Dziura w murze czyli walka o…

PAPKIN

Tylko słuchaj, słuchać warto:

Chciałem zdobyć rusztowanie,

Lecz skończyłem tak zażarto,

Żem się znalazł z drugiej strony;

Przyciśnięty, otoczony

Mularzami, pachołkami,

Hajdukami, pajukami,

A, kroć kroci! jak się zwinę!

Jak dwóch chwycę za czuprynę!

(Aleksander Fredro)

Dawno, dawno temu napisałam tekst o barykadzie i okopach. Po jednej stronie stała armia w berecikach, a po drugiej armia ze słoiczkami, w których znajdowały się płody. Nie dało się w tej walce mieć czapeczki z pomponikiem, ani też w słoiczku zrobić sobie herbatki. Jak tylko się człowiek zapuścił w okolice rejonów walk zaraz był, nie tyle werbowany do jednej z armii, ale natychmiast zaliczony do którychś szeregów. Najzabawniejsze było to, że przypadkowo można się było znaleźć w obu, bo jak Państwo wiedzą, obowiązują tzw. poglądy w pakiecie (copyright by Sonieczka). Poglądy w pakiecie oznaczają, że jeśli przyjmujesz księdza po kolędzie, to czytasz „Gościa Niedzielnego”, zaś jeśli czytasz „Wyborczą” to jesteś lewackim ścierwem, czy jakoś tak. Jedna informacja tworzy cały wizerunek danej osoby, od razu wiemy, gdzie i do jakiej armii należy, jaki nosi mundurek i, rzecz jasna, jakie ma poglądy. A to jest najważniejsze, bo podziały świata są takie wygodne. I nie wymagają żadnego wysiłku.

A piszę to dlatego, że czytam tekst „Familistki kontra feministki” – i przed oczyma duszy rozpościera mi się widok walki tych ze spalonymi stanikami z tymi, otoczonymi wianuszkiem małych główek. A jak się mają do tego słynne „wózkowe”, bezczelne dziewuchy znienawidzone przez wyrafinowanego intelektualistę, jakim jest profesor Mikołejko? Czy one są familistkami czy feministkami? Czy, w takim razie, „wózkowe” jeśli są np. feministkami, mogą się przyłączyć do „familizmu”? Czy feministka nie może zaprowadzać dzieci do przedszkola i uważać, że jest to najważniejsze doświadczenie jej życia, a przynajmniej coś cudownego? Szkoda, jak widzisz, moja kochana Kolorowa, skoro jesteś feministką, to żadnego latania z dziećmi na jasełka. Żadnego gotowania zupek, chodzenia do ZOO i oglądania żywej szopki przez cały dzień, żadnego wylegiwania się w łóżku z dziećmi przez całą imprezę sylwestrową (do czasu aż nie zasną w twych objęciach). Co z Ciebie za feministka, ty paskudny farbowany lisie, familistką jesteś, a pewnie się tego wstydzisz i teraz ściemniasz. A, wiem… Ty chcesz panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Najpierw lecisz do przedszkola, a potem do mas, do roboty, do partii. Tak się nie da, kochana. Zdecyduj się. Możesz być albo familistką, albo feministką.

Czy ktoś komuś czegoś zabrania? Czy nie można mieć rodziny i feminizmu jednocześnie? Czy znów rozmawiamy o poglądach w pakiecie? Czy znów będzie się wmawiać, że feministki nienawidzą normalnych kobiet, które na siłę chcą wyzwolić od uciemiężenia? Że feministki nie szanują pracy domowej i opieki nad dziećmi? Czy kobieta niepracująca zawodowo, posiadająca dzieci, nie może być feministką? Znów kontra? Znów walka? Znów napieprzanie się kółkami od wózków przeciwko szpilkom wrednych bizneswoman? Na litość bogów olimpijskich, zaraz zacznie mnie łeb napieprzać od tych wątpliwości, od tego nagromadzenia „czy” i „znowu”.

A czy ja mogłabym nie uczestniczyć w tym całym zamieszaniu? “I would prefer not to”, jak mówi Bartleby. Ja naprawdę wolałabym nie… Nie mam sił na te przepychanki. Jesień ( w zasadzie, zima), palce mnie bolą, nadgarstki, kostki mnie rypią straszliwie. A na szpilkach przecież nie chodzę, chociaż dziś zostałam byłam bizneswoman (tak mówi mój szef, ale chyba nas oboje pociesza, bo co ma robić). Czuję się jak bohaterka komedii Fredry, w której ukazano absurdalność wojny o… dziurę w murze. Artemizy ostrze sławne? Ależ skąd. Miałkość i bezsens.

Warto się jeszcze zastanowić nad jedną kwestią. W czasie wojen najlepiej zarabiają handlarze bronią. Kto zarabia na wojnie kobiet z kobietami? Kto dostarcza amunicji? Kto przynosi nowe kałachy w okazyjnej cenie? Ja nie będę się kłóciła z kobietami, które wybrały rodzinę i opiekę nad dziećmi, tylko się zastanowię, kto im opowiada, że ich nienawidzę i, że nimi gardzę. O co walczymy? Czy ja w ogóle walczę? Czy kwestionuję czyjkolwiek wybór? Mogę się z nim zgadzać, albo nie zgadzać, ale zawsze będę WALCZYŁA o to, żeby ten wybór mógł być, Żeby był rzeczywisty, przemyślany. I dlatego jedno zdanie w czytanym tekście mnie niezwykle raduje: „Ich słowa nie mają znaczenia, bo wiem, że wybrałam właściwą drogę i nie chcę innej”. Zaraz się jakoś sympatyczniej robi. Mamy zawieszenie broni, mówimy o tym samym, o wyborze. O własnym wyborze. Mówimy dokładnie o tym samym, to dlaczego nie potrafimy się porozumieć? Może tyle wybuchów wokół, że nie słyszymy swoich słów? Wszystko zaczyna się od wyboru i na nim jest oparte. Autorka tekstu życzy wszystkim feministkom i familistkom Wesołych Świąt. Nie mam ochoty znajdować własnej drogi do świętości, nie bardzo mnie interesuje narodzenie Pana, ale rozumiem intencje. I przyjmuję oraz bardzo doceniam. I dedykuję wszystkim piosenkę Paula McCartney’a (a właściwie nie tyle samą piosenkę, co w zestawie z teledyskiem) pt. „Fajka pokoju”.

http://www.youtube.com/watch?v=J7ErrZ-ipoE

http://www.wsieci.pl/familistki-kontra-feministki-pnews-664.html

Reklamy
Published in: on 01/03/2014 at 05:58  6 komentarzy  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2014/01/03/dziura-w-murze-czyli-walka-o/trackback/

RSS feed for comments on this post.

6 komentarzyDodaj komentarz

  1. „A czy ja mogłabym nie uczestniczyć w tym całym zamieszaniu? ”

    A wiesz, to jest w zasadzie bardzo proste. Nieuczestniczenie jest generalnie (sądzę) najłatwiejsze pod słońcem. Praktykują miliony, problem polega jednak na tym, że nie jest to żadne wyjście, bo wiadomo.
    No i jeszcze ta trudność: o tym czy mamy do czynienia z zamieszaniem, czy też (jak najbardziej pożądanym) dyskursem decydują jednak niestety zawsze inni. Za naszymi plecami, a często i po fakcie.

  2. No tak, to proste, nawet, kurtka na wacie, próbowałam… Siedziałam cicho, pisałam naukowe książki, uczyłam. I co? I nie wytrzymałam, bo, mimo zmęczenia, szlag mnie jaśnisty trafia. Kwestia druga: fakt. Kto sprzedaje te kałachy?

  3. „Kto sprzedaje te kałachy?”

    Odpowiedź jest powszechnie znana, kto nie zna, to sobie coś wymyśli. O wiele bardziej istotne jest jednak (jak sądzę) pytanie: dlaczego dajemy je sobie od lat wciskać?

  4. Jak ludzie zaczną pytać, kto sprzedaje, wtedy przestaną je kupować.

  5. Skłócone kobiety nie mogą walczyć o swoje prawa (albo mówiąc delikatniej – rozwiązać swoich problemów).

    Skłócenie sprzyja brakowi władzy (aby coś wywalczyć trzeba się zjednoczyć), a brak władzy sprzyja skłóceniu – trafiła mi do przekonania teza Ireny Pospiszyl, że grupy upośledzone nie są solidarne (nie wiem, czy jej autorstwa, ale wyczytałam w jej książce „Ofiara chroniczna”, którą serdecznie polecam).

    Tej pani z Sieci mąż robi kolację!?

  6. To ciekawy problem 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: