A było (jest) tak, czyli listopadowe wspominki-wypominki

I w którąkolwiek pójdę stronę,
Wszędzie jesienny chrzęści chrust
A jeszcze nic nie załatwione

I nie odjęte nic od ust.

(Jan Lechoń)

 
 

Pani profesor, stawiając sladko na stole, powiedziała, że dostała z ambasady zaproszenie na imprezę z okazji rocznicy odzyskania niepodległości. Wzruszyła ją podobizna Piłsudskiego zamieszczona na froncie kartonika z zaproszeniem i jakoś natchnęło ją to, żeby opowiedzieć nam historyjkę. A było to tak…

Mała dziewczynka w pierwszym roku II wojny została wraz z rodzicami zaproszona na urodziny pewnej sędziwej damy. Jak było w zwyczaju, dzieci zostały umieszczone na samym końcu długiego stołu i miały być grzeczne. Impreza była długa, zaś w obliczu niemożności rozpoczęcia zabaw ruchowych, dzieci zaczęły z nudów recytować wierszyki. Nasza bohaterka wydobyła z zakamarków pamięci, iż powiedziała utwór, w którym było, że nad łóżkiem zostałby powieszony Komendtanta portrecik. Dziwić to nie może, bowiem wychowywała się ta dziewczynka w domu o zdecydowanie piłsudczykowskich tradycjach. Gdy recytowała z przecięciem, odezwał się jakiś ośmiolatek, który odparł, że on to by powiesił samego Komendanta, a wiadomo było, że jego z kolei wychowywano w kulcie Romana Dmowskiego. Dziewczynka wstała i zezłoszczona wycięła mu plaskacza w gębę. Rzucili się na siebie, jak małe, wściekłe kocięta i ciągnąc się za garderobę, tarzając się po podłodze, zrzucili całą zastawę ze stołu.

Dziewczynka, o której piszę, zawsze miała temperament ostry, wszak została naukowcem, a do tego trzeba być twardzielem. Dziś może nie wali nikogo po gębie, bo nie musi, nie wyobrażam sobie bowiem, jak można się sprzeciwić tej stalowej damie.

Ta opowieść początkowa skłoniła ją do dalszych wyznań. Pokazała mnie i Tej, Co Ma Oczy Jak Gwiazdy jedyna rzecz, którą jej rodzina uratowała z Powstania Warszawskiego. Jest to dwucentymetrowy misio bez nogi, noszony z pietyzmem przez Panią Profesor w torebce. Wzruszył mnie ten powstaniec bez kończyny. Taki chichot historii, że z domu, w którym pewnie było kilka tysięcy książek w różnych językach ocalał taki misio, wożony po całym świecie kombatant z nieistniejącego już pokoju dziecinnego.

Gdy się żegnałyśmy z Panią Profesor, po zakrapianej kolacji, rzekła do mnie:

– Pawian, pani zna moje wybory, mamy podobne. Proszę pozdrowić ode mnie w Polsce tych, których pani uzna za stosowne…

Odparłam przypuszczając, iż pozdrawiać zawsze piłsudczyków, zaś nigdy endeków. Zaśmiała się delikatnie i odparła: O! To, to – właśnie tak. Doskonale wiem, że cała sprawa, jak zwykle, nie jest prosta, że podział zaproponowany podczas tamtego wieczoru, jest niezwykle umowny, że sama niejako ustawiam się w opcji, która do końca moją nie jest. Wiem, że listopad to dla Polaków niebezpieczna pora…

Ciekawa jestem, jakbym sama się czuła w czasie przewrotu majowego? Pewnie tak samo jak teraz. Dwadzieścia lat temu z entuzjazmem graniczącym z histerią przyjęłam nowy początek. Teraz ponuro patrzę na postępujące zmiany, z których najbardziej niepokojącą wydaje mi się postępujący wpływ światopoglądu (wiary) na prawodawstwo. Wychowywana wśród wierzących i przez wierzących nigdy nie sądziłam, że katolicyzm może być nośnikiem nienawiści i potępienia inności.

Czuję w ustach gorzki smak, jakbym przełknąć musiała rycynowy olej, jednakże wiem, że niewiele się zmieni, że mdłości nie ustąpią. Czy nurzać się w romantycznych mitach, czy marzyć o wielkości – całkowitej ułudzie, która towarzyszy nam od wieków? Czy ironicznie łypać okiem, czy znów dać się ponieść chwilowej nostalgii za przeszłością, której pewnie nigdy nie było?

Z czego budujesz kraj ten?
Z ludzi, których nie ma,
Znów jeden za miliony, rękami aż dwiema?

Z kim pieniactwo wielkości twoje tu się kłóci,

Gdy wszyscy jedzą dzień swój wolni i rozkuci,

Na wszystko wasza zgoda spływa narodowa

Anhellicznym natchnieniem wypchana, jak sowa.

Duchem są albo diabły albo namaszczeni

Gołębim ochędóstwem astrale z przestrzeni,

Blade twarze w gorączce, biblijni studenci,

Bractwo westchnień, cierpliwcy, wszyscy polscy święci.

Przelicz jeszcze i dodaj czterdzieści i cztery

Sposoby wybawienia od wszelkiego licha,

By wolność jak tabakę zażyć z tabakiery,

Potem zdrowo i głośno na wszystko się kicha –

I ten rachunek w prawdę sumuj oczywistą,

Niech ci do romantycznej znów uderzy głowy –

To jest twój sen upiorny, Wielki Realisto:

Państwo w kamieniach młyńskich, naród niegotowy.

(Kazimierz Wierzyński)

 
 

Chociaż chciałabym się cieszyć, jak dokładnie rok temu, gdy przez chwilę poczułam pozytywny wiatr historii, zobaczyłam jedynie jej jasną stronę, to jakoś nie potrafię. Może dlatego, że przerażająca mgła spływa na mnie i przenika wilgocią każdą najmniejszą kość, każdy najmniejszy staw? Nawet ten dzień niesie ze sobą za wiele. Tak bardzo chciałoby się widzieć ową wolną Polskę z 1918, jako symbol spełnionych możliwości, kraj mlekiem i miodem płynący, gdzie każdy był u siebie i sobą… Tak bardzo chciałoby się nie czuć w tym dniu smaku piołunu. Z tamtego dnia pozostała już tylko radosna możliwość zrzucenia z ramion płaszcza Konrada. A co było potem? A co było dalej? Odwracam głowę, patrzę w przeszłość sprzed dwudziestu lat i wykrzywiam się nieco sardonicznie do siebie samej, do tej zadowolonej dziewczyny w spódnicy na szelkach, w jedną z nich ma wpiętą plakietkę “Solidarności”. Miało być tak wspaniale… Mieliśmy nadzieję nie powtarzać starych błędów, a każdy następny dzień miał się zaczynać wschodem słońca z łopotem flag. Jasne… Pochylam głowę, trochę mi wstyd, trochę mi smutno. Pozostaje tylko zanucić:

 

Historio, historio,tania z ciebie dziewka
miała być canzona,
a jest stara śpiewka.

Orszaki, dworaki,

szum pawich piór!

[…]

Historio, historio,

Tyle w tobie marzeń,

Bywa, że cię piszą

Kłamcy i gówniarze.

(Agnieszka Osiecka)

 

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/11/11/a-bylo-jest-tak-czyli-listopadowe-wspominki-wypominki/trackback/

RSS feed for comments on this post.

12 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Patrząc w kontekście niełatwej przecież historii – naważniejsza była walka o Polskę. Pytań – jaka ta wolna Polska będzie – nie zadawano, liczyła się niepodległość. Stąd każdy miał swoją wizję. Teraz okazuje się, ze wielu czuje niedosyt, rozgoryczenie i żal, ze rzeczywistość jest tak różna od marzeń. A mimo wszystko – w taki dzień jak dziś – powinniśmy byc dziś wszyscy razem. To nasze wspólne święto – Polaków żyjących w wolnym kraju? Czy to mało? Nasi przodkowie oddawali za to życie…

  2. Tak, to wspólne święto… Chciałabym, żebyś miała rację. Do czasu, gdy będzie licytacja, kto jest Polakiem, kto ma prawo nim być… pozostanie jak było.

  3. Tym razem jednak mimo wszystko wyszło nam lepiej. Awantury w sejmie nie są tak karczemne, wprawdzie nie mamy COP-u, ale za to nie tkwimy w zacofaniu i stagnacji i b. szybko rośnie eksport, sojusze nie są aż tak egzotyczne, Kościół nieco delikatniej zagarnia władzę i pieniądze, nienawiść rzadko skutkuje mordem – ja się cieszę, choć codziennie zgrzytam zębami.

  4. Ej, moim zdaniem nie jest źle. Ja jestem rocznik ’88 i się bardzo cieszę z całokształtu przemian 🙂 Póki co lepiej to wychodzi, niż urodzić się np. w 1918 (jak poprzednia lokatorka mojego mieszkania). Negatywnego wpływu katolicyzmu nie odczuwam, choć na pewno do niejednej sprawy można się przyczepić. Strona, nazwijmy to, racjonalistyczna, też ma zresztą swoje za uszami…
    Co do poprzedniego Dwudziestolecia. Lubię ten fragment Miłosza:

    Więc niedaremna była krew ułana
    Zakrzepła w gwiazdki dla mrówek pod brzozą?
    Może nie całkiem godzien potępienia
    Piłsudski, chociaż troszczyć się nie umiał
    O nic prócz granic? Dwadzieścia lat kupił,
    Na sobie nosił delię krzywd i win
    Ażeby miało czas dojrzewać piękno.
    Podobno piękno to jest bardzo mało?

  5. Rafał, Pino MC, w zeszłym roku byłam nastawiona tak:
    https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/11/11/pawian-swietujacy-patriotycznie/

    a w tym roku marudzę, stękam i marszczę nos. Jestem dowodem potwierdzającym tezę, że punkt widzenia, zalezy od punktu siedzenia. W zesłżym roku popiskiwałam radośnie, w tym… wróciłam z ciepełka i obolała jestem. Przepraszam w sumie, za moje marudzenie.

  6. Ależ nie przepraszaj, marudzić rzecz ludzka 🙂 Za to ja jestem od pewnego czasu tak dobrze nastawiona do rzeczywistości, że chyba tylko coś kalibru ruskiej okupacji byłoby w stanie zachwiać moim optymizmem. Pewnie bym się ucieszyła, że właśnie rosyjskiego się zaczęłam uczyć, co daje mi lepsze szanse na przetrwanie 😉 Pozdrawiam.

  7. Listopad niebezpieczna dla Polaków pora… Bo to pewnie nie żadne listopadowe wiatry, tylko szum pawich piór rozum zagłusza. Wczoraj świątecznie obudziła mnie sąsiadka zakolegowana telefonem, żeby mi coś puścić na uszy. Jako że smaczniem spało jeszcze, jak to przyzwoite kocisko koło południa robi, tom uchyliło nieco uszu i oczu, i usłyszałom – Hymn w wykonaniu chóralnym, stanowczo ładnym. Więc z czymś w rodzaju nawet przezsennego wzruszenia pozycję na baczność leżącą przyjąwszy, wysłuchałom i już zaczęło mi się snuć, że może by taką nową świecką tradycję wprowadzić – dzwonimy do zaprzyjaźnionych i puszczamy im Mazurka – gdy sąsiadka mnie jeszcze potraktowała Rotą i wszystko mi opadło. No, dlaczego? DLACZEGO?! Niktże nikomu niczego rzucać już nie każe! A oni dalej, nie rzucim i nie rzucim. A nie rzucajcież do jasnego gwinta, tylko już głowy tym nie zawracajcież. Przyzwoitym kotom spać pozwólcie i nauczcie się wreszcie cieszyć, zamiast cierpieć. Sylaba począkowa ta sama prawie, ale reszta wszak czyni… I – że na listopadowy odlot bezrozumny pozwolę kociej swej mózgownicy – w tym pierwszym czasowniku sylaba druga to -szyć. A to wszak przyzwoite, spokojne zajęcie, pozwalające nawet na dochody liczyć w razie porządnego wykonywana rzeczonej czynności. A -pieć? Koguty, słowiczki, dziewoje hoże i uduchowione, i co z tego piania wychodziło? Ale wszakże -pieć łatwiej i efektowniej niż -szyć. Więc pieją i pieją, i pieją. A samo się nie szyje, tak jak grzmi samo i samo się błyska…
    A mówiłam, i wcześniej ktoś mówił – listopad niebezpieczna dla kociaków pora.
    miau

  8. oj Pawianie kochany…trochę (i na swój sposób) poświętowaliśmy 🙂 Może kiedyś sposób ten nie będzie niszowy i miast rozczarowania znów „rozdziawisz paszczę” w uśmiechu (nawiązując do zeszłorocznego święta…dużo radośniejszego – to prawda). Mam taką nadzieję…a póty ona jeszcze nie zginęła, to wiadomo… 🙂

  9. Nu, Pawian, nu… Ty nie turbujsja… Przecie nie Ciebie pierwszą to ocknienie wieku średniego spotyka… czy też wieków średnich… A propos… ja opowiem Tobie taką anegdotę o:
    Kaliega mój, kiedy usłyszawszy był, że ktoś tam ktoś tam nazwany został przez kalieżeńtwo „człowiekiem renesansu” odrzekł (całkowicie nie zrozumiawszy o co chodzi).
    A ja jestem „człowiekiem średniowiecza”. Istotnie nim był.
    A historia po okręgach biegnie i nawet śmiać się już nie śmie… Człowiek od wieków taki sam.
    Macham… mimo wszystko, trzynastego… (naaawet w gruuudniu jest wiooosna).

  10. Jak to było? Historia uczy nas jednego – że jeszcze nigdy nikogo niczego nie nauczyła. 11.11 obudziła mnie słodka myśl, że mam wolny dzień, a potem do mojej świadomości przebił się głos z radia (używam jako budzika) – pierwsze zdanie było ogólnie świąteczno-narodowe, jak ładnie, jak miło, drugie, trzecie niby też, ale de facto już o jakichś aktualnych awanturkach, przepychankach, ktoś komuś na odcisk. Radio wyłączyłam, niesmak pozostał.

    Ambiwalentne mam uczucia.

  11. Szkoda że Pawian nie sfotografował jednonogiego misia powstańca.

  12. Ariel, nie było jak. Powiedzieć Pani profesor: a teraz proszę pozować z misiem, skoro opowieść była taka historycznie smutna. A po drugie, pawian nie miał wtedy aparatu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: