Jak to na prowincji ładnie, czyli plotki i historyjki

Między zdominowanym przez burżuazję społeczeństwem klasowym a masami będącymi produktem jego załamania się stosunki nie układały się tak samo jak między burżuazją a motłochem, który był produktem ubocznym kapitalistycznej produkcji. Masy łączy z motłochem zaledwie jedna cecha – to, że obie te grupy znajdują się poza wszelkimi układami społecznymi i nie mają normalnej reprezentacji politycznej.

(Hannah Arendt)

Kiedy przyjechał sklep-piekarnia, podobno Dereszczykowa wepchnęła się przed Pigańską. Oglądała to, a co znacznie ważniejsze, przekazała wszystkim, niejaka Suska, ale nikt nie jest pewien jak ona się nazywa, bowiem od lat nosi wdzięczny pseudonim – Sieczkarnia. Nie jest wiadome, czy chodzi o jej mocny podbródek, czy fakt, że roznosi wieści po całej wsi, bez znużenia – jakby była maszyną. Jednakże zostawmy pochodzenie gatunków endemicznych, bowiem sama opowiedziana przez Sieczkarnię historia jest dziś bardziej interesująca.

Dereszczykowa ma za złe Pigańskiej wiele, ale czarę goryczy przelało wydarzenie sprzed dwóch miesięcy, gdy Pigańska wypowiedziała się o synach Dereszczykowej, że to hołota jest. Pigańska wioski owe wyciągnęła na podstawie dość błahego wydawać by się mogło wydarzenia, gdy to mąż jej pił wino w towarzystwie synów Dereszczykowej i został pobity. Wszyscy stojący w kolejce do objazdowego sklepu o tym wiedzieli (wszak nie wypadliśmy spod ogona i mamy Sieczkarnię, notabene siostra tejże nosi pseudonim Wolna Europa, co chyba sporo nam mówi o tej familii), dlatego widząc wepchnięcie się Dereszczykowej przed Pigańską uznali, że widzą ciąg dalszy rodowej vendetty i obserwowali uważnie, aczkolwiek ostrożnie, by nie dostać się w wir procesu dziejowego.

Sklepikarz przestał w związku z tą mikroagresją kolejkową sprzedawać chleb i bułki, a nawet zawijaski z marmoladą i oparł się o samochód, wietrząc jakże miłą dla ludu małopolskiego awanturę. Kulminacyjnym puntem wymiany zdań pod mobilnym sklepem było zdanie, które jak młot uderzyło w podwaliny kobiecości Pigańskiej. Dereszczykowa, pragnąc wyrazić narosły bunt i poczucie krzywdy, popchnąwszy adwersarkę na płot wykrzyczała:

– Ty jednojajeczna! Jedno dziecko tylko masz, jałowaś taka – tu rozejrzała się tryumfalnie po zgromadzonej widowni, pewna zwycięstwa i przepełniona dumą udowodnionej płodności, dumą ośmiokrotną. Wydawało się, że po takim dictum nie ma już o czym rozmawiać. Jednakże okazało się, że nie doceniliśmy Pigańskiej, która obciągnąwszy na sobie nieco zwichrowany fartuszek wysyczała mściwie:

– Może i jedno, ale do opieki społecznej po paczki to nigdy nie chodziłam.

Dalej możecie sobie Państwo wyobrazić eskalację przemocy, krzyki, wrzaski, popchnięcia, chwyty nieczyste, których użycie na zapaśniczej macie skutkowałoby dyskwalifikacją, atawistyczne gesty i próby zdominowania przeciwniczki upierzeniem, a także werbalny doping publiczności.

Konflikty sąsiedzkie na wsi polskiej zostały sprowadzone do wymiaru groteskowego przez ciągle powtarzany w telewizji cykl filmów quasi-komediowych o Kargulu i Pawlaku. Nie mamy tradycji prawdziwej walki, jak chociażby zwaśnione rodziny na greckim półwyspie Mani, budujące domy wieżowe, z których kolejnych pięter można ostrzeliwać okolicę. A także można było barykadować się, wraz ze zwierzyną hodowlaną, w oczekiwaniu na przyjście posiłków. Strzałów już dziś nie słychać w tej części Grecji, a wysokie, kilkupiętrowe domy, straszą pustką, przywołując skojarzenia z powieści gotyckich – gdzie duchy pomordowanych nadal toczą bitwy przy świetle księżyca i przy wtórze wilków przyczajonych gdzieś na stokach pobliskich gór.

Proszę sobie wyobrazić to, że niegdyś strzelający do siebie, wyrzynający się mieszkańcy półwyspu Mani, czuli że coś zależy od nich samych, że kształtują swoją teraźniejszość, a także przyszłość. Każdy zabity po „tamtej stronie” był jednym problemem mniej, dla „naszych”, w przyszłości nie płodził potomków, którzy mogliby zasadzić się na naszą progeniturę. Fatum odczuwane było codziennie, w każdej najmniejszej decyzji podjętej czasem nazbyt pochopnie, w każdym osiodłaniu osiołka, na którym można było wyskoczyć na chwilę, w celu wizytacji stada kóz. To przeszłość, ale Grecy nadal są na ulicach i toczą walki z policją, są w opozycji wobec zinstytucjonalizowanej władzy. Broczą krwią, jak Belojannis, że o bardziej odległych bohaterach nie wspomnę.

Konflikty tutejsze ani nie mają w sobie materiału na komedię, ani na tragedię. Nie ma Pawlaka, nie ma Antygony. Te spory wyglądają raczej na przepisane, albo wręcz na streszczone w szkolnym bryku omawiającym Chłopów Reymonta. Są sprowadzone do szeregu wątków, opisów, skupiają się na obrzędowości i świętach, chustkach i zapaskach, obserwacji fikcyjnych bohaterów. Bez tej ostrej, prawdziwej siły gromady, która idzie bronić swego lasu, albo wywozi Jagnę na gnoju. Także bez tej determinacji jednostkowej, z jaką mamy chociażby do czynienia w przypadku Antka, który rozwala łeb borowemu, albo w przypadku Kuby, który nie chce iść do szpitala i odcina sobie nogę siekierą. Determinacji jednostek, które przynajmniej próbują kształtować własny los.

Sklep przyjedzie w piątek. Chyba zacznę znów czytać Chłopów.

Reklamy
Published in: on 07/20/2011 at 11:06  2 komentarze  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/07/20/jak-to-na-prowincji-ladnie-czyli-plotki-i-historyjki/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzeDodaj komentarz

  1. Po Dobrym wojaku Szwejku lektura Chłopów – do czego nas prowadzisz Pawianie? (wolalbym kolejność odwrotną…)
    Pozdrawiam

  2. oj, a ja chlopow bardzo lubie. i notka tez mi sie podoba, napisana z iście ludowa swada:P


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: