Stada słoni i mamutów, czyli nieśmiertelna sprawa polska

Ostatnio Pawian w radio słyszał, że w Londynie podpalono polski sklep. Komentarze? Nas to nie lubią na Wyspach. A jak polscy squattersi zdewastowali zabytkową rezydencję w Londynie? Anglicy mówią, że zrobią remont i nie siąkają nosami, że ich nikt nie lubi. Biedniśmy, oj biedniśmy, naród jakby wybrany, a może prawie wybrany, skazany na to, by od zarania aż po zmierzch być chłopcem do bicia całego świata. Bo nikt nas nie lubi. A tacy jesteśmy mili, serdeczni, słodcy i mamy seksowną grzywkę.
Od dwóch tygodni polska prasa bije na alarm, jak to Rosjanie fałszują historię wymigując się od odpowiedzialności za wrzesień 1939. Gdzieś nawet, kątem oka, wychwyciłam w Internecie artykuł pt. „My byliśmy najbardziej pokrzywdzeni” (ciekawa jestem, co na takie dictum np. Litwini, Łotysze i Estowie), ale znaleźć go nie mogę. Nie chodzi mi o to, żeby przymknąć na mrzonki rosyjskich quasi-historyków oko. Tylko o fakt, żeby w przypominaniu naszej krzywdy dziejowej nie posunąć za daleko. Historia jest nauką o faktach, a te są takie, że nikt nie ma czystych raczek. Tak strasznie wrzeszczymy jak Rosjanie ideologizują i wybielają swoją historię, posuwając się do tego, że jeden z nich stwierdził, iż wojny by nie było, jak by się Polska przy rozsądnych propozycjach (korytarz) Hitlera nie stawiała. Ręka sama sięga po karabelę, nie? A przecież sami, wykorzystując sytuację międzynarodową, zażądaliśmy od postawionej pod ścianą Czechosłowacji, Zaolzia. I tam wkroczyliśmy. Oczywiście wiem, że mieszkało tam ponad 120 tysięcy Polaków, niewiele ponad dwadzieścia tysięcy Niemców i tyleż samo Czechów. No i co z tego? Tak, wiem również, że te 35 tysięcy żołnierzy pod dowództwem Bortnowskiego witano serdecznie. No i co z tego? Mogę pokazać zdjęcia, jak Niemców serdecznie witali w Austrii. Zawsze się ktoś cieszy, zawsze ktoś rozpacza.
Elegancka ta nasza rajza (aż się tu prosi wstawić śląski regionalizm) na Zaolzie nie była.
Ciekawa jestem dlaczego z takim pietyzmem, z takim zaangażowaniem kreujemy się na ofiary. To w sumie niepartiotyczne. Zamiast budować swoją tożsamość na Cedyni, Moskwie w 1610, a potem w 1617 i innych tego typu wydarzeniach, a nawet na tym chamskim zajęciu Zaolzia, ciągle wspominamy czarne krucyfiksy, pierścionki z włosia, zabory i okupację. Zdobywaliśmy i byliśmy zdobywani. Bywa.
Rosjanie dając ambasadorowi polskiemu w Moskwie pismo podpisane przez Mołotowa, które miało sankcjonować zajęcie ziem polskich i złamanie traktatu z 1932 postąpili niehonorowo. My na Zaolziu też. Nie ma co się licytować, kto w owym czasie był większym chamem, rozbójnikiem, kto ma na sumieniu więcej podłych sprawek. Nie chodzi też o przemilczanie, jak wspomniałam wcześniej tekstów fałszujących historię. Ale tak przez dwa tygodnie? Ciągle? W każdej gazecie? Piszczeć i jęczeć?
W tym samym czasie niemieccy intelektualiści przepraszają nas za 1939, a dziękują za 89. My jednak wolimy się zajmować grupą ludzi, którzy wspominają czule ojczulka Stalina i obarczaniem nas za wybuch wojny. To może zamiast wypytywać rosyjskich historyków o to, czy nas lubią, zabrać się za nauczenie dzieci polskich historii, bo to chyba leży i kwiczy, co widać po różnych sondażach przeprowadzanych w dniach rocznic?
Nie chodzi o to, że mamy się notorycznie wstydzić, głowę posypawszy piachem i popiołem. Było, jak było. Chodzi raczej o to, żeby przestać szukać spisków i dowodów na to jak bardzo nas nie lubią. Wszyscy i wszędzie. Przestać ciągle tworzyć kolejne rozprawki na temat „Słoń, a sprawa polska”. W Rosji też są historycy (stowarzyszenie „Memoriał”), którzy chcą rzeczowej oceny faktów, a nie takiej jaką właśnie dyktuje Putin i jego marionetki. Sami zachowujemy się często jak część historyków rosyjskich negując wszystkie aspekty, wszystkie fakty historyczne, przedstawiające nas w niekorzystnym świetle. Może więc zamiast pisać w gazetach o tym, jak bardzo nas nie lubią, skorzystać z okazji, która się właśnie pojawiła. Nie płakać, nie siąkać nosem, nie zgrywać obrażonych, tylko dołączyć do europejskiej dyskusji o faktach. No tak, ale Niemcy też nas nie lubią… Chodziła czapla po desce.

Bartosz T. Wieliński: Piszecie, że „nieszczęsny pakt” Ribbentrop-Mołotow był preludium nie tylko wojny, ale i komunistycznego zniewolenia wschodniej Europy. Za winnych uznajecie zarówno Niemcy, jak i ZSRR. Ale w Polsce czy krajach bałtyckich nikogo do tej tezy nie trzeba przekonywać.

Wolfgang Templin: Za to w Niemczech i Europie Zachodniej mamy w tej sprawie lukę w wiedzy. Co gorsza, stale się ona powiększa. Uznaliśmy, że szczególnie w tak symbolicznym roku nie możemy biernie się temu przypatrywać. Trzeba jasno powiedzieć, że tragedia, jaka spotkała Europę, że to okrutne zniewolenie rozpoczęło się 23 sierpnia 1939 r. w Moskwie.

http://wyborcza.pl/1,75477,6953538,Rosyjskie_podejscie_do_historii_nie_do_zaakceptowania.html

Reklamy
Published in: on 08/25/2009 at 12:49  21 Komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/08/25/stada-sloni-i-mamutow-czyli-niesmiertelna-sprawa-polska/trackback/

RSS feed for comments on this post.

21 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Czyżbyś pragnęła zasugerować że rację to mamy nie my, lecz Niemcy, Rosjanie, Anglicy, Amerykanie, Ukraińcy, Czesi, Słowacy, Francuzi, Holendrzy, Szwedzi, Litwini, Łotysze, Białorusini i inne narody które nas nie lubią?
    🙂

    Coś podobnego. Ciekaw jestem również, kiedy pojawi się w nieuniknionej dyskusji pierwszy naiwny i przywoła jako fakt sławetną bujdę o odwiecznej miłości polsko-węgierskiej.

    Bardzo, bardzo spodobał mi się ten wpis.

  2. Ja się tam racją nie zajmuję, cały czas słysząc posępny głos starego Żyda z Podkarpacia, o tych, co mają 100% racji… Tak na wszelki wypadek 😉

  3. Świetnie Pani Pawian raczyłaś ująć tę narodową tendencję do upodobania w zakompleksieniach.
    Swoją drogą kiełkuje taka myśl, że czkawką odbija się nam polityka historyczna lansowana ostatnimi czasy przez kręgi narodowo-patriotyczno-AK-owskie(My z AK rzecze człowieczek zrodzony w 1948 r.). Polityka historyczna to taka szpachlówka – na szczególnie dobry podkład trafia wśród nacji podziurawionych i okulawionych przez historię – wolno nam – wolno i im… 🙂
    Szacunek

  4. no tak, ale co zrobić z naszym cierpietnictwem narodowym?

  5. jak je skanalizować? Myślisz że da się je przekuć w cokolwiek sensownego?

  6. „Słoń, a sprawa polska”. Wypraszam sobie. Uważam, że słonie są wciąż słabo reprezentowane w piśmiennictwie polskim.
    😉

  7. Klu: ano wolno… Szacunek.
    joe: a bo ja wiem…
    tipot: do czasu 😉

  8. Nie da się. Przekuć. Ani skanalizować. Cierpiętnictwa. A już na pewno w nic sensownego.

  9. To może tak: kto co ma ze swoich zboczeń? Z wiary w Świętą Ruś i w świętą niewinność Rosjanie mają kilkaset lat zaputinowanej historii, w której co im się najlepszego przydarzyło to dwóch kompletnie zapijaczonych szefów, jeden z nich to były nadzorca obozowy a drugi biurokrata partyjny. O dupie wołowej, którą nienawidzą, bo skończyła z ich wielkością oczywiście nie mówi się, bo nie chodzi o to jak świat kocha go ale co oni o tym myślą. A co my mamy z naszej wiary, że Bóg nas kocha i nawet nam dał Królową, a Żydzi od wieków wszystko psują, a Niemcy z Rosjanami za naszymi plecami się kontaktują i nie chcą pokazywać kontraktów handlowych a Zaolzie jakie Zaolzie to tak jak Jedwabne to intryga opozycji?

    Ano mamy to, że od dwóch dekad, po odzyskaniu niepodległości, lawirujemy między Wałęsami (dobry był to człowiek ale orłem nigdy nie był), Kwaśniewskim, Kaczyńskimi i Tuskiem. O Królowo, co za wybór… I jako nadzieja narodowa… Kwaśniewska.

  10. Nasze cierpiętnictwo wynika m.in. z komunistycznego i pokomunistycznego partactwa. Kilkadziesiąt lat po wojnie w miastach wciąż straszyły nas postrzelane budynki. Wszyscy wiemy, jak wygląda front budynku „posypany” odłamkami bomby. A w takim Londynie położyli tynki. Na ścianie któregoś z londyńskich muzeów zauważyłem znajomy wzór wydziergany przez matkę wojnę – Anglicy obok wyryli napis wyjaśniający skąd się wzięły zniszczenia elewacji i że ten fragment zostawiono na pamiątkę. I myślę, że dopóki nie trzeba Polakom wyjaśniać, skąd te dziury w ścianie, dopóty będzie bolało…

  11. Freelancer, to jest fascynujący wniosek. Chętnie dowiedziałbym się na ten temat coś więcej. Szczególnie interesującym wydaje mi się, w jaki sposób uzasadnisz wszelkie cierpiętnicze nurty XIX-wieczne? Przeczuciem nadchodzącego komunizmu?
    Zastanawiam się również, z czego wynika w takim razie brak chińskiego, wietnamskiego, rosyjskiego, węgierskiego, mongolskiego i – dajmy na to – czeskiego cierpiętnictwa?

    Eeech te diagnozy z biodra…

  12. Telemacha przepraszam z niewstawianie emotikonów do tekstu. Nie sądziłem, że ktoś uzna za postawioną na poważnie diagnozę (z biodra) twierdzenia, że jakieś zachowania całego narodu wynikają z dziur w ścianie.
    Jak widać, przy krytyce cierpiętnictwa TEŻ nie można być niepoważnym. Swoją drogą, ciekawe, że w tym kraju zawsze trzeba śmiertelnie poważnie, myślę, że to wynika z dziur w ścianie…

  13. –> Freelancer1 – żarem nie żartem, kpiną czy szyderstwem ale to wygodne mieć taki epizodzik w historii własnej jak okres komunizmu by większość złego zwalać na komuchów (czy innych „…uchów”).
    Przykładowo zbrodnie kominizmu w CCCP to nie Rosjanie ale oni… W Polsce tyż komuchy sprawiły wszysytko co złe.
    😉
    Nie dziw się przeto, że ktoś się z lekka zirytował.

  14. Pawianie Drogi 😉 Toż Prawdziwi Chrześcijanie zawsze byli prześladowani przez Unych, tak drzewiej jak i tera. A że (jak powszechnie wiadomo) naród nasz chrześcijański jest prawdziwiej od innych bo Niosący Posłannictwo I Mający Dawać Przykład Innym Cywilizacjom Śmierci I W Ogóle, to i gnębiony jest… I tu pojawia się promyk nadziei: bo czyż właśnie nie przez męczeństwo droga wiedzie do świętości? ;-)))

  15. –> Freelancer1: do irytacji mi daleko. Ironia nie była dla mnie istotnie czytelna. Z czego miałem ją wyprowadzić? Z porównania z kanonem innych poglądów i uprzednich wypowiedzi? Z wyrazu twarzy? Z przymrużonego oka? Bezradnym jest. Ale się nie gniewam.

    Tłumaczenie wszystkiego wpływem „komunizmu” i spustoszeń jakie wywołał w umysłach jest dla mnie zrozumiałe, sam reprezentowałem niegdyś (szczególnie w podczas pierwszych 10 lat emigracji) taki pogląd. Jakoś trzeba było sobie chyba zracjonalizować wspomnienia swych własnych zachowań z przeszłości 😉

    Zagadnienie jest (wbrew pozorom) złożone. Jakiś dziwny wirus melancholijnego masochizmu w nas siedzi, siedzi od wieków.

    Pozwolę sobie na dygresję:
    Pamiętam jak się niegdyś, jako pacholę, wzruszałem Norwidem i jego pełnym cierpiętniczej szlachetnej melancholii przesłaniem. Jak wielkie i głębokie wydawało mi się jego cierpienie na obczyźnie. Po latach przeczytałem Norwida raz jeszcze. Z przerażeniem. Większość jest niestrawna. Najbardziej jednak uderzył mnie „leitmotiv” uduchowionego cierpienia przewijający się przez całość. A potem poczytałem sobie raz jeszcze o Norwidzie. I dostrzegłem nagle za fasadą cierpiącego szlachetnie dla narodu i ludzkości poety przerażające oblicze zawodowego nieudacznika niezdolnego do praktycznego myślenia, celowego wysiłku, radości, optymizmu i afirmacji życia. Uświadomiłem sobie, że ten nieszczęśnik w wieku lat 28 zaczął żyć z wyłudzanych zasiłków. W Stanach, jako trzydziestotrzylatek popada w taką nędzę, że księża muszą zapłacić za jego bilet powrotny do Europy, a jako 50 latek zamieszkał w przytułku, którego nie miał już opuścić do końca życia.
    Nigdy nie nauczył się przyzwoicie żadnego języka. Nie uważał za stosowne nauczyć się przynoszącego dochód rzemiosła. Jedyną przyzwoitą pracę (w Nowym Jorku) porzucił, bo miał widzenie, że bardziej potrzebny jest ojczyźnie w Europie. Smutny looser.

    I w kulcie takich „wielkich” Polaków wychowaliśmy się. No i niesiemy ten garb coraz dalej, jak sztandar, jak pochodnię. Swiętujemy swe klęski i domagamy się od innych aby świętowali z nami. Opłakując nasz smutny los i przyznając że to my jesteśmy Chrystusem narodów. Może nie wszyscy tak to widzą, ale większość niestety tak: 40 milionów Chrystusów domagających się od reszty świata uznania za cierpienie własne w połączeniu z posypywaniem głowy popiołem za grzechy własne i ekspiacją za wykroczenia przeciw nam biednym po wszelkie czasy.

    Gdy jadę poprzez Litwą autostradą to zastanawiam się, czy oni padli ofiarą tej samej Jałty co my, czy jakiejś innej.

    Gdy telepię się po dziurawym trakcie w Polsce to mam jakieś dziwne wrażenie, że w 2040 roku, 100 lat po Jałcie też ktoś będzie próbował wytłumaczyć wszystko zaborcami, zdradą aliantów i spiskiem tych wszystkich którzy nas nie lubią.

    Cholera wie jak to zmienić. Może by tak zadekretować w końcu, że jest dobrze? Bo jak sięgam pamięcią to nigdy jeszcze dobrze (w ogólnym odczuciu) nie było.

  16. No…. Proszę telemachu. Poszło tak z brzucha, a nie z głowy (w chmurach?). I bardzo dobrze. Jestem pod wrażeniem. Spróbuję to zasymilować bo niestety jestem pod dużym wpływem zbiorowej aury. Wszak tu mieszkam.

  17. @homohybridus: chyba tak. Nie było moim zamiarem taplanie w błocie Norwida. Tylko ten cierpiętniczy smutek, ten obligatoryjny smutek cierpiętniczy jako modus vivendi dla pokoleń… Toż to nie jest normalne.

  18. Trochę off-topic, ale temat słoni i mamutów przypomniał mi bajki o słonikach, które kiedyś na krótko pojawiły się w sieci i niestety zniknęły. Czy można je jeszcze gdzieś przeczytać?

  19. Wraz ze współautorką staramy się o to

  20. To trzymam kciuki i mam nadzieję że Pawian zapowie jak już będzie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: