Bitwa o sesję, czyli w oparach (bynajmniej nie gazu musztardowego)

Moi rozmówcy twierdzą coś szczególnego: że ich studenci są inni niż nauczyciele pod bardzo szczególnymi i ważnymi względami. Że doszło do kulturowej zmiany, którą przeoczyliśmy – radykalnego zerwania z normami, które dla wykształconego jeszcze kilkanaście lat temu inteligenta są czymś oczywistym. Próbowałem zestawić pewną typologię tych różnic. Wynika z nich, że to zerwanie dokonało się w trzech podstawowych sferach: norm zachowania w sytuacji nauczyciel – uczeń (która była kiedyś częścią uczonej w domu i w szkole kindersztuby); w podejściu do plagiatów i własności intelektualnej; wreszcie w sferze tego, co elementarnie wykształconemu człowiekowi wypada wiedzieć – bo jeśli się nie wie, to się kompromituje. Te trzy sfery zachodzą na siebie.

http://wyborcza.pl/1,76842,9764441,Tresowanie_inteligenta.html#ixzz1Pr5a6DTH

Za moich czasów było inaczej. Ciekawa jestem, kto pierwszy powiedział to zdanie, które zrobiło tak zawrotną karierę. Oczywiście, do słów dziennikarza można jeszcze dodać, że za dużo w naszym kraju szkół ogólnokształcących, że zmienił się model wychowania, który zaowocował niesłychaną bezradnością młodego pokolenia, za które wszystko załatwiają rodzice.

Śmieszy mnie to, że z kandydatem na studenta przychodzi mamusia, albo tatuś i to oni tłumaczą komisji rekrutacyjnej dlaczego dziecię chce poznać tajniki starych papierów. Pod dziekanatem, w kolejce po indeks tłumy rodziców chcących ulżyć strudzonym pierwszym tygodniem nauki pociechom. Pawian, jak zobaczy rodziców, to grzecznie ich pyta, czy ich rodzice też brali udział w studenckich czynnościach administracyjnych. Czy młodzi ludzie mający prawo do głosowania i rozmnażania naprawdę nie mogą sami podpisać stosownego papierka? Śmieszą mnie telefony, gdy zaaferowani rodzice wypytują mnie o różne rzeczy (serio, serio), jakby mogli, gdybym dała im szansę, przygnaliby na wywiadówkę. Śmieszy mnie także, gdy studentka przed obroną licencjatu pyta, czy może przygotować multimedialną prezentację.

Nie śmieszy mnie, ale też nie powoduje spazmów i szlochów, gdy studentka w toalecie, z użyciem wyrazów, omawia okoliczności otrzymania oceny u Pawiana. Przy okazji się ją złapie, przypomni o tym, że uciekanie z toalety bez umycia rączek może skutkować brzydkimi chorobami, a potem się jej wyjaśni co oznaczają takie pojęcia, jak: dobre obyczaje, humanistyka, uniwersytet oraz to, jak dama powinna wyrażać emocje po otrzymaniu oceny dobrej, a oczekiwała wyższej. Bo czego Pawian nie nauczy Jasia, tego Jan nie będzie umiał. Dawniej na studia przychodzili ludzie dorośli, dziś są to dzieci. Trzeba się przyzwyczaić, pokochać, wyjaśniać i wychowywać. No i nie wyrywać sobie włosów z głowy, bo są inni niż my – nie szpanują Stachurą, Whitmanem i literaturą iberoamerykańską. Jednakże jeśli wsłuchamy się dobrze, to okaże się, że czytają Świetlickiego, Bukowskiego, pasjonują się fantasy, piszą interesujące teksty. W końcu, za moich czasów też bywało różnie. Do dziś pamiętam charakterystykę bohaterów „Ich czworo” zrobione przez moją koleżankę z grupy, które brzmiało: matka puszczalska, dziecko smutne, ojciec zaniedbany, kochanek – głupi.

Znacznie bardziej niepokoi mnie inna zmiana w jakości kształcenia, o której w cytowanym artykule nie ma ani słowa. Może to przypadek? Może na razie tylko biedniusieńki Pawian wpadł na pole bitwy pod Ypres zapomniawszy maski gazowej? Zacznijmy jednak od początku. Pawian prowadzi zajęcia, nazwijmy je „narracyjny punkt widzenia” (no co, no co, skopiowałam ze „Świata według Garpa” – fajnie brzmi), zaliczenie których wiąże się z oddaniem dość poważnej pracy. Trzeba było wymyśleć tematy dla detyn, co Pawian uczynił, na drugi raz jednak wcześniej pomyśli i będzie roztropny i absolutnie niebrawurowy. Pawian bowiem wymyślił takie, w których ważnym aspektem była religia – dodać należy, że nie chodziło o chrześcijaństwo. Nie wiara, a religia – tak dla jasności. No i się zaczęło, koleżanki i koledzy z macierzystej jednostki pawiańskiej chichotają pokątnie oraz bezpośrednio w oczy naszego bohatera, który z rozwianym włosem toczy batalie o naukę, a przegrywa z teologią i wiarą. Dodać należy, że Pawian twierdzi z mocą, że teologia nie jest nauka, bowiem nie może nią być coś, czego przedmiot jest ezoteryczny. I proszę bez mściwych wycieczek w stronę fizyki teoretycznej.

Nie zaczęło się wcale niewinnie, jak to zazwyczaj w powieściach bywa. Pawian przeczytał w jednej z prac zdanie: Bezspornie Bóg jest bytem rzeczywistym. Szczęki Państwu opadły? Nie dziwię się. Komentarz mojego kumpla był następujący: Nie ma sporu, nie ma nauki. Nie ma nauki – nie ma zaliczenia pracy. Potem było jeszcze lepiej, gdy Pawianowi objawiono (w innej pracy), że stworzył nas Bóg i nie możemy mu przeszkadzać w dziele boskiego stworzenia. Państwo pytają skąd się to bierze? Myślę, że z tych dwóch godzin religii w szkołach i tej jednej godziny historii. Z tych rekolekcji, z tych nabożeństw majowych na ocenę. Upraszczam? Pewnie tak, ale niepokoi mnie myśl trzepocąca się nerwowo w skołatanej głowie, że coś może być na rzeczy.

Skoro wiarę można oceniać, skoro religia stała się takim samym przedmiotem, jak biologia czy matematyka, a młode pokolenie rzeczywiście jest trochę inne, bo znacznie mniej ceni sobie bunt wieku nastoletniego, aniżeli koniunkturalny święty spokój, to potem wychodzą im z ust i spod piór takie kwiateczki, bynajmniej nie świętego Franciszka. Ten bunt, o którym piszę, powodował, że do wszystkiego podawanego przez starców podchodziliśmy z nieufnością, z podejrzliwością, kontestowaliśmy, wręcz wyszydzaliśmy. Kłóciliśmy się, spieraliśmy, poznawaliśmy świat w walce, choć często wyważaliśmy otwarte drzwi, wyobrażając sobie, że odkrywamy coś ważnego. Dziś też są takie dzieci, ale duża część przyjmuje wszystko co je otacza –  „jak leci”. Bez zastanowienia się, bez analizy, bez naturalnego w tym wieku buntu. Bóg jest tak samo abstrakcyjny, albo tak samo rzeczywisty, jak teoria ewolucji i budowa komórki, jak wzór kwasu siarkowego, przeciwprostokątne i narrator. A może to nie tak? Może zarówno nie abstrakcyjne, jak i nie rzeczywiste – tylko po prostu obojętne? Zupełnie nie związane z życiem danego dziecięcia? Takie „bla bla bla”, które z ust nauczycielki zawsze słyszał Bart Simpson?

Pawiańskie dzieci zobaczyły, „coś tam, coś tam z Bogiem w literaturze”, wstawiły jedyny język jaki znają, oczekując, że będzie dobrze. A głupi Pawian chciał walki na bagnety, sporu, łez, krwi, potu i spermy. Wpadł na pole walki z odsłoniętą piersią, gotów prowadzić lud na barykady, a lud w maskach gazowych patrzył na wygibasy naszego bohatera i zastanawiał się: o co tej wariatce chodzi? Zawsześmy tak pisali/pisały i dobrze było. Piątki były, a nawet szóstki. A ta się czepia, rzuca i głupkowato komentuje, że jej żaden Bóg nie stwarzał i ona sobie wyprasza. A potem kreśli w wystukanych pracowicie tekstach i wrednie dodaje, żeby „poprawić i wrócić za tydzień”. Sucz jedna, której się nie podobają produkty (wszak nie podmioty, skoro tak bezrefleksyjne) edukacji polskiej.

Z drugiej strony niech starsze pokolenie rzuca kamieniami, niech rzuca – przypomnę tylko wasze nieśmiertelne teksty o krzywdzie chłopa i walce narodowowyzwoleńczej, albo to, jak się pisało, że tekst jest ogólnoludzki i ponadczasowy. No i co? Głupio wam teraz? Dlatego właśnie nie chcę porównywać owych niektórych prac studenckich, do tych powstających w okresie dawnym, gdy składając obiatę, cytowało się Lenina, Stalina, czy Marksa. Chociaż, z drugiej strony, to czym niby było cytowanie myśli Jana Pawła II na politechnicznej promocji doktorskiej? No czym?

Problem, o którym dziś piszę inne chyba ma korzenie. Wstawieniem do programu nauczania mitycznych opowieści o Jezusie, duchu i ojcu. Te mityczne opowieści, skądinąd interesujące, stały się elementem systemu edukacji i nabrały mocy. Stanęły na równi z eugleną zieloną, Janem Kochanowskim i pierwszą zasadą termodynamiki. Wiara stała się nauką. Religia stała się nauką. A to już jest bardzo poważny problem.

Proszę zwrócić uwagę na akapit z tekstu:

http://historia.gazeta.pl/historia/1,99641,9494642,Bezplodnosc_w_dawnych_czasach_.html

Co działo się, kiedy problem bezpłodności doprowadził małżonków przed sąd? Wyrok często stwierdzał, że jeśli żona w ciągu trzech lat nie urodzi dziecka, to mąż uzyska separację. Bezdzietność mogła też doprowadzić do tragedii. Według Długosza, książę Przemysł II, kazał udusić żonę za to, że ta była bezpłodna i nie mogła dać mu męskiego potomka. Co zatem mogło być przyczyną bezpłodności? U kobiet najczęściej mógł to być skutek przebytych chorób kobiecych, niedożywienie, a u mężczyzn źle leczone choroby. Często były to także nabyte lub odziedziczone choroby weneryczne. Przyczyną bezpłodności mogły też być czary lub uroki rzucone na kogoś z zemsty, czy nienawiści.

Coś nie gra? No właśnie…

Reklamy
Published in: on 06/21/2011 at 21:23  9 Komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/06/21/bitwa-o-sesje-czyli-w-oparach-bynajmniej-nie-gazu-musztardowego/trackback/

RSS feed for comments on this post.

9 KomentarzyDodaj komentarz

  1. […] dkn, nie chodzę do kościoła od lat nastu ale wszystko to gdzieś mi zalega w mózgownicy. Pawian pisze o studentach, posługujących się jedynym językiem jaki znają, językiem wyniesionym z […]

  2. Czy ja wiem, czy to chodzi o to, że to jedyny język, jaki znają?
    Na próbnej maturze z lubością napisałam, co myślę o naiwności Judyma. Koleżanka przede mną wpadła w panikę, że dostanę pałę, bo jak to nie zachwyca, skoro zachwyca. A no nie zachwyca, to co mam pisać brednie.

    Dopóki studenci nie będą pewni, że wyrażenie własnej opinii zostanie ocenione jedynie pod kątem poprawności wyrażania tejże, pod kątem logiczności argumentów, dopóty Pawian będzie czytał o ponadczasowościach i innych stwarzających nas bogach. Problem polega też na tym, że nawet jeśli osoba Pawiana upewni studentów, że u Pawiana można, zawsze jakaś koleżanka powie, że jej kuzynki chłopaka siostra na kompletnie innej uczelni miała problem, bo oświadczyła, że Słowacki poetą wielkim, nie był, student przerażony machnie zachowawczy esej i pójdzie na piwo.

  3. Znają w sensie – używają, bo wygodnie, łatwo i bezproblemowo. A co z tego wynika, to ja napiszę zaś…

  4. Może kiedyś było przeciw czemu się buntować, była jakaś zewnętrzna opresja, a dziś po prostu trzeba mieć dyplom, wziąć kredyt i nie robić sobie kłopotu. Przecież i tak nie nie da się pomyśleć innego świata, więc po co się stresować?

  5. z jednej strony bardzo się cieszę, że nie mieszkam i nie uczę w PL, a drugiej… właśnie planuję na przyszły rok dla moich studentów seminarium na temat rewolucyjnego potencjału religii jako potencjalnego narzędzia do przezwyciężenia kryzysu współczesnego miasta 😛

    Tipot: religia zakłada właśnie ‚inny świat’… tu jest bardzo delikatna i drażliwa granica pomiędzy emancypacyjną utopią (teologia wyzwolenia) a konserwującą religią społeczną (na przykład kościół katolicki wspierający Pinocheta i wojskową dyktaturę w Argentynie). to o czym pisze Pawian to jest degeneracja religii, mimo wszystko (z przyczyn politycznych) nie wylewałbym dziecka z kąpielą…

  6. W założeniu, rzeczywiście inny świat, ale chyba tu i teraz to działa trochę inaczej. O czym, jutro, bom dziś strudzona sesyjnie 😀

  7. Cieszę się, Pawianie, że wróciłaś. Nie zalapałem od razu, ale już Cię czytam.

  8. Witam,
    a ja z kolei chcialabym trafić na takich wykładowców jak Pawian. Niestety dane mi było trafić na kilku oświeconych przez religię (oślepionych lepiej by było rzec). Nawet na przedmiotach takich jak komunikacja interpersonalna da się dowieść, że bezsprzecznie stworzył nas bóg hrrrrrr……

  9. Może warto by poprosić o uzasadnienie twierdzenia jakoby bóg był bytem rzeczywistym. Mogłoby być ciekawe.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: