Poczuj magię tych świąt czyli byle polska wieś zaciszna

„będę Felicjanem, będę odbierał czynsze, będę… no… Dulskim, pra-Dulskim, ober-Dulskim, że będę rodził Dulskich, całe legiony Dulskich, będę miał srebrne wesele i porządny nagrobek, z dala od samobójców. I nie będę zielony, ale nalany tłuszczem i nalany teoriami, i będę mówił dużo o Bogu”

(Gabriela Zapolska)

To było kilka lat temu. Wracałam do domu w sierpniowy wieczór, gdy przed blokiem w centrum miasta zobaczyłam zbiorowisko ludzi. Pod domem leżał mały kociak, który wypadł z okna. Z szóstego piętra, na beton. Ludzie stali nad nim i mówili, że już długo nie pociągnie, że krew mu leci z nosa, a to zły znak. A kociak leżał. Wpadłam do domu po ręcznik, zawinęłam zwierzę najdelikatniej jak potrafiłam i pojechałam do weterynarza. Lekarz szturchnął palcem kota, popatrzył na tę kupkę nieszczęścia i znów szturchnął palcem. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem. Kazałam coś robić. Kot dostał dwa zastrzyki, nawet nie wiem jakie, bo za bardzo byłam przerażona. Było już po 21, rentgena nie było, nic nie było, jak zawsze piętrzyły się trudności, typowo polskie, nieszczęścia panujące w tym kraju już od czasów saskich, a może jeszcze od Jagiellonów. Bezradność, bezsilność, a może niechęć i obojętność. A może wszystko po trochu?

Gdy wróciłam z kociakiem, okazało się, że znalazła się jego właścicielka. Oddałam jej zawiniątko w fioletowych ręczniku w zasadzie bez słowa, bo co tu dużo gadać. Czekała ją ciężka noc. Rano przyszła do mnie z opowieścią, jak to nie mogła spać, bo kot potwornie piszczał, że musiała zamknąć go w łazience. Na plus należało jej zapisać to, że rano pojechała do wskazanego przeze mnie weterynarza. Też tam zajrzałam, bo chciałam się dowiedzieć, czy malec ma jakieś szanse. Miał zerwane pazury, złamaną szczękę i pękniętą miednicę – o ile dożył do wieku dorosłego z tak głupią właścicielką, która zostawiała otwarte okno na szóstym piętrze, to pewnie śladu po tych obrażeniach już po kilku miesiącach nie było.

Dziś na Gazecie artykuł o potrąconym w pierwszy dzień świąt psie, któremu nikt nie chciał pomóc, a mnie się to wszystko jakoś składa. Oburzenie z powodu ciąży Bratkowskiej, ten potrącony pies i ten kociak, który przed laty wypadł z balkonu. A nawet te psie kupy na mojej ulicy, między którymi lawiruję w drodze do pracy i błagam Wielkiego Potwora Spaghetti o umiejętność lewitacji. Złość i agresja w centrum handlowym dwa dni przed wigilią. Wszystko mi się składa, cały rok, całe życie.

Poczuj magię tych świąt, oburz się na Bartkowską, która ośmieliła się włożyć swoją puszczalską macicę do twojego barszczyku z uszkami. Walnęła ci płodem z powyrywanymi nóżkami w wyprasowany i wykrochmalony obrus. No i? Co poza tym, że było oburzenie, że były emocje, że było odczuwalne splunięcie w twarz, że ktoś śmiał te święta, te polskie święta, najbardziej polskie od czasów Mitry i Ozyrysa, tak zbrukać, tak zbezcześcić, że właśnie teraz panna czysta, że panna czysta, poroniła syna. Chociaż, jak feministka, to w sumie nieczysta.

Czy przy wigilijnych stołach ktoś o tym rozmawiał? Czy też to oburzenie przeszło, plwocina z twarzy została starta już przed karpiem? A może to tylko takie chwilowe oburzenie, takie malutkie, nawet nie związane z tym, że ona to ZROBI w wigilię, ale że o tym MÓWI, że w wigilię. No jak można, jak można? Tu Bóg się rodzi, król Polski, a tu jakaś Bratkowska się ośmiela wyskrobanym płodem epatować. Niech sobie robi, byle po cichu – przecież wiadomo, że TO jest robione, ale żeby zaraz o tym mówić i to tuż przed łamaniem się opłatkiem, a Matka Boska Częstochowska patrzy znad stołu. Tak samo, jak te pedały, niech sobie mieszkają w naszej kochanej Polsce, ale niech się nie afiszują, na litość boską, bo nasza kochana młodzież patrzy.

I tak od pierwszego stycznia do ostatniego grudnia, rok za rokiem, dziesięciolecie za dziesięcioleciem. Jak te trzy małpki, które oczka, uszka i buzie zasłaniają łapkami. Polska wariacja małpek ma zasłonięte oczka i uszka, zaś na ustach stek frazesów: o Bogu, ojczyźnie, honorze, miłosierdziu, współczuciu, grunwaldzkim zwycięstwie, szumie husarskich skrzydeł, żołnierzach wyklętych, patriotyzmie, o morzu krwi i łez wylanych w czasach, gdy byliśmy Chrystusem narodów lub przedmurzem chrześcijaństwa. Albo – jednym i drugim, co nam szkodzi, albośmy to jacy-tacy…

„Raz dokoła, raz dokoła” – chocholi taniec trwa, a w nim targani jesteśmy emocjami, wszystko nas razi, oburza, czujemy się dotknięci, obraża się nasze uczucia, ktoś ciągle pluje nam w twarz, godzi w nasze wartości. Z dobrym samopoczuciem zasiadamy do Wigilii, spożywamy dary boże w pierwszy dzień świąt, jesteśmy już nalani tłuszczem, a cały rok będziemy nalani teoriami. Wyłącznie. Raz dokoła.

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2013/12/26/poczuj-magie-tych-swiat-czyli-byle-polska-wies-zaciszna/trackback/

RSS feed for comments on this post.

13 komentarzyDodaj komentarz

  1. Mnie się forma wystąpienia Bratkowskiej nie podobała, lecz nie z racji wigilijności, lecz z powodu tego, że dla wielu (nie napiszę, że dla większości, bo tu pewności mieć nie mogę, ale że dla wielu – to wiem) kobiet ta decyzja to decyzja trudna, nawet jeśli jej realizacja przynosi wielką ulgę. To decyzja ważna dla zdrowia kobiety, a także decyzja o tym, czy ma zaistnieć nowy człowiek, czy jednak lepiej, żeby nie zaistniał. A tu takie „ha, ha, ha, wyskrobię się”.

    A jeśli chodzi o zwierzęta… Cóż, ich traktowanie całkiem dobrze pokazuje, jak traktujemy ludzi. Wróć, nie. Ja zwierzęta traktuję lepiej niż ludzi, bo one bardziej na dobre traktowanie zasługują i – w przeciwieństwie do ludzi – za serce odpłacają sercem, nie krzywdą. Dlatego mam mokre oczy, patrząc na portret mojego kota, który był ze mną ponad 13 lat, a niedawno odszedł, ja zaś trzymałam na dłoni jego głowę, dopóki nie zaczął stygnąć. I jego śmierć była dla mnie największym ciosem emocjonalnym od czasu śmierci mojej matki, czyli od prawie 16 lat (mimo że w tym czasie pożegnałam także wielu ludzi). Dlatego jechałam przez pół Polski, by adoptować porzuconą przez kogoś kotkę. Dlatego mój 1% i przypadkowe datki są na zwierzęta, nie na ludzi… I dlatego te święta spędziłam głównie w stajni.

    Wybacz, ciut mi się ulało. Nie jestem tak dobra w operowaniu słowem jak Ty, nie znam się tak na różnych ideologiach, na filozofii. Ale mam odruch wymiotny, gdy leje się na mnie z mediów i wystaw sklepowych ten lukier, który służy chyba tylko do maskowania goryczy codzienności.

  2. Chyba nie było tu „ha, ha, ha, wyskrobię się”. Raczej chodziło o pokazanie, że ustawa nie działa, że jest fikcją, że to pic na wodę. Myślę, że sporo intencji Bratkowskiej wyszło w tym miejscu: http://www.tvn24.pl/tak-jest,39,m/jak-uwazaja-mnie-za-grzesznice-to-niech-sie-modla-polska-feministka-zapowiada-ze-przerwie-ciaze-w-wigilie,381967.html

  3. Rozumiem intencję, a z niedziałania ustawy też sobie zdaję sprawę. Ale forma wystąpienia tej pani mi nie pasuje. I to bez względu na dzień, mogłaby równie dobrze powiedzieć w takim samym stylu, że dokona aborcji w trzeci czwartek marca albo trzy dni po majowym nowiu księżyca. Tyle że ja nie potępiam ani Bratkowskiej, ani jej wystąpienia. Jedynie stwierdzam, że nie spodobała mi się forma. Nie mam zamiaru pluć na panią B., nie mam zamiaru odmawiać jej jakichkolwiek przymiotów (jak czynią to inni krytykujący ją). Uważam po prostu, że to akurat nie był udany pomysł. Jej prawo wystąpić z czymś takim, moje – stwierdzić, że mi się to nie podobało. Ale jeśli choćby jeden mózg Bratkowska w ten sposób odblokuje, jeśli przemówi do rozsądku choćby jednej osobie, to będzie super 🙂

  4. Też tak myślę (ostatnie zdanie). A ponadto zastanawiam się, czy szokująca forma nie zacznie dyskusji.

  5. Ale dyskusji z kim? Z przeciwnikami aborcji? Wolne zarty. Dyskusja wymaga, aby przystapily do niej dwie strony i przynajmniej na chwile zawiesily na kolku przekonanie o tym, ze posiadly wszelka madrosc, maja bezposrednie polaczenie z panem bogiem lub doskonale wiedza, czego potrzeba wszystkim kobietom. A Bratkowska swoim wystapieniem wlasnie strzelila w stope tudziez w kolano wszystkim feministkom. Ze, co? Ze na zlosc odmroze sobie uszy albo sie wyskrobie… i do tego jeszcze, ha, w Wigilie, ‚zeby bylo weselej’? Litosci! Z czym tu dyskutowac? Poziom argumentu rowny tym serwowanym przez druga strone: ‚z gwaltu? pani rodzi i nie dyskutuje, bo tak’.
    Smutne, bardzo smutne.

  6. Zobaczymy. A tak na marginesie: nie ma zwolenników i przeciwników aborcji. Wedle mnie są zwolennicy i przeciwnicy restrykcyjnej ustawy obowiązującej w Polsce. Nikt przy zdrowych zmysłach nie jest zwolennikiem / zwolenniczką aborcji.

  7. Nie mam stosownych kwalifikacji, by oceniac stan wlasnych zmyslow, a coz dopiero cudzych, ale majac swego czasu do czynienia z przedstawicielami pro-life w kazdej rozmowie, nawet o pogodzie, podkreslali oni, ze sa ‚przeciwnikami aborcji’. Nie wiem, czy to koniecznie wymaga istnienia antymaterii w postaci ‚zwolennikow’. Byc moze dla nich bylam zwolenniczka?

  8. Myślę, że byłaś kaczka. Mogę tylko odpowiedzieć moim innym tekstem, który napisałam w innym miejscu: http://pismozadra.pl/felietony/magdalena-piekara/694-fasolka-czyli-dziecko

  9. Piekny to tekst, Pawianie!

  10. Dziękuję 🙂

  11. Fajnie, że jesteś! Tekst bardzo mi się podoba…

  12. dziękuję – ciesze się, że dawne czytelniczki i starzy czytelnicy wracają 😀

  13. Zaglądałam i zaglądałam, aż w końcu przestałam – a tu taki wysyp ciekawych tekstów! Aż nie nadążam czytać:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: