Doktor Sigismunda Filifionka przedstawia, czyli życie na przedmurzu obrotowym

 Ten martyrologiczny rytm naszych dziejów — w każdym pokoleniu nieudane powstanie, w prawie każdym przegrana de facto wojna — fatalny dla naszego życia umysłowego, wyrobił […] w całym społeczeństwie, historyczny fatalizm. Tak jak efektem tego fatalizmu na szarej płaszczyźnie społecznej jest przekonanie wzmacniane przez typ naszej kultury, że Polska może być tylko “przedmurzem”, obrotowym, bo obrotowym, ale zawsze “przedmurzem”.

(Stanisław Stabro, “Dekada Literacka” 1991, nr 15)

Wydaje mi się, że Umberto Eco pisał o Niemcach wtulonych w kierownicę i jadących z zawrotną prędkością 30 km/h w czasie wakacji we Włoszech i sugerował, że jest to odreagowanie szybkości, powiedzmy, codziennej. Niby tak, ale kompletnie się nie mogę zgodzić z ową hipotezą znakomitego semiotyka. Tu chodzi o coś innego.
Jeśli w Austrii, albo w Niemczech jest znak drogowy, że jedziemy 30, to tak jest i koniec. Nie chcę przez to powiedzieć, że w tych krajach nie ma problemów z niedozwoloną prędkością, bo chociażby mamy wypadek Heidera, albo pamiętną noc na autostradzie pod Grazem, gdy nasza badaczka widziała brawurowy pościg policji za piratem drogowym. Proszę jednak pozwolić kontynuować mi pewną myśl i nie wrzeszczeć, że to stereotypy. To metafora pewnej postawy życiowej i tyle…
W każdym razie – przeciętny Europejczyk z tzw. części północnej (czyli znów bawimy się w podział na szkołę otwocką i falenicką) widzi znaki drogowe i wie, że należy ich przestrzegać. Z kolei rodak profesora Eco (czyli reprezentant południa), gdy widzi znak z napisem 30, jedzie około 60 km/h. Po prostu się trochę dokłada (ma moje oko, zawsze +30). I dlatego autor „Imienia róży” kompletnie nie rozumie stylu jeżdżenia nikogo ze szkoły północnej. Jasne? Sam, z pewnością, gdy widzi cyfrę 50, to jedzie 80, a widząc znak „zakaz zatrzymywania się” spokojnie stanie i pogada z kuzynem Fredo, albo z innym profesorem, z kwiaciarzem, a nawet z policjantem, który nie da mu mandatu, bo rozumie ideę systemu, jest jego częścią i doskonale w nim funkcjonuje.
Jeśli tylko zrozumieć samą ideę tych dwóch układów okaże się, że zarówno szkoła północna, jak i południowa są uporządkowane, chyba że następuje opisana sytuacja – Niemiec na włoskiej drodze, czyli przeniknięcie elementu do innego zbioru, które charakteryzuje się szeroko otwartymi oczkami ze zdziwienia i ciągłym pytaniem, a raczej bełkotem na wpół otwartej szczęki: aleosochodzi…
Podobnie jest, gdy rozmawiamy z urzędnikiem lub rzemieślnikiem. Szkołę północną charakteryzuje precyzja. Gdy umawiamy się, że hulajnoga będzie naprawiona pojutrze o 11, to właśnie tak jest. Zaś hasłem naczelnym szkoły południowej jest słowo „jutro”, czyli brak precyzji, do czego należy się przyzwyczaić. Oczywiście może to denerwować, ale jedynie tych spoza systemu. Ci, którzy go znają wiedzą jak należy interpretować wszystkie odcienie owego „jutra”, jak nie dać się zwieść uśmiechom, jak nie pozwolić przysypać się listowiem słów etc.
Polska jako obrotowe przedmurze nie należy niestety, ani do szkoły północnej, ani do południowej. Jeśli przeprowadzić obserwacje na drogach, to okazuje się, że zamiast znaków drogowych, które nota bene są wystawiane wedle zasady chybił-trafił (raz w systemie północnym, a raz południowym), mogłyby znajdować się wypchane kangury, bowiem obywatele z przedmurza obrotowego zazwyczaj jadą po prostu 80 km/h. Zarówno w terenie zabudowanym, pod szkołą, jak i na drodze ekspresowej. Zawsze 80, bez względu na kąt zakrętu, na śnieg, czy dzieci biegnące poboczem, albo brakiem widoczności w mieście. Oczywiście owo 80 skutkuje np. wyprzedzaniem na „trzeciego”, bo na przedmurzu jeździmy ze stałą prędkością. Przyznam się Państwu, że jeżdżąc po Włoszech, nawet na najbardziej dzikim południu, w najbardziej zapchanych miastach, nie boję się tak, jak w mieście, w którym mieszkam i jego okolicach. A już droga do Warszawy czy Kielc powoduje drżenie nóg, szczękanie zębami oraz napady drgawek. Może wydawać się, że owo 80, to nic złego w porównaniu z szybkością np. Otylii Jedrzejczak (nie myślę o basenie) albo redaktora Zielińskiego. Może i tak, jednakże ja jestem przerażona. Na marginesie trzeba dodać, że nie chodzi mi o notoryczne 30 – ale jazda 80 po podkrakowskich wsiach w sobotni wieczór, to nie jest chyba najlepszy pomysł. Ktoś powie, że to także system, skoro nasza badaczka mogła przystosować się do niemieckiego stylu jazdy, a także do włoskiego i wielu innych (nie załapała jedynie jeszcze systemu francuskiego na autostradach, a także całokształtu greckiego), to niech znacznie jeździć w Polsce te 80 i będzie po sprawie. Jednakże, gdy taki argument się pojawi, to będzie wiadomo, że mówi ktoś z przedmurza, ktoś, kto zawsze jeździ 80. To tak wchodzi w krew, że nawet jest widoczne na np. austriackich autostradach.
Podobnie jest z obrotowym przedmurzem jeśli chodzi o terminy. Nie ma reguł, żadnych. Jedni dostają hulajnogę do naprawy, mówią, że pojutrze i kwota będzie wynosić 60 złotych, drudzy zaś – stosują święte słowo „jutro”, a na koniec doliczają za śrubkę w kole 120 zeta.
Funkcja obrotowego przedmurza, która pełnimy od wieków namieszała nam w głowach. Jak na karuzeli. Czasem zachowujemy się jak z układu północnego, czasem jak z południowego. Wszystko przez ten nieustanny ruch przedmurza, niemożność zdecydowania się, mamy więc wewnętrzne rozchwianie i anarchię.
Od zeszłego poniedziałku czekam na kilka rzeczy. Wydałam polecenia, dyspozycje i… nie zapominam, że znajduję się na obrotowym przedmurzu. Połowa została załatwiona natychmiast. Jedna czwarta w piątek, a na resztę czekam nadal. Nota bene, nie jestem święta, jestem z przedmurza i sama tak robię. Czasem rzucam się w wir historii, w bieg wypadków i działam, by szybko, sprawnie i terminowo zakończyć działanie, a czasem – w sposób mistrzowski, rzekłabym nawet, że z wirtuozerią, zapominam. W żaden sposób moja postawa nie jest związana z ważnością finansową, czy emocjonalną. Ja po prostu jestem z przedmurza…

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/09/07/doktor-sigismunda-filifionka-przedstawia-czyli-zycie-na-przedmurzu-obrotowym/trackback/

RSS feed for comments on this post.

28 komentarzyDodaj komentarz

  1. Bardzo Ci zazdroszczę pomysłu z wypchanymi kangurami. Uważam, że godne wcielenia. Ale z tym 80 to nie całkiem tak. Wyjeżdżając z Zielonej Góry w stronę Drzonkowa nie należy wygłupiać się i przekraczać napisane 50, bo często policja czeka na takiego. I tu tylko i wyłącznie o to chodzi. Prawo to sankcja. Jak nie ma sankcji to blaszka z napisem 50 jest dużo gorsza od kangura, bo zupełnie niezauważalna.

  2. Cóż mam powiedzieć – ja, który właśnie borykam się z mandatem (300 zł i 8 pkt-ów) za przekroczenie o 42 km/godz, zarejestrowane automtyczną kamerą na pustej, przy nawierzchni w doskonałym stanie, szerokiej stołecznej ulicy w sobotę, gdy było kompletnie pusto – zero samochodów poza bryczką niżej podpisanego, ludność ukryta w domach i „wyjechana”. Lub innym razem – skrzyżowanie ze światłami, na nim jeden, jedyny samochód widoczność doskonała, żadnych przechodniów, zero zagrożeń i decyduję się przy braku światła zielnego dla skrętu w lewo jednak skręcić – a 50 m. dalej ukryta policja czycha …
    Jak to jest prawo dla ludzi czy ludzie dla prawa?
    Jestem stanowczo za systemem południowym 😉

  3. Andsol, Klu: tu jest zasadzka przedmurza, bowiem znaki są stawiane wedle systemu chybił-trafił, czyli dość południowego, a policjanci są dość północni.

  4. To nie tylko tak, że przedmurze nie ma reguł, bądź reguły są obrotowe. Dopisałabym do tego, że reguły, jak wszystko co zgórydane, jest fujne, brzydkie i podejrzane.
    Góra, jak uczy wieloletnie doświadczenie jest z definicji obca i gdy coś obwieszcza, to nie dla dobra i porządku, ale żeby stłumić, zgnębić i pogrześć ducha.
    Stąd na przedmurzu mamy dwa zestawy reguł – odgórne i te, które (niezależnie od prawdziwego pochodzenia) zostały przyjęte jako oddolne, własne, podziemne. Dolnych się przestrzega, górne się naciąga, chyba że akurat okażą się w głębi ducha dolne.

  5. no własnie policja czy straż miejska też działa obrotowo. wczoraj wieczorem nie zauważyła sikających na ulicy łysych młodziaków, ale pewnie w dzień ostro mandatowała babcie ze śliwkami i gruszkami. w tej samej okolicy.
    ja we Włoszech bałabym się jeździć. za dużo niewiadomych. na podstawie tamtejszych obserwacji dorzucam podział na systemy pólnocny i południowy w kolejach i komunikacji miejskiej – we Włoszech bilety nie sprawdzają. w Polsce pod tym względem panuje skrajna wersja systemu pólnocnego. wszystko sprawdzą i każdej nieprawidlowosci się czepią. przy czym w kasach jest system poludniowy i nie zawsze dostaje się bilet, o jaki się prosiło i jaki uprawnia do zaplanowanej podróży. obrotowo, że hej:)

    ale ja miałam o czym innym. hmm, ten tego… czy będą tu gościnnie pawiańskie psy wreszcie?

  6. Nie prowadzę samochodu, więc patrzę na opisaną przez Pawiana rzeczywistość z perspektywy pieszego albo rowerzysty i często odnoszę wrażenie, że celem sporej części kierowców jest przejechanie jak największej liczby osób poruszających się na własnych nogach. Podejrzewam, że jako pzredstawiciele przedmurza uważają to za punkt honoru.

  7. Arielu – masz rację! Poluję jako kierowca na pieszych od kilkudziesieciu lat i zero efektu. Jak tu nie być pesymistą?
    Niegdyś wpadł mi nocą pod koła pies – zobaczyłem go katem oka gdy był 1 m od samochodu (żadnej możliwości przeciwdziałania, trup na miejscu) – wiozłem ze sobą jegomościa bywałego w świecie. Po tej „zbrodni” naszedł mnie morlaniak, nie mogłem dojść do siebie i marudziłem drapiąc świeżą ranę. Ów jegomość pocieszająco i z empatią zwrócił się do mnie: co tam pies, mnie się zdarzyło przejechać na śmierć murzyna, gdy byłem w Afryce na kontrakcie. Ot życie, jednym się udaję, innym niekoniecznie 🙂

  8. Tu jeszcze są instrukcje ze starego blogaska, jak być pieszym na przedmurzu
    http://socjopatycznamalkontentka.blox.pl/2008/02/Jak-przechodzic-przez-ulice-czyli-instrukcja.html

  9. Dziękuję za instruktaż. Na szczęście kierowcy uprzejmi i praworządni istotnie zdarzaja się rzadko, więc nie tracę czujności i instynktu samozachowawczego i jak dotąd – odpukać – bezpiecznie docieram do kin, bibliotek, stacji krwiodawstwa, a zwłaszcza do burdeli. W świątyniach nie bywam jako niereformowalny bezbożnik.

  10. @Klu: wybacz namolność, ale nie potrafię inaczej, to musi być przez cholerną domieszkę szwabskiej krwi w moich polskich żyłach. Chodzi mi o Twoje westchnienie na temat mandatu:

    1. za przekroczenie o 42 km/godz
    2. na pustej, przy nawierzchni w doskonałym stanie, szerokiej stołecznej ulicy
    3. w sobotę,
    4. gdy było kompletnie pusto

    Jeśli dobrze Cię rozumiem i przekroczyłeś dozwoloną prędkość
    o 42 km/godz (np.: dozwolone jest tam 50, jechałeś 92), to moje współczucie jest po stronie niewidzianych przez Ciebie ludzi, którzy jednak nie przeszli przez ulicę, bo widzieli supermana w superaucie przeżywającego superprzygodę.

    Bywają znaki drogowe z dopisanym warunkiem („w czasie mgły ograniczenie do 90 zamiast polecanego 130” na niemieckich autostradach, albo „zakaz postoju w godzinach 8-18”) ale nigdy nie widziałem ograniczenia prędkości w mieście nie obowiązującego w soboty i święta. Prawodawca (autor kodeksu drogowego) nie może opisywać przypadków bioróżnorodności, musi podać krótkie i jasne reguły, o najprostszej możliwie interpretacji. To, co tu podałeś (ilość pojazdów na widoku, dzień tygodnia, stan nawierzchni) to próba przekabacenia prawa dla swojej wygody a nie interpretacja prawa „na ulicy o takiej szerokości prędkość dozwolona jest taka”. I to właśnie sprawia, że mówią o nas „Włosi Północy”, co ma różne miłe podteksty, ale w kwestii dyscypliny społecznej nie jest komplementem.

    Reszta nie do Ciebie, ale do tego słowiańskiego ducha. Nieliczni z moich znajomych wożących mnie po Kraju zachowywali się jak odpowiedzialni ludzie. Mądrzy, z dyskursem postępowym, pieprzyli kompletnie dostrzeganych na chodniku przy zebrze kandydatów do przechodzenia przez jezdnię, przeskakiwali w ostatniej chwili na żółtym, argumentowali, że co to za zabudowa (z ograniczeniem do 70) jeśli są tylko dwa domy a potem pole. Itd itp. Uwaga dla wtajemniczonych: Wojtek K. i Michał B. są normalni. Moja siostra i szwagier też. Więcej nie przypominam sobie.

  11. Zbrakło mi słowo zaczynającego zdanie: „Inni, mądrzy, z dyskursem….”. Przepraszam.

  12. Obrotowe przedmurze podoba mi się. Ja to widzę w dziedzinie estetyki, gdzie chłodne skandynawskie wzornictwo potrafi (a nawet musi) sąsiadować z wsiowym Bizancjum, Bauhaus z Gargamelem, minaret z pianobetonu z z obłożonym klinkrem bunkrem mieszkalnym krytym gontem. Co za wspaniała różnorodność architektoniczna, jakie przepiękne stodoły z gankami udające dworki, płoty bajecznie rzeźbione przez oszalałego gazdę po LSD konkurujące z chłodną estetyką metalowych prętów, cepeliada wnętrz walcząca z ikeizmem stosowanym.

    Kiedyś, przed laty pewnym skrótem myślowym był Chopin z krakuską na głowie oraz wędką w ręku siedzący na żubrze nad morzem. Obecnie ma on na sobie (udaną) imitację garnituru od Armaniego, na nogach pepegi od adidasa i rozmawia przez komórkę. Wędki przy tym – zuch – nie wypuszcza.

    Tak mi się to jakoś wizualizuje. Chciałem nawet zaproponować na marginesie dyskusji n.t. promocji Polski za granicą, ale coś mnie tknęło i zrezygnowałem.

  13. Andsol – prawo dla ludzi czy ludzie dla prawa(?) oto jest pytanie… 😉
    W Warszawie jeździ się o wiele szybciej niż dozwolone, nonsensowne 50 km czynią tak wszyscy (o ile korki tego nie umożliwiają).
    Zdaniem niektórych każdy „przestępstwo” przeciw zasadom ruchu drogowego winno się rozpatrywać pod kątem spowodowania zagrożenia – jeśli go nie było nie ma „przestępstwa”. Zatem postuluję nie poprzestawaćna formalnym aspekcie przepisów ruchu drogowewgo ale wprowadzić jako rozstrzygającą przesłankę materialną- spowodowanie zagrożenia.
    Pozdrawiam

  14. Ja znam jeszcze jedną dychotomię podziału północ/południe.

    Kolejka północna – rządek ludzi ustawionych karnie według czasu przyjścia.

    Kolejka południowa – tłumek ludzi, z których sprzedawca czy inny dystrybutor dóbr i usług wyławia i obsługuje najpierw ciotki, szwagrów i ciotki szwagrów. To też wbrew pozorom jest jakiś system – więzy klanowe są tutaj ważniejszą regułą, niż abstrakcyjne „ja byłem przed panem”.

    Kolejka polska – trochę tak, trochę tak.

    Cóż, ani tu Zachód, ani Wschód, coś tak by, jakbyś stanął w drzwiach.

  15. Niech żyje policja! Dzisiaj wieczorem się stoczyłem – z mojej ulicy, na ukos z lewej strony na prawą, prawą stroną przez chodnik i stanąłem przed czyimś wjazdem, na skrzyżowaniu z inną ulicą i ją zatarasowałem. Właściwie nie ja, tylko mój samochód, per procura. Do domu zadzwoniła policja, jak wyszedłem pogroziła sądem grodzkim, spisała, po czym stwierdziła, że mam się czuć pouczony i poszła. Trochę nie na temat, ale może jednak było w tym coś endemicznie południowego.

  16. Klu: dobrze by było ustalić na początku pewne technikalia, bo wtedy nonsensowne 50 km może okazać się wcale nie nonsensowne. Nie jest nonsensowne w kilkudziesięciu cywilizowanych krajach, na ogół to jakoś tak stoi, że gdy wewnątrz miasta pasy są rozdzielone ale obok są chodniki, to 60 jest normą, a gdy pasów jest 4 bez rozdziału po środku, 50 uchodzi za wystarczające. Zauważ, że przy dobrze rozwiązanej inżynierii ruchu (semafory itp) przy typowym przejeździe 10 km różnica między 50 a 60 daje 2 minuty opóźnienia, ale nieporównalnie większy stopień bezpieczeństwa dla zmotoryzowanych i pieszych. Zakładam, że jesteś dobrym kierowcą – i wydaje się, że Ty zakładasz, że inni też nimi są. A to nie jest prawdą. Wszyscy umieją mówić, większość jednak się jąka i posapuje; prawie wszyscy umieją prowadzić wóz, ale dla wielu, wielu kierowców 50 to naprawdę granica ich możliwości przy prowadzeniu w mieście, w ścisku, w stresie. A prawo nie może być tak szczegółowe, by opiewać wszystkie okoliczności, musi być krótkie i zrozumiałe.

    Nie starczy policjanów na kontrolowanie wszystkich ulic i dróg. W coraz większym stopniu będą to czyniły automaty. I one nie będą wdawały się w wycenę stopnia momentalnego zagrożenia. One nie będą zaprogramowane na zwalczanie przestępstw, od tego będzie policja. One będą rejestrowały wykroczenia. Ale nie wiem czemu wypisuję to wszystko, przecież sam to świetnie wiesz i tylko mnie podpuszczasz, prawda?

  17. Apropo łamania przepisów drogowych i poczucia własnej nieomylności na drodze.

    http://wyborcza.pl/1,75480,6995398,Kolko_i_krzyzyk_na_droge.html

    Sam jestem kierowcą i przepisy łamię, bo jakoś tak wychodzi. Mógłbym sie teraz pousprawiedliwiać, że jak inni jadą szybciej, to spowalniając stwarzam sytuacje wypadkowe, ale wafel tam, lubię być szybciej. Nie mam jednak tyle pewności siebie, żeby dyskutowac jak dostanę mandat. Wsiadając do samochodu podpisuję pewną umowę i jeśli ją łamię słusznie należy mi się kara. A tłumaczenia, że droga pusta i szeroka, a równa. No na bogów a co to ma do rzeczy? Złamany przepis – mandat. Proste 🙂

    I jeszcze odnośnie redaktora, to on nie był przypadkiem Zientarski nie Zieliński, ale mogę mylić sprawy i nazwiska.

  18. O, tego tekstu potrzebowałem, żeby sobie poukładać spojrzenie na świat. Dzięki Pawianie:)

  19. Rzeczywiście, Zientarski. Jestem z przedmurza ;), myle notorycznie nazwiska

  20. Ordnung muss sein: Haider nie Heider;). Ja jestem chyba wynaturzona przedstawicielka narodu nad Wisla i nie dla mnie zasada „przepisy sa po to, zeby je lamac”. Dla rozluznienie napietej nieco dyskusji dowcip:
    Jedzie facet z kolega autem i przejezdza przez czerwone swiatlo. Na pytanie dlaczego, odpowiada: my ze szwagrem zawsze na czerwonym jezdzimy. Po jakims czasie zatrzymuje sie na zielonym. Dlaczego nie jedziesz, przeciez masz zielone, pyta zdziwiony pasazer? Cos ty glupi-odpowiada- zeby mi szwagier z boku wyskoczyl!

  21. @dulcinea
    ja ten dowcip znam w wersji z dżygitem:)

  22. Andsol – nieco Cię podpuszczam. 😉
    Jeżdzę ponad 30 lat i zero wypadków. Miałem parenaście wpadek z zarzutami narużenia przepisów – każdorazowo dyskutowałem z mi/po-licjantami i przeważnie udawało mi się ich przekonać, że madat akurat w tym przypadku sensu nie ma. 🙂 Zatem warto rozmawiać o mandatach – zawsze warto rozmawiać.
    😉 Od zawsze łamię przepisy szeczególnie dot. prędkości i świateł przy skręcie w prawo (brak zielonej strzałki, który jest jak dla mnie efektem głupactwa) – podobnie jak łamie je 99% innych użytkowników dróg. Moje rozterki dot. sytuacji, gdy w promieniu kilometra ani śladu człowieka ani pojazdu, jest np środek nocy i przepisy każą czekać na zmianę świateł … powtórzę kwestię: czy prawo dla człowieka czy człowiek dla prawa? Ordnung must sein ale tylko wówczas gdy to ma sens.
    Uszanowanie

  23. Klu, ciekawe czy ci biedni piesi, którzy w błogiej naiwności wchodzą na przejście mając zielone światło i są rozjeżdżani przez Tych-Jeżdżących-Bez-Zarzutu, którzy mają zieloną strzałkę uważają podobnie na temat ewentualnego braku tej ostatniej. Prawo jest od tego, żeby go przestrzegać, a jeśli jest bzdurne, to od tego masz ponoć demokrację, żeby je zmienić… Tylko, wydaje mi się, narzekać każdy może, a z robotą trochę gorzej… To akurat objaw południowości zapewne… Pozdrawiam niemal skrajnie pozytywistycznie…

  24. @Klu: no to fajnie, zostałem podpuszczony (żeby nie było smutnie, powtórzę sobie po angielsku: I was left underlet).

  25. polecam włoskie ulice „by bike”… po przekroczeniu granicy francuskiej, z sennej spokojnej krainy zstaliśmy z mą towarzyszką podróży wtrąceni w piekiełko śpieszących się, wydzierających się i trąbiących non stop Włochów, ignorujących chyba wszystkie poza światłami przepisy… po jakimś czasie, gdy pierwszy szok ustąpił, jako człeczek o nieco anarchistycznym podejściu poczułem się jak ryba w wodzie. Wystarczy ignorować klaksony i zachować zdrowy rozsądek;)

    P.S. Zawsze tłumaczyłem sobie swoje przechodzenie na czerwonym świetle (gdy nic nie jedzie oczywiście, i gdy policji nie widać) tym, że ze wsi jestem… a tu takie globalistyczne wyjaśnienie

  26. Dość ciekawe, wręcz ściśle naukowe podejście do tematu…:)

  27. Pytanie: „prawo dla ludzi czy ludzie dla prawa” jest z góry skazane na nieporozumienie. Wszak Policjant też człowiek, i sędzia i parlamentarzysta. I jak się przedmurze obraca to taka osoba publiczna nie wie czy jest teraz „w roli”, czy zwyczajnie jest obywatelem. Sytuacja się komplikuje dodatkowo kiedy ma dowolność wyboru.

  28. Po pierwsze przyczepię się do detalu – 30 to nie jest cyfra tylko liczba (patrz http://en.wikipedia.org/wiki/Numerical_digit )
    Po drugie wypraszam sobie ustawianie wypchanych kangurów przy drogach, stawiajcie sobie krowy.
    Po trzecie…. Byłem we Włoszech ze znajomym Australijczykiem, przez kilka dni poruszaliśmy się po mieście piechotą i on podsumował to tak – tutaj kierowcy polują na pieszych. Potem przesiedliśmy się do samochodu, komentarz – tutaj piesi to samobójcy. Narody południowe wierzą w inteligencję, swoja i innych. Narody północne nie wierzą. Myslę, że na dłuższą metę, mają rację.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: