Skojarzenia, czyli czyj był dzisiejszy dzień

The babe in his cradle is closing his eyes

The blossom embraces the bee

But soon says the whisper, arise, arise

Tomorrow belongs to me

Tomorrow belongs to me

Now Fatherland, Fatherland, show us the sign

Your children have waited to see

The morning will come when the world is mine

Tomorrow belongs to me

Tomorrow belongs to me

Dzisiaj byłam bardzo zajętym Pawianem Oficjalnym oraz Pawianem Dydaktycznym. Co oczywiście nie przeszkadzało mi przeczytać kilku tekstów komentujących rzeczywistość. Dochodzę do wniosku, że jesteśmy przewidywalni, jak corocznie zaskoczeni przez zimę drogowcy. Otóż, Proszę Państwa, ktoś przy okazji wydarzeń sprzed dwóch dni, wyciągnął jako skojarzenie piosenkę z filmu Kabaret Boba Fosse’a. Przy trzecim tekście (prasa i Internet), gdzie owo porównanie się pojawiło, byłam z lekka zniesmaczona faktem, że znani komentatorzy życia politycznego, wszyscy jak jeden mąż i dwie żony (tu puszczam perskie oko do tych, którzy pamiętają z Kabaretu więcej niż jedną piosenkę) widzą to słodkie chłopię. Ciągle to jedno, to samo – to jest po prostu nudne. Skojarzenie gromadzkie? Na dodatek, będę się czepiać, może chociaż jedno inne skojarzenie? A Czarny obelisk? I znacznie bardziej adekwatna scena bójki z bojówką? I odkręcenia sztucznej ręki? A pierdzący na faszystę rudy Willy? Oczywiście, każdy może mieć własne skojarzenia. Ale w tak dużym kraju, żeby wszyscy mieli jedno? Bez jaj…

Nie wiem, nie chcę być niegrzeczna, może po prostu kilka osób, w bardzo podobnym czasie miało to samo skojarzenie – zobaczyli w wyobraźni, czy przed oczyma duszy słodziuchnego blondyneczka, który śpiewa… Państwo pamiętają co on śpiewa i jak on śpiewa, a jeśli jakoś umknęło, to link w przypisach. Przyznam się, że zaskoczyło mnie to porównanie, nie dlatego że zostało użyte, ale że tak zostało spłaszczone. Ta piosenka nie dlatego jest straszna, że sympatyczny i rozkoszny blondynek stoi w mundurze Hitlerjugend (gra go Oliver Collignon), a w tle towarzyszą mu dwaj, znacznie lepiej zbudowani koledzy o twardych, burszowskich szczękach. Szczękach, które już niejeden kufel na się przyjęły i które niejedno przekleństwo już zmełły. Koledzy o silnych dłoniach, które niejeden kamień brukowy już wyrwały i niejedną szybę w żydowskim sklepiku stłukły. O sinych, umięśnionych nogach, które wymierzały kopniaki na uniwersytecie, by ktoś do ich białej, aryjskiej ławki się nie dosiadł. Ta piosenka jest straszna z innego powodu.

Stopniowo, do młodzieńca tak rozkosznego, jakby przynajmniej był Janem Bohatyrowiczem, dołączają inni. Tłuścioch ze spoconą gębą, proste i jędrne dziewczę w niebieskiej sukieneczce w biały wzorek (która śpiewa z takim ogniem, tak wyraźnie akcentuje, że aż ciarki przechodzą). Staruszka z loczkami a’la Hugo Kołłątaj, tylko mniej siwymi, patrzy na młodzieńca z jawnym zainteresowaniem, z uwagą, jakby lekko kołysze się w takt. Cała knajpka zastyga w chwili, gdy młodzieniec zaczyna śpiewać. Pięcioletni malec zdaje się powtarzać słowa usłyszane z estrady. Gospodyni domowa w koszmarnym, błękitnym kapeluszu, która tylko Kinder, Kirche i Küche, dziecko na rękach u tatusia… wszyscy, po kolei, dołączają.

W zasadzie nic się nie dzieje. Drogą jedzie konny wóz, rozbawiony (co widać po ogonie) pies biega między stolikami licząc na przypadkową, niezaopiekowaną golonkę. Stopniowo, ale dość wyraziście, ekstaza ogarnia zgromadzonych. Bohaterowie popijający beztrosko piwko nie rozumieją co się dzieje. Rozglądają się wokół. Oni jeszcze nie załapali przemiany – w ich świecie ten problem nie istnieje. Mogą wsiąść do samochodu, marzyć o Afryce, popijać niezłe trunki i pieprzyć się jak norki, w dowolnych kombinacjach. Jeszcze nie wiedzą, że odejdą jak dym wypchnięty przez kominy krematoryjne… Jeszcze nie wiedzą.

Jedyną osobą, która rozumie jest staruszek w czapce i w okularach, za pierwszym razem popchnięty przez gorliwe dziewczę, które z impetem wstawało do śpiewu, za drugim razem, zniechęcony podpiera dłonią twarz. Patrzy w jeden punkt, nie na estradę. Potem podnosi głowę. To dla mnie kluczowy moment tej sceny. Czy dołączy? Czy się złamie? Czy będzie miał siłę? Tego nie wiemy, kamera znów zwraca się w stronę wokalisty, który zakłada czapkę i podnosi dłoń do góry. Na samym końcu widzimy przez chwilę twarz Joela Greya, który się uśmiecha, coraz szerzej i lekko kiwa głową. To jest straszne.

Nie jest istotne, że jakiś młody chłopak w brunatnej koszuli śpiewa. Nie to jest sensem tej piosenki. Najgorsze w niej jest to współuczestnictwo. Powolne dołączanie wszystkich do jednej melodii. Najgorszy jest ogień w ich oczach i twarz nieskażona myślą. Najgorsze jest to, że całe społeczeństwo ukazane przez pryzmat małej wioski, gdzieś w Alpach, już dokonało wyboru. W związku z tym, wybór skojarzenia nie jest trafny. Przyznam się Państwu, że ja tez myślałam o tej piosence, ale nie wczoraj, ani nie przedwczoraj. Ja o niej myślałam, gdy ministrem edukacji był taki wysoki pan. Wtedy oglądałam Kabaret i się bałam. Dziś – nie.

Dziwi mnie tylko, gdy znani felietoniści i publicyści wszyscy widzą tego blondynka. Ja się go nie boję. Będę się bała dopiero wtedy, gdy inni do niego dołączą. Jeśli będą to jego koledzy o szerokich szczękach, też nie będę się bała. Zacznę się bać, gdy pani z piekarni zacznie śpiewać. Albo tramwajarz. Nie mówię, że moja interpretacja tej sceny jest jedynie obowiązująca. Jednakże myślę sobie, że ta piosenka mówi o czymś innym, aniżeli o blondynku w brunatnym mundurku. Lepiej jeszcze raz obejrzeć Kabaret i zastanowić się, co tam, tak naprawdę, jest najgorsze. Według mnie, zawsze najgorsi są ci zwykli ludzie, którzy odwracają oczy i którzy nie widzą. W Kabarecie jest taka scena, gdy faszyści biją kogoś w lokalu. A nikt tego nie widzi, albo nie chce widzieć. Można rzec, że owo bicie dzieje się na oczach przyzwalającej publiczności, a raczej poza jej oczami, bo oni nie chcą zobaczyć. Myślę, że to porównanie jest bardziej adekwatne, a nie ulubiony symbol ostatnich dni – blondynek….

Przypisy: http://www.youtube.com/watch?v=bs5bnVoZK4Q

Reklamy
Published in: on 11/14/2011 at 22:00  7 komentarzy  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/11/14/skojarzenia-czyli-czyj-byl-dzisiejszy-dzien/trackback/

RSS feed for comments on this post.

7 komentarzyDodaj komentarz

  1. Jestem pewien, że staruszek nie dołączył do stada. W przeciwieństwie do reszty towarzystwa ma myślące oczy i szlachetną twarz. I za dużo w życiu widział, żeby dać się oszukać.

  2. Też zawsze tak myślę. Mimo że podniósł głowe go góry, to ostatecznie nadal był przeciwko.

  3. […] internetowa mama napisała o tym co ją przeraża w pewnej scenie z „Kabaretu”. Od razu przypomniała mi się scena z mojego ukochanego […]

  4. Media zwykle żywią się same sobą. Ciekawie opisuje to książka „Korzyść z przestępstwa”.

  5. Jest takie opowiadanie Hłaski „Wszyscy byli odwróceni”. Jest jeszcze jedna postawa (oprócz śpiewu:) – nie komentować, udawać że nie widzę, bo …to takie krępujące(?)

  6. Ja myślę, że wszyscy przywołują tę piosenkę ponieważ stała się ona swego rodzaju hymnem krótko ostrzyżonych chłopców, którym szczególnie podoba fragment o jutrze należącym do mnie (do nas).
    Pozdrawiam,

  7. Myślisz, że łyse chłopaki oglądają Kabaret, gregpio? I znają? Taki lewacki film 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: