Obsesje i obserwacje, czyli pocztówka bałaganiarska

Rynek był pusty i żółty od żaru, wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami, jak biblijna pustynia. Cierniste akacje, wyrosłe z pustki żółtego placu, kipiały nad nim jasnym listowiem, bukietami szlachetnie uczłonkowanych filigranów zielonych, jak drzewa na starych gobelinach. Zdawało się, że te drzewa afektują wicher, wzburzając teatralnie swe korony, ażeby w patetycznych przegięciach ukazać wytworność wachlarzy listnych o srebrzystym podbrzuszu, jak futra szlachetnych lisic. Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabawiały się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje dni letnich (jak cierpliwi sztukatorzy, obijający stare fasady z pleśni tynku) obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losu i życia, które formowało je od wewnątrz. Teraz okna, oślepione blaskiem pustego placu, spały; balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte sienie pachniały chłodem i winem.
(Bruno Schulz)

Tłumaczenie taksówkarzowi trasy do znajomej, szczególnie wtedy, gdy niezbyt dobrze zna się język jest czynnością wysoce stresującą. Na dodatek jechałam tam tylko raz i sama  za dobrze nie wiem, czy moje wskazówki są dobre. Kontaktując się z Borsukiem, który siedzi we Lwowie, konstatuje, że tutejsi kierowcy są jednak znacznie lepsi. Nie znają jedynie jakichś 2/3 miasta. Ci znani Borsukowi przebijają ich w pierwszym rozdaniu, nie znają 96% terenu po którym jeżdżą. W ogóle to Borsuk ma fajnie, bo w cukierni widział Adriena Brody. Ze znanych osób ja widziałam jedynie pewnego „ubijca”, czyli mordercę.
Siedzimy w knajpce nad Wardarem z Delfinem Ochrydzkim i Filipem Macedońskim. Wino leje się niespiesznie, a pieczona cebulka znika z talerzyka niepostrzeżenie. Filip nagle pyta mnie czy widzę mężczyznę w szarym garniturze, który siedzi przy następnym stoliku. Widzę, znam go, a raczej skądś znam jego twarz. Okazuje się, że to jeden z tych gości, którzy zaczęli całą zadymę w 2001 roku. Siedzi sobie spokojnie, zadowolony w centrum miasta. Ma na sobie elegancki garnitur. Nigdy nie będzie siedział na sali sądowej, chociaż powinien. To w jego chorej głowie (i jeszcze paru innych chorych głowach) rodziły się pomysły, które Europa już nie raz w swej historii przerabiała. Prawie zawsze kończyły się tak samo. Płaczące matki, żony, dzieci, bezimienne groby, martyrologiczne okrzyki i nienawiść. Tak wygląda świat tego pana, który popija zimną colę i wyciera sobie łysinę lśniącą od potu. Co by było, gdybym podeszła, wrzasnęła „ubijec” i zdjąwszy but, trzasnęła parę razy w ten zakuty łeb? W  zachęcającą do ciosu łysą pałę? Przynajmniej zrobiłabym to sama, on nigdy w niczym rączek nie umoczył, a może jedynie mu tego nikt nie udowodnił. Spryciarz.
Nie robię nic. Nie potrafię zrobić nic. Poza spektakularną awanturą i waleniem butem (jakby łysa czaszka Chruszczowa i but zawsze były ze sobą jakoś związane, ale ja nie waliłabym po stole), nic nie przychodzi mi do głowy. Znów przychodzi mi na myśl fraza, że „tutaj tak jest” i skoro mógł być kandydatem w wyborach, to może siedzieć w knajpie. Z drugiej strony to może jest optymistyczne, że siedzi w tym pubie (nota bene irlandzkim) i może jedynie czuć smak swojej porażki? Nie udało mu się, może to dobra kara, że patrzy bezradnie na miasto, które nie jest jego? Przegrał. Nie jestem jednakże tak naiwna by sądzić, że to już koniec.
Chociaż głupota zawsze jest w pewnego rodzaju równowadze, bowiem jeśli popatrzeć na Macedonię jak na wagę, z szalkami zapełnionymi przeciwstawnymi myślami i ideami, to okazuje się, że niegustowne muzeum Matki Teresy to za mało. Na miejscu jej domu ma powstać wielka cerkiew. Bunt studentów architektury, zafrasowanych lokalizacją ewentualnego nowego obiektu sakralnego skończył się atakiem rodzimej odmiany beretów z moheru. Jednakże im też nie należy się dziwić, bowiem są sfrustrowani decyzją ostateczną, że religia w szkołach jest wbrew konstytucji. Koloryt lokalny zaś wzmocni trzydziestometrowy posąg Aleksandra Macedońskiego, który ma stanąć niedaleko kamiennego mostu, w jednym z centralnych punktów miasta.
Czym się różnimy? Chyba niczym, co konstatuję podczas innej imprezy, gdy moja natchniona rodaczka, którą akurat poznałam wygłasza z patosem uwagi o tym, że Polacy są katolikami. I nawet nie przyjdzie jej do głowy pomyśleć, że nie wszyscy, a sądy o tym, że ślub cywilny jest pójściem na łatwiznę chyba mnie śmieszą. Chociaż sama nie wiem, bo zaczynam dokładniej słuchać tego co mówi i między atakami śmiechu marszczę brwi. Zwykła niedelikatność, nieodpowiedzialność za słowa, a może zespół poglądów, który przynajmniej irytuje?
Moją marsową minę rozjaśnia nieco Słoneczko. To tak piękna i wesoła dziewczyna, że nadanie jej innego pseudonimu byłoby nietaktem. Mówi strasznie szybko, że aż ciągle ją musze powstrzymywać słowem „poleka”. Nić sympatii pojawiająca się w marcu nieco nieśmiało, nagle wybucha porozumieniem tak niezwykłym, że aż czasem nie potrzebujemy tłumacza związane wspólnym paroksyzmem śmiechu, albo uważnym spojrzeniem.
Uczę się słownictwa związanego z nadchodzącym ślubem. Już wiem, że Delfin to „ubava sopruga”, a mama Eurydyka to „sviekra”. Odnajduję słowiańską wspólnotę nie tylko w tym wyrazie, bo jest jeszcze „dever” i cała masa innych.
Żeby jeszcze bardziej zaciemnić obraz to odsyłam do hasła Macedonia w Nonsensopedii: „Pierwotnie Macedonia była jedną z krain greckich późnej epoki klasycznej. To tu, właśnie tu, urodził się Aleksander Wielki, który był właśnie macedończykiem. Stąd wyruszał ze swoją armią, by zwyciężać nad Granikiem, czy po Tyrem. Jednak tak rozszerzył granice swego imperium, że wszystkich swoich macedończyków rozproszył po całym świecie i w samej Macedonii nie został nikt. […] Macedończyk to Serb albańskiego pochodzenia, który budzi się rano i zastanawia, czy nie jest Bułgarem”.

Reklamy
Published in: on 05/27/2009 at 11:26  23 komentarze  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/05/27/obsesje-i-obserwacje-czyli-pocztowka-balaganiarska/trackback/

RSS feed for comments on this post.

23 komentarzeDodaj komentarz

  1. „…są sfrustrowani decyzją ostateczną, że religia w szkołach jest wbrew konstytucji.” Zatem Bałkańczycy jakby cywilizacyjnie o piętro wyżej od nas…
    A ów łysy napotkany w knajpie chyba jednak nie przegrał… nawet „obcokrajówka” go rozpoznaje a zatem popularność (czego obecnie nie robi się dla popularności- toż to kapitał), hakatomba zabitych przeciwników i okaleczenie psychiczne na b. długo ich bliskich … chyba także o to mu chodziło 😦
    Szczęśliwie Opatrzność zsyła na ziemię słoneczka – Pawiany też słoneczkowate.
    Ukłony

  2. pięknie na Świecie, co?

  3. Pawianek, wracaj!

  4. co nowego w pięknym Skopju? Pawian chyba się nie naraził jakiemuś zbrodniarzowi wojennemu złym łypnięciem oka w kafanie?

  5. Szanowna, czy wszystko dobrze?
    miau?

  6. jak się cieszę, że odnalazłam – dawną socjopatyczną :))
    naładowana pozytywnymi emocjami po kongresie kobiet szukałam, informacji czy może przez przypadek otarłam się o znajomość z tajemniczą malkontentką. Jak rozumiem nie, ale muszę powiedzieć, że na prawdę było warto zjawić się w PKiN i zobaczyć, posłuchać i poczuć :)) Nawet mam siłę odpowiedzieć na parę komentarzy pod artykułami w necie, jak nigdy :))

  7. Sherlock jestem normalnie! I natchnioną rodaczkę, i Słoneczko rozpoznałam, ha! Charakterystka, bym rzekła, w sedno uderzająca 🙂
    Już niedługo wraaaacaaaam!

  8. Czytam pawiański blog od niedawna, ale już zdążyłam się przywiązać – no tak nie można: nie pisać, nie dawać znaku życia, zniknąć sobie w sinej dali!

  9. ??? ???? ?? ??? ???????!

  10. Pawianno? Szanowna? Ktoś coś wie?
    No, miau, no?

  11. Pawianie, niektórzy tu się martwią…

  12. Niedawno wspominali Pawiana w Studio Opinii http://alfaomega.webnode.com/ , więc chyba żyje i pije wino macedońskie (kiedyś sam sprawdzałem, że bardzo dobre).

  13. Czy nikt nic nie wie, czy tylko ja nic nie wiem?
    miau

  14. Mam nadzieję, że Pawian zdrów i cały na ciele i duszy…Uprasza się Szanownego Pawiana Macedońskiego o powrót do niesienia kaganka oświaty na tym blogu. Bardzo mi Pawianowego kaganka brakuje. Życzę Pawianowi wszelkiej pomyślności i pozostaję w oczekiwaniu na jego powrót. sz_b.

  15. Pawianie ledwo Cię odnalazłam (załamaa odejściem/zamknięcien malkontentki straciłam nadzieję), a Cibie znów nie ma? Wracaj!!!

  16. A co tu tak cicho?????????

  17. Pawianie wroc!!!

  18. Pawianie?
    Choć trzy słowa, że z Pawianem nic złego się nie dzieje, by się przydały.

  19. Hmmm, zwykle znakiem, że na blogu źle się dzieje, jest aktywizacja lurkerów, którzy zamiast grzecznie czekać, aż się nowa notka pojawi, zaczynają się dopytywać ‚co jest?’.

    No i ja, grzeczny lurker, się dopytuję: co z Pawianem Szanownym się dzieje?

    Z niecierpliwością na powrót oczekuję!

  20. Dziwne.

    Obojętnie gdzie jesteś – wszystkiego dobrego.

    Ale parę słów by się przydało gwoli uspokojenia nastrojów.

    t.

  21. Drogi Pawianie, daj jakiś znak życia, bo to długie milczenie robi się coraz bardziej niepokojące.

  22. [*] [*] [*]

  23. Niepokojące to wszystko Pawianie. Wypadałoby się przynajmniej pożegnać. Mam nadzieję, że wszystko w porządku.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: