Sezon ogórkowy rozpoczęty, czyli o znudzeniu i znacznie ważniejszych sprawach

Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że wszystko jest w porządku, tylko kot jest gałgan.

Nazbierało mi się, oj nazbierało. Nawet ostatnio (pod pewnym mostem) obiecywałam, że napiszę słowniczek zwrotów niewłaściwie używanych, a tym samym znów zajmę się językiem nieustannie wulgaryzowanym w świecie polityki (i nie mówię tu o natrętnym używaniu końcówek dopełniacza tam, gdzie powinien być biernik, bo to za proste – chociaż niewątpliwie irytujące). No i miałam w planach historyjkę o posłach, którzy czują się dyskryminowani, gdy Fundacja Feminoteka publikuje ich wizerunki, po głosowaniu w sprawie skierowania do komisji obywatelskiego projektu ustawy. Jednakże przyjechałam na wieś, rozsiadłam się w sadzie, pogłaskałam Księciunia stopą, a Powsinodze powiedziałam, że ma być grzeczny i… Nie to, że mi przeszło, ależ skąd, jestem pamiętliwa, małostkowa i wredna, a w związku z tym – nie odpuszczam. Tylko, że zaczęłam się zastanawiać, czy obywatelska postawa reprezentowana w Internecie ma sens (o rany, zabrzmiało poważnie, ale chyba tak musi brzmieć, odkąd mi powiedziano, że powoli przesuwam się na pozycje lewicowe. Lewica to mi się kojarzy z widmem komunizmu krążącym nad Europą i powagą – dlaczego powagą? Ano proszę poczytać sobie np. korespondencję Marksa z Engelsem). Napiszę kolejne filipiki, cała masa Internautów też je cały czas pisze. No i…? Tak będziemy pisać, pisać, pisać, dziś, jutro i pojutrze, a także za piętnaście lat. Papier jest cierpliwy, mawiano niegdyś – a co powiedzieć o Internecie, który jest jak Cloaca Maxima? W przeciwieństwie do Pospieszalskiego nie uważam, że żyjemy „w stanie permanentnej, choć niewypowiedzianej wojny”, dlatego wstępowanie na barykady, chociażby te wirtualne, uważam za bezsensowne. No bo czym się obrzucać będziemy? Epitetami? Wulgaryzmami? To już się dzieje. Czym jeszcze? Może jak Czarnecki będziemy wygłaszać oświadczenia absurdalne: „Minister finansów kłamie na potęgę mówiąc, że ja kłamię”. Oświadczam w związku z tym, że kłamię tylko wtedy, kiedy kłamię, zaś prawdę… O przepraszam, za prawdę, to ja się nigdy nie wezmę. To zbyt podejrzane. W prawdzie to chyba robią sami łajdacy – mam uczulenie na prawdę. Od prawdy to ja zdecydowanie wolę proste fakty.

Szwejku, jak też długo trwać będzie ta wojna? – Piętnaście lat – odpowiedział Szwejk. – To całkiem jasne, ponieważ już raz była wojna trzydziestoletnia, a teraz jesteśmy o połowę mądrzejsi niż dawniej, więc trzydzieści podzielić przez dwa równa się piętnaście.

Poczucie absurdu potęguje się, narasta, bowiem mam dobrą pamięć. Przecież myśmy, Proszę Państwa, już to wszystko przerabiali nie raz i nie dwa. Słuchałam ostatnio wyborczej reklamy radiowej. Zaangażowana dziewczyna zarzuca premierowi (obecnemu), że nie ma żłobków. Potem jest coś o trudnych pytaniach i sugestia, żeby głosować na byłego premiera. No, Proszę Państwa, jaja w koszulkach. Nie jestem ci ja wielbicielką obecnego premiera i rządu, ale obarczanie go winą za likwidację żłobków przez partię prawych i sprawiedliwych to już chyba jest jakaś pomyłka. Dobra, np. takie PSL mogłoby spokojnie zacząć konstruować reklamy w typie „jak nie było żłobków kiedyś, tak nie ma i teraz”. Natomiast partia, która była „u władzy” kilka lat temu, jak pamiętamy nie za bardzo się żłobkami przejmowała. Wówczas często pojawiały się sugestie, że żłobki to są nie bardzo potrzebne, bo nie ma jak kontakt dziecka z rodzicielką, a w czasach wielkiego bezrobocia, młode matki winny odpuszczać sobie szukanie zatrudnienia i ustawiać się w kolejce po becikowe, ułatwiając sytuację na rynku pracy mężczyznom.

Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.

Obserwacja polskiej polityki nuży mnie niepomiernie, bowiem tak naprawdę, od kilku lat, nic nowego się nie dzieje. Mógłby ktoś powiedzieć, że mamy nowości, jak chociażby dyskurs katastroficzny (zabrzmiało to, jak w literackich polemikach lat trzydziestych, ale jak wiadomo, nie o literaturę tu chodzi) – to nie żadna nowość, Proszę Państwa, to jest to samo, tylko bardziej, mocniej i intensywniej. Znudziła mi się obserwacja i punktowanie. Znudziła mi się poranna lektura różnych gazet, znudziło mi się do tego stopnia, że telewizora nie zamierzam kupić przez następne sto pięćdziesiąt lat. Bo co z tego, że będę miała Animal Planet i Discovery, jeśli i tak będę wiedziała, że jedno naciśnięcie guziczka w pilocie przeniesie mnie w świat nudy na TVN24 – nudy i pewnego rodzaju masochizmu, takiego jak grzebanie jęzorem w dziurze zęba. A także wstydu, ogromnego wstydu, że różne indywidua odmieniające słowa „Polska”, „patriotyzm” i „prawda” mają swoich wyborców. A od czasu do czasu wstydu jeszcze większego, gdy na ekranie zobaczy się przypadkowo kogoś, na kogo się samemu głosowało? Po co wzmacniać natrętnie obecne poczucie bezradności, że w państwie mającym ponad 35 milionów obywateli nie ma nikogo, albo prawie nikogo, kto reprezentowałby Pawiany i zwierzęta im pokrewne? A także zażenowania, jakże naiwnego, pojawiającego się permanentnie, gdy widzimy, że tak naprawdę niewielkie są różnice między poszczególnymi obozami, które na co dzień prowadzą jakąś kompletnie nudną i nieważną dyskusję. Może byłaby ważna, gdyby… No właśnie, ale tak nie jest.

O tym, że tędy przechodziły masy wojsk i że tu krótko lub długo obozowały, świadczyły ludzkie nieczystości pochodzenia międzynarodowego, należące do wszystkich narodów Austrii, Niemiec i Rosji. Te nieczystości po żołnierzach wszystkich narodowości i wszystkich wyznań religijnych leżały obok siebie lub piętrzyły się jedne na drugich i ani myślały bić się ze sobą.

Może to jedynie miasto nastraja mnie polemicznie i powoduje wrzenie krwi. Na wsi są znacznie ważniejsze sprawy. Na przykład ostatnio w ogrodzie wuja Leona i cioci Eugenii pojawił się królik. Królik-emigrant, królik-odkrywca. Proponuję nazwać go Kolumbem, albo Magellanem, bo z jakiejś klatki wywędrował w nieznane i odnalazł nowy świat, który z perspektywy króliczej jawić się może jako Arkadia, mleczem i marchwią płynąca. Jeśli nie zacznie nawracać Indian (znaczy wuja i ciotki), to wszystko będzie dobrze. Bo przecież wiemy, że zaraz po nawracaniu zaczęła się ospa, pijaństwo i inne takie cywilizacyjne świństwa. Królik może zostać. Nawet jeśli musiałby poprosić o azyl polityczny, to najpewniej go otrzyma. Muszą Państwo przyznać, że sprawa z królikiem przedstawia się niesłychanie fascynująco. Skąd przybył, dokąd zmierza, czy był opresjonowany? Jak go zatrzymać, jeśli pojawi się krzepki rolnik z widłami, pochodnią i nakazem wydania królika podpisanym przez sołtysa, komendanta policji i proboszcza?

– Czy potrafiłby pan obliczyć przekrój kuli ziemskiej? – Nie umiałbym, proszę panów – odpowiedział Szwejk – ale i ja bym panom też mógł zadać zagadkę. Jest dom o trzech piętrach, każde piętro ma osiem okien. Na dachu są dwa dymniki i dwa kominy. Na każdym piętrze mieszkają dwaj lokatorzy. A teraz powiedzcie, panowie, którego roku umarła babka stróża?

A teraz powiedzcie Panie i Panowie, jak długo wytrzymam w tej sielskiej perspektywie, roztrząsając królicze sprawy?

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/07/19/sezon-ogorkowy-rozpoczety-czyli-o-znudzeniu-i-znacznie-wazniejszych-sprawach/trackback/

RSS feed for comments on this post.

13 KomentarzyDodaj komentarz

  1. tak, ja też odczuwam takie znużenie i walczyć piórem czy jakkolwiek już mi się nie chce. przenoszę się coraz bardziej ku pozycjom cynicznym.

  2. Dobrze że chociaż nieczystości nie chcą się ze sobą bić, bez względu na proweniencję. Zawsze to optymistyczny akcent 🙂 A propos skojarzenia lewicy z widmem (chyba trochę nieaktualne, bo widma, które ostatnio krążą lewicowe na pewno nie są, a tamto widmo dawno szlag trafił) i z powagą…mnie powaga i pryncypialne sztywniactwo kojarzy się zdecydowanie z prawicą.

  3. Mnie stara lewica kojarzy się z własnie popiersiami Marksa i Engelsa. Zaś ta nowa jest jakaś taka: widzę jakieś zdjęcie (chyba Olejniczaka) na okładce „Polityki” – gdzie polityk wabił goła klatą. Czyli lewica współczesna jest hmmm… podkasana. Sierakowski to jest taka porządna lewica, ale oni za bardzo czyści i domyci.
    Prawica jest humorystyczna, rzekłabym… nieświadomie humorystyczna.

    Pozycje cyniczne… brzmi dość konkretnie, wchodzę w to 😉

  4. o porządnej lewicy Sierakowskiego to ja się dzisiaj wypowiedziałem, w kilku powszechnie uważanych za obelżywe słowach, banda pieprzonych hipokrytów

  5. Lewica to zawsze jest hipokryzja – wystarczy np. przypomnieć tańce z Majakowskim, jakie prowadził Łunaczarski, Lenin, a potem Stalin. W związku z tym porządna lewica wedle Pawiana oznacza jedynie obciążenia, a nie etos ;), bo w lewicowe etosy Pawian po prostu nie wierzy.

  6. aha, no to kapecja już osiągnęła odpowiedni poziom hipokryzji, żeby dołączyć do ww. panteonu

  7. siedź i nie wracaj, ja zwiewam na 2 tygodnie w Puszczę Augustowską i mam nadzieje, że złamie tam sobie obie nogi ;). tfu tfu

  8. „bowiem tak naprawdę, od kilku lat, nic nowego się nie dzieje.”

    W niemieckim jest takie ładne słowo, którego brak odczuwam dotkliwie w języku polskim: JAIN. Ponieważ „Ja” to tak, a „Nein” to nie, to za polski (zbyt długi) odpowiednik można uznać „i tak, i nie”.

    I to właśnie się nasuwa, a może nawet narzuca. Wyjaśnię:
    Ile się dzieje jest nie tyle zależne od dziania się, co naszego postrzegania otaczającej rzeczywistości. Prawdą jest, że po sławetnym okresie teatru absurdu z lat 2005-2007 można (w Polsce, bo np. w takim Sudanie to już nie) odnieść wrażenie pewnej stagnacji.Z drugiej strony dzieje się mozolne, codzienne życie. Zamiast jednego dużego wyboju w drodze (po prawej) – dwa mniejsze (po lewej).Zamiast trzech czasopism w rękach bogoojczyźnianych oszołomów – jedno. Zamiast słuchalności Radia MaRy w granicach 8% – tylko 7,2.
    Miast 2% domagających się rewizji konkordatu, dajmy na to 2,5%. Zamiast trzydziestu straganów z byle czym – kilka sklepów, a pomiędzy nimi nawet jeden, w którym lubimy kupować. Zamiast dyktaury chłamu – dyktatura chłamu z kilkoma jaskółkami, które jeszcze nie czynią, ale przedtem nie czyniły, bo ich nie było. Zmiany – drogi pawianie – są.

    Największą zmianą jest jednak to, że od paru lat zmian nie ma. Przedtem zawsze były. Chociaż nie zawsze na lepsze.

  9. „sprawa z królikiem przedstawia się niesłychanie fascynująco. Skąd przybył, dokąd zmierza, czy był opresjonowany? Jak go zatrzymać, jeśli pojawi się krzepki rolnik z widłami, pochodnią i nakazem wydania królika podpisanym przez sołtysa, komendanta policji i proboszcza?”
    Hola-hola Pawianie(!) – nim w jakiekolwiek relacje z tym cholernym alienem-królikiem wejdziesz najpierw niech pokaże świadectwo z IPN-u!
    Co do lewicy powiem tyle, że spośród b.rzadkich przypadków m,. inn. pewien pobożny Żyd o imieniu Jezus budzi me zaufanie jako lewica (może dlatego, że od tysiącleci już nie żyje?).
    A notka PYSZNOŚCI – bardzo podobnie mną miotają wątpliwości prowadzące utratą zaufania i obrzydzeniem do politycznego,, cwaniackiego badziewia…Chyba to już jest tak, że człek przywoity nie powinien się hańbić pospolitowaniem z „warstwą próżniaczą”.
    Pozdrawiam

  10. Czyżby Pawian wierzył w prawicowe etosy? Nie do wiary.

  11. Być może nie do końca to precyzyjne, lecz prawica z lewicą w kraju naszym mlekiem i miodem płynącym (mlekiem wprost z piersi matek Polek i miodem z ust mędrców wszelakich) to jak walka postu z karnawałem, przy czym definicja postu i karnawału, niestety, i do jednej i do drugiej strony wymiennie pasuje. Raz bowiem lewica pości, a prawica szaleje, raz odwrotnie – i nigdy nie wiadomo co z tej mieszanki ma sens jakowyś. Jak wiesz, miły Pawianie, jestem fanatyczną przeciwniczką wszelkiego fanatyzmu, stąd moje uprzedzenia do fundamentalnych stwierdzeń pochodzących z obu stron. Ale na lewo, nie komunistycznie, bliżej…

  12. Oho: wrócę, ale nieprędko.
    telemach: jain – tak, tak… to doskonałe językowo przedstawienie ambiwalencji. Zmiany może są, ale mierzi mnie cała otoczka.
    Clou: nie wywiniemy się z królikiem? Nie da rady? Och biednienkiż on, biednieńkiż, uciekł sobie radośnie z klatki, a tu go będą ciągać lustracyjnie…
    Ariel: Pawian w sumie wierzy tylko w etos pracy, ale też z niego może się natrząsać.
    Międzymiastowa: ale czy jest jakaś róznica? Między lewicą a prawicą? Jesli tak, to niewieleka, co pokazało słynne głosowanie w sprawie projektu obywatelskiego.

  13. A mnie wkurzają nie dopełniacze zamiast bierników, lecz bierniki zamiast dopełniaczy — „używać proszek” itp.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: