O języku, monstrancji i obrazkach, czyli ciąg dalszy skojarzeń

Nie myślałem, że żyć będę w tak osobliwej chwili.

Kiedy Bóg skalnych wyżyn i gromów,

Bóg Zastępów, kyrios Sabaoth,

Najdotkliwiej upokorzy ludzi,

Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną,

Im pozostawiając wnioski i nie mówiąc nic.

Było to widowisko niepodobne, zaiste,

Do wiekowego cyklu królewskich tragedii.

(Czesław Miłosz)

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,9837355,Festiwal_reggae_przesuniety__W_Boze_Cialo_nie_przystoi_.html 

Któż z nas nie powiedział kiedyś, że słońce wschodzi, albo zachodzi. Nawet się nad tym nie zastanawiamy, uznając skrót myślowy, formę archaicznego myślenia za całkowicie uprawnioną, ba… za logiczną. Inaczej chyba nawet nie będziemy w stanie wyartykułować sensu tej myśli, stworzyć zdania, bo jak? Proszę próbować, wyjdzie zdecydowanie nienaturalnie, niezręcznie. Przyzwyczajeni do sformułowań, do zdań często używanych, przestajemy dostrzegać błędy w nich zawarte, brak logiki, wręcz ewidentne nadużycia. Im bardziej coś zakorzenia się w języku, tym bardziej staje się naturalne, zwykłe, normalne. Im częściej jest coś wypowiadane, tym silniej trzyma nas za język, uparcie wchodzi w myśli. Trzeba sporego wysiłku, żeby się przeciwstawić, żeby zauważyć nonsens, żeby zaprotestować. Nota bene ten protest jest często waleniem kulą w płot, bo co z twoich wrzasków, skoro i tak usłyszysz, że się czepiasz, że to nieistotne, najważniejsze jest oddanie sensu, nieważne jakimi słowami.

Dziś przeczytałam, że w gazetce parafialnej „Wniebowzięta wola” pojawił się protest parafian Kobióra przeciwko ekscesom uczestników koncertu muzyki reggae w dzień Bożego Ciała. Pojawiła się tam sugestia, iż jedna z uczestniczek koncertu podeptała monstrancję. Co Państwo widzą w wyobraźni? Rozwydrzoną dziewuchę, która włamuje się do kościoła, wydobywa monstrancję z tabernakulum i w dzikim szale po niej skacze? No, bo taka właśnie informacja się pojawiła. Z tekstu linkowanego artykułu nie dowiemy się, czy jest to cytat z gazety kościelnej, czy też jedynie powtórzenie plotki. Zostawmy więc na razie nadawcę w spokoju. Pochylmy się (tu proszę usłyszeć złowieszczy chichot pawiański) nad samą informacją i naszą jej interpretacją. Co w rzeczywistości podeptało dziewczę? Nie barokową, złotą, wysadzaną klejnotami monstrancję, z opłatkiem symbolizującym ciało Chrystusa. Podeptała, a może jedynie przeszła po kwiatowym obrazku. Wizerunek usypany z płatków kwiatów. Jak znam naturę płatków, to chwilę po pracowitym usypaniu obrazka już się wszystko rozwiewało. A nawet jeśli nie? To co? Mam się zastanawiać nad tym, co ktoś usypał? Patrzeć od każdej możliwej strony, żeby nie sprofanować? Że z tej strony żółwik, a z drugiej symbol religijny? A nawet jeśli zobaczę twarz Chrystusa na czipsie, to nie mogę go wyrzucić, albo zjeść? A rozgnieść palcem na miazgę? Nie mogę przejść po płatkach kwiatów, bo mogę być oskarżona o profanację? Nie wchodzę do świątyni, nie czynię na ołtarzu żadnych niegodziwości, które tak dokładnie opisał Georges Bataille w Historii oka. Przechodzę po jakichś płatkach kwiatów. Zamieść miotłą wolno, nota bene miotłą którą wczoraj się zamiatało kurze kupy. Przejść nie wolno – profanacja.

Nie mam pojęcia, czy ta historia jest prawdziwa, czy też całość sprawy opiera się na plotkach, pomówieniach i wzajemnej niechęci skonfliktowanych stron. Nie o to jednak chodzi. Proszę zauważyć, co stało się z językiem. Kompozycja kwiatowa staje się monstrancją. Płatki kwiatów stają się naczyniem liturgicznym. W sporze, jak w założeniach erystyki Schopenhauera, wszystkie chwyty stają się dozwolone. Czyste petitio principii, kiedy uznaje się, że kupka kwiatków jest miejscem przechowywania najświętszego w danej religii przedmiotu – ciała boga. No i jak gadać, jak argumentować? Ano właśnie. Dlaczego nie wyśmiać? Dlaczego się tłumaczyć? Nie da się, bo już  u podstaw sporu tkwi ciało boga, a nie płatki piwonii lekko rozwiane i możliwe, że obsikane przez psy. Z tego miejsca już niedaleko do słynnej obrazy uczuć religijnych, a potem już samo poleci. A to były po prostu kwiatki, zwykłe kwiatki. I mogły coś przedstawiać, ale niekoniecznie było to widać, a nawet jeśli byłoby, to co z tego?

Ostatnio pisałam o języku, którego używają niektórzy moi studenci, a następnie obiecałam, że wyjaśnię skąd się to bierze. Między innymi bierze się to z Kobióra. Gdzie koncert w prywatnej stodole staje się zarzewiem konfliktu i zostaje przeniesiony na inny dzień, by nie powodować zadrażnień. To może ja też nie będę mogła wywiesić prania w niedzielę, w Zielone Świątki, Boże Ciało, Wielkanoc, w dniu przemarszu pielgrzymki? Bo nagle ktoś zwróci mi uwagę, że tak nie wolno, że profanuję… Wszystko zaczyna się od myśli, przechodzi do języka i staje się czynem. To, co czytam w niektórych pracach studenckich („Bezspornie Bóg jest bytem rzeczywistym”) to językowy obraz świata części naszej młodzieży. Bezrefleksyjnie wypowiadany, z przyzwyczajenia, zakorzeniony w języku. A czyny? Już się pojawiły. Wystarczy się trochę rozejrzeć i sami Państwo zobaczą.

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/06/24/o-jezyku-monstrancji-i-obrazkach-czyli-ciag-dalszy-skojarzen/trackback/

RSS feed for comments on this post.

6 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Oj Pawianie…ja mam poczucie, że Kobiór staje się purytańską wioską 🙂 Jakiś czas temu dobiegły mnie wieści, że były proboszcz wysłał list do rady kobiórskiej, protestując przeciwko zabawie mikołajkowej dla dzieci (bo kolidowała z mszą szkolną bodaj 🙂 ).
    Choć ponoć obyło się bez deptania monstrancji 🙂

  2. Za dawnych czasów były takie żydowskie dowcipy, o najgłupszych Żydach, bodajże z Chełma. Potem były dowcipy o Wąchocku. Czyżby szykował się teraz cykl o Kobiórze i proboszczu?

  3. Pawian…Ty prorok czy co? :]

  4. Dzieci, które chcą zrobić imprezę choinkową szkoły, wysyłają do biskupa, by dyspensę na zabawę dał, bo piątek. i tak będzie, dopóki na lekcje religii będzie się automatycznie zapisywanym i rezygnacja z nich możliwa tylko na specjalnym papierku od rodzica.
    zawsze jak sprzątam w niedzielę – bo mam czas i ochotę – czuję taką milutką perwersję. to też mi ktoś w głowę wbił w czasach dzieciństwa.

  5. „Proszę zauważyć, co stało się z językiem.”

    Z zauważenia (jeszcze) nic nie wynika, ale jest to chyba dobry początek. Zawłaszczenie odbyło się podprogowo, nieomal niepostrzeżenie:

    http://pytania.wordpress.com/2010/08/26/swippzin/

    Myślę, że stało się to bo większość z nas nie dostrzegła jak ważne jest manifestowanie braku zgody na ten proceder. Wielu było zbyt zajętych, reszta obojętna. No i mamy sałatę.

    Język (będący wyznacznikiem przestrzeni w której da się oddychać i myśleć) trzeba odzyskiwać. Co będzie (niestety) procesem powolnym i bolesnym

  6. By Prawdziwym Polakiem być, należy

    I. Na nie
    Na trzy sylaby
    1. Świętości nie szargać.
    2. Monstrancji nie deptać.
    3. Opłatka nie ugryźć.

    Na dwie sylaby
    4. Gniazda nie kalać.
    5. Seksu nie zaznać.

    II. Na tak
    Na trzy sylaby
    1. Ojczyznę kochać.
    2. Pielgrzymkę zaliczyć.

    Na dwie sylaby
    3. Kasę dawać.
    4. Krzyże wieszać.
    5. Seksu unikać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: