Dwadzieścia jeden dwój, czyli ręce opadają

Lecz, nie kwiląc jak dziecię,

Raz wywalczę się przecie;

Złotostruna nie opuść mię lutni!

Czarnoleskiej ja rzeczy

Chcę – ta serce uleczy!

I zagrałem…

…i jeszcze mi smutniéj.

(Cyprian kamil Norwid)

Pawian ma zajęcia z pierwszym rokiem – nazwijmy je „jazda ze starymi papierami w pojazdach z napędem hybrydycznym”. Zasady są następujące (chociaż przedmioty różne) – pierwszy rok, dyscyplina i konfucjanizm, drugi rok – sumienność i shintoizm, trzeci rok – zabawa i nietzscheanizm, czwarty rok – orgia i bergsonizm, piąty rok – rozkosz i filozofia dialogu. Na wykładach jest inaczej, ale to już inna historia.

W każdym razie dziś Pawian wystawił dwadzieścia jeden dwój z pracy domowej (100% ocen) i chlipie bezradnie pod piecem. No dobra, nie chlipie, tylko zgrzyta zębami. Za co te dwóje? Za złodziejstwo. Za internetowe złodziejstwo i głupotę. Oczywiście, pierwszy rok, w ciągu kilku miesięcy się odzwyczai od złych nawyków, uznając – i słusznie – że nie należy przystawiać sobie do skroni rewolweru z pełnym bębenkiem. Natomiast Hund jest begraben gdzieś indziej – oni się tego nauczyli, na dodatek uznali, że takie działanie jest oczekiwane i skutkuje pozytywna oceną. Kopiuj, wklej – brzmi mądrze, albo przynajmniej na takie wygląda i praca domowa odrobiona. Myślę, że te dzieci są niewinne, a jeśli nawet winne, to jakoś w niewielkim stopniu. Im nikt nie wytłumaczył, że kopiowanie z Internetu jest przestępstwem. Na dodatek dzieci szybko zauważyły dziurę w systemie, że kopiowanie i wklejanie jest zyskowne. Pisze sam i ma jakieś nędzne trzy, zaś skopiuje i dostanie pięć, a nawet sześć. Dlaczego? Bo tekst skopiowany jest wzorcowy – takie właśnie oczekiwania są stawiane młodzieży. Pisać i odpowiadać wedle określonych wzorców.

Ostatnio, znajomy licealista miał napisać wypracowanie o autorytetach. Napisał, że nie posiada, zaś jego matka zaczęła rwać włosy z głowy, że syn znów się podkłada. Zamiast pisać to, czego się od niego oczekuje, wymyśla i się stawia. Złożyło się tak, że dostał sześć, podobnie jego koleżanki i koledzy z klasy, którzy napisali, że dla nich autorytetem jest JP II (Kto jest twoim autorytetem i dlaczego Lenin?). Rozumiem matkę, która nauczyła się podczas edukacji gimnazjalnej swej pociechy, że wyłażenie przed szereg jest naganne. Szczęściem, że młody jest w dobrej szkole i może sobie poszukiwać, a matka odetchnie. Jednak cała reszta napisała, że tylko JPII – ja bym była podejrzliwa, zaś nauczycielka łyknęła, jak gęś kluskę. Nie dlatego byłabym podejrzliwa, że nastolatek nie może wzorować się na JPII, raczej dlatego że prawie wszyscy tak mają. Prawda, że to dziwne, jak wczoraj z tym skojarzeniem z Kabaretem.

Po wystawieniu ocen przepasałam swe lędźwie i udałam się na spotkanie z młodocianymi przestępcami. No i zaczęło się… Jesień średniowiecza, bombardowanie Drezna i smutek tropików. Ja wrzeszczę, oni zdziwieni. Długi czas krzyczeć nie potrafię, przechodzę na wyższy poziom tortur: zadawanie pytań i patrzenie w oczy. Dochodzimy do norm moralnych i okazuje się, że oferuje je Biblia. Zadaje pytanię, gdzie w Biblii stoi, że można kraść? Że można ściągać z Internetu? Nie widzą związku. Drążę dalej. Ateiści, wedle tych dzieci, mają łatwiej, bo normy wyciągają z religii, ale nie chce im się uczestniczyć w obrządku. Siedzę na podłodze i gryzę palce. Potem walę głową w futrynę, ot tak, żeby przestało boleć. To nie ich wina. To naprawdę nie ich wina.

Sprawa jest prosta, a może wcale nie? Może upraszczam nadmiernie, ale chyba doznałam olśnienia. Oni nie mają wątpliwości – w związku z tym nie widzą sprzeczności, a nie mają wątpliwości, bo nauczono ich odtwarzać i odpowiadać zgodnie z oczekiwaniami. Nie wyrobili sobie żadnych poglądów, w związku z tym, w zależności, kto im wciśnie coś do głowy, co uznają za bezdyskusyjne, albo nie będą potrafili wymyśleć kontry (a nie wymyślą jej, bo mają problem z oryginalnością i samodzielnością myśli) równie dobrze mogą się stać dziennikarzami Rzepy, albo korwinistami. Mogą stać się każdym, a tak naprawdę nie będą mieli żadnych właściwości. Na dodatek, gdy głupio dopytuję o ich zdanie, odpowiadają sloganami i mają pretensje, że im nie wierzę. Mam pół roku, żeby nauczyć ich myśleć, kontestować, wątpić, dyskutować, poszukiwać, mylić się, potykać i zwyciężać. Na razie trochę mi smutno, ale… jeszcze się taki nie urodził, żeby Pawiana zniechęcił. Oni są trochę inni, bo system ich wykrzywił (większość, ale nie wszystkich), ale jeśli okażemy trochę cierpliwości i włożymy trochę pracy… No dobra, może chociaż parę z tych owieczek, kiedyś? Prawda, że to miła myśl?

To olśnienie nie dopadło mnie na sali zajęciowej, ale w chwili, gdy przyszłam do domu i usłyszałam fragment audycji słuchanej przez Łasica. Wypowiadał się pan Dominik Zdort. Zapytany, skąd coś wie – odpowiedział, że ze swojego pisma. Wtedy mnie olśniło. Dlatego myślę, że nie trzeba, a nawet nie wolno, wchodzić w dyskusję, tylko spokojnie, pomóc przejść takim osobom wszystkie etapy edukacji – dopiero w momencie, gdy to zrobią, przyznać im prawo do reprezentowania poglądów. Każdych poglądów, ale muszą pokazać, udowodnić, że mogą rozmawiać, że potrafią, że są już duzi. Jeśli tego nie potrafią, wtedy przyjmować pozycje dobrotliwego nauczyciela i wykazywać sprzeczności, w które się wikłają. Dopiero gdy dorosną – dyskutować o poglądach. Po prostu – jak mamy pięcioletnie dziecko, to nie żądamy od niego, by umiało odpowiedzieć na pytanie co to jest OFE. Prawda? Pytamy spokojnie: bajka o misiu, czy rowerku? Na odpowiedź, że klocki, spokojnie mówimy, że jest 21.00 i będzie o misiu. Koniec. Wychowujemy bezstresowo, żadnych krzyków, wrzasków i karcenia oraz zawstydzania i poniżania, tylko: tak nie wolno mówić, jak będziesz tak mówił, to wyjdę z pokoju. I już. Sprawa zostanie rozwiązana. Tylko, powtarzam, nie wdawać się w dyskusje, dziecko jest jak walizka, co włożysz, to wyciągniesz. A skoro niektórzy dorośli nie przeszli do końca etapu dzieciństwa – trzeba pomóc. Może wtedy będzie taki Zdrot gwiazdą prawicowego dziennikarstwa, czego mu serdecznie życzę i na co z utęsknieniem czekam.

Reklamy
Published in: on 11/15/2011 at 21:57  9 komentarzy  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/11/15/dwadziescia-jeden-dwoj-czyli-rece-opadaja/trackback/

RSS feed for comments on this post.

9 komentarzyDodaj komentarz

  1. Hmm…skoro ci młodzi ludzie nie mają własnych pogladów i powtarzają bezmyślnie to, co im ktoś włożył do głowy, to jak sobie radzą z faktem, że od urodzenia żyją w świecie, w którym ścierają się – często bardzo brutalnie – poglądy bardzo rózne, wręcz sprzeczne? Czy to im nie daje do myślenia? Przecież mają nieograniczony dostęp do informacji i mogą te informacje bez przeszkód selekcjonować.. Pamiętam, że w ich wieku byłem bardzo sceptyczny, chociaż nie było jeszcze demokracji ani pluralizmu i nic nie wskazywało na to, że ten stan rzeczy się kiedykolwiek zmieni.

  2. No własnie, jakoś nie. Pewnie, któremuś ze słoni na grzbiecie żółwia omsknęła się noga i się zmieniło. To znaczy, że młodzi ludzie przestali być kontestatorami. Ktoś coś mówi, kiwną głową, ktoś mówi coś innego – też kiwną. Ogólnie, to ich nie dotyczy (ale ni wszystkich, znam kilku kontestatorów permanentnych), nic ich nie dotyczy – jeszcze się nie dowiedziałam, co jest ICH sprawą. Ale się dowiem.

  3. Ależ oni są idealnie przystosowani do rzeczywistości a Ty im, kochana szkodzisz!:))
    A co do wartości – wierząca koleżanka twierdziła, że kłamstwo nie jest zakazane…

  4. Nie uczę cudzych dzieci ale znam kilkoro młodych, ze środowiska własnych – to osobowości, że ho, ho… W tym autorka świetnej książki o Indiach… Nie jest tak źle, pozdrawiam Cię…
    Ale mogłoby być lepiej…

  5. Ryjek2 tłumaczy coś na ćwiczeniach laboratoryjnych, potem pyta studentów. Jedna pani podaje złe wyjaśnienie omawianego zjawiska. „Ale skąd Pani to wie?” – pyta Ryjek2. „Z jednej prezentacji profesora z Gdańska.” „Skąd ma Pani tę prezentację”. „Z internetu”. „Czy jest Pani świadoma, że niektóre teksty w internecie są edytowalne? Czy wie Pani na pewno, że osoba, która wrzuciła tę prezentację niczego w niej nie zmieniła, nie pomyliła?”

    Internet jest ogromnym wspaniałym zasobem informacji. Oszczędza nam siedzenia w niedogrzanych bibliotekach i wkurzania się, że znowu ktoś wyrwał kartki z książki, które akurat są nam niezbędne. Ale na litość boską, trzeba dzieciaki uczyć selekcji informacji. Tutaj zgadzam się z Pawianem, że problem leży tak naprawdę w tym, że szkoła polska uczy konformizmu i bezmyślnego powtarzania przekazywanych formułek, a nie rozumienia zjawisk. Jeśli nic się tu nie zmieni, to w perpsepktywie 50 lat upadnie nasza nauka, nasza kultura. Będzie tylko jedno wielkie powtarzanie, że Eurazja jest naszym wrogiem, choć jeszcze wczoraj była wielkim przyjacielem – tak się to skończy.

  6. No, właśnie – selekcja informacji. Widziałam, jak dziecko wrzuca frazę w googla i wchodzi na pierwszą stronę od góry. Według zasady ‚pierwsze-lepsze’. Nie sprawdza informacji w kilku źródłach, wierzy we wszystko, co przeczyta w sieci.
    Ale Pawian sobie z nimi poradzi. Mają szczęście 🙂

  7. To prawda, że polska szkoła uczy konformizmu (jak widać nic się nie zmieniło), ale dlaczego oni się przeciwko temu nie buntują? Dlaczego młodzi ludzie są konformistami? Dlaczego nie chcą zmieniać świata? Przecież to sprzeczne z naturą. Chyba istotnie coś się musiało omsknąć.

  8. milady: zawsze było kilku takich, co fajni. O nich się martwić nie trzeba. A co z całą resztą? Mnie interesuje ta reszta.
    iingrid: Internet jako przypis do wszystkiego. Ja im mówię, że Internet to Cloaca Maxima. Można tam znaleźć złote pierścionki, ale też wzdętą, zdechłą świnię. Szukać trzeba umieć.
    Tipot: będę próbować 🙂
    Ariel: Były na ten temat artykuły socjologiczne i psychologiczne, dlaczego nie ma potrzeby buntu. To jest zjawisko obserwowane i badane. Na razie odpowiedzi z tych badań mnie nie przekonały, bo zmierzają zawsze w stronę konsumpcjonizmu. A to chyba mało?

  9. [Tu miał być bardzo długi komentarz, którego i tak nikt by nie przeczytał. Zmieniłem zdanie, będzie krótko.]
    Pamiętam jedną dobrą lekcję myślenia. Pod kierunkiem naszej polonistki, jeszcze za czasów podstawówki przeprowadziliśmy sąd nad Balladyną. Uznaliśmy ją za winną morderstwa i skazaliśmy na dożywocie. Tydzień później zmieniliśmy aktorów odgrywających główne role, tj. ławnicy zostali ci sami, ale prokuratorów, adwokatów, oskarżoną i sędziego prowadzącego rozprawę odesłaliśmy na publiczość, wybraliśmy nowych i powtórzyliśmy naszą małą wielką improwizację. Tym razem Balladyna została uniewinniona.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: