Wełtawa płynęła, Pawian pił piwo, czyli praskie wspomnienia

Za stołem, na ustawionej za filarami przyziemia ławie, siedzieli czterej mężczyźni. Wszyscy byli barczyści, wysocy, odziani w rycerskie lentnery. Dwóch Reynevan znał, wiedział więc, że byli to Polacy. Gdyby nie wiedział, też by odgadł. Jak wszyscy Polacy za granicą, w obcym kraju, również ci zachowywali się hałaśliwie, arogancko i demonstracyjnie chamsko, co w ich własnym mniemaniu miało podkreślać status i wysoką pozycję społeczną.
(Andrzej Sapkowski)

 Mam nadzieję, że wyprawa Pawiana do Pragi, takoż samoczwór, przez nikogo tak ocenioną być nie mogła, poza tym, takie coś jak my, rzeknąć wypada wprost – scartabella, nie śmie nawet za głośno o swym istnieniu świata informować. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że wszyscy mieliśmy otwarte gęby, nawet ci z naszej czwórki, co już w stolicy czeskiej byli, otwarte gęby z podziwu, chociaż Pawian nie byłby sobą, gdyby nie zaznaczył, że most Karola (jego nadzwyczaj skromnym zdaniem) jest przereklamowany. Po drugie, dlatego że żadne ze wspomnianej czwórki wrzeszczeć nie lubi, a na dodatek jedno w tej kompanii było zagipsowane. Tak dokumentnie, że dorobiło się ksywy „gypsy queen” i wydawać mogło jeno słabe piski.
Jednakże ten cytat nie jest tak zupełnie bez związku, bowiem na Žižkovie złapała nas burza. Wydaje się, że jedno z drugim nie ma wiele wspólnego, ale Pawian, który uparcie forsuje teorię chaosu ze wszystkimi jej konsekwencjami pozwala sobie mieć nieco odmienne zdanie. W każdym razie wpadliśmy do lokalu, znanego o tyle, że jedna osoba z naszej gromady już tam była. Przywitał nas szef knajpki i po angielsku nas zaczął odpytywać. Tu odrzekliśmy (dzięki Kocikowi) w języku Nohavicy, Havla i Petera Nedveda. Wydawało się, że nad czarnym Budweiserem, naleśnikami ze szpinakiem, czesneczką i innymi szykanami poczekamy na słońce, albo na śmierć – zalani wodą spływającą do piwniczki z ulic. W tym czasie stojący przy barze tubylec zaczął się do nas uśmiechać i przepijać, wznosząc co jakiś kwadrans kufel z piwem. Odpowiadaliśmy z ochotą, bo cóż robić innego w taką pogodę. Po trzecim lub czwartym toaście (żeby było jasne – to nie jest tak, że jedno piwo to jeden toast, żadnej niemoralności nie było) ów człek zapytał nas skąd jesteśmy. I się zaczęło…
Gdy usłyszał, że z Polski okazał się być dogłębnie wstrząśniętym, zmieszanym, a nawet zakłopotanym. Uwierzył dopiero po zapewnieniach, że możemy zaśpiewać hymn Polski, a nawet jego najstarszą postać, Bogurodzicę. Pewnie jeden z jego przodków pomagał nam w bitwie pod Grunwaldem, bo w tym miejscu odpuścił, ale wznosząc kolejne toasty kręcił głową z niedowierzaniem. Z jego reakcji można wnosić, że Polaków nie ma on w wielkim poważaniu, a my zniszczyliśmy czytelny stereotyp zakorzeniony głęboko w jego poczciwej z natury, czeskiej psychice.
Popijaliśmy tak sobie jeszcze przez chwilę, aż wreszcie ukazało się słońce. W chwili wyjścia, tubylec žižkovski jeszcze bardziej się zafrasował, ale udzielił nam życiowej przestrogi, byśmy tak nie wierzyli w swego papieża. Gdy odrzekliśmy, że cała czwórka jest ateistami, zachłysnął się piwem. I z pewnością w to nam już nie uwierzył, a jeśli nawet uwierzył, to będzie o tym opowiadał każdego dnia, podczas popołudniowego piwka: „Pamiętam, spotkałem kiedyś Polaków, ateiści to byli, sami się przyznali, możecie nie wierzyć, ale tak było, a świadków mam, kelnerka, gdy to słyszała całą tacę kufli stłukła”.
Zachowanie tego miłego człeka z pewnością mogłoby skłonić Pawiana do postawienia kilku pytań: co uczyniliśmy temu człowiekowi, że za nami nie przepada? Że ma w głowie stereotyp Polaka, który rozwiewa się jak sen jaki złoty po trzecim piwie? Że „na żywca” wcale nie jesteśmy tacy paskudni i perfidni? Jednakże Pawian wie, że takie pytania sensu nie mają, dlatego mruczy tylko pod nosem: ma coś do papieża, niechybnie husyta… Nie ma się co dziwić, w tej dzielnicy, to chyba historycznie uprawnione.

DSCF6488

Reklamy
Published in: on 08/18/2009 at 13:59  11 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/08/18/weltawa-plynela-pawian-pil-piwo-czyli-praskie-wspomnienia/trackback/

RSS feed for comments on this post.

11 komentarzyDodaj komentarz

  1. Drogi Pawianie! Nie chcę burzyć Twoich wyobrażeń na temat czeskich wyobrażeń, ale prawdopodobnie chodziło o bardziej prozaiczną rzecz niż Polacy-ateiści… Otóż dla przeciętnego Prażanina Polacy to uboższa wersja najgorszej wersji brytyjskich turystów – głośni, wulgarni, chamscy. Oczywiście nie chcę uogólniać, ale po drugim sezonie mieszkania obok akademika, który latem zmienia się w lokum dla spragnionych Pragi polskich turystów, sama zaczynam w to wierzyć…
    Z drugiej strony kilka doświadczeń z serii „okazał się być dogłębnie wstrząśniętym, zmieszanym, a nawet zakłopotanym” również posiadam na swoim koncie i przyznaję, że za każdym razem były/są bardzo przyjemne :-))

  2. hehehe- też myślę, że to osłupienie nie z powodu ateizmu

  3. zarazoo, jakby to powiedzieć… wiem, ale musiałam sobie pokpinkować, poironizować. Przyjemne to jest, fakt, szczególnie, że musiał mi te reakcje tłumaczyć Czech native speaker, zabawa po pachy. Sapkowski z cytatem… wpisuje się doskonale. A co do ateizmu, Czechy to najbardziej zlaicyzowany kraj Europy, a jesli nie, to pewnie sa na drugim, albo trzecim miejscu.

  4. Pani joe — husyta, no husyta, bo jak inaczej 😉

  5. Mam poczucie deja vu, a raczej „deja entendu”. Słyszałem już podobne opowieści od znajomych, którzy przebywajac gdzieś w świecie przyznali się, że są Polakami, wywołując podobne reakcje – konsternację i zdumienie – „Nie do wiary, Polacy sympatyczni, inteligentni i cywilizowani – to wbrew naturze.” Najbardziej zdumiewa mnie fakt, że zazwyczaj nie odczuwali satysfakcji „Nie jesteśmy typowymi Polakami, nie potwierdzamy stereotypu” i reagowali stadnym odruchem obronnym: „Dlaczego nie kochają nas, Polaków, szlachetnych martyrologów? Może istotnie maniery mamy niezbyt wyszykane, ale kiedy mieliśmy nabyć ogłady, skoro od zarania dziejów zajmujemy się zawodowo cierpieniem za miliony?”

  6. Nie od zarania, ale od XVI w. 😉

  7. „Gypsy queen” nasunęło mi wspomnienie, nie praskie bynajmniej, ale językowe. W połowie lat 90-tych kasetę Wysockiego Włodzimierza sobie nabyłam zauważywszy w spisie tytuł kompletnie mi nieznany (a młodość przeżartą miałam Wysockim) „Ballada cygańska”. Ho, ho, zakrzyknęła radośnie dusza kocia, coś nowego! Nie znam! Tra la la. Ale potem somnienija nastupili. Otkudaże u Wysockiego motywy cygańskie. Galopem więc do domu, sprzęt, przewinięcie, koniec poprzedniej piosenki, pierwszy ton nieznanej – telefon. Ktoś długo marudził, ale uwagi wymagało, więc tylko kątem ucha słyszę, że ni cholery, motywów cygańskich żadnych w muzyce, a i w słowach nie bardzo. No i postanowiłam dogłębniej sprawdzić, obwolutkę papierową wyciągnęłam, rozwinęłam – przeczucie mnie nie myliło. Był spisok oryginalnych tytułów. I ta nowa też, rzeczywiście dotąd mi nie znana. „Piesienka o gipsie”. Bohater w szpitalu się walał. Zagipsowannyj.
    miau

  8. Najbardziej zagorzali martyrolodzy zaczęli cierpieć jeszcze przed zaraniem. Nikomu się nawet nie śniło o Big Bangu, a im już serca krwawiły na motywach „Bóg, honor i ojczyzna” . Niestety niewdzięczny świat nigdy tego nie docenił.

  9. Ale myśmy się dobrze maskowali…tak dobrze, że ostatniego dnia poza-prascy Czesi pytali nas o drogę do centrum 😉

  10. a ja w marcu miałam grad na Wyszehradzie. i czarne chmury z żiżkowa też mnie wyganiały. a pokłoniliście się ślepemu hetmanowi, co nad tą częscia miasta góruje? niezpomniany jest widok na jego pomnik z drugiego brzegu Wełtawy…

  11. Jak najbardziej, jemu – zawsze. Podobno stracił oko pod Grunwaldem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: