Muskulatura czyli znów o gender

Silny i piękny, zagorzały zdrowy,

Grzany słonecznym upałem południa,

Idzie Mężczyzna! Mężczyzna!! Mężczyzna!!!

I wyciągają się kobiece ręce,

I rozwierają się kobiece nogi,

Wznoszą się piersi głębokim oddechem

I rozszerzają się okrągłe biodra,

I patrzy w słońce Łono Kobiecości…

(…)
Święte wzruszenie ogarnia mu duszę

I szybko kroczy, i ciężko oddycha,

Jak Bóg radosny…

I oto wznosi się w nim Duch Świetlisty,

I oto żądza cudna go ogarnia,

I zwierzę chutne, i instynkt odwieczny

Ku niej go ciągnie…

I pięknie, potężnie wznosi się do góry

Fallus, męskości święta doskonałość!

(Julian Tuwim)

 

Muszę się z Państwem czymś podzielić, no po prostu muszę. Jakiś czas temu trafiłam na blog pewnego dość popularnego duchownego. I wysiadłam, naprawdę wysiadłam. Przeczytałam, pośmiałam się, ale zapomnieć nie mogę, bo w zasadzie objawiła mi się przyczyna, dla której polski Kościół walczy ze strasznym potworem gender – chodzi o myślenie w kategoriach powodujących niesłychane uproszczenie świata i w zasadzie sprowadzające całą argumentację ad absurdum. Przypomina mi to słynną definicję Benedykta Chmielowskiego z Nowych Aten: koń, jaki jest każdy widzi. No właśnie, a jak widzi, to po co tłumaczyć?

 

Ksiądz pisze na swym blogu: „Czy ksiądz powinien mieć mięśnie? Oczywiście, jak każdy facet. Powinien mieć mięśnie z prostego powodu: gdy ich nie ma, wie o tym, czuje to i boi się. Tak jesteśmy skonstruowani jako mężczyźni, że siła stanowi o naszej tożsamości. Po prostu czujemy, że gdy przyjdą trudne czasy, gdy będzie próba, gdy trzeba będzie kogoś ratować, musimy być gotowi”.  No i tu szlag mnie trafia. Czy ksiądz ratuje mięśniami? Czy przyleje mężowi pijakowi, który katuje swą żonę i sześcioro nieletnich dziatek? Czy też w zaciszu konfesjonału powie niewieście z podbitym okiem i sześcioma pękniętymi żebrami, że musi nieść swój krzyż, a może nawet, że cierpienie uszlachetnia i przybliża do Boga.

 

Czy księdzu potrzebne są mięśnie? Czy powinien mieć mięśnie? Poczynając od tego, że nie każdy facet powinien mieć mięśnie, bo niektórzy może nie chcą mieć. I nawet jak nie mają, to się wcale nie boją, bo mają mózg, talent, umiejętności i wiele innych rzeczy. Czy każdemu mężczyźnie potrzebne są mięśnie, do ratowania? A co, po ulicach latają groźne potwory, które rzucają się na uciśnione dziewice i trzeba kopii w sprawnych męskich i umięśnionych dłoniach by potwora przebić i zabić? To pierwsza wątpliwość, a druga wyłania się zaraz po niej: czy ksiądz to facet? Mężczyzna to kategoria biologiczna najpierw, a ksiądz jest raczej rolą społeczną i kulturową, z biologiczną wizją swej męskości w związku z celibatem nie powinien się za bardzo obnosić i afiszować. A jak rozwija mięśnie, to może testosteron rośnie (nie wiem, tak rzucam, może ktoś objaśni). A potem są kłopoty z libido, które owocować mogą uczynkami nieczystymi, ręcznymi na ten przykład do wtóru jęków z serwisu Red Tube, a mogą też być i znacznie gorsze…

 

Czy ksiądz powinien być mężczyzną? W sensie roli społecznej i kulturowej? No, też nie bardzo… Bo od księdza wymagamy nieco innych cech, takich bardziej „żeńskich”: empatii, delikatności, wyrozumiałości, a nie siły fizycznej oraz dominacji, które stereotypowo kojarzą się z męskością. W związku z tym: ksiądz lepiej niech o swojej męskości nie mówi, bo to jakoś nie wypada, a po drugie, na cholerę mu te mięśnie? Czy ratowanie osoby, która traci wiarę jest związane z bicepsem, albo tricepsem? Czy powstrzymanie zagubionej nastolatki od próby samobójczej jest związane z masą mięśniową kształtowaną np. na siłowni? No waśnie, jak się myśli kategoriami: „facet”, a dokładniej „każdy facet” to wychodzą bzdury. Trzeba genderowo myśleć, proszę księdza, bo inaczej, to ja odbieram księdza felieton, jako taką manifestację i reklamę własnej fizyczności, własnej młodości, własnej męskiej tężyzny, chyba niestosowną w ustach duchownego. Ku przestrodze zacytowałam wcześniej pewien mocno prześmiewczy wiersz Juliana Tuwima, żeby się aż tak bardzo nie nakręcać tym bicepsem i „sześciopakiem” na klacie.

Na koniec ksiądz pyta: „Czy Paweł wytrwałby trzy dni i trzy noce na środku Morza Śródziemnego, gdyby nie miał mięśni?”  No, pewnie nie, ale chyba był pracownikiem fizycznym, ponadto żył 2000 lat temu, a wtedy warunki były ciężkie. Przeżywali najsilniejsi, najzdrowsi, a to chyba najlepsze nie było, nieprawdaż? Taki Herod mięśni mieć nie musiał, bo niewinne dzieci zarzynali jego siepacze. No i, jakiż to dowód na potrzebę posiadania mięśni?

A ponadto, na miejscu księdza, to ja bym nie pisała herezji. Paweł nie musiał mieć mięśni – przeżył na morzu, bo tego chciał Bóg księdza. Nieprawdaż? Ponadto wiemy też, że Paweł nie jadł i nie pił trzy dni, to też z powodu mięśni, czy dlatego, że doznał objawienia (Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku , olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” „Kto jesteś Panie?” – powiedział. A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił – Dz 9, 3-9).

Jeśli założymy, że w obu przypadkach przeżył, bo miał mięśnie, to niedaleko już od tej tezy do jakichś wywrotowych numerów. Dlatego ja bym tej myśli nie rozwijała i już.

Ludzie w dawnych czasach mierzyli swą przydatność społeczną siłą mięśni, kobiety się oceniało, czy mają szerokie biodra i rodzić mogą dużo, najlepiej synów. Dziś już wiemy, że liczy się mózg. Na bezludnej wyspie siłacz może przeżyje, a może nie. Natomiast człek mądry zawsze sobie poradzi – mięśnie nie są warunkiem ani koniecznym, ani wystarczającym, żeby ratować. No, chyba że dla kogoś czas się zatrzymał i tkwi w epoce, gdy siebie definiowało się wyłącznie przez własną biologicznośc, jak próbuje to zrobić opisywany ksiądz. W dzisiejszych czasach umiemy znaleźć na siebie lepsze kategorie rozumowe, aniżeli mięśnie, które ratują. Kto ksiądz jest Chuck Norris czy duchowny, do diaska?

http://kosciol.wiara.pl/doc/1802675.Miesnie

 

Reklamy
Published in: on 12/27/2013 at 08:40  4 Komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2013/12/27/muskulatura-czyli-znow-o-gender/trackback/

RSS feed for comments on this post.

4 KomentarzeDodaj komentarz

  1. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Biskupi tak rozwścieczyli Pawiana, że wrócił z emigracji wewnętrznej, ku uciesze licznych wielbicieli. Witaj, drogi Pawianie. A przy okazji…co to jest ten Red Tube? Pewnie jakieś wszeteczeństwo plugawe.

  2. Red Tube jest to You tube z filmikami dla dorosłych.

  3. Mięśnie są potrzebne nawet, żeby oddychać (niezbędne:)

    To wszystko chyba znaczy, że patriarchat niby ma się dobrze, ale jednak się chwieje?:) Te zaciekłe ataki, że tylko biologia, mięśnie i macica itp.itd. a reszta to szatan po prostu:) Więc to może dobrze?:)

  4. Stara zasada z Hollywood – nieważne jak o nas mówią, byle nie przekręcali nazwiska 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: