Pochylamy (że użyję paskudnej nowomowy) się nad problemem. A przecież tego nie robimy, bo teksty o bestialstwie przedszkolnym już nawet nas nie śmieszą. Posłowie chcą uczyć profesorów. Zaraz, zaraz… ja to już skądś znam. Czy czasem tak nie było w latach 50. XX wieku? Chodzi o czasy, gdy partyjne niedouki wyjaśniały profesorom, że tylko marksizm i leninizm, a wszystko inne to burżuazyjna papka służąca imperialistom i chodzenie na pasku burżuazji? A kilka lat później tłumy skandowały hasła: pisarze do pióra! Studenci do nauki! No, cóż mi więc na koniec pozostaje, muszę zacytować Marksa: „Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa” (Osiemnasty brumaire’a Ludwika Bonaparte).

http://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/kempa-bestialstwa-w-przedszkolach-krzeminski-to-jakis-wybuch-nonsensu,385890.html

Reklamy
Published in: on 01/11/2014 at 13:08  7 Komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/01/11/942/trackback/

RSS feed for comments on this post.

7 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Może jednak należałoby zwrócić dodatkowo uwagę na to, że tego rodzaju żenujące „konfrontacje medialne” wynikają w sporej części z (moim zdaniem) nieprofesjonalnego podejścia „robiących media”. ?

    Posłanka ma wyrobioną opinię jako katobeton, pani redaktor Monika O. flirtuje tutaj z betonem traktując jej wypewiedzi jako poglądy zasługujące na uważne wysłuchanie i podaje piłeczkę dalej panu profesorowi, który ma do wyboru dostać ataku śmiechu (dostał), wybuchnąć płaczem (nieomal wybuchł) czy też zacząć sobie rwać włosy z głowy i wybiec ze studia.

    Gdyby Monika O. odpytała posłankę z faktów, znajomości przedmiotu i definicji tego co wg. posłanki ukrywa się pod pojęciem „normalne” (przede wszystkim uzmysłowiła widzowi, że samo pojęcie „ideologia gender” w przeciwieństwie do „gender studies” powstało i istnieje tylko w chorej wyobraźni Kęp tego świata) – zamiast zadowalać się stekiem absurdów serwowanych z zadęciem jako pewniki – to profesor miałby szanse. A tak nie miał. Stało się tak, jak się stać musiało: filozof od Husserla nie ma również szans w medialnym spotkaniu z dresem albo kibolem – choćby dlatego, że ci istotnie przemawiają do ogromnej publiczności, którą reprezentują i która czuje się przez nich reprezentowana.

  2. No właśnie. Może wreszcie przestać zapraszać Kempy tego świata, a zacząć profesjonalistów? Przez chwilę spadnie oglądalność, a potem… może wzrośnie? Bo będzie „normalnie” [tu Pawian zachichotał szatańsko]

  3. „Może wreszcie przestać zapraszać Kempy tego świata,”

    Niewykonalne, obawiam się. Powszechna akceptacja „sfoksienia” (to od linii wylansowanej prze fox media” doprowadziła do tego, że tak się w Polsce robi programy. Bez czynienia różnicy pomiędzy tematami miałkimi, zastępczymi, ważnymi,, bez rozróżniania pomiędzy politykami i politykierami, bez cienia refleksji do czego pprowadzi wykluczenie wiedzy, odpowiedzialności i refleksji na rzecz kreowania i bsługi kreowanych konfliktów. Oglądalność jest ważna, bo pozwala sprzedać czas antenowy reklamodawcom. Brak innych kryteriów jest jednak katastrofalny.

  4. Pawian nie ma telewizora i chyba dobrze mu z tym.

  5. Masz z rację ale …jest problem – większość społeczeństwa (z autorami listu pasterskiego na czele:) w ogóle nie rozumie słowa „gender”…

    Te absurdalne głupoty trafiają pod strzechy…

  6. Więcej profesorów, mniej księży w telewizji, a problem sam się rozwiąże.

  7. 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: