Stare motywy, stare numery, czyli udawanie foki cz.1

Raz na ulicy Szerokiej

był kot, co udawał fokę.

Nie chciał włazić na płoty

tak, jak to robią koty.

Wolał biegać w podskokach

tak, jak to robi foka.

Miast łapą myć się starannie,

dzień cały pluskał się w wannie

(Danuta Wawiłow)

Czytam list do gazety, od zaniepokojonej matki, narzekającej na utrwalanie stereotypów, czego ofiarą padła jej córeczka uwielbiająca nieoprawne politycznie, niefeministyczne książki. Świetny tekst dla zwolenników „naturalnego” porządku rzeczy, którzy będą mogli wygłaszać opinie, o tym, że dziewczynki uwielbiają sprzątać, uwielbiają mieć malutkie żelazka, a wstrętne feministki kupują im koparki i pozbawiają tym samym cech „typowo” kobiecych. No właśnie, wszak mała istotka sama wybrała coś z cyklu „czarujących książek dla dziewczynek”. Mnie zastanawia w tym tekście coś innego, ale o tym, na koniec.

Po udanym zakończeniu powierzonego mu zadania Darek odbiera gratulacje od samego kierownika budowy. Następnie zatopiłam się w lekturę książeczki o Klarze, która wysprzątała właśnie całe mieszkanie (łącznie z myciem okien) i również jest bardzo zadowolona z efektów swojej pracy. O uznanie zwraca się do swoich kotków, a one zamiast pogratulować, przewróciły właśnie słoik z konfiturą i rozniosły ją po całej kuchni. Co na to Klara? (tu cytat) „- Oj przesadziłyście! Wszędzie są odciski waszych łapek! Ale tak naprawdę Klara nie bardzo się złości, bo uwielbia sprzątać!” .

http://wyborcza.pl/1,96025,9865338,_Poczytaj_mi_mamo__.html

Kto z nas nie miał jakiejś takiej słodkopierdzącej książeczki niech pierwszy rzuci kamieniem. Sama miałam taką o dziewczynce, która przyszywała pieskowi uszko, kąpała go, wycierała, a na końcu przykrywała kocykiem. Perwersja straszna. Z drugiej jednak strony miałam konika na biegunach, na którego siodle, ze sztucerem na ramieniu (rakieta do badmintona), jako Nel, wraz ze Stasiem-moją siostrą, która także ze sztucerem (laska z napisem: „Pamiątka z Zakopanego”) przemierzałyśmy Afrykę. Nasza Nel nie miała ciągle spoconych oczu, nie chorowała na nic, tylko z niesamowitą precyzją z siodła waliła lwu kulkę między oczy. Ba, miałyśmy też własną wersję „Potopu” Sienkiewicza. Ja, jako Andrzej Kmicic, w różowej halce mamy, przypiętej do ramion jej broszkami, z rapierem (laska z napisem: „Pamiątka z Zakopanego”), na mym rumaku, którego wstrętny książę Bogusław nie dostał, wyczyniałam, wraz z Oleńką-mą siostrą, brewerie, łupiąc Szwedów pod Częstochową. Siostra nie przypominała niczym bohaterki z powieści Sienkiewicza. W niebieskiej halce mamy, z muszkietem w łapie (rakieta do badmintona) była dzielna niczym Czarniecki, Wołodyjowski i Skrzetuski razem wzięci.

Z jednej strony płakałam rzewnymi łzami, gdy okazało się że Łysek z pokładu Idy traci wzrok, z drugiej cynicznie komentowałam śmierć jednego z ekranowych bohaterów (a miałam wówczas kapcie z króliczymi uszami i czerwone rajstopki): „to jest film, to są aktorzy, im za to płacą”. Z jednej strony bawiłam się lalką, a z drugiej, przy użyciu tejże samej lalki dokonałam napaści cielesnej na koleżankę z piaskownicy. I ową lalką w zielonej sukience, robionej przez ciocię Kasię szydełkiem, spuściłam wrednej Isi łomot. Do pierwszej krwi było. I tyle.

Może dlatego, że moje doświadczenie (od pieluch pewnie) nie był jednotorowe, może także dlatego, że gdy miałam lat trzy rodzice zaakceptowali wybór mojej przyszłej drogi życiowej (zamierzałam być bokserem), świat do dziś nie jest prosty i jednoznaczny. Dlatego bez poczucia winy, bez tłumaczenia się, noszę szpilki i maluję paznokcie, a jednocześnie wyprzedzam większość mężczyzn na basenie i robię teksaską masakrę piłą mechaniczną, przy obrabianiu drew do kominka.

Jedna książeczka, nawet wiele książeczek, krzywdy nikomu nie zrobi. A niech czyta sobie dziewczyna, potem będzie rechotać, wspominając jak niegdyś jej idolką była Klara, której życiowym celem było pucowanie. Możliwe też, że kiedyś zostanie Klarą. Bywa, wcale nie powinno nas to smucić, szczególnie jeśli będziemy wiedzieć, iż sprzątanie jest tym, co dana osoba lubi robić najbardziej. Przyznam, że tego nie rozumiem. Mimo iż miałam maleńkie żelazko, to nie zostałam Klarą. Moja babcia, którą sprzątała i gotowała, wolała czytać. Do dziś mam takie samo podejście. Posprzątać trzeba, ale żeby zaraz robić wokół tego ceregiele? Może dlatego większość moich książek ma plamy i znaleźć w nich można kawałki cebuli, bo często gotuję i czytam jednocześnie. Sprzątanie mnie nie wzbogaca. Już bardziej działanie z piłą mechaniczną, bo z satysfakcją obserwuję rosnący stos pociętych konarów.

Niech się autorka listu do gazety nie przejmuje. Jej córka może wybrać sama – czy zostanie Klarą, czy też podróżniczką, archeolożką, historyczką, matematyczką czy lekarką. To, że dla mnie znacznie ciekawsza jest opcja druga nie znaczy wiele. Bo ja już swoich wyborów dokonałam i dobrze mi z nimi. Chociaż, decyzji o porzuceniu ringu trochę żałuję. Stare papiery są niesamowicie inspirujące, ale obijanie pyszczysk za kupę kasy też by nie było złe. Trudno.

Znacznie gorsza byłaby sytuacja, gdyby opisana w liście dziewczynka, wyboru by nie miała. Gdyby na rynku były wyłącznie książeczki o Klarach, chociaż sprawa nie jest prosta, bowiem okazuje się, że najpierw trzeba wiedzieć o tym, iż taki wybór się ma. Ostatnio opowiadała mi Kolorowa, która ma dziewczynkę trzyletnią, że na placach zabaw dominują słodkie, różowe księżniczki. Wojownicza księżniczka Kolorowej nie bawi się z nimi, bo nie są dla niej interesujące. Z drugiej strony, nie bawi się z nimi, bo nie jest dopuszczana do ich świata kucyków i Hallo Kitty, po pierwsze takich nie ma, bo ja nie interesują, po drugie jest za bardzo „hard” – z poobijanymi kolanami i żywą żabą w łapce. Duża część młodych mam ma w głowie wzorzec – dziewczynka na różowo i z Barbie, chłopczyk zaś na niebiesko i z koparką pod pachą. Taki sposób myślenia przekazują swoim pociechom. To jest znacznie bardziej niepokojące. Nie niepokoi mnie pojedyncza książeczka, o Klarze, sprzątaniu i kotkach upapranych marmoladą (dziwne, żaden kot, którego znam, by czegoś takiego nie zrobił – brzydzą się), ale bardzo niepokoi mnie mała różnorodność wychowawczych wzorców, dominacja jednego. I tu zaczynam się zgadzać z matką – autorką listu, której obawy są tym większe, że nawet w księgarni także dostaje stereotypem po łbie.

Żeby jednak Państwa nie zanudzać, pozwolę sobie kontynuować rozważania jutro.

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/07/01/stare-motywy-stare-numery-czyli-udawanie-foki-cz-1/trackback/

RSS feed for comments on this post.

6 KomentarzyDodaj komentarz

  1. i już wiemy, że i helołkity i żabie, parlament szykuje przyszłość bez możliwości dokonywania wyborów

  2. weź… nawet nie gadaj

  3. Zostawszy na starość młodą matką stwierdzam z ubolewaniem, że rodzice mają obecnie zbyt wiele obaw chyba… Raz udało mi się niefortunnie zapodać jednej z taksamojakja przedszkolnych mam tekst pt.: Ależ, droga Pani, Zostawmy już kwestę galówki i ew. kapciuszków na jutro, nie mamyż to poważniejszych, prawda, problemów?
    Mama nie obraziła się, tylko wybąkała coś w stylu, że ona poważniejszych problemów nie ma. Pozazdrościwszy jej w pierwszej chwili, zaraz szybko dodałam myśl korygującą pt.: Sraty-taty, dupa w kraty. Bardzo przepraszam za obscenizującość. Lukrowana nieprawda… Byleby tylko, jak mówisz, nie okazało się, że musimy znowu dokonywać jedynie słusznych… wyborów… Macham.
    Ps. Ja byłam wodzem Apaczów ;).

  4. Tani, wiedziałam, że byłaś wodzem, nie mogło być inaczej 🙂

  5. Dziekuje ci Pawianie za ten post, on oznacza ze nie zwariowalam jeszcze do konca, chociaz juz myslalam, ze to ze mna jest cos nie tak, kiedy latalam po sklepach, zeby kupic coreczce ubranko w jakimkolwiek kolorze innym od rozowego. I chociaz nie do konca podoba mi sie jej pomysl zostania w przyszlosci smieciarzem, nie krytykuje, ze to nie dla dziewczynek, mam tylko nadzieje, ze jak dorosnie to jej sie zmieni. Pozdrawiam.

  6. Moja młoda na razie nie gada czym chce być, ale chyba dyrektorem zarządzającym, bo pokazuje palcem i wszyscy robią to co chce ;D. Ma multum rózowych ubranek, bo inne cięzko znaleźć, A mi zwyczajnie szkoda czasu na szukanie na siłe czegoś nie różowego, tudzież kasy na owszem fajne ciuchy ale w cenie 50 zeta od sztuki jak nie lepiej. W zabawach używa głownie aut i lokomotyw, no ale to juz uroki posiadania starszego brata. Jak bedzie chciala kucyka pony to nie będę się jakoś specjalnie wzdragać. 🙂 Na placach zabaw (tych które zaszczycamy) rodzice całkiem ok, najgorsze są babcie (opiekunki?) ‚nie rusz, nie idź, nie biegaj, nie siadaj na piasku’. Ygh ;/


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: