Pawian znów w podróży, czyli doniesienia z poczekalni lotniska

Pawian w maju podróżuje służbowo. Wpada do pracy, szybko robi swoje, wraca na przydrożne drzewo, gdzie przy kolejnym pakowaniu opowiada Łasicowi o szczegółach wojaży. I za dwa, trzy dni znów jest to samo. Wreszcie odpocznie, bo jedzie na Bałkany. Nota bene nie jedzie sam, a z niejakim Piotrusiem. Historia Piotrusia jest fascynująca, niby teksty o antycznych bohaterach rodem z homeryckiego eposu. Jeszcze przedwczoraj Piotruś był anonimowym szczurem pluszowym leżącym w koszyku, w Ikei (język polski jest fleksyjny, dlatego Pawian odmienia ową nazwę i zgrzyta zębami widząc reklamy, gdzie stoi wolimi literami: U nas, w Ikea). W każdym razie Piotruś leżał w koszyku, wśród wielu setek innych pluszowych szczurów (szarych, brązowych i białych), które bystrymi oczkami wypatrywały, jaka ręka sięgnie w ich kierunku. Jak potoczą się ich losy? Czy zostaną maskotką jakiegoś małego barbarzyńcy, który odgryzie im głowę i wypruje flaki? A może zasiądą na nudnym biurku prezesa wielkiej korporacji, który w chwilach stresu będzie gniótł bezlitośnie ich pluszowe brzuszki?

Pawian zobaczył kosz z rodziną Piotrusia i aż pisnął z uciechy do Łasica, że należy takiego gryzonia kupić dla Nadieżdy Iwanowny. Tak się też i stało, a rozkoszna kocina chwyciła nową zabawkę za łeb i walnęła kilka razy o podłogę w radosnym szale zabójcy. I tu Pawian wymiękł, bo szczurek tak patrzył… Kot dostał nową piłeczkę, którą turla zaciekle po podłodze kuchni, a gryzoń dostał imię i obietnicę wyjazdu na Bałkany. Siedzi w plecaczku i łypie z siatkowej kieszonki. Zadowolony, jakby przynajmniej został tchórzofretką. W końcu ile pluszowych szczurków zaczyna jako potencjalna zdobycz rozpieszczonego kotka i zostaje wyrwana z jego pazurów, a następnie lata samolotem? Piotruś jest jako Odyseusz, który ratuje się z kolejnej niebezpiecznej przygody i zmierza do celu na szczurzą Itakę.

Jednakże Pawian nie o tym chciał, tylko jak zawsze te nieszczęsne dygresje. Pawian znów siedzi na lotnisku, tym razem w stolicy, łypie jak Piotruś – bo jaki pan taki kram, a jaka mać, taka nać – i obserwuje. Dochodzi do wniosków, a jakże. Polacy mają w sobie coś… ale nie uprzedzajmy wypadków.

Stoimy grzecznie w kolejce do bramki. Strażnik graniczny dobitnie wyjaśnia co należy z siebie zdjąć, gdzie umieścić laptop. Myślicie Pańśtwo, że to ułatwia sprawę i kolejka przesuwa się sprawnie? A skądże. Strażnik graniczny sobie, a Polak sobie, bo przecież JEGO to nie dotyczy. Wszystkich innych – owszem. Ale wiele polskich jednostek chodzących na dwóch nogach uznaje, że pozostały w nich geny przedmurza, Winkelrieda i innych romantycznych wielkich koncepcji i dlatego zegarka, bransoletki, bucików na metalowych obcaskach czy paska z wielką klamrą nie zdejmie. Laptopa z torby nie wyciągnie. Komórkę miłośnie będzie trzymać w kieszeni i popiskiwać: Moja ona ci jest…

Na samym końcu będzie sarkać, że te przepisy są idiotyczne, robić miny i łaskawie pozwolić odebrać sobie butelkę mineralnej, wodę w spray’u, tonik i krem. Nie, nie pójdzie to do kosza, bowiem za panią stoi małżonek, który zabiera to wszystko z marsową miną na temat, że JEGO żona nie może sobie policzków jak jagody kremem nasmarować, a wiadomo przecież, że w drodze do Budapesztu wyschnie na wiórek. Ona podnosi oczy do góry, gdy słyszy że ma jeszcze zdjąć zegarek. Czyni to, ale już zapomina o bransolecie. I znów to spojrzenie uciśnionej, znów tekst o głupich przepisach. Na miejscu pogranicznika Pawian już dawno złapałby babę za ondulację i wykopał, albo gdzieś zakopał, profilaktycznie rąbnąwszy ją wcześniej osikowym kołkiem w odpowiednie miejsce. Czy studentka (Pawian wie, bo słyszał jak mówiła do koleżanki) z Poznania nie może wyciągnąć laptopa z fikuśnej torebeczki? Szczególnie wtedy (bo a priori wiedzieć tego nie musi), gdy stojący przed nią człowiek jest o to dobitnie (dwukrotnie) proszony? Czy owa studentka nie sądzi, że procedura dotyczy wszystkich laptopów? Czy zajęcia z logiki, które najpewniej miała na pierwszym roku do niczego się nie przydały?

Mam dziwne wrażenie, że są to ci sami ludzie, którzy chętnie dają sobie przetrzepać torbę w supermarkecie.

Po ostatnich doświadczeniach, gdy Pawian na pokładzie samolotu spotkał naszą rodaczkę jadącą do Macedonii, którą los pchnął na siedzenie obok naszego bohatera i która manifestowała swoją niechęć do Bałkanów (a Pawianowi ciśnienie podskakiwało na teksty w stylu: „zauważyła pani, że mężczyźni w Macedonii nie są przystojni” i odpowiadał sarkastycznie, że nikt tam nikogo do ołtarza ciągnął nie będzie), teraz nie wyciągnie „Polityki”, tylko będzie spał. Obudzi się, wrzaśnie radośnie: „Kako si”? I jakoś się potoczy, bo jeszcze nigdy nie było tak, żeby jakoś nie było. A spać będę jak dziecina, wszak pilnuje mnie tajemniczy szczur ninja – Piotruś Szary.

Reklamy
Published in: on 05/18/2009 at 17:43  18 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/05/18/pawian-znow-w-podrozy-czyli-doniesienia-z-poczekalni-lotniska/trackback/

RSS feed for comments on this post.

18 komentarzyDodaj komentarz

  1. Jak dalece się Pawian posuwa w odmienianiu? Gdy pije kakao, i do kubka zawędruje mu zwabiona czekoladowym aromatem mucha, czy Pawian się poddaje w fleksyjnych zapędach i rzecze: „W moim kakao pływa mucha”, czy też tworzy coś z nieistniejącego „ł”?

  2. Tak, Polacy maja takie cos.
    Kiedys z rozkosza obserwowalam akcje na lotnisku Heathrow.
    Wszyscy grzecznie sie rozbieraja z metali i laptopow a tu para Polakow co to mysla, ze sa na okeciu.

    Kolejka dluga, goraco, ludzie zgrzani i zdenerwowani.
    A Pani z Panem prezentuja szopke co wyzej opisalas. Na to Kontrolujacy Anglik z wlasciwa Anglikom flegma: Panstwo poczytaja istrukcje, o tam dookola wisza na scianach, NASTEPNY PROSZE.
    Oczywiscie wywracanie oczu, dopust bozy i lamenty, Anglik niewzruszony: NASTEPNY PROSZE.
    Powtorzyl dwa razy, nastepna osoba z kolejki powiedziala „excuse me” potem odstawila na bok rozzloszczona pare.

    Mysle ze gdyby postawic Anglikow na bramkach na okeciu, porzadek zostalby szybko zaprowadzony….

  3. Pawianie, bardzo mnie wzruszyła historia Piotrusia. Przyznam się, że mam takiego ukochanego goryla. Spotkałam go sto lat temu w jakimś Geancie, był bardzo grubiutki, puchaty i miał wstrząsająco smutne spojrzenie (czytaj: krzywo przyszyte oczka), tak chwytające za serce, że nie dało sie przejść obojętnie. Toteż nie przeszłam. Teraz goryl jest ze mną w Stanach.
    A ludzie, którzy wiedzą lepiej, zwłaszcza to, że ich przepisy nie dotyczą, znajdą się wszędzie. Choć rzeczywiście Polaków dość często można wśród nich spotkać.

  4. @ miskidomleka
    Jasne, mucha pływała w kakale (ew. w kakałku). I mówili o tym w radiu, na podstawie depeszy Reutera, a słuchałem tego żrąc Big Maca w MacDonaldzie. I tak trzymać, Pawianko luba. Geist der Sprache geht vor!

  5. Znam jedną z szarych – Krzesisławę. Jej laska, biała, to Aspiryna :). Niezły tandem.

  6. Bo my mamy upór we krwi! Taka a nie inna dawka rezystencyjna pozwolił nam wszak na stworzenie całych podziemnych państw. Z naziemnymi radzimy sobie dużo gorzej, ale (na Boga), nikt nie jest idealny.
    Moja piękniejsza połowa zastanawiała się po przyjeździe do kraju nad Wisłą nad tematem pt. czemu tak wielu robi tak niewiele, żeby przechodzić na pasach, a nie np. tuż za autobusem, który zasłania ich skutecznie na tyle, że zaraz mogą zostać przejechani przez bogu ducha winnego szofera jadącego z przeciwka.
    Bardzo rzadko kupuję maskotki, które… tak patrzą. Ale ostatnio dostałam jedną, która właśnie tak patrzy. Była dla mnie, ale używa jej moje młode (coś za często) do przytulania przed snem. Maskotka ta ma pewna głębię spojrzenia. Przedziwne.

  7. Makak pozdrawia Piotrusia. Pierwsza podróż Makaka też była samolotem – tylko odwrotnie, z Budapesztu do Warszawy (przypuszczam, że Pawian na Bałkany podróżuje via BP). Zobaczymy, co wyrośnie z Piotrusia:)
    Kamienistą ziemię bałkańską proszę ode mnie ucałować. Pisaj cesto iz Makedonije!:)

  8. ostatnio spędziłem pół godziny w kolejce w aptece, bo nagle się okazało, ze jakaś epidemia dzieci z czterdziestostopniową gorączką… gorączka sobotniej nocy. No i nikt się nie śmiał na sugestie, że to zapewne świńska grypa 😉 może to i niezbyt lotny dowcip, ale cóż, cham żem i prostak…

  9. No cale Twoje szczescie, zes szczcurka odratowala! Mozesz byc pewna, ze wywdzieczy sie laskotaniem pasurkow i migdaleniem wasikami!
    O reszcie zamilcze, bo sluchac chadko ( cholera, nie wiem jak to sie pisze, wiec nie zabijaj )

  10. A gdy już jesteśmy na pokładzie samolotu – to i płaszczyk wraz z kapeluszami kładziemy tam, gdzie nam wygodnie i nikt nas nie będzie pouczać 🙂 W razie czego odwołamy się do naszych przodków spod Grunwaldu i wezwiemy rodaków na pomoc: „Ratunku, Niemcy mnie biją!”.

  11. A ja z dumą stwierdzam, że nie miałam do czynienia z opisanymi przez Pawiana scenami przedbramkowymi, o. Wszystko gładko i spokojnie. Co więcej: w Polsce wsio odbyło się szybciej i sprawniej, niż w Rzymie.

    Pozdrawiam! 😉

  12. Och, przemyślny naród polski potrafi uatrakcyjnić stanie w kolejce, a że czas czekania się wydłuża dla wszystkich – cóż, coś za coś!

    Ja osobiście wyjątkowym uczuciem darzę klientów w hipermarketach, którzy pchają się z pełnym wózkiem do kas „do 10 artykułów” (wersja obłudna: „ale ja mam niedużo!”, wersja szczera: „ale ja się spieszę” i w głębokim poważaniu mam resztę) i podróżnych, którzy podchodzą prosto do kasy i przpraszają kolejkę – „ja chcę tylko zapytać”, jakby nie istniała informacja i/lub biuro obsługi pasażera, że o wywieszonych wszędzie rozkładach jazdy nie wspomnę. Ostatnio rozrywki dostarczył mi pan, który, po odstaniu swego, usilnie próbował zapłacić kartą w kasie InterCity, gdzie na szybie, na wysokości wzroku pisze wielkimi wołami, że w tejże kasie można płacić tylko gotówką. I przetłumaczyć sobie nie dał.

    Owocnej wyprawy, Pawianie 🙂

  13. Hm
    na stwierdzenie, że mężczyźni w Macedonii nie są przystojni się Pawian gotuje, ale piętro wyżej stwierdza, że Polacy są przeokropni na lotniskach.
    Może się czepiam, ale nie lubię takich uogólnień, tzw przywar narodowych czy jak to się zwie [Polacy to rasiści, ksenofoby, pijaki, noszą skarpety do sandałów i awanturują się na lotniskach a Macedończycy są brzydcy] bo jeśli ktoś mówi o Polkach to siłą rzeczy też o mnie. A ja staram się być grzeczna i miła:]

  14. ech, dobrze Ci i Szaremu. Nie pijcie tylko za dużo wina, żeby wchłanianie dookolności nie doznało uszczerbku 😉

  15. No to, pozdrowienia od Piotrusia dla Piotrusia…

    miskidomleka: oczywiscie: „w moim kałkałku pływa mucha”. No więc, jakie nieistniejące „ł”?

  16. „kałkałku” kojarzy mi się z… no, nie z piciem i jedzeniem 😉

  17. @tani1
    O tak! Jeszcze najlepiej wejść na ulicę przed rozpędzającym się autobusem, który drogę hamowania ma taką, że jednego obywatela z drugim rozsmaruje dokumentnie po podłodze zanim się wszyscy obejrzą. Obywatel jeden z drugim sądzi, że go widać.

    Do Szanownej Autorki:
    Wzięłam i bloga zahasłowałam. Pawian chcący dalej czytać te moje wypociny, proszony o zgłoszenie się na gabrielle@gazeta.pl

  18. Pawian pije kakako, nie odmienia też wyrazu radio. Nikt nie jest doskonały.
    Maja: mysle, ze mozna krytykować fakty. Czyli widze i mnie denerwuje… Widze konkret, nota bene, nie jest to po raz pierwszy. Z tego wylania sie jakas powszechnosc. Uogolnienie, zazwyczaj wtedy stosuje pierwsza osobe liczby mnogiej (tu akurat nie, mea culpa). Natomiast ta pani ustawia wlasne opinie jako fakt. To bylo i smieszne i denerwujace.
    Przepraszam, ale cos sie stalo z komentarzami oho i walda (?), to znaczy zaaprobowalam, a one zniknely… Nie rozumiem. Wot mistyka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: