Życia codziennego na przedmurzu obrotowym ciąg dalszy, czyli było smaszno, a jaszmije smukwijne…

Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!
Raz-dwa! Raz-dwa! I ciach! I ciach!
Miecz migbłystalny świstotnie!
Łeb uciął mu, wziął i co tchu
Galumfująco mknie.
(przekład Macieja Słomczyńskiego)

Kiedyś już pisałam o dziecku, które miało zdecydowanie słowiański charakter. Oznaczało to ni mniej, ni więcej to, że albo darło się jak opętane, albo śmiało do rozpuku, w przerwach spało jak zabite. Niech będzie, jednakże jestem znacznie bardziej ciekawa, jaki charakter mają dzieci z przedmurza? To mi przypomina kilka zdań usłyszanych w dzieciństwie od jakiejś starszej cioci, która po moich cholerycznych wrzaskach, jak wiadomo byłam dzieckiem niesłychanie pryncypialnym, rzekła z namaszczeniem (diagnoza jakby w stylu odwróconej macicy Boryny): „ona to musi mieć źle poukładane wątpia, trze się tam wszystko w brzuchu jedno o drugie i dlatego ona taka nerwowa”. A potem dodała z niejakim roztargnieniem, że dawniej to dzieci były spokojniejsze, bo oprysków pól nie było…
Ta diagnoza niesłychanie trafna, zauważcie Państwo jej holistyczny charakter, podejście zarówno indywidualne, jak i globalne, przypomniała mi się dziś w rano, no dobra, w południe (zaraz po przebudzeniu), jak tylko zasiadłam do przeglądu prasy. Proszę wyobrazić sobie całkowicie abstrakcyjny temat – gdzieś tam, w innym kraju, w innym mieście, zamierzają wybudować wysoki wieżowiec. Na razie nas ta informacja ani grzeje, ani ziębi. Nie budują za nasze, widoku nam to zasłaniało nie będzie, mieszkać nam tam nie każą, nosić cegieł nie musimy. Możemy ewentualnie popatrzeć na projekt i całkowicie niezobowiązująco rzec, że dana budowla nam się podoba, albo wręcz przeciwnie, że nie jest w naszym guście. Na razie proste jak konstrukcja dzidy bojowej, prawda? Owszem, chyba że znajdziemy się na przedmurzu obrotowym. Tu każda, najmniej istotna, informacja staje się pretekstem do wielopiętrowych inwektyw, osobistych wyznań, kategorycznie brzmiących apriorycznych sądów, a nade wszystko, całkowitego odejścia od meritum. Jakby dźgnięci włócznią w słabiznę, ci z przedmurza, wytoczą ciężkie działa, natychmiast będą kruszyć kopie i ruszą do boju z krakuską na głowie, z kosą osadzoną na sztorc… O co tym razem? O projekt budynku w Londynie.

http://bryla.gazetadom.pl/bryla/1,85302,6988402,Renzo_Piano_pograzy_w_cieniu_korniszona.html
ale proszę przeczytać komentarze – niektóre z nich sa cytowane w niniejszym tekście – gdzie ujawnia się złożoność natury jednostek z przedmurza obrotowego). Dżabbersmoka ciach-ciach. Niech jeszcze jeden łeb spadnie i posoką broczy, niech skłębione jego jelita wypadną po subtelnym cięciu retorycznym: „nie posrajcie sie globtroterzy”. Odciąć nogę potworowi, w wysublimowany spoósb zauważając poziom interlokutorów: „ale pierdolona dyskusja dyletantów….”, albo dostrzec złożoną naturę problemu, wręcz odsłonic prawdę przez dosadne, bezkompromisowe ujęcie: „Cóż to za debilne ambicje. Mało mają miejsca na parterowe domki? To jest prostacka próżność i pycha”. Oczywiście można w tym miejscu powiedzieć, że przykładanie wielkiej wagi do anonimowych wypowiedzi internautów jest także pewnego rodzaju reakcją typową dla przedmurza, jednakże przyznają Państwo, że coś w tym jest. Taki przykład nerwowego zachowania się przedmurza, zauważalny codziennie. Czyż ta dyskusja nie jest symptomatyczna? Nota bene, nawet jeśli wszystko zaczyna się na najwyższym z możliwych diapazonie, to po kilku dniach – gówno wszystkich obchodzi. Wystarczy przypomnieć ostrą dyskusję po słowach pewnego generała, który powiedział coś nie teges o wyposażeniu polskiego wojska na misjach zagranicznych. Zaczęło się od strzałów z Aurory, przeszło w plucie pestkami, następnie w rzuty kulkami z papieru i po cichu zakończyło się bez jakichkolwiek rozstrzygnięć, poza zdymisjonowaniem generała, który zapomniał, że mieszka na przedmurzu.
Rozumiem filipiki, emocjonalne reakcje, wściekłość i wrzask w dyskusjach politycznych, te bowiem od zarania dziejów zawsze powodowały wzrost ciśnienia krwi, a co bardziej nerwowa istota sięgała po toporek, albo coś równie argumentotwórczego. Jednakże jeśli zaczynamy od ścinania głów, to nie zapominajmy, że wedle Alfreda Hitchcocka „film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć”, bo inaczej, to wychodzi szmira. Jeśli budynek w Londynie wyzwala w nas taką erupcję emocji, to cóż się stanie, jeśli polscy piłkarze nożni wreszcie wygrają jakikolwiek mecz?
Jako że sama jestem z przedmurza nie będzie żadnych wniosków i żadnych rozstrzygnięć. Jestem taka sama. Śledziennicza natura. Pożołądkować się, popienić, huknąć z hakownicy, zburzyć dwie cegły z granicznego muru i uznać, że Cześnik to mój największy wróg, załatwić Dżabbersmoka na cacy, a potem spokojnie wrócić do herbatki i leniwego rozwiązywania kolejnej płaszczyzny sudoku. Jelita mamy skłębione, albo to przez opryski pól.

PS. Tak na marginesie zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób udaje się Krzysztofowi Nawratkowi na blogu (http://krzysztofnawratek.blox.pl/html) nazwanym Przestrzenie i ciała rozmawiać o urbanistyce w sposób cywilizowany. Bo jeśli jeden niewybudowany wieżowiec budzi takie emocje, to co się dzieje gdy mówimy o dzielnicy Tokio? Albo o całym Toronto? O placu zabaw w Madrycie? Niebezpieczny to temat dla tych z przedmurza, oj niebezpieczny, pewnie… jak każdy inny.

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/09/19/zycia-codziennego-na-przedmurzu-obrotowym-ciag-dalszy-czyli-bylo-smaszno-a-jaszmije-smukwijne/trackback/

RSS feed for comments on this post.

11 komentarzyDodaj komentarz

  1. Żadne opryski, żadne poskręcane flaki – to po prostu odzywa się nasza sarmacka krew w genach. Nawet jak na czyms w ogóle się nie znamy albo nie zrozumieliśmy – i tak musimy się kategorycznie i zdecydowanie wypowiedzieć w temacie. I zgodnie z tradycją – juz dwa komentarze – to 3 wykluczające się nawzajem zdania i doskonały pretekst to rozwoju dyskusji. Nagrodą jest ostatni wpis najbardziej wytrwałego forumowicza.

  2. Sarmacka krew w genach. Hę? A jak się pochodzi z chłopów?

  3. Cóż, ja też żadnych znanych nazwisk w rodzinie nie znalazłam, ale kto – czy jakiś magnat gdzieś tam w polu nie zdybał jakiejś mojej pra,pra,prababci?
    Poza tym – u nas najistotniejsze jest, aby nie mieć w sobie ani kropelki krwi wyznania mojżeszowego – reszta się nie liczy – od wieków znani przeciez jesteśmy z tolerancji 🙂

  4. oh, jak milo byc wspomnianym na blogu Pawiana.
    czasem bardziej, czasem mnie cywilizowanie na tym moim blogu 😉
    w moim przypadku jednak to kwestia skali. pieniacz potrzebuje publiki, a moj blog nigdy nie ma wiecej niz 200 wejsc dziennie, wiec z wyjatkiem wyjatkowych przypadkow (np gdy ktos mnie osobiscie nie znosi) to sie pieniaczom po prostu nie oplaca pienic.

  5. U nas jest tendencja do masowych krzyków i pospolitych ruszeń, a jeszcze teraz jak „wolność” słowa i w ogóle wszystkiego mamy. Wolno np. pokazywać swoje genitalia w internecie. No i proszę jak wolno to masowo sobie pokazują. Chodzi mi tylko o to że u nas nie ma miejsca na indywidualizm. Wielu ludzi np. nie „przyjmuje do wiadomości” bardzo prostych rzeczy ale innych. Złamanie standardowych zachowań czy wypowiedzi jest jak UFO. Nie wiem czy to na temat. Zachowujemy się po prostu tendencyjnie i bezrefleksyjnie.

  6. A może chodzi o to, że jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale czego mogą przyczynić trzy sroki to się w głowie nie mieści…

  7. …a może, może… cokolwiek to nie oznacza..

  8. Jest w tym jednak jakiś paradoks. Pomyślałem sobie że jaskółek to całkiem kilka by się znalazło. Co jest takiego że ich głos jest zakrakany? Z drugiej jednak strony gdyby jaskółki głośniej śpiewały to by zajęły miejsce kraczących wron. Zajęłyby sobą przestrzeń. Też niedobrze.

  9. @homohybridus: to chyba nie takie proste… jak się robi chór, to jaskółki też kraczą 😦 To bardzo bolesne, ale (na przekór Pawianowi, który do niejednej manify dołączy) mam trudności w wierze w tłum rozsądnych ludzi. Semantyczne. Węszę tu contradictio in adiecto.

    Ale w unisono wierzę!

  10. Dyletanci internauci, łonczcie się.Nie macie nic do stracenia prucz ortografii i nudy.Ch…w…w d…tj.chociaż wam wolno dyskutować. 🙂

  11. dobrze powiedziane stefan


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: