Jak ja nie lubię listopada, czyli marudzenie na zawołanie

Są gorsze rzeczy od śmierci. Czy zdarzyło ci się spędzić wieczór z sprzedawcą polis ubezpieczeniowych?
(Woody Allen, tak samo jak reszta cytatów)
Gdy obijałam się o ściany, gdzieś między jednym a drugim praniem, nagle naszła mnie przemożna ochota na obejrzenie filmu. Sami Państwo rozumieją: kocyk, herbatka, wino, Klucha mrucząca, że wreszcie świat powrócił do kociej normy, jednym słowem (no dobra, fificy mają słowotok) – rozkoszna niedzielna sielanka. Gdybym wiedziała wcześniej jak się to skończy, to pewnie bym się za prasowanie wzięła… Ale nie uprzedzajmy wypadków.

Kopiąc w tajnych, łamanych przez poufne, zapasach filmowych Łasica zgromadzonych na czarną godzinę, znalazłam kilka filmów Woody’ego Allena. Skonfiskowałam całość ukrywanych dóbr i rozpoczęłam ucztowanie. Zaczęłam od Września.

Moja wiedza o sztuce ogranicza się do Kirka Douglasa w roli Van Gogha.

Nie trzeba było. Naprawdę, nie było trzeba tego robić. Bukolikę szlag trafił, a ja miotam się po domu, wyrzucając z siebie teksty mocno obraźliwe. Woody Allen tu nic nie jest winny, a może jest? Jego upodobanie do quasi-intelektualistów, którzy ciągle marzą o napisaniu wielkiego dzieła, a jedyne co im wychodzi, to wydłubywanie resztek jedzenia z przestrzeni międzyzębowych, dziś nie trafiło na podatny grunt odbiorczy. Może dlatego, że od czasu, gdy po raz ostatni oglądałam filmy Allena kilku takich poznałam i zdążyłam w myślach zatłuc ich wszystkich szpadlem?

 
 

Gdy usłyszałam kwestię, że bohater pisze książkę o wszystkim, w myślach od razu zripostowałam: cholera, Księga Piasku mu się marzy. I zatarłam dłonie, po odpowiedzi innego bohatera, który zapytał, czy będzie to Encyklopedia Britanica? Zaś po stwierdzeniu wzmiankowanego bohatera-nieudacznika, że pisze książkę o przetrwaniu, pochwaliłam bohatera odtwarzanego przez Denholma Elliotta za tekst: to podręcznik skautów nie wystarczy?

Przyznam się Państwu, że kiedyś, dawno temu, ci allenowscy bohaterowie znerwicowani mieli dla mnie sporo uroku. Teraz zapędziłabym ich wszystkich do flancowania róż, kopania rowów przeciwpiechotnych, albo przynajmniej mycia garów. Może rzeczywiście jest we mnie tyle samo wrażliwości, co w piklach, ale nie mogę. No, nie!

Mężczyzna, który bełkocze, że musi przemyśleć swoje życie, że czuje się wypalony, nieufny i zagubiony, nawet jeśli jest postacią fikcyjną, doprowadza mnie do białej gorączki. Kobieta, która rozpamiętuje jedno wydarzenie z przeszłości i usprawiedliwia nim swoje wszystkie życiowe porażki, nawet jeśli jest postacią fikcyjną, doprowadza mnie do szału. Może jest listopad, może jestem nerwowa, może nie znoszę opadania liści i codziennej mglistej obietnicy, że będzie tak jeszcze ze cztery miesiące, a może i dłużej, może od trzech tygodni kumuluje się we mnie zła krew, bo nie chodzę na basen, może po prostu jestem upierdliwa, ale Allena odkładam do szuflady, z której wyjmę go dopiero wtedy, gdy będę miała więcej cierpliwości do frustratów.

I niech mi nikt nie wyjeżdża z tekstem, że zawodowo powinnam oglądać, bez emocji, z dystansem, napawając się mistrzostwem dialogów.

Po takiej dawce Ryszarda Wagnera chce mi się napaść na Polskę.

Królestwo za film z pościgami samochodowymi, strzelaniem i jakimś ładnym męskim tyłkiem. Gołym! Koniecznie gołym!

Nie dość, że nie ma Boga, to jeszcze spróbuj znaleźć hydraulika w weekend!

 PS. Dopisek po godzinie. Oglądam Manhattan. Chyba już wiem, dlaczego tak mnie zmierził Wrzesień.

 

Reklamy
Published in: on 11/15/2009 at 22:58  21 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/11/15/jak-ja-nie-lubie-listopada-czyli-marudzenie-na-zawolanie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

21 komentarzyDodaj komentarz

  1. Polecam „Szybcy i wściekli”, wszystkie części. O, „Transportera” też mogę polecić. Wynajdywanie tam głupot nie boli tak, jak poszukiwanie siebie, sensu w życiu, czy diabli wiedzą, czego jeszcze.

  2. wspaniały wpis w każdym słowie! A te niebieskie aforyzmy- cuda! Od razu zrobiło się wiosennie w tym zakątku liszkopada. Więcej takich natchnień między praniem i prasowaniem, proszę potulnie 🙂

  3. Hihi, tyle wrażliwości co w piklach, dobre 🙂 Allena chyba nic nie oglądałam, za to cytaty lubię, np. money is better than poverty, except the financial reason.

    pozdrowienia z Danii

  4. Zawsze wypożyczam 3 filmy i jeden z nich jest głupotą do kwadratu pełną stereotypów, przewidywalną, idiotycznie wtórną (plus efekty, bo jednak taka fabuła usypia potwornie) – oglądanie tego jest bardzo relaksujące dla mózgu :).
    A jak ktoś mnie zaciąga do kina na komedię romantyczna, to cały czas mówie, co się zaraz wydarzy. I oczywiście to się wydarza, tez świetna rozrywka :).

  5. No i listopad wyraźnie się pouśmiechał i miejscami pozakwitał za Twoją sprawą zacna Pani Pawian 😉

  6. Pomysł zatłukiwania szpadlem wybitnie irytujących postaci bardzo mi się podoba, mam swoich kandydatów, ale obawiam się, że to podpada pod jakieś paragrafy, więc niestety też robię to tylko w myślach.

  7. wieczór ze sprzedawcą polis mnie rozłożył na łopatki.

    Dziękuję 🙂

  8. Adopt, może jak przyjedziesz znowu, to zrobimy sobie topienie Marzanny jakiejś? mam kwadrans stąd idealną rzeczkę do wrzucania tam frustrujących frustratów, może być fajnie!! Pawian niech sie czuje także zaproszony (jak zwykle zresztą). I kto jeszcze chętny 🙂

  9. Gdybym chciała iść do kina z oholismic, to proszę mi to wybić z głowy. W kinie się nie gada! Można bezszelestnie jeść jak ktoś musi, można się całować i co tam jeszcze bez mlaskania , ale się nie gada, do cholery!

    No ja chyba z Allena wyrosłam. Niezauważalnie. Złote myśli znoszę, ale filmy irytują mnie w najwyższym stopniu.

  10. No własnie, odwodnik, też mam takie wrażenie, że niepostrzeżenie wyrosłam. Chociaż Manhattan…

  11. Oho: utopmy, utopmy… 😀

  12. Kogo będziecie topić?

  13. Ariel: kto się nawinie, ten chlup 😀

  14. odwodnik: a chadzasz na debilne komedie romantyczne? bo jeśli tak, to faktycznie, nie polecam siebie na towarzyszkę :). Za to co do Allena mamy tak samo. Bawi mnie już tylko on i Mia Farrow z tym płonącym wibratorem, miłość do owcy itd. – ‚Wszystko, co zawsze chcieliście wiedzieć o seksie…’
    To co vel kogo topimy? I czy macie topielisko w K.? Gdybym się wydelegowała…

  15. Może być basenik? Rzeka tez się znajdzie.

  16. oholismic: chadzam wyłącznie na wybitne, ambitne, odkrywcze, fantastyczne, niezwykłe komedie romantyczne:)

  17. wanna, miska, cokolwiek. Może w szklance wody?

  18. w kieliszeczku 😀

  19. A jaki płyn?

  20. Każdemu wedle zachcianek 🙂

  21. Ja wspominam te filmy z wielkim sentymentem – jak by się okazało, że już nie są fajne, to by mi było smutno, buuu. Może lepiej ponownie nie oglądać?!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: