Nie samym pisaniem dziennikarz żyje, czyli czego Jaś się nie nauczy…

http://wyborcza.pl/1,99069,11020296,Nie_sama_sztuka_artysta_zyje.html

(cytaty z linkowanego felietonu zostały w moim tekście wyróżnione na niebiesko)

Rąbnęło mnie, rąbnęło mnie zdrowo. Może to dlatego, że zdarzyło mi w ostatnim roku uczyć przyszłych dziennikarzy i zatrwożyła mnie perspektywa ich nieodpowiedzialności za słowo? Być może właśnie te doświadczenia, jakby napisał Niziurski, gogiczne, spowodowały że po przeczytaniu linkowanego wyżej tekstu polemicznego zaczęłam trząść się ze zgrozy. Moja zgroza jest ściśle filologiczna i nauczycielska. Nic osobistego. Tak wiem, jestem starą i wredną nauczycielicą, która nie rozumie idei, tylko się czepia każdego spójnika i niszczy swobodę wypowiedzi. Ano tak! W każdym razie na moich zajęciach dla adeptów dziennikarstwa niektórzy by nie zaliczyli.  

Nie twierdzę, że podoba mi się wszystko w traktacie ACTA. Ale świat całkowicie bezkarnego piractwa będzie światem bez umów, bez zaliczek i bez wydawców. A więc także bez Beatlesów i bez Beethovena.

Mamy do czynienia z manipulacją – w tym wypadku jest to rozszerzenie  granic wypowiedzi adwersarza i przesunięcie jej granic ad absurdum. Żakowski pisał o sprzeciwie wobec ACTA, WO – w polemice – absurdalnie wykrzywia optykę wypowiedzi, manipulując faktami (tak, jakby bez ACTA nie istniały żadne ustawy umożliwiające karanie piractwa).

Gdy Jacek Żakowski pisał swój komentarz o internecie jako o bibliotece („Gazeta” z 23 stycznia), marzył chyba bardziej o pozyskaniu jak największej puli „lajków na fejsie”, niż o trzymanie się faktów.

Zazwyczaj argumenty ad personam są domeną rozgrywek erystyki podwórkowej, która, jak pokazuje praktyka, przeniosła się także do polskiego życia politycznego. Natomiast tego typu argumentacja u dziennikarza z kilkunastoletnim stażem pokazuje jego słabość, skoro już w pierwszym akapicie musi dowalić przeciwnikowi tak, jakby cały spór rozgrywał się na forum, a nie w jednej z najważniejszych gazet krajowych.

Żakowski pisze więc, że „kilkadziesiąt lat temu wymyślono »własność intelektualną «”, co po prostu nie jest prawdą. Własność intelektualna pojawia się w renesansie razem z pierwszymi patentami i sporami dramaturgów elżbietańskich o to, który komu ukradł jaki wątek.

Skoro ktoś domaga się faktów, nie powinien się podkładać. Przykład z dramaturgami elżbietańskimi jest nietrafiony, ponieważ ich spory nie miały żadnego umocowania prawnego – bowiem nie istniało wówczas prawo autorskie. W renesansie pojawia się kwestia autorstwa, nie zaś własności intelektualnej. Jeżeli ktoś chciałby mieć wówczas skopiowaną „Ostatnią wieczerzę” u siebie na ścianie, bo mu się spodobało, jak to machnął Leonardo, to by mógł, zaś autor „Mony Lisy” mógłby być albo wściekły, albo zadowolony – w zależności, czy ową kopię potraktowałby jako promocję, czy jako spieprzenie własnej idei.

Trzeba też pamiętać, że dobieranie przykładów jest bronią obosieczną. Przypominam historię Mozarta, który po jednokrotnym wysłuchaniu Miserere Allegriego, które było ściśle chronioną tajemnicą Watykanu, udostępnił to dzieło całemu ówczesnemu światu. Później WO porównuje sytuację mecenatu do współczesnych praw autorskich, co nie tylko jest nadużyciem, ale też ma zdecydowanie krótkie nogi. Gdybym była złośliwa, to napisałabym, że tak krótkie jak… No nie, Państwo pozwolą, że Pawiany przydrożne pozostaną pawianami – semper idem. Oczywiście książę Lobkowitz mógł sobie próbować zagwarantować odtwarzanie utworu u siebie. Jednak, czy mógł być pewny, że tak będzie? Czy jego prawo działało w innych księstwach niemieckich? Czy działało we Włoszech? Czy prawo księcia było prwem korporacyjnym? Co by się stało, gdyby ktoś Eroicę grał u siebie, np. w Hiszpanii, albo nawet w sąsiednim dużym mieście będącym pod inną władzą? Jaka była władza księcia Lobkowitza? Czy miał możliwości ukarać kogokolwiek, poza swoimi włościami? Idźmy dalej i zabawmy się trochę w gdybanie, którego jako historyczka nie znoszę. Chopin piszący mazurki? A tantiemy za wykorzystanie muzyki ludowej? Czy za czasów Chopina chodziła po salonach policja i wsadzała do pierdla tych, którzy bezkarnie grali Etiudę Rewolucyjną – np. w Polsce?

Żakowski wymienia listę twórców ilustrujących jego tezę: „Chopin, Beethoven, Chaplin, Beatlesi, Picasso, małżeństwo Curie”. Otóż wszyscy oni działali już w czasach, w których istniało nowożytnie rozumiane prawo autorskie.

Oj, oj… znów się autor podłożył. On tak serio? Przypominam o Dickensie, którego powieści przerabiano na sztuki i bez jego nazwiska grano w całej Anglii, czasem nawet przerabiając zakończenia. Dickens się pieklił. Tak samo spór Sienkiewicza o tantiemy w Rosji. Przypomina mi się list do autora Trylogii, który napisał Dostojewski (albo Tołstoj – przyznaję nie pamiętam), o finansowe wsparcie akcji popowodziowej. Sienkiewicz odpisał, że wsparciem będą wszystkie tantiemy z jego dzieł wydawanych w Rosji, która piraciła wówczas niesamowicie wydając nie tylko dzieła naszego noblisty, ale też innych znanych pisarzy światowych. Koniec XIX w. nie jest więc dobrym przykładem funkcjonowania nowoczesnego prawa autorskiego – i chyba nie o to chodzi, prawda?

Świat całkowicie bezkarnego piractwa będzie światem bez umów, bez zaliczek i bez wydawców. A więc będzie to także świat bez Beatlesów i bez Beethovena. A także najprawdopodobniej bez Żakowskiego – bo jakoś nie wierzę w to, że z jednakowym entuzjazmem brałby się do pisania za darmo na blogu.

Kiedyś Juliusz Słowacki, ironicznie, w Wieczorze w Vostiz, napisał:

To były łóżka, jeśli kto nie wierzy,

Tłumaczę jasno, to, na czym się leży.

Postaram się teraz równie zwięźle wyjaśnić, o co dokładnie chodzi, tym którzy nie rozumieją, albo nie chcą zrozumieć. Żakowski nie chce ogólnoświatowego bezhołowia i piractwa, bo prawo już jest i funkcjonuje. On obawia się współczesnego casusu Schillera, który miał zakaz publikacji. W XIX w. wystarczyło wyjechać i „schronić się” w innym systemie prawnym (jak autor Zbójców – ze Stuttgartu do Weimaru). Korzystali z tego także nasi pisarze w czasach zaborów. Dziś świat jest globalną wioską i nie znajdzie się takiego miejsca, gdzie można się będzie ukryć. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to albo powinien wrócić do szkoły, albo przynajmniej niech się zastanowi nad swoim dobrym samopoczuciem.

Po analizie felietonu WO podtrzymuję zdanie, że u mnie na zajęciach otrzymałby ocenę niedostateczną. Sesja trwa drogi panie WO. Może pan napisać jeszcze raz swój tekst, rozumiem, że pan się z Żakowskim nie zgadza, ale proszę to udowodnić – merytorycznie, dobrze stylistycznie (bez tych obrzydliwych spójników na początku zdania – pan doczyta w słowniku o stosowaniu spójników w języku polskim) i bez uciekania się do tanich chwytów, godnych dzinnikarzyny a niegodnych dzinnikarza. Wtedy proszę przyjść z indeksem. Dziękuję…

Reklamy
Published in: on 01/24/2012 at 11:53  43 Komentarze  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2012/01/24/nie-samym-pisaniem-dziennikarz-zyje-czyli-czego-jas-sie-nie-nauczy/trackback/

RSS feed for comments on this post.

43 KomentarzeDodaj komentarz

  1. @notka
    To ja tylko wrzucę, czego WO nie komentował i o jakich zagrożeniach w swym tekście nawet nie wspominał: http://www.rozbrat.org/publicystyka/polityka/3013-gazeta-wyborcza-prawo-autorskie-w-sluzbie-biznesu

  2. Bardzo dobry tekst. Gratulacje.
    Mozart i Miserere – celny argument.

  3. Dziękuję, Stary gniewny, bardzo dobry to on nie jest, bo czasu nie miałam. Dziś się skupiam na praniu i poprawianiu prac studenckich. WO oberwał w przelocie, bo Amicus Plato, sed magis amica veritas. Nic do niego osobiście nie mam.

  4. Fronesis, to bardzo rozszerza perspektywę.

  5. Tyle radości, tyle radości! 😀 Dzięki!

  6. Tipot: [pawian poprawia opadające spodenki od starego dresiku, drapie się w czerwony zadek z zakłopotaniem i mruczy: no jak mus, to mus].

  7. Reblogged this on Zniekształcenie poznawcze and commented:
    Odpowiedź do odpowiedzi WO na tekst Żakowskiego (http://j.mp/wfV3RR).

    Przede wszystkim bardzo się cieszę, że w końcu dyskutujemy o meritum, czyli prawach autorskich, a nie zabijamy się o ACTA.

    No i muszę się przyznać, że w tej polemice bliżej mi do pozycji Orlińskiego, bo w końcu ktoś kasę na te dzieła zawsze wykłada, a twórca sam może teraz zdecydować w jakim modelu chce prezentować swoje prace. Czy zgadza się na wsparcie wydawcy, czy może sam chce się promować i sprzedawać swoje prace za pomocą internetu.

    W ogóle to o tych prawach planuję sam coś napisać.

  8. Jeśli wolno mi odpowiedzieć jednym zdaniem (obiecuję, że zaraz sobie pójdę i nie będę już odpowiadać na odpowiedź na odpowiedź na odpowiedź): argumentacja „skoro Sienkiewicz i Dickens musieli się procesować to znaczy, że prawo wtedy nie działało” jest równie błędna jak „skoro ukradli mu portfel to znaczy, że kradzież jest legalna”. To po prostu non sequitur. Jasne, że piractwo było problemem zawsze – podobnie jak są nim kradzieże portfeli. Dziękuję za uwagę i zgodnie z obietnicą, znikam.

  9. Ależ zapraszam, zapraszam. Panie WO, ja znów będę biła po łapach. Bardzo proszę. Pisze Pan i jednocześnie nie chce kontynuować dyskusji, mniemam że dlatego, iż znów Pan manipuluje. Pisząc o kłopotach Dostojewskiego i Sienkiewicza , o kłopotach a nie procesach, odnosiłam się do fragmentu Pana tekstu: „Żakowski wymienia listę twórców ilustrujących jego tezę: „Chopin, Beethoven, Chaplin, Beatlesi, Picasso, małżeństwo Curie”. Otóż wszyscy oni działali już w czasach, w których istniało nowożytnie rozumiane prawo autorskie”. Tym samym obalałam Pańską tezę, że wówczas istniało prawo autorskie. Tekst, który Pan napisał w odpowiedzi u mnie ma się nijak do fragmentu mojej wypowiedzi. Na dodatek w Pana wypowiedzi zawarta jest sugestia, iż jestem autorką zdania ” „skoro Sienkiewicz i Dickens musieli się procesować to znaczy, że prawo wtedy nie działało” – a to oczywista bzdura. Jeśli zapragnie Pan skomentować, to proszę pamiętać, że mnie na blogasku manipulacje nie będą tolerowane, z filologami takie chwyty nie przejdą.

  10. Dziękuję za tego posta i za poruszenie kwestii od tej strony. Całkowicie się zgadzam, i poniżej wklejam moje własne wypociny, ze punktu widzenia kogoś kto siedzi w technologii, a nie w historii, zatem podaję przykłady z naszych obecnych czasów, na których, sądzę, rośnie nasz obecny świat.
    Oryginał na: http://www.facebook.com/przemyslaw.grabowicz/posts/352854904742083

    Szanowny Panie Orliński,

    Przyznam szczerze, że na tego typu dyskusję czekałem, bo to ona dotyka sedna problemu. Na początku chciałbym powiedzieć, że Pański artykuł poważam, ale jednocześnie uważam, że przerysowuje Pan wiele z tego co powiedział Żakowski oraz że nie dostrzega Pan przykładów w dziedzinach kultury/wiedzy/nauki które stoją po stronie ‚piratów’.

    Zatem o co mi chodzi. Pisze Pan, że:
    „Świat całkowicie bezkarnego piractwa będzie światem bez umów, bez zaliczek i bez wydawców. A więc będzie to także świat bez Beatlesów i bez Beethovena. A także najprawdopodobniej bez Żakowskiego.”

    Zdanie to jest podsumowaniem ducha artykułu który Pan umieścił na łamach Wyborczej. Niestety obawiam się, że jest to zdanie bardzo przerysowane i bardzo nierealnie patrzące na zagadnie. Otóż myślę, że nikt z piratów nie myśli o tym, by całkowicie wyzbyć się kupowania dzieł twórców, bądź całkowicie zabronić istnienia mecenatów, i przekazywania datków artystom. Pisanie o ‚świecie bez umów’ brzmi niestety jak bezmyślność, jakie społeczeństwo może bowiem istnieć bez umów?… Czemu zatem Pan twierdzi, że świat bezkarnego piractwa będzie światem bez umów? Czy nie nadużywa Pan swojej wyobraźni? Czy naprawdę Pan myśli, że piraci chcą zniszczyć świat twórców i nie przekażą im ani złotówki?

    Po pierwsze, nie wiem czy Pan jest tego świadomy, ale istnieją badania które wskazują na to, że piraci są też najbardziej aktywną grupą konsumentów którzy wydają najwięcej na zakup dóbr kultury. Nawet jeśli nie są najbardziej aktywną grupą, to jednak wygląda na to, że jednak wydają te złotówki…

    Po drugie, bardzo proszę niech Pan rozejrzy się i dostrzeże w jakim kierunku idzie świat. Inicjatywy i projekty takie jak Spotify i Netflix już istnieją i są powszechne ‚na zachodzie’. Co więcej ludzie je kochają, i chcą za nie płacić. Wie Pan skąd te inicjatywy się wywodzą, z jakiej kultury? Wywodzą się ze społeczności tych piratów o których Pan mówi, że chcą zniszczyć świat kultury. Wywodzą się z takich środowisk jak Napster, torrentów oraz licznych stron na których można oglądać filmy online, oczywiście nielegalnie.

    Po trzecie, chyba najlepszy sposób na to, by pokazać, że ludzie dobrowolnie (bez przymusu!) chcą płacić twórcom, czyli projekty typu Wikipedia albo Humble Indie Bundle. Wikipedia, tworzona zupełnie dobrowolnie, przez zwykłych internautów prawdopodobnie wielu piratów, jest porównywana w jakości do Encyklopedii Britannica. Jest zupełnie non-profit, nie czerpie żadnych zysków, a działa. I to jak! Jak to możliwe??? Czy nie widzi Pan zaprzeczenia Pana tez? Drugi przykład to Humble Indie Bundle, zbieranina gier, które zwykle kosztują po 5-20 dolarów, wydana w postaci jednego packu, który można ściągnąć z internetu… Za darmo… Ale można też zapłacić. Wie Pan kto kupuje ten pack? Piraci. W ciągu półtora roku od pierwszego wydania było już siedem reedycji. Zbierane są miliony dolarów. Dodam, że kupujący może wybrać gdzie dokładnie pójdą jego pieniądze, do twórców, wydawcy, organizacji wspierających rozwój internetu, czy do organizacji charytatywnych. Wszyscy są za tym.

    Podsumowując:
    1. Piraci nie są za tym, by nie było umów, by nie wspierać twórców. Są za tym, by to robić dobrowolnie.
    2. Piraci chcą zachować swoja wolność do swobodnej komunikacji oraz wymiany plików czy jakichkolwiek informacji jakie posiadają.
    3. Jakość produktu nie jest skorelowana z ilością kasy jaka została władowana w dany projekt. Wikipedia jest tego sztandarowym przykładem…

    Z poszanowaniem,
    Przemysław Grabowicz.

  11. Dodam, że pointą omawianego przez Pana akapitu mojego tekstu były zdania: „Koniec XIX w. nie jest więc dobrym przykładem funkcjonowania nowoczesnego prawa autorskiego – i chyba nie o to chodzi, prawda?” – co dobitnie wskazuje, iż Pana komentarz jest manipulacją. Nadal brak zaliczenia 😀

  12. „Żakowski nie chce ogólnoświatowego bezhołowia i piractwa, bo prawo już jest i funkcjonuje”
    Ale prawo, a raczej narzędzia jakimi dysponuje, coraz gorzej się sprawdzają, bo technologia dała piratom potężne narzędzia do obchodzenia tego prawa.
    ACTA jest moim zdaniem próbą odzyskania równowagi, próbą złą – bo narzędzia tam proponowane mogą być łatwo zastosowane w innych celach – ale mającą uzasadnienie.
    Inną sprawą jest, czy narzędzia skuteczne i wybiórcze dadzą się stworzyć. Ale że są konieczne, chyba nie ma wątpliwości.
    Mam zresztą o tym notkę 😉

  13. @pms

    argument z wikipedii
    Czym innym jest napisanie w wolnym czasie artykułu do wiki, to sobie można zrobić za darmo wieczorami. A czym innym jest nakręcenie dużego filmu kinowego, napisanie symfonii, czy jej wykonanie i nagranie. Tych ostatnich nie zrobią amatorzy-wolontariusze.

    Aha, i ja nie kocham Spotify (chociaż kocham ten pomysł), i nie zapłacę im ani grosza dopóki nie usuną podstawowej wady swojego programu (o tym też miałem notkę 😉 )

    istnieją badania które wskazują na to, że piraci są też najbardziej aktywną grupą konsumentów którzy wydają najwięcej na zakup dóbr kultury
    Ciekawi mnie rzetelność tych badań, bo pamiętam „rynek” gier na 8-bitowce w latach 80-tych – jakoś wszyscy kopiowali, nikt nie wydawał.
    I ciekawi mnie, ile piraci – jeśli nawet rzeczywiście najwięcej wydają, co nie wydaje mi się szczególnie prawdopodobne – wydają w stosunku do konsumpcji.

  14. @miskidomleka
    tak, trochę na marginesie sporu, ale chomikuj.pl polskie szkolnictwo prywatne nie byłoby możliwe, a bez gigapedii Kudrycka mogłaby pomarzyć tylko o polskiej nauce, z tą kasę , która jest na nią przeznaczana (młodsi pracownicy nauki, jadą właściwie tylko na pirackich ebokach).

  15. @miskidomleka

    „Czym innym jest napisanie w wolnym czasie artykułu do wiki, to sobie można zrobić za darmo wieczorami. A czym innym jest nakręcenie dużego filmu kinowego, napisanie symfonii, czy jej wykonanie i nagranie. Tych ostatnich nie zrobią amatorzy-wolontariusze.”

    No tak, ale to nie fair porównywać wikipedię do filmów i ja tego porównania wcale nie wykonałem. Ta wikipedia, mimo, że ją tak wieczorami tworzysz, ma jakość i na przykład śmiem twierdzić, że przysługuje się ludziom nieporównywalnie bardziej niż jakakolwiek (sic!) encyklopedia komercyjna. Oczywiście, że filmy i gry komputerowe to przedsięwzięcia innego typu, dlatego podałem tez przykłady dla gier. Poza tym ja nie mówię, że wielkie wytwórnie filmowe mają zniknąć, ludzie i tak będą płacili za kino, za koncerty, oraz za płyty dvd/cd, to jasne. Sedno jest takie, że ludzie płacą za to, co na prawdę lubią i co na prawdę wspierają. Jak mi się podoba jakaś gra, albo film, to kupuję ją, bo chcę wesprzeć jej twórców, to mój wolny wybór. Takich inicjatyw i projektów jest mnóstwo w internecie. Internet i wiele aplikacji zostało zbudowanych na open-source, np. chociażby przeglądarka której teraz używasz (z wyjątkiem komercyjnego Internet Explorera). Zapoznaj się też z taką stroną jak Kickstarter, która pomaga zbierać fundusze na wszelkie projekty artystyczne i inne.

    Ponadto, co raz więcej osób ogląda po prostu YouTube, zamiast TV y filmów, albo twórczość znajomych z Facebook’a. Następuje przesunięcie z ‚kilku producentów i miliony konsumentów’ na ‚miliony producentów i miliony konsumentów’. To po prostu staje się ciekawsze niż maglowanie kolejnych Transformersów z kina.

    O spotify:
    Postawowa wada programu? Jestem ciekaw co masz na myśli, ale tak czy siak – masz prawo go nie używać. Zgodziłeś się natomiast ze mną, że podoba Ci się pomysł, jego implementacji będzie co raz więcej, a Netflix już w tym roku wchodzi do Europy. Wszystko dzięki złym świecie piratów i geeków technologicznych.

    „I ciekawi mnie, ile piraci – jeśli nawet rzeczywiście najwięcej wydają, co nie wydaje mi się szczególnie prawdopodobne – wydają w stosunku do konsumpcji.”
    Sęk w tym, że piraci to jądro internetu i konsumpcji dóbr kultury.

  16. @pms

    No tak, ale to nie fair porównywać wikipedię do filmów i ja tego porównania wcale nie wykonałem.

    Ale użyłeś przykładu wiki w dyskusji o ACTA, moim zdaniem jest to przykład od czapy. Piractwo dotyczy filmów, seriali TV, muzyki, oprogramowania komercyjnego, książek. Ja się obawiam, że jeśli jego postęp nie zostanie powstrzymany (niekoniecznie wyłącznie metodami karnymi, nowe metody rozpowszechniania mile widziane), jeśli nie zostanie zatrzymane przyzwyczajanie się ludzi do tego, że „w necie jest wszystko i za darmo”, to źle się to skończy dla twórczości w ogóle.

    ak mi się podoba jakaś gra, albo film, to kupuję ją, bo chcę wesprzeć jej twórców, to mój wolny wybór.
    Może tak robisz, ale pogląd, że wszyscy tak będą robić, to mrzonka. Jeśli uważasz, że nie mrzonka, dlaczego nie proponujesz wprowadzenia takim samych zasad w warzywniakach – każdy bierze jabłko czy pęczek rzodkiewek, a jak już posmakuje i uzna, że smakowało, będzie miał wolną wolę żeby wesprzeć sprzedawcę.

    Internet i wiele aplikacji zostało zbudowanych na open-source, np. chociażby przeglądarka której teraz używasz (z wyjątkiem komercyjnego Internet Explorera).

    Wiem o tym (mimo, że używam IE, oraz, jak się zastanowić, nawet gdy używam bezpłatnego oprogramowanie, to nie jest ono open source). Ale nie wierzę, że da się napędzać cały świat bezpłatnym oprogramowaniem. Ci ludzie też z tego muszą żyć.

    Ponadto, co raz więcej osób ogląda po prostu YouTube, zamiast TV y filmów, albo twórczość znajomych z Facebook’a.

    A ile z tego Youtube to rzeczy zajumane których administracja (jeszcze?) nie wyłapała? Oraz wybacz, z całym szacunkiem do moich znajomych z FB, nie chcę być skazany wyłącznie na ich twórczość, chcę mieć dostęp do profesjonalistów, którzy z twórczości żyją. I chcę, by utalentowali znajomi z FB mieli więcej zysku niż tylko dużo lajków.

    Postawowa wada programu? Jestem ciekaw co masz na myśli,
    Brak gapless playback. (oraz parę innych spraw: http://miskidomleka.wordpress.com/2011/08/08/explicit/ )

    Zgodziłeś się natomiast ze mną, że podoba Ci się pomysł, jego implementacji Pytanie, czy taki model rozwiąże problem piractwa? Na razie czytam narzekania, że zyski twórców są groszowe. A jeśli opłaty za Spotify wzrosną, rozpowszechni się jumanie ze Spotify. Wiem że oggi są zaDRMowane, ale albo ktoś złamie tego DRMa, albo skopiuje po analogu, i już zamiast płacić za Spotfy będzie można się udać na GigaTorrentDownload.

    Sęk w tym, że piraci to jądro internetu i konsumpcji dóbr kultury.
    Wydaje mi się to twierdzeniem bez pokrycia. Gdyby tak było, twórcy przymieraliby głodem, a tak na razie nie jest.

  17. w tej dyskusji problemem podstawowym jest rozróżnienie między walką z piractwem, czyli złodziejstwem intelektualnym, a możliwością inwigilacji i penalizacji użytkowników Internetu. To tak w skrócie do miskidomleka i pms. Bardzo trafnie podsumował cały problem wielki kontestator, krótko i zwięźle.

    Autor: wielki_kontestator 24.01.12, 14:05

    Nie samą sztuką internauta żyje.
    Macie artyści problem z piratami? To znajdźcie sposób, żeby walczyć z _nimi_. Ale ja sobie nie życzę monitorowania mnie „na wszelki wypadek”. Nie chcę, żeby ktoś mógł na mnie donieść, że „coś podejrzewa”, a służby zrobiły mi wjazd do domu i bez konsekwencji skonfiskowały mi sprzęt, który jest moim narzędziem pracy, do kilkumesięcznej analizy.

    http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,132673691,132678373,Nie_sama_sztuka_artysta_zyje.html

  18. @pawian
    Tu zgoda – pozostaje mieć nadzieję, że oburzenie internetu jest spowodowane przede wszystkim owym umożliwieniem monitorowania, a nie potencjalnym odcięciem od „bezpłatnych” filmów i seriali.

    Łatwo powiedzieć „znajdźcie sposób” w dzisiejszych czasach.

  19. ja też zalinkuję kogoś

    http://www.tokfm.pl/blogi/ulewamiesie/2012/01/spac_zrec_kopulowac

  20. @miskidomleka

    Moje oburzenie jest spowodowane TAKŻE potencjalnym odcięciem od. Prawa własności intelektualnej są wypaczone. Nigdy nie zaakceptuję komunikatu „ten materiał nie jest dostępny w Twoim kraju” – w dobie internetu, dla materiału transmitowanego przez internet? To jest chore.

  21. @pawianprzydrodze
    Tak się składa, że nie da się oddzielić piractwa od dzielenia się, a tego z kolei nie da się zwalczać bez inwigilacji… więc sytuacja jest skomplikowana, czemu? bo mamy zły system, który nas doprowadza do takich rozmów

    @miskidomleka
    Mam wrażenie, że trochę się zapędzasz. Wikipedia to przykład darmowej wersji komercyjnego oprogramowania/encyklopedii i w tej kategorii jest przykładem produktu który został stworzony bez wsparcia finansowego.

    „Może tak robisz, ale pogląd, że wszyscy tak będą robić, to mrzonka.”
    Czytasz to co piszę piąte przez dziesiąte. Podałem przykład Humble Indie Bundle, znam wiele przykładów konkretnych ludzi, bo znam to środowisko. Z tego co czytam to nie masz w tym środowisku żadnego wyczucia.

    Ci ludzie co piszą darmowe oprogramowanie oczywiście, że z czegoś żyją. Problem w tym, że Ty nie wiesz z czego. Więc ja tłumaczę, że żyją zwykle z dotacji i wsparcia społeczności (wejdź np. na Mozilla Foundation, ale jest mnóstwo przykładów takiego oprogramowania).

    Facebook kojarzy Ci się jedynie ze znajomymi, ale jeśli jeszcze nie wiesz – to możesz tam śledzić też osoby życia publicznego, tak samo jak to możesz robić na Twitterze. Także wcale nie jesteś ograniczony do swoich znajomych.

    Opłaty za Spotify nie wzrosną, a ludziom się nie opłaca piracić Spotify, bo nie ma to najmniejszego sensu. Ludzie płacą Spotify nie tylko za muzykę, ale również za ‚serwis’. Na tym polega podstawowa różnica. Proszę postaraj się ją zrozumieć.

  22. pms, da się, da się – trzeba postępować etycznie. To wystarczy :D. Tak, jestem naiwną idealistką. Uczę dzieci już pierdyliard lat, że kradzież internetowa nie różni się od buchnięcia pierścionka z wystawy. Edukacja i kształtowanie postaw etycznych o charakterze altruistycznym może przynieść znacznie większe korzyści, aniżeli wprowadzanie dziwacznego prawa. Uczyć, pokazywać dobre wzorce, a za trzysta lat sprawa sama się rozwiąże i Zbigniew Hołdys będzie jak Eric Clapton {buahahahahaha}.

  23. Ja dorzucę swoje 3 grosze:

    O tekście Żakowskiego (ad personam też jest, więc można się powyżywać na mnie) – http://nieprogresywny.wordpress.com/2012/01/23/dlaczego-wyborcza-jest-anty-acta/

    O tym, w co przeradza się „ruch wolnego Internetu”:

    http://nieprogresywny.wordpress.com/2012/01/24/od-obrony-wolnosci-do-chamstwa-droga-krotka-3-do-4-dni/

  24. @kradzież internetowa a buchnięcie pierścionka

    Owszem, nie różni się – o ile ktoś coś stracił w wypadku tej pierwszej. Jeśli ktoś mi wytłumaczy, gdzie trzymam ten pierścionek, który ukradłem przez internet i komu on zniknął ze szkatułki, to oczywiście zmienię zdanie.

  25. Kajaczek napisał: „Tryb negocjowania, ustalania i wdrażania ACTA woła o pomstę do nieba – , choć z drugiej strony – dotychczas mało kto się tym interesował. Rząd zaliczył faila, EU i europosłowie zaliczyli faila – FAKT
    Zapisy ACTA potencjalnie, powtarzam, POTENCJALNIE, mogą być nadinterpretowane w celu wzmocnienia kontroli treści i działalności internautów. ACTA co prawda zostawia to do decyzji stron (czyli RZĄDU) i prawodawstwa poszczególnych krajów, ale potencjalne ryzyko jest. FAKT” – otóż to, dziękuję. Krótko i treściwie.

    Powyżywać? Panie Kajaczku, powyżywać? Niech się Pan zlituje i nie dramatyzuje.

  26. duxripae: zajrzyj do mojego wpisu o dwudziestu dwójach za złodziejstwo internetowe. Jest krzywda? Jest – dzieci głupie się robią. Chociażby taka krzywda, że im się myśleć nie chce, wolą skopiować.

  27. Mem Sahib, ściąganie i odpisywanie nie pojawiło się w polskiej szkole wraz z nastaniem internetu. Plagiaty wykrywane są od jakiegoś czasu także w pokrytych kurzem pracach mocno przedinternetowej profesury. To nie jest coś, co byłoby niemożliwe bez internetu. Ja myślałem raczej w kategoriach prezentowanych we wpisie który zalinkowałem. O tym, że złodziejstwem szybko zostały nazwane zachowania zupełnie nowe. Złodziej skopiował i wykorzystał – zgoda. Ale złodziej obejrzał? Złodziej odsłuchał? Złodziej podłożył melodię z Benny Hilla pod video Kompanii Reprezentacyjnej WP? Nie. Z takim postrzeganiem świata się nie zgodzę.

  28. @ kształtowanie postaw etycznych o charakterze altruistycznym

    ja się na kształtowaniu nie znam, ale wrzucenie filmu do internetu, żeby obejrzało go więcej ludzi, niż może na to sobie finansowo pozwolić to jest czysty altruizm 😉

  29. We wszystkim potrzebny jest umiar. Sama mam w telefonie dzwięki ze Star Gate i tapetkę też z tego serialu. Co z portalami publikującymi wiersze – jak nie mam tomiku w domu, to nie przeczytam? Tak jakoś to rozumiem. Czy jeśli na VOD obejrzałam serial, to jestem złodziejką? Chyba nie. Natomiast jeśli kopiuję podając jako swoje, jestem złodziejem.

  30. @Natomiast jeśli kopiuję podając jako swoje, jestem złodziejem.

    I tu się zgadzam.

  31. Dziękuję za powyższy tekst. Kamień spadł mi z serca. Cieszę się, że ktoś tak pięknym zdaniami, nietuzinkową argumentacją broni nie tylko języka polskiego, ale i rozsądku oraz wolności.

  32. Przypomniała mi się stara sprawa, w której śmieszyło mnie zestawienie słów Boba Dylana i Szymona Wydry – to niejako obok tematu, ale…
    http://nt.interia.pl/raport/odtwarzacze-mp3/kupujemy-odtwarzacz-mp3/news/kradnijcie-muzyke,979197

  33. Kofeina – wyłącznie języka polskiego. Z artykułem pana WO nie polemizuję – po prostu wytykam błędy.

  34. oo, Pawian, poszłaś po bandzie ;-). Dla rozluźnienia PO zasyłam . Z pozdrowieniami.

  35. @pms

    Wikipedia to przykład darmowej wersji komercyjnego oprogramowania/encyklopedii
    Jakiego komercyjnego oprogramowania? Ale tak czy owak, nie wszystko da się wygenerować „modelem wikipedii”, modelem, gdzie miliony ochotników robią każdy troszeczkę za darmo. Są rzeczy które są głównie dziełem jednego człowieka, który musi na pracę nad nimi poświęcić wiele lat, i z czegoś żyć. Albo dzieła kosztowne, których zrobienie kosztuje masę pieniędzy i pracy ludzkiej.

    Czytasz to co piszę piąte przez dziesiąte. Podałem przykład Humble Indie Bundle, znam wiele przykładów konkretnych ludzi, bo znam to środowisko. Z tego co czytam to nie masz w tym środowisku żadnego wyczucia.
    Oczywiście, ale właśnie o to chodzi, byś popatrzył poza to środowisko. Często widzę ludzi, którzy obficie korzystają z kultury jumanej, i nie płacą za nią. I nie wszystkie produkty kultury są dostępne w modelach a la Humble Indie Bundle.

    Więc ja tłumaczę, że żyją zwykle z dotacji i wsparcia społeczności
    Bardzo pięknie, ale cały czas – taki model nie załatwi wszystkiego. Nie każdy utwór tak możesz sprzedać, co ważniejsze nie każdy odbiorca będzie taki przywoity.

    Facebook kojarzy Ci się jedynie ze znajomymi, ale jeśli jeszcze nie wiesz – to możesz tam śledzić też osoby życia publicznego
    Oczywiście że wiem, nawet właśnie koresponduje z muzykiem, na którego koncercie wczoraj byłem. Ale jego nagrania nie są dostępne na FB, są próbki na jego stronie, ale jeśli się chce mieć całe nagranie, trzeba kupić (albo zajumać). I dobrze, bo uważam, że jeśli byłyby dostępne za „co łaska”, zarobiłby mniej.

    Opłaty za Spotify nie wzrosną
    Skąd wiesz? Skoro podobno zysk muzyków jest znikomy? Jak muzycy/wytwórnie zagrożą wycofaniem się jeśli zysk nie wzrośnie, co Spotify zrobi?

    Ludzie płacą Spotify nie tylko za muzykę, ale również za ‘serwis’. Na tym polega podstawowa różnica. Proszę postaraj się ją zrozumieć.
    Ależ rozumiem, ciekaw jestem czy to wystarczy – zwłaszcza jeśli cena będzie musiała wzrosnąć.
    Tak jak pisałem, Spotify mi się (jako idea) podoba, ale nie jestem pewien czy ten model jest w stanie przeżyć. Zobaczymy.

  36. Kwestia autorstwa pojawia się już w starożytności. Zarówno jednakowoż w starożytności, jak i później aż po wiek XVIII kwestia przerabiania cudzych tekstów i pomysłów jest niejednoznaczna: z jednej strony to, co już było, jest traktowane jako zasoby motywów i tematów (a nawet konkretnych metafor), które są do tego, żeby je przerabiać, interpretować i reinterpretować, z drugiej – istnieje jednak poczucie, że prawdziwy talent zrobi z tego coś niepowtarzalnego. Ale to wszystko nie ma nic wspólnego z „prawami autorskimi” i prawem własności jakiegoś pomysłu, więc oczywiście jeśli pojawia się autentyczny plagiat, to (żyjący) autor zaczyna się pieklić, że mu się chleb zabiera. Potem romantyzm stawia na niepowtarzalność autora i się zaczyna. Mariaż romantycznej wizji artysty i rynkowego myślenia to katastrofa, jak się okazuje.

    Żeby było zabawniej, „ponowoczesna” kultura jest też kulturą przetrawiania, nicowania i użytkowania tego, co już było, z pełną świadomością, że się tak robi. Ergo radykalne podejście do kwestii oryginalność versus naśladowanie, kopiowanie, cytowanie, wykorzystywanie czy robienie aluzji oznaczałoby pełny zakaz jakiejkolwiek twórczości… A radykalne podejście do „własności intelektualnej” w sumie tyle może oznaczać: zacytowałeś mnie bez mojej zgody (a raczej bez zgody mojego wydawcy/wytwórni), to jesteś złodziej.

    Natomiast walka z tworzeniem kopii utworów filmowych czy muzycznych wydanych w wersji cyfrowej to jakiś totalny idiotyzm – należałoby stworzyć warunki, w których się to po prostu nie opłaca: ludzie płacą za używanie Chomika, znaczy się są gotowi płacić rozsądnie za dostęp do tego, do czego chcą mieć dostęp – niech wytwórnie dadzą możliwość legalnego ściągania za podobne ceny i po problemie.

    PS. W kwestii czepialstwa, pozwolę sobie jako między innymi filolog czepić się interpunkcji jednego z akapitów: „Zazwyczaj, argumenty ad personam, są domeną rozgrywek erystyki podwórkowej” – oba przecinki są tu zbędne 😉

  37. @pawian przy drodze: Kajaczek napisał również i to:

    ” Czym jest ten „Wolny” Internet? Internet jest narzędziem, wykorzystywanym przez ludzi. Czy młotek może być „wolny”, czy „wolny” może być rurociąg, którym płynie gaz do „kogoś” należący. Jeśli „wolny” oznacza „wszystko dostępne dla wszystkich” – pachnie mi to utopijnym socjalizmem. Dlaczego w takim razie NIKT NIE ZGODZI SIĘ na „wolny” gaz, „wolną” benzynę, „wolne” dżinsy itd? A nie, przepraszam, dostać chciałby każdy, ale załóżmy, że jesteś piekarzem. Oddaj swoje wypieki za darmo wszystkim, którzy tego chcą. Czemu nie, przecież „wszystkim się należy”. Utopia, że coś jest wspólne, więc niczyje, i nikt nie powinien na tym zarabiać – co wam to przypomina? Komunizm. Ten ideologiczny, bo w faktycznym nigdy nie doszło do tego etapu. Jesteś nauczycielem – nauczaj za darmo, w imię idei, jesteś kierowcą taksówki – woź ludzi za darmo. Nie? Pewnie że nie! Dostać coś za darmo każdy by chciał, oddać – już nie. Czemu Internet miałby funkcjonować inaczej niż inne stosunki społeczno-gospodarcze? Internet WOLNY to tak naprawdę dana nam swoboda tworzenia, działania. Przy okazji zaznaczę, że bezmyślne kopiowanie, udostępnianie, dzielenie się NIE SWOJĄ treścią tworzeniem nie jest. ”

    Zagrożenia – TAK, widzę. Ale widzę je również w społecznym przyzwoleniu na kradzież, w kolejnej idei „kto nie z nami, ten przeciw nam”, w sojuszu z przestępcami (bo hakerów inaczej nie mogę nazwać). I te zagrożenia, póki co, są dla mnie równoważne.

  38. Podobnie jak właściciel bloga, jestem czepialskie, choć w innym zakresie. Po prostu rozwala mnie dyskusja o ACTA, SOPA, PIPA czy przyszłym pakiecie D*PA (Destroy Universal Piracy Act) prowadzona na zasadzie „bez tych rozwiązań pogrążymy się w chaosie i anarchii, dzieci artystów umrą z głodu, a każdy kto jest przeciw chce jumać bez opamiętania”. Z tego co czytałom, Niemcy jakoś do podpisywania ACTA się nie palą (a są częścią UE, w dodatku ostatnio bym powiedziało, że dość istotną), jednak nie przypominam sobie nigdzie informacji, że w dojczlandzie mają zlikwidować prawo autorskie, rejestrację znaków firmowych, czy prawo patentowe. Tak więc nawalanie w Anty-ACTA pod tytułem „chcielibyście jumać bez opamiętania” zaliczam do popularnych w internetsach „strzałów w chochoła”.
    Z resztą, jakby na to nie patrzeć, sam pan Prezes Rady Ministrów wyraźnie powiedział było-nie-było swoim stronnikom, że nawalają w owego słomianego ludzika – „regulacje prawne istnieją”, „nie trzeba wprowadzać nowych praw”. Skoro nie trzeba, to może nie wprowadzajmy, tylko postarajmy się, by istniejące było przestrzegane. Nie tylko w zakresie ochrony własności, ale też praw obywatelskich, bo zarówno z jednym jak i z drugim w Polsze bywa różnie.

  39. no i polecam, gorąco p. Łętowską

  40. AC/DC YES!
    AC/TA NO!!!

    ps. napisałem długi komentarz i go wcięło, więc teraz krótki…

  41. W tym „wciętym” pierwsze zdanie było takie: „Bardzo podoba mi się ta dyskusja, sprowokowana znakomitym wpisem Pawianny”.

    Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam
    🙂

  42. Zastanowiło mnie stwierdzenie (nie pamiętam czyje), że ksiązki wypożycza się za darmo (w bibliotekach), bo „tak się przyjęło”. Czy to jest argument?
    To może udostęnianie plików w sieci też się już „przyjęło”?

  43. brawo! celna analiza 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: