Współczesna menażeria ludzka, czyli każdemu wedle zasług

Była jasną blondynką, jasną jak słońce promienne… Drobna jej, maluchna buzia różowa i biała — śmiała się jakimś dziecinnym, naiwnym śmiechem, żłobiącym w pulchnych policzkach dwa rozkoszne dołki. Z całej jej postaci zdawała się wydzielać won, właściwa różowym hiacyntom, a gdy ubrana w różowe „matinee”, przesuwała się ze śmiechem z pokoju do pokoju.

(Gabriela Zapolska)

„Menażeria ludzka” powstała ponad sto lat temu, ale jak Pawian spojrzał na panią Dziunię, to od razu ten tytuł mu wlazł do głowy. Och, to nie jest Żabusia, skądże. Zastanawiał się jedynie, czy jest to hiena, skorpion czy żmija? Doszedł do wniosku, że kura, chociaż… nie uprzedzajmy wypadków, bo nie tylko. Pani Dziuni chyba nikt kurą by nie nazwał, bo ten ptak funkcjonuje w języku polskim w zupełnie innych związkach frazeologicznych. A pani Dziunia jest przecież aktywną, rzutką i dynamiczną właścicielką biura nieruchomości. I kura? Ano tak, kura. Już wyjaśniam. Czarna farba na włosach solarium nieco w nadmiarze, paznokcie długie, nogi takoż. Wygląd to sprawa nieistotna, bo jak mawiał jeden z bohaterów „Scen z życia smoków”: „każdy wygląda jak potrafi”. Dlatego też, „kurzość” pani Dziuni jest związana z nieustannym ko ko ko, które wydobywa się z jej dziobka, gdy mówi wiele, by nic nie powiedzieć. Stara się ukołysać rozmówcę i zazwyczaj jej się to udaje, bo taka miła, elokwentna i zaradna. Jednakże na widok pani Dziuni Pawian staje się czujny, bo ma wrażenie, że ktoś wciska mu nieświeże jajo. Pawian tez gaduła, ale nie odczuwa wspólnoty z tym werbalnym kokoszeniem Dziuni. Pawian wolałby rozmawiać o paragrafach w umowie związanych ze sprzedażą i kupnem mieszkania pawiańskiej znajomej, ale nic z tego. Dziunia piórka poprawia, słodkie ko ko się rozlega. Uśmiecha się i mówi, że wiele o Pawiania słyszała, że to są same superlatywy. Pawian jest zazwyczaj prawdomówny i oznajmia pani Dziuni, że to ściema. Ona nie wierzy, uśmiecha się i znów ko-ko, ale w przeciągu kwadransa uwierzy, że będzie miała zrobioną z tyłka jesień średniowiecza.

Pawian sięga pani Dziuni do ramienia, ale nie jest ani wystraszony ową dysproporcja, ani też uwiedziony ko ko ko, jedynie dobitnie akcentuje poszczególne wyrazy w zdaniu: „Czy zdaje sobie pani sprawę, jakie konsekwencje będzie miało przedstawienie tej umowy w urzędzie kontrolującym pracę biur nieruchomości?”. Pani Dziunia chyba jeszcze nie wie, że jej słodkie ko ko ko przestało działać:

– Wie pani, Pawianusienieczku, ci państwo są trudni i problem powstał, że tak powiem, w interpretacji…

Pawian przerywa:

– Od interpretacji to ja tu jestem. A pani jest od kupna i sprzedaży mieszkań. A na razie to wykazałam, że jest pani niekompetentna, co pociąga za sobą fakt, że wedle umowy nie dostanie już pani ani grosza, a dodatkowo złożę skargę za sporządzenie umowy na niekorzyść pani klientki.

Pani Dziunia wtrąca, że gdybym tylko dostrzegła, iż ci państwo nie są ludźmi „na poziomie”, to zaraz zobaczyłabym jej – Dziuni – poświęcenie. Pawian zerkając spod oka wyjaśnia, że za poświęcenie dostaje się ordery, a nie pieniądze. Orderami zaś Pawian nie dysponuje, a kasy nie ma zamiaru dawać. I w tym momencie zaczyna się zastanawiać, czy kura to nie jest czasem sroka? Sroka, której oczka błyszczą na widok pieniążków, zarówno banknocików i monetek? Oczka błyszczą na widok przesypującej się z konta na konto niemałej sumeczki, o której mówi właśnie w smakowitych zdrobnieniach? A Pawian przylazł i ów orgazm chytrości tak bezczelnie przerwał?

Towarzyszący srokokurze milczący pan w wyprasowanej koszulce chyba jest sępem, a może sępikiem? Pawiana równie mocno interesuje fakt pomyślnego załatwienia sprawy, jak funkcjonowanie współczesnej menażerii ludzkiej. Chociaż, Dziunia kojarzyć się też może ze złą siostrą Kopciuszka, bowiem, gdy srokokura swym ko ko ko sprowadzała na ludzkość letarg, Pawian przyjrzał się jej stopom. A stoipy, proszę Państwa, to mówią o ludziach, że ho ho… A może i więcej?

Niebacznie zrzucona szpileczka odsłania wielki odcisk w okolicach dużego palca, nie zwykły bąbel, ale odcisk olbrzymi. Srokokura w szpilach latać będzie za mamoną, bo wygląd budzący zaufanie, to jej zawodowy atut. A ona taka dynamiczna, wesoła, elokwentna ruchliwa i na szpilkach.

„Zatrzymaj koniczka, krew płynie z trzewiczka”, jak stało w baśni braci Grimm. Tak kończą siostry Kopciuszka. Siekierą odrąbują sobie noziarę, a księcia – współcześnie kasy – i tak nie dostaną. Bo oszustki, tak samo jak kurosroka. W sumie to mi jej nie żal, bo wrednym nauczka się należy. Taka sprawiedliwość dziejowa minimalna. Za dużo srok za ogon złapać się nie da.

Może powinno mi być jej żal, bo to ofiara wyścigu szczurów, która chce coraz więcej i więcej, po drodze tratuje staruszki, które chciały tylko zmienić mieszkanie. Może to kolejna bohaterka baśni o złotej kaczce, która nie tylko, że nie potrafi się dzielić (tego nie wymagam), ale nie potrafi nawet zainwestować w swe obolałe stopy? A może to żona rybaka z baśni o złotej rybce, ta która obudzi się i zobaczy, że wszystko jak było? I chałupa krzywa, koryto dziurawe, a sieć podarta?

Nie sądzę. Jeśli nawet Pawian oblał ową kurzą srokę zimną wodą, to przecież dobrze wiemy, że piórka wyschną, dziobkiem się je wzruszy i można lecieć dalej. Stukocąc nogami obolałymi, ale za to w eleganckich szpilkach. Tak samo będzie z milczącym panem sępikiem, który w czasie sporu kurosroki z Pawianem zaczął się pocić. Koszulkę sobie wyprasuje i jutro znów z żarłocznym błyskiem w oku będzie latał i szukał smakowitej padlinki. Menażeria ludzka ma się dobrze. Ja wiem, że jestem Pawian. A tyś kto? Pewnie panda, albo wiewióreczka… Takie też muszą być, inaczej świat by zwariował.

PS. Historia już ma swój koniec. Kurosroka wycofała się z żądań finansowych. Mieszkanie sprzedane i kupione. A starsza pani nieco wystraszona, teraz będzie patrzeć podejrzliwie na wszystkich. Szkoda. 

Reklamy
Published in: on 06/19/2011 at 13:19  6 Komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/06/19/wspolczesna-menazeria-ludzka-czyli-kazdemu-wedle-zaslug/trackback/

RSS feed for comments on this post.

6 KomentarzyDodaj komentarz

  1. W interpretacji? Ja jej dam w interpretacji!

  2. gaba: widzę, że Cię to ubodło do żywego…

  3. Bo jakoś rzadko słyszy się, że rzeczoznawca majątkowy (którym mam nadzieję kiedyś zostać) coś przekombinował, że zarządca zarządza interpretując sobie radośnie. Tylko kurna coś ciągle pośrednicy kombinują.

  4. Uczono mnie, że umowy pisze się tak, żeby nie było miejsca do interpretacji, nawet pół zdechłej klauzuli niedozwolonej nie ma prawa pojawić się w tej umowie, a do tego postępuje się zgodnie ze standardami zawodowymi i etyką zawodu. Nie ma mowy o żadnym „państwo są trudni”. Oczywiście, że klient potrafi być trudny. Skoro trudni mogą być klienci w sklepie z herbatą (wiem, sama kiedyś nie wytrzymałam, jak jeden taki zaczął wymyślać sprzedawczyni i więc zgrzytnęłam zębami i poszedł), to wiem, że mogą być trudni na rynku nieruchomości, ale żeby klient był najtrudniejszy, używanie takich określeń zwracając się do innych klientów lub ich pełnomocników jest nieprofesjonalne i moi wykładowcy ukręciliby mi łeb przy samym zadzie za takie coś.

  5. mam nadzieję, że takie kurosroki i sępiki, to jednak nie jest norma

  6. Ja też.
    Mimo wszystko.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: