O sztuce kreatywnego zapominania, czyli o tym jak Winston Smith stworzył towarzysza Ogilvy’ego

Słyszeliście, iż rzeczono: Oko za oko, a ząb za ząb; Ale Ja wam powiadam: Żebyście się nie sprzeciwiali złemu, ale kto by cię uderzył w prawy policzek twój, nadstaw mu i drugi; I temu, który się z tobą chce prawować, a suknię twoję wziąć, puść mu i płaszcz; A kto by cię przymuszał iść milę jednę, idź z nim i dwie […] Słyszeliście, iż rzeczono: Będziesz miłował bliźniego twego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela twego; Aleć Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjacioły wasze; błogosławcie tym, którzy was przeklinają; dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści, i módlcie się za tymi, którzy wam złość wyrządzają i prześladują was.

(Mt 5; 38-44, za Biblią Gdańską)

Oczywiście można powiedzieć, że ksiądz Boniecki jest członkiem zakonu marianów oraz (szerzej) kapłanem Kościoła i jego głos powinien współbrzmieć z ich głosami. Teoretycznie można. Jednakże co zrobić w przypadku, gdy Kościół zapomniał o słowach świętego Mateusza? A ksiądz Boniecki jedynie próbuje przypomnieć Biblię? To taka zapomniana książeczka, którą kiedyś nazywano słowem bożym. Książeczka, która ma stanowić podstawę dla każdej funkcjonującej w owej religii osoby. Kiedyś napisałam, że w polskim Kościele mamy do czynienia ze schizmą. Myliłam się, nie po raz pierwszy i nie ostatni. To nie schizma a likwidacja duchowników, waldensów i albigensów, katarów, arnoldystów i bogomiłów. Mam teorię, dlaczego tak się dzieje. Otóż ksiądz Boniecki jest denerwujący jak jasna cholera. Dla mnie nie, ale dla sporej części Kościoła tak. Otóż proszę przypomnieć sobie Chłopów Reymonta. Występował tam ksiądz, który swoje konie spasał na cudzych polach oraz Jasio, syn organisty, który też się „na księdza” wybierał. To jest sól polskiego Kościoła – proszę sprawdzić skąd pochodzi większość polskich biskupów. Nie chodzi mi o to, że jak ktoś z prowincji, to zaraz musi być ćwok i bezumnyj. Raczej chodzi mi o możliwą ścieżkę kariery dla synów małorolnych, a nawet bezrolnych. Nie o powołanie, ale właśnie o ścieżkę kariery, zgodnie z przysłowiem: „kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie, kto ma biskupa w rodzinie, tego bieda nie zwinie”. Takich hierarchów Boniecki doprowadza do szału, ponieważ najczęściej kompletnie nie mają pojęcia o czym on mówi. Gdy Boniecki mówi o tym, żeby nie reagować agresywnie na Nergala, to oni słyszą, że on się wycofuje, że oddaje pole, że nie reprezentuje godnie kościoła. W czasie pielgrzymki papieskiej pod koniec lat osiemdziesiątych była w telewizji pokazywana wypowiedź babiny, która zadeklarowała: „Ojciec święty jest dla mnie ważniejszy niż Bóg”. Symptomatyczne? Potem poszło w dół. Słudzy panoszą się ustrojeni w biżuterię, gronostaje, wożący się sześciokonnymi zaprzęgami. A Bóg? Ich Bóg? Kto by się tam drobiazgami przejmował…

Opowiem Państwu historyjkę, która dała mi do myślenia wiele lat temu. Byłam wówczas na wakacjach, jak zwykle na wsi. Jechałam sobie autobusem z pobliskiego miasteczka, wraz z babcią Marianną, którą wraz z siatkami upchałam na jednym z wolnych miejsc. Na innych siedziały starowinki wracające z jarmarku. W autobusie ścisk, pisk prosiaków, kwakanie kaczek i trzask pękających jaj. Na jednym z przystanków wsiadł on – dobrodziej z pobliskiej parafii. Czterdziestoletni, zdrowo wyglądający, czerstwy. Samochód mu się zepsuł był. Gdy wsiadł, pierwsza staruszka z brzegu zerwała się z siedziska i wycierając je fartuchem, rzekła: „Niech dobrodziej tu usiądą”. I ten palant usiadł. Wszyscy w autobusie przyjęli całą sytuację ze zrozumieniem, poza mną i moją babcią. U nas, w tamtych czasach, bywało inaczej. Jak było, nie będę się rozpisywać, ale dopowiem, że było diametralnie inaczej. Wówczas też było różnie, ale po drodze gdzieś potracili się księża-słudzy, a zostali ci twardzi dobrodzieje. Pamiętam jednego kanonika, który skrzywił się, gdy dostał od zakonnic komżę haftowaną przez babcię Mariannę. Dlaczego się skrzywił? Bo za mało na niej było czerwonego, żeby jego powagę urzędu podkreślić. Najgorsze miało dopiero nadejść w chwili, gdy papieżem został wybrany Polak. To polskiemu duchowieństwu źle zrobiło na rozum i rozsądek. Poczuli, jakby i na nich część splendoru spłynęła, jakby jakimś nimbem otoczył ich zapach kadzidła, mirry i jakby w potylicę dostali kluczami Piotrowymi. Nadęli policzki, wypięli brzuchy i w takiej pozycji pozostali. A większość Polaków jest jako ta staruszka, z autobusu, która wobec tego dostojeństwa czuje się malutka, pełna szacunku i pokory. Jedynie zdolna szepnąć: „niech dobrodziej tu usiądą”.

Pamięć mamy krótką. W 1984 Orwella jest scena gdy Winston Smith konstruuje biografię towarzysza Ogilvy’ego: „Towarzysz Ogilvy, który nigdy nie istniał w teraźniejszości, teraz zaistniał w przeszłości, a gdy samo fałszerstwo ulegnie zapomnieniu, jego istnienie stanie się równie autentyczne i nie gorzej udokumentowane niż Karola Wielkiego lub Juliusza Cezara”. Uznajemy często stan obecny za całkowicie naturalny, niejako niezdolni pamiętać to, co niegdyś było inne. Szczególnie wówczas, gdy rzeczywistość jest szczególnie głośna i agresywna. Pogodzeni, dzięki niepamięci, z opresją, która wydaje się całkowicie logiczna i zrozumiała. I nawet przez myśl nam nie przechodzi, że to opresja. Dzisiejszy Kościół polski najczęściej jest butny, głośny, agresywny, oceniający, sądzący i narzucający swe poglądy. Niezdolny do dyskusji. Może dobrze tej instytucji robił okres PRL-u, a wolność doprowadziła do pychy? Może brak pokory, gniew, złość i nienawiść są ceną, która przyszło zapłacić za wyjście z katakumb? Nie wierzę w zmianę. Kariery korporacyjne mają to do siebie, iż trudno zrezygnować z przywilejów. Z dochodów, z pokusy posiadania. Ogólnie, jako ateistka, powinnam mieć to gdzieś. Nie mogę, bo już jest ustawa antyaborcyjna, odzyskiwanie majątku doprowadzone do absurdu oraz zakusy na in vitro. Ostatnio słyszałam, że polscy duchowni opowiadają się za pochówkiem ziemnym, nie za kremacją. Czysta magia. Domagają się ci, którzy czują, że dostaną. A cisi i pokornego serca? No cóż… To tylko duchownicy i albigensi. Wyrżnąć ich.

Proponuję drukować dwa podane przeze mnie dziś cytaty biblijne i wręczać, przy każdej okazji wręczać ludziom. Jestem niepoprawną pozytywistką. Może jak wielu przeczyta, to zacznie się zastanawiać? To taki ateistyczny mój postulat. Uczmy wierzących czytać Biblię. Dla ich dobra. Pomóżmy bliźnim.

Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył”. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?” Jezus nawiązując do tego, rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: „Idź, i ty czyń podobnie!” Łuk. 10; 25-37

http://socjopatycznamalkontentka.blox.pl/2008/03/Katolicki-glos-w-twoim-domu-czyli-schizma.html

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/11/03/o-sztuce-kreatywnego-zapominania-czyli-o-tym-jak-winston-smith-stworzyl-towarzysza-ogilvy%e2%80%99ego/trackback/

RSS feed for comments on this post.

8 komentarzyDodaj komentarz

  1. Mądrą kobietą, Pawianie, jesteś.

    Z pozdrowieniami od głębi archiwów poprzedniego bloga

  2. Jako agnostyczka filozoficzna rzeknę Ci: amen.

  3. Ja tam się cieszę, że kościół zakneblował Bonieckiego. Dzięki temu dowiedziałem się, jak łatwo KK może kazać zakonnikowi się zamknąć. Dzięki temu wiem, że Rydzyk mówi głosem polskiego kościoła, skoro nie kazali mu milczeć. Cieszę się za każdym razem, kiedy KK publicznie pokazuje swoje prawdziwe oblicze.
    A działalność Bonieckich tego kościoła uważam za szkodliwą. Ona służy temu kościołowi za maskę, kiedy ów kościół akurat maski potrzebuje. Nie, nie uczmy wierzących czytania biblii. Naprodukujemy tylko Bonieckich i Turowiczów którymi ta pazerna, mająca za sobą jakieś 1600 lat historii przemocy i nietolerancji instytucja będzie perfumować swoją zgniliznę.

  4. Bardzo ładna noć, ale: czy ewangelia kiedykolwiek była rzeczywistym drogowskazem kościoła jako instytucji? Czy kościół kiedykolwiek pamiętał o słowach Mateusza, żeby teraz mógł je zapominać? Może gdzieś na samiusieńkim początku, a potem? Od jakiegoś czasu czytam sobie śmieszno-straszny portal legitymizm.org, który przypomina bardzo mocno, że miejsce kościoła od zawsze (i do bardzo niedawna) było przy, albo i na tronie. Kościół pokorny zawsze był jedynie marginesem.

  5. Duxripae, zivilist – zawsze byłam głupią idealistką, nie zmienię się. Za stara jestem. Szkoda mi tych wierzących.

  6. Mi też szkoda. Ale może dajmy im do poczytania coś innego;)

  7. „Najgorsze miało dopiero nadejść w chwili, gdy papieżem został wybrany Polak. To polskiemu duchowieństwu źle zrobiło na rozum i rozsądek. Poczuli, jakby i na nich część splendoru spłynęła, jakby jakimś nimbem otoczył ich zapach kadzidła, mirry i jakby w potylicę dostali kluczami Piotrowymi. Nadęli policzki, wypięli brzuchy i w takiej pozycji pozostali”.

    Pawian w najlepszej formie blogerskiej:)

    Doszło do mnie dwa dni temu, że jedyną ceremonią religijną, w jakiej ostatnimi laty uczestniczę jest procesja na cmentarzu z okazji Wszystkich Świętych. Zawsze w tej samej wsi, z tymi samymi księżmi. I tam, pośród jesiennych pól i lasów najlepiej widać, o co księzulom tak naprawdę chodzi. modły są odbębniane, procesja poganiana – byle szybciej, a na koniec celebrowane jest ściąganie kasy z święcenia nowych nagrobków. a potem wio i na karty do sąsiedniej parafii albo do dziekana. to są właśnie ci księża-chłopkowie, zapatrzeni w swoje nowiutkie limuzyny, gdy bieda we wsi często aż piszczy.

    A Bonieckiego szkoda. Chciałabym tylko przypomnieć ks. Musiała. Kiedyś dużo robił dla pojednania polsko-żydowskiego, czy też katolicko-żydowskiego. Ośmielił się stwierdzić, że krzyż na oświęcimskim żwirowisku nie jest jednak najlepszym pomysłem. Też dostał zakaz. Dożywotni. Nie chciał odejść z zakonu, bo był już stary i zakon był jego rodziną, domem. Administracja kościelna zwyciężyła, bo jakoś rzadko się wspomina o jego zasługach. A naprawdę są wielkie. No ale pod prąd.

  8. Smutne, ale prawdziwe.
    Ale jeśli istnieje jakaś „siła wyższa” to wszystko zostanie rozliczone:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: