Siedzi Pawian na żerdzi i twierdzi, czyli siedzi Pawian na drzewie i nie wie…

Próbuję nauczyć się grać w szachy
już szósty dzień próbuję nauczyć się grać w szachy
 czytam literaturę naukową
 staram się zrozumieć powagę sytuacji
coraz bardziej udzielam się społecznie
gimnastykuję ręce
(Ewa Lipska)
  http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200945&nr=54

 

 
 
 

Człowiek, a w szczególności Pawian, nie ma pojęcia, co się stanie, gdy zacznie czytać “Niedzielę”. Proszę nie chichotać, nie snuć przypuszczeń, że nasz bohater zamówił roczną prenumeratę i schowany za węglem w piwnicy podczytuje. W każdym razie, przypuszczam że moja muza-natchniuza jest czujna nawet wtedy, gdy czytam instrukcję obsługi dźwigu osobowego. Bywa.

We wspomnianym czasopiśmie Stanisław Krajski, objaśnia zasady formowania orszaku weselnego i związane z nim problemy: “Niektórzy księża namawiają młodych do orszaku uproszczonego, argumentując to w ten sposób, że przekazywanie panny młodej panu młodemu przez jej ojca jest echem obyczaju panującego w dalekiej przeszłości w niektórych sferach: sprzedaży dziewczyny jak niewolnicy rodzinie pana młodego. Dziwna to argumentacja, ponieważ zawsze to przekazywanie było, we wszystkich sferach, symbolem zrzekania się władzy ojcowskiej nad córką i przekazywania jej pod opiekę mężowi”.

Autor artykułu nie widzi problemu związanego ze zrzeczeniem się “władzy” i przekazania pod “opiekę”. Ja tam widzę, bo w takim układzie kobieta symbolicznie nadal pozostaje podległa mężczyźnie (najpierw jednemu, a potem drugiemu). Nie jest istotą wolną. A ponadto, jeśli już, to dlaczego władza ojcowska, a nie rodzicielska? Ano dlatego, że kiedyś matka dziewczyny została przekazana “pod opiekę” swemu mężowi (ojcu) i jako taka nie liczy się w świecie, gdzie władza (czasem przysłonięta wstydliwie zasłoną “opieki”, jednakże proszę zwrócić uwagę jakie są w kościele katolickim zadania żony i męża, które ksiądz wymienia przy końcu ceremonii ślubnej) de facto należy do mężczyzn.

Krajski nie dostrzega w tych gestach symbolicznych niczego uwłaczającego. Ja owszem, bo chociaż kocham tatusia pawiańskiego, to żadnej “władzy ojcowskiej” nigdy nade mną nie miał, chyba że miałam lat sześć, a on zadekretował, że trzeba rajtki ciepłe założyć pod spodenki, bo chwycił mróz i śnieg już spadł. Oczywiście można teraz rozpocząć kłótnię (dlaczego nie spokojną wymianę zdań wyjaśnię później), że skoro miał prawo zabronić założenia skarpetek i nakazać wdzianie rajtuzek, to miał władzę…

Nie zamierzam zmieniać poglądów Krajskiego. Może pisać dowolną ilość felietonów na temat władzy ojcowskiej i opieki mężowskiej. Nic mi do tego. On też nie jest w stanie wpłynąć na kształt moich wypowiedzi zarówno publicznych, jak i prywatnych. Nie przedstawił żadnego argumentu, z którym mogłabym się zgodzić. I tyle…

Ale dlaczego ja o tym chciałam napisać? Otóż Mili Państwo podczas dzisiejszej przebieżki po blogach i BLIP-ie zauważyłam, że właściciel jednego z miejsc w blogosferze, które linkuję, a tym samym czytam, wdał się w dyskusję. Westchnęłam jedynie nad tym marnotrawstwem jego intelektu, wiedząc od dawna, że przekonanie 98% Internautów nie jest możliwe. O ile wyobrażam sobie rozmowę z Krajskim, np. w pociągu, to absolutnie nigdy nie dyskutowałabym z nim w Internecie. Rzecz jasna, nawet rozmowa w pociągu nie spowodowałaby, że Krajski, za przykładem Obirka, czy Węcławskiego, rzuciłby koloratkę w kąt (o ile jest duchownym). Nie, nie mam takich złudzeń i nie jestem też pewna (zgodnie z mottem Zniewolonego umysłu), że to ja mam 100% racji. Wolałabym tak nigdy nie twierdzić. Natomiast stawiam ogonek Kluski Pierożanki przeciwko orzechom, że gdybyśmy rozmawiali w Internecie, to by tylko pierze fruwało.

Nasza dyskusja w Internecie, co jest o tyle dziwne, że rozmawiając zapamiętujemy jedynie fragmenty argumentacji interlokutora, a w Internecie mamy je ZAPISANE, jest z góry skazana na niepowodzenie. Niestety… Zawsze skręca gdzieś w zupełnie idiotycznym kierunku, nawet jeśli nie skończy się na uprzejmościach w stylu job twoju mat’, czy porównaniem do Hitlera, to i tak może człowiek oberwać za to, że np. nad Rio Negro mieszka, albo że robi na drutach, czy coś w ten deseń.

Pawian ma zasady, no pryncypialna jest bestia i tyle. W punkcie 287 pawiańskich zasad stoi jak byk: “Nigdy nie pić z gówniarzami i nigdy nie dać się sprowokować gówniarzom”. Co oznacza mniej więcej tyle, że poniżej pewnego poziomu nie wolno dyskutować. A już nigdy, przenigdy, nie przekonywać w dyskusji na blogach internetowych i forach. Lepiej od razu wsadzić głowę między drzwi a framugę i kilka razy mocno walnąć. Szkoda naszej energii na klikanie w klawiaturę długich zdań, odwołań, cytacji i argumentacji. Po prostu szkoda. Rzecz jasna, na moim blogu, to ja ustalam zasady i jak przyjdzie jakiś niepiśmienny, to wywalam nie pozwalając na rozwinięcie się, nawet nie dyskusji – bo takową nigdy nie będzie – bezsensownej przepychanki. Szkoda czasu i atłasu.

No bo cóż powiedzieć, gdy (tu nagnę reguły i wyciągnę odpowiedni cytat z miejsca na pawiańskim blogu, które nazywa się spam) pod ostatnim tekstem pojawiły się słowa:

“Jak wy się niesamowicie CIESZYCIE z tego, że nadchodzi pokolenie niewykształconych mężczyzn, którym będziecie mogły narzucić wasz system pojęć. Jaką wy macie cholerną, złośliwą satysfakcję. A, no i oczywiście chłopcy nie idą na studia, bo są LENIWI. Genetycznie. Wybór między szybkim rozpoczęciem zarabiania kasy a wymuszonym celibatem nie ma tu absolutnie nic do rzeczy, ani odrobinkę”.

Nie umiesz czytać, nie rozumiesz zdań napisanych po polsku, nie wiesz, co to “celibat” wylatujesz. I żadnej litości, bo nie mam czasu.

Nie chodzi o to, że ja potępiam ewangelizacyjną misję i franciszkańską dobroć wspomnianego wcześniej właściciela linkowanego przez mnie blogu, który sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem… Jednakże czasem nie warto rozmawiać. I tu ośmielę się nie zgodzić z Janem Pospieszalskim (tu parsknęłam szyderczo w monitor). A jeśli ma blog, to nie zamierzam łazić tam i zostawiać komentarzy. No dobra, można przypuszczać, że upuściłabym sobie nieco żółci. Serio? Może i tak, ale po kilku odpowiedziach ciśnienie by mi skoczyło. Jaki zysk? Zerowy, Moi Państwo, zerowy.

A może to lenistwo? Pawian już siedzi w Internecie ładnych parę lat. Coraz częściej mu się nie chce. Jeszcze do niedawna codziennie literki wstukiwał, z wysuniętym jęzorem analizował prasę i cytaciki wynajdywał. Nie zajmowało mu to wiele czasu… gdyby tak było, walnąłby tym interesem blogowym już dawno temu, zaraz po bitwie pod Cecorą lub cos koło tego. A jeśli tak jest, to… pozostaje tylko wspomnieć słowa poetki. Do zaś, Moi Państwo…

Nie odpowiadam na wasze listy, telefony.
Porzucam przyjaźnie.
Wybaczcie mi to…
Coraz bardziej przywiązuję się do siebie,

Wycofuję się w głąb.

Nie zadziwia mnie naród.

Nie zadziwia mnie tłum.

[…]

Na wrzosowiskach podziwiam motyla.

Nocami karmię nietoperze.

Z wierzchołka góry

obserwuję

zachodząca ostrygę słońca.

Wybaczcie mi to…

(Ewa Lipska)

 

Reklamy
Published in: on 11/22/2009 at 22:54  13 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/11/22/siedzi-pawian-zerdzi-i-twierdzi-czyli-siedzi-pawian-na-drzewie-i-nie-wie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

13 komentarzyDodaj komentarz

  1. Pawianie, ten miły pan to Stanisław Krajski. I on chyba nie jest księdzem (jeśli się nie mylę). A poza tym prowadzi rewelacyjne porady z zakresu, ekhm, savoir-vivre w ogóle, znęcałam się kiedyś nad nim :-): http://sporothrix.wordpress.com/2009/09/22/okoloksiezowskiego-sawuar-wiwru-czesc-kolejna/

  2. Przepraszam, już poprawiam, źle mi się zapisało w notesiku, a potem już nie sprawdzałam ponownie w Internecie. Natomiast jedno jest pewne, że Pawian ma przedziwną tendencję do przerabiania nazwisk. Albo zapominania. Jak ten człowieczek w dowcipie, co miał dwie kulki: jedną zepsuł, drugą zgubił. A Pawian, albo przerobi, albo zapomni. Zawsze to samo 😐

  3. Wizja chowania się w piwnicy za węglem mnie ujęła 🙂

    Ja też z tych bez władzy ojcowskiej, (nie)wychowanie przez tatusia skrajnie liberalne. I świnto prawda z tymi dyskusjami w necie, właśnie w innym miejscu sieci wszechświatowej, gdzie się udzielam, wynikł straszny kwas przez reductio ad hitlerum 😦

    Lepiej karmić nietoperze, niż wyrywać głupkom pierze…

  4. „reductio ad hitlerum” – piękne! Lepiej nosić stare łachy, niż z głupkami grywać w szachy.

  5. W Krakowie na Kazimierzu żył (podobno) przed wojną rabin Schmelkes, który był rabinem ubogich Żydów (innych tam wtedy nie było). Opowiadano o nim tysiące anegdot (głównie nieprawdziwych) i powtarzano wiele powiedzonek. Dziś dedykuję jedno: „Man kan zingen, man kan tancen, aber nicht mit di zasrancen.” To tak a propos dyskusji.

  6. Tak, jeśli reductio ad hitlerum jest oryginalnym wkładem to już go uspołeczniam i cieszę się, że to my, Polacy wymyśliliśmy piękny zwrot.

    Ale ja tu o czym innym. Człowiek sobie myśli, że jak wchodzi do przyzwoitych miejsc to tam się z gównem nie spotka. Ech… wskakuje taka kupka myślowa w oko i rozdrażnienie żyć przeszkadza, a dyskutować (punkt 287) nie ma co. Zasada chyba jest ta, że jak komentatorów jest setka to któryś z nich jest po paru. I chce się indywiduum odprowadzić na leczenie, ale czy leczy się mieszankę uporu i głupoty?

    Wiesz, byłem u Szostakiewicza i że rugano za zainteresowanie zakusami KK na anglikan to zrozumiałe, bo Kościół a nie bloger jest uniwersalny i Kościół może o wszystkim a bloger tylko o odejściu od swoich grzechów. Ale pewien człowiek, grzecznego języka używający, sadzi takiego kaczana:

    Sprawa kapłaństwa kobiet sprowadza się do rozumienia mszy świętej, a nie do rzekomego braku równości ochrzczonych kobiet i mężczyzn, gdyż tej równości nikt nigdy w Kościele nie kwestionował.

    I myślisz sobie czy Rodak postanowił pobić światowy rekord ignorancji czy zakłamania?

    Tyle na dzisiaj znad brzegów Rio Pequeno.

  7. Ee, chyba jeszcze nie pora na wewnętrzną emigrację?

    ps. a w tytule to siedzi Pawian żerdzi, czy NA żerdzi? Bo zupełnie nie rozumiem, dlaczego ten żerdź miałby mieć Pawiana – ani on ojciec, ani mąż…
    🙂
    Pozdrowienia i powodzenia

  8. Andsolu: Ignorancja, czy zakłamanie? I to pachnie i to nęci 😉
    Joteszu: na żerdzi, już poprawiam… 🙂

  9. Lepiej zabić się monstrancją, niźli zgrzeszyć ignorancją. Lepiej jeździć na zesłania, niźli słynąć z zakłamania. Lepiej się napawać szumem, niż relacje miewać z tłumem.

  10. Pewien sławny Pawian z blogosfery,
    często bywał niebezpiecznie szczery,
    choć zrzędziła gromada, że to wręcz nie wypada,
    za nic miał hipokryzji ordery.

  11. Ariel: ale wena 😀

  12. Wolę się motylkiem wzruszyć, niż z głupcami kopie kruszyć.

    Ja bym nawet przebolała, że dyskutując z kimś ani ja go nie przekonam, ani on mnie – w sytuacji face-to-face prawdopodobnie byłoby tak samo, ale w internetach wyewoluował nam gatunek dyskutanta sieciowego, który nawet nie spróbuje zrozumieć argumentów drugiej strony. Tylko z miejsca bach! ze swoim arsenałem, w którym mieści się jakieś ideolo i wachlarz erystycznych chwytów. A, no i ważne, żeby pisać długo, bo jak długo, to mądrze. Podejrzewam, że tacy osobnicy mają swobodny dostęp do sieci w pracy i sypiają z „Erystyką” Schopenhauera pod poduszką.

  13. Pawianno Droga, ja też miałąm kiedyś takie zapędy, żeby siedzieć i gadać i pisać i odpisywac na forum, do późnych godzin nocnych, aż doszłam do tego co Ty wniosku: nie da się przekonać. Co więcej- zdecydowana większośc kłóci się dla samego kłócenia się, nie czyta odpowiedzi, powtarza się jak zdrata płyta. Teraz juz mi się nie chce szkoda palce strzępic.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: