Bezradność czy inność, czyli pokoleniowa zmiana warty

I can’t write a book commensurate with Shakespeare, but I can write a book by me

(Walter Raleigh)

Dawniej to ludzie skromni byli, a może wcale nie? Może mieli tylko dobry, jak się to dziś mówi, „pijar”? Może tenże sam, sir Walter, wcale nie wrzasnął na kata, żeby już uderzał, tylko trząsł się jak osika i popiskiwał, że wcale nie zasłużył? Ale jakże to tak, żeby wielki żołnierz umierał w hańbie, przecież potomność musiała go zapamiętać, jako bohatera, dzielnego człowieka, nieustraszonego odkrywcę, silnego wojownika, aż po ten ostatni moment. W końcu nie wiemy, czy Bolesław Chrobry nie miał notorycznych gazów, raczej znamy obraz, iż Mieszko „spłodził sławnego Bolesława, który po jego śmierci po męsku rządził królestwem i za łaską Bożą w taką wzrósł cnotę i potęgę, iż ozłocił – że tak powiem – całą Polskę swą zacnością”. Po co komu informacja o gazach, albo dłubaniu w nosie? Sienkiewicz mawiał, że każdy pod łóżkiem ma naczynie nocne, ale to jeszcze nie powód by o tym pisać.

Jednakże… Z drugiej strony (jakby rzekł nieśmiertelny mleczarz z Anatewki), bez pryszczy na plecach, naczyń nocnych i smarkania w serwetki, nie mamy pełnego obrazu i jesteśmy ubożsi. Uwzniośleni, ale i czegoś pozbawieni. Ostatnio, jak Państwo z pewnością zauważyli, trzymam się pewnego tematu i obsesyjnie, wręcz z zaciekłością do niego powracam. Znaczy że siedzi mi na wątrobie, nie może być inaczej. Otóż pełniąc pewne oficjalne funkcje spotykam się z młodymi ludźmi, którzy podpisują w mej przytomności pewne dokumenty (zaręczam, że nie jestem werbującą do Legii Cudzoziemskiej). Czy Państwo domyślają się, co mnie tak wkurza? Otóż te młode istotki podpisują wszystko, co im podsunę pod łapę, nie czytają, nie zastanawiają się, tylko walą długopisem w odpowiedniej rubryczce znaki, na dodatek najczęściej błędnie wpisując nazwisko przed imieniem. A ja wówczas wrednie pytam, czy zdają sobie sprawę, że właśnie podpisali zrzeczenie się praw do własnej nerki. Następują chichoty i nerwowe przestępowanie z nóżki na nóżkę. A na dodatek, w powietrzu wisi jakieś niezadane pytanie: o co ci babo chodzi? Kazałaś podpisać – podpisane. Dostałam/łem dwa papiórki, to dwa podpisy złożone zostały, a ty dyskutujesz, jakby było o czym…

Moja koleżanka, która zajmuje się kontaktami ze studentami przyjeżdżającymi do nas na staże i praktyki opowiada, jakie maile dostaje: jak dojechać z lotniska do akademika? Ktoś może powiedzieć, że jak się zaprasza, to się wyjaśnia, jak dojechać. Ależ tak, za całą stanowczością. Oczywiście, że ta informacja się znajduje, tylko… trzeba było przeczytać mail, gdzie była mapka i wszelkie przydatne dla cudzoziemca informacje – w języku polskim, francuskim, rosyjskim, angielskim i niemieckim. Do wyboru, do koloru…

Na kursy wakacyjne także zapraszamy studentów z całego świata. Kolejna moja koleżanka odpisuje z kolei na maile, czy trzeba ze sobą przywieźć pościel. Nie, nie trzeba – odpowiada pierdyliard i sześć razy, a potem dodaje, że odpowiednie informacje znajdują się na podanej w poprzedniej wiadomości stronie (także w wielu językach), a także w załączniku do tegoż maila…

Analfabetyzm wtórny? U studentów? Z całego świata? Z Paragwaju, Urugwaju, Niemiec i księstwa Cleves? No cóż, wtedy sprawa byłaby prosta, a niestety – nie jest.

Ostatnio Łasic zmieniał telefon komórkowy. Szukał informacji o wybranym przez siebie modelu, a jak wszyscy wiedzą gadżeciażem ci on jest, dlatego wszystko sprawdzone być musiało po wielokroć, żeby dany model miał akwarium, trzy chomiki, wehikuł czasu oraz fotoplastykon. Wlazł Łasic na jakieś forum telefoniczne i znalazł tam pytanie, które wytrąciło go z równowagi. Wstrząśnięty i zmieszany jest po dziś dzień. Pytanie brzmiało: jak w tym telefonie zmienić godzinę? Po trzech dniach ten sam Internauta zdenerwowany dodał: ludzie, ja już trzy dni czekam, powie mi ktoś jak się ustawia zegar w tym telefonie? Pomyślcie drodzy Państwo, trzy dni biedaczek się martwił, męczył, spóźniał lub za wcześnie przychodził, ale nie chciało mu się zajrzeć do instrukcji obsługi. I tu jest Hund begraben. Tu dochodzimy do sedna problemu.

Czasy się zmieniły. Coś jakby przełom z ruchomą czcionką Gutenberga. My jesteśmy średniowieczni, a oni już nowocześni. My przepisujemy manuskrypty, a oni walą Psałterz moguncki w kolorze. Proszę nie wrzeszczeć, nie krytykować, tylko z zadziwieniem patrzeć na rewolucję dokonującą się na naszych oczach. Nie zrozumiemy ich, tak samo, jak oni nie zrozumieją nas. Mają kciuki wyrobione od ekspresowego pisania sms-ów. Umieją jednocześnie rozmawiać w trzech okienkach na gadu-gadu i w tym samym czasie dodawać kolejną myśl lub link na twitterze albo fejsie (skracają słowa, wszędzie dodają ikony), a także kończyć rozwiązanie zadania z fizyki. A jeszcze czterdzieści lat temu rodzice wpadali do pokojów swych pociech i krzyczeli, że nie można się uczyć przy hałasie z gitarami, że albo muzyka, albo nauka. Daremne żale – „próżny trud, bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia”.

Oni inaczej traktują tekst, nie potrafią, albo nie chcą czytać wielostronicowych traktatów. Informacja ma się zawierać na takiej powierzchni kartki, którą można objąć jednym rzutem oka. Są pewnie dziedziny życia, które na tym zyskują. Badania fificzne (jakie znamy) z pewnością odchodzą do lamusa, bo większość adeptów sztuki skubania starych papierów nie chce się zastanawiać dla jakiej przyczyny użyto czasu przeszłego, albo go nie użyto. Dlaczego pojawił się – bo ja wiem – garbusek, na którego krzywych pleckach dokończono ornament. Znają fabułę, dość pobieżnie, ale znają… Chyba. Nie jestem w stanie opisać ich myślenia, bo jestem z tych średniowiecznych. Patrzę na nich z lekkim potępieniem, nie potrafię inaczej, chociaż staram się myśleć filozofią dialogu, relacją ja-ty, zapowiedzią nieśmiertelności. Zastanawiam się, jak te młode istotki żyć będą, jeśli ciągle oczekują, że im się wszystko poda na tacy. Jak żyć będą wiedząc, że nie muszą niczego zdobywać? Żal mi ich, bo są niebożęta bezradni jak żuczki wywalone na plecki. Jednak się mylę, wiem o tym. To nie jest bezradność, ale model życia, którego nie rozumiemy. Możemy się z nim nie zgadzać, możemy go piętnować, ale nie zatrzymamy gołymi rękoma koła młyńskiego. Może nie wiedzą wiele o Szekspirze, ale napiszą własne książki. Krótkie, ale własne – bywa…

PS. Strasznie długi tekst dziś wyszedł. Średniowieczni tak mają. Dlatego nie mam twittera i nie używam emotikonów. 

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/06/29/bezradnosc-czy-innosc-czyli-pokoleniowa-zmiana-warty/trackback/

RSS feed for comments on this post.

14 KomentarzyDodaj komentarz

  1. więcej optymizmu Pawianie 🙂
    oni czytają, gdy się ich wystarczająco długo zmusza i to czytają dużo i dokładnie (przynajmniej te egzemplarze z którymi ja mam do czynienia) a ponieważ kryzys się nie kończy, to oni mają o wiele więcej do zdobycia i obronienia niż my.
    będzie dobrze, zobaczysz!

  2. Od dawna natykam się na osoby, które umieją pisać, a nie umieją czytać. Skrótowość jest też wpisywana w programy, którymi się posługujemy. Blog nawet nie zaproponował mi zacytowania tekstu, na który odpowiadam, a przecież mógłbym chcieć się odnieść do poszczególnych zdań. Chociaż z drugiej strony te toporne interfejsy, które nie mają nawet tak podstawowej możliwości zbliżają nas do czasów, kiedy listy pisało się długopisem albo na maszynie i ewentualne cytaty trzeba było też mozolnie przepisywać.
    Zdarzają się podobno nawet programy do e-maili, które zamiast umieszczać kursor od razu w albo za cytowanym listem dodają miejsce _przed_ nim i tam umieszczają kursor, jakby chcąc powiedzieć: jak chcesz, to cytuję, ale to i tak nieważne, co napisał twój rozmówca.
    Teksty z tego bloga dostaję e-mailem i często je w tej postaci czytam. Najdłuższy akapit okazał sie za długi dla bloga, który w e-mailu go przeciął i dodał wykrzyknik na końcu pierwszego kawałka.
    Treści instrukcji do telefonów nie zawsze bywają zrozumiałe. Mam telefon, który jakoś udało się skonfigurować, ale nadal nie rozumiem jak. Instrukcja opisuje dość obficie konfigurowanie dostępu do Internetu, ale używa słowa „Internet” na przemian w dwóch znaczeniach: „Internet” i „WWW” (toto pro pars). To niechlujstwo i pomylenie pojęć, ale na ogół udaje się zgadnąć znaczenie z kontekstu. W mojej instrukcji nawet to zawiodło.

  3. Witaj po przerwie, cieszę się, że wróciłaś 🙂
    Dobry pomysł z rozesłaniem maila – faktycznie od pewnego czasu przestałam już tu zaglądać.
    No i dobrze, że nie dołożyłaś instrukcji obsługi związanej z Twoim powrotem na łono blogowiska. Kto by to czytał?

  4. zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że młodsze pokolenie jest inne w wielu aspektach. będziemy musieli z nimi żyć w jednym społeczeństwie, wiec trzeba to jakoś zaakceptować. choć to niełatwe.
    Ryjek2 jedzie za parę dni na praktyki terenowe ze studentami. najtrudniejszy był podział na grupy. bo te dziewczynki chcą być razem, a tamte jak najdalej od siebie. czy można dostawić łóżko do pokoju, żeby się, broń boże, na noc z przyjaciółką nie rozdzielać? trochę jak na wycieczce klasowej w podstawówce. „przecież pani wie, że trudno współpracować z osobą, której się nie lubi”. trudno, ale czasem trzeba. emerytowany doktor – kierownik praktyk prawie eksplodował. za rok na szczęście nie będzie musiał już przez to przechodzić.
    trzeba z tym się oswoić. jak z wystrojem macedońskiej restauracji:)

  5. Czytam dużo, bywa że z grubaśnych tomów. Teraz właśnie się taki napatoczył – to „Listy z podróży” Karela Čapka. Pięknie wydane cacko, choć o wymiarach cegły…

    Cieszę się, że Pawian powróciła do Małpiego Gaju, zwanego Polską!
    🙂

  6. a ja gupi się cieszę jak dziecko na długą notkę Pawiana, a ilość śliny wzrasta wprost proporcjonalnie do grubości książki która czeka w kolejce. Znaczy też dinozaur jestem…

  7. no, pięknie 🙂 Od razu z dwururki?

    Tak, jest coś w tej pobiezności dookolnej niepokojącego… Gorzej, że nieczytanie ze zrozumieniem zamienia sie jednak czesto w … zycie bez sensu, a to już dramat

  8. Dzięki za miłe, e-mailowe zaproszenie do szczęśliwie powstałego z martwych bloga.
    A do mertitum – cóz obawaiam się, że jakby próbujemy zawrócić kijem Wislę …. niebawem nawet „średnoiwieczni” zaczną pisać z emotikonami i generalnie na piśmie synteza wypowiedzi będzie „rulez”. Ale nostalgia za minionym, sama w sobie jest miła…
    Pozdrawiam

  9. Zastanawia mnie jedno. Dlaczego nikomu z uczestników tego forum telefonicznego nie przyszło do głowy, że kiedy człowiek zadaje pytanie, to można na nie po prostu odpowiedzieć? Nie oburzając się, nie wznosząc gniewnych okrzyków: „O tempora, o mores!” Może prawdziwy problem mają ci, którzy zioną ogniem piekielnym na myśl, że ktoś nie przeczytał instrukcji ( może przeczytał i nie zrozumiał, zdarza się), nie ten naiwny nieszczęsnik, który liczył na gest bezinteresownej życzliwości.

  10. Po tym pytaniu, na forum telefonicznym, zapanowała cisz. Nikt, niczym nie rzucał. Po trzech dniach… znów pojawiło się pytanie. Oczywiście, bezinteresowność, ale… oczekiwanie na nią staje się jakimś sposobem na życie. Na forum historycznym szuka się bezinteresownych do napisania prezentacji maturalnej, albo szuka się informacji (w pigułce) na jutrzejszą odpowiedź. Na blog Pawiana trafiają ludzie, którzy chcą by tenże tłumaczył im znaczenie związków frazeologicznych. Dodam, że dość często, ale rozbijają się o rafy zezwolenia na publikowanie komentarzy.

  11. Chyba zaszło nieporozumienie…nie zamierzam bronić ludzi, którzy oczekują, że inni wszystko zrobią za nich, ale jeśli ktoś ma stosunkowo prosty problem, którego nie potrafi sam rozwiązać, jak ten biedak, który nie umiał ustawić godziny w telefonie, to chyba można by mu pomóc, tym bardziej, że – jak sam Pawian przyznał – nowoczesne komórki są bardzo skomplikowane w obsłudze, a nie każdy jest urodzonym gadżeciarzem. Ale oczywiście zgadzam się, że wyuczona bezradność to bardzo niepokojące zjawisko i jestem przeciw 🙂

  12. Arielu, też często pomagam, ale… czasem cholera mnie bierze. Studentka moja przyniosła pracę po terminie, wszak już lipiec, a umowa była, że do 20 czerwca. I ona mówi (cytuję dokładnie): niech pani mi to sprawdzi szybko, wprowadzę poprawki, bo laptop mam ze sobą. Zatrzęsło mną i odmówiłam współpracy. Bo to jest tak, że na jej drodze pewnie trudności nie było, zawsze wszyscy pomagali. I ona jest do tego przyzwyczajona. I co dalej?

  13. Zgadzam się, że młodym ludziom trzeba wpajać dyscyplinę (najlepiej od dzieciństwa) i że nadopiekuńcze mamuśki często wychowują niezaradnych nieudaczników. Ale jest też druga strona medalu, czyli bezwzględność pod hasłem: wszystko zależy od was (jak wiadomo niezupełnie), więc radźcie sobie sami, albo idźcie na dno. Poza tym muszę szczerze przyznać, że jako humanista nie bardzo nadążam za postępem technicznym i czasami nie radzę sobie z komputerem. I wtedy zwracam się o pomoc do młodych członków mojej rodziny, którzy może w głębi duszy uważają mnie za przygłupa, ale nigdy nie dają mi tego odczuć i zawsze chętnie służa radą i pomocą. Oczywiście z wzajemnością 🙂

  14. Och, jak się ucieszyłam się, gdy dzisiaj rano (przypadkiem) odkryłam, że Pawian wrócił! Miałam zamiar nadrobić braki i przywitać się pod najnowszym postem, no ale jak tu nie skomentować.
    Jestem gdzieś po drodze. Dużo bardziej średniowieczna niż nowoczesna, ale emotikonkami się posługuję, czatując nie używam wielkich liter na początku zdania, a i przygodę z blipem dobrze wspominam.
    Instrukcje czytam od deski do deski, czym bawię starszego o kilka lat Krecika.
    Zastanawiam się, jak wychowywać Mysza, żeby jednak przyswajał tekst dłuższy niż ćwierć kartki i żeby był tak po prostu ciekawy świata, a nie tylko tego, co niezbędne. I zastanawiam się też, czy nie zrobię mu takim wychowywaniem krzywdy, bo jednak łatwiej pasować do swoich czasów.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: