Na naszej uczelni słońce jasno świeci, czyli „idzie nowe”

– A więc, moi panowie – dodaje radca zapuszczając palec między kołnierzyk a kark kładący się na nim fałdą tłustej skóry więc możemy zaczynać!

– Tak, tak! – odzywają się ponownie głosy. Ale pan radca, świeży urzędnik z wyborów, nie lubi tracić sposobności do małych przemówień, które by gruntowały popularność jego. Chrząka tedy i oparłszy obie dłonie na pulpicie swego biurka tak rzecze:

– Wiadomo panom, jak opiekuńcze są ustawy gminy. Wiadomo panom, że gmina nie, dozwala cierpieć nędzy żadnemu z członków swoich. Ociera łzy, odziewa nagich, karmi głodnych, bezdomnym daje dach nad głową, słabych wspiera.

(Maria Konopnicka)

 

Nie wiem, kiedy to się dokładnie zaczęło, ale fakt, że idzie nowe, stał się jaskrawo widoczny w dniu, gdy Pawian dostał dwie pieczątki. Ktoś, kto wpadł na pomysł, by dać Pawianowi takie przedmioty, z pewnością nie przemyślał zbyt dokładnie swej decyzji. Pawian jeden stempelek zgubi, a drugi zepsuje i tak się skończy jego wielka kariera urzędnicza. Co natychmiast mi przypomniało przygodę z dzieciństwa. Miał ci nasz Pawian w czasach szczenięcych pieczątkę z pieskiem, dokładniej mówić był to buldog z piłeczką. Ba, nawet miał nasz bohater pudełeczko z tuszem, co powodowało, że okresowo był wypaćkany “na zebrę”, a czasem nawet “na pandę”, ale nikomu to nie przeszkadzało, bo pawiańscy rodzice wychodzili z słusznego skądinąd założenia, że jak nie ubrudzi się tym, to czymś innym. I tyle.

W każdym razie proszę wyobrazić sobie małego Pawiana, który z torbą pełną książeczek, kredek, zeszycików i innych tajemniczych przedmiotów (w tym pieczątką) udał się ze swą mamusią do jej miejsca pracy. Pawiańska matka pracowała wówczas w bibliotece pewnej instytucji naukowej. Pawian był dumny i blady, że został zabrany w tak WAŻNE, z punktu widzenia pięciolatki, miejsce. Grzecznie rysował, czytał i mrugał rzęsami, gdy kolejni ludzie mówili: Pani mamo Pawiana, ależ pani ma ładną małpkę.

Oczywiście ta fraza należy do sytuacyjnego decorum i nie należy jej brać dosłownie, nawet jeśli założy się naiwnie, że wszystkie dzieci są nasze. Pewna pani, o sancta simplicitas, uznając że mały Pawian jest taki grzeczny, to pokaże mu instytucję. Pawian poszedł, ale zaznaczmy, że w kieszonce na brzuszku miał pieczątkę i pudełeczko z gąbką nasączoną tuszem, fioletowy on był, a jakże. Pani pokazała Pawianowi laboratoria, a w nich mikroskopy oraz preperaty. Pawian był podniecony i zafascynowany. Potem Pawian zobaczył odczynniki. Potem pokazała Pawianowi sale wykładowe i jednego profesora, co dłubał w nosie. Potem zaprowadziła Pawiana do magazynu, gdzie dostał biały fartuch sięgający mu do pięt. I tu Pawian poczuł się ważny, o jak bardzo ważny. Na samym końcu Pawiana zaprowadzono do jakiegoś działu, gdzie dostał ciasteczko. Powiedziano mu, że ma jeść ciasteczko, bo oprowadzająca go pani musi zadzwonić. No to siedział… przez 30 sekund, bowiem, tak jak nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji, to także nikt nie powinien się spodziewać, że Pawian będzie na dupie siedział. Ciasto zjedzone. Nuda. Nic się nie dzieje. Pawian podstemplował więc pieczątką z buldogiem jakieś papiery…

Po miesiącu okazało się, że to były bardzo ważne papiery i instytucja, która je otrzymała, była obrażona. No czym? Mili Państwo, z powodu jednego buldoga, takie aj-waj robić? A poza tym nie były widocznie takie ważne, skoro nikt nie zauważył działania naszego bohatera, tego aktu sabotażu dokonanego w instytucji wysyłającej.

Morał z tego taki, no chyba jasne – tłumaczyć nie trzeba. Pawian sprytnie nie opowiedział tej historii w swoim miejscu pracy. Idzie nowe, trzeba się przystosować. Kłopoty nie tylko wiążą się z tuszem. Bywają większe.

Cała administracja boryka się z jakimś potworem, dlatego też podpisanie jednego papierka graniczy z cudem, a wydobycie kasy, na jakże przyjemną konferencję wielbicieli starych papierów odbywająca się np. w Berlinie kojarzy mi się z jugosłowiańską partyzantką. Okopani w górach – czekamy na ruchy przeciwnika. Z drugiej strony jest zabawnie, bo Pawian bawi się brzytwą Ockhama (a mówili, nie dawaj brzytwy małpie), przy wielkim popiskiwaniu niezadowolonych. Mój kolega Julien próbował zrobić tak samo, tylko odwrotnie i przydzielił Pawianowi jakieś dziwne przedmioty typu: “jazda na monocyklu między zwałami książek” oraz “jedzenie papieru w warunkach ekstremalnych”. Pawian złożył oficjalny protest, bowiem jest pieniaczem i cholerykiem, a jednocześnie pieprzonym legalistą.

Żeby było jasne, to Pawian nie pracuje w zespole zwolenników tezy, że wystarczy, jak studenty będą znali alfabet. Raczej chodzi o to, żeby nie uczyli się ogólnej teorii niczego. Jednakże jak im wytłumaczyć, że humanista fificzny to jest fach jak ta lala, ale trzeba myśleć? Na razie studenci postulowali na zabraniu, że chcieliby, tak widzi to Pawian, uczyć się w Wyższej Szkole Jazdy na Wielbłądach. Bo chcą mieć fach w ręku i kasiorę w kabzie. Najbardziej rozbawił Pawiana postulat (na wspomnianym zebraniu), że powinniśmy uczyć pisania CV. Najpierw zarechotał nasz Pawian jako ta żaba, a potem się wydarł. Skutek – żaden. I ta wszechobecna fraza: rynek pracy. Jak ktoś mi odpowie, jaki fach fificzny, będzie potrzebny na tymże rynku za cztery lata, to go ozłocę. Na razie, w tym nowym co przyszło, niewiele osób rozumie, że humanista fificzny to człek, który jest wykształcony, oczytany i inteligentny, a także twórczy. Dlatego będzie umiał się przystosować do potrzeb rynku. Może zmieniać zawody jak rękawiczki. Bo jest HUMANISTĄ, do jasnej Anielki. Trzeba wykorzystywać swoje atuty, ale najpierw trzeba wiedzieć, że się je ma. W końcu pochodzimy od ssaków mezozoicznych. Gdyby one nie umiały znaleźć się na rynku, to historia ludzkości wyglądałaby diametralnie inaczej. Humanista łatwo się przystosowuje, bowiem zna mechanizmy przetwarzania zdobytych informacji. A jeśli ktoś chce mieć zapisane na dyplomie np. specjalista – zjadacz papieru, to niech się nie dziwi, że go nie chcą w archiwum druków zwartych. Jakby miał tam fifik, to by go przyjęli. Ot, mityczny rynek pracy, pojęcie chętnie używane przez ministerstwo, jak i niezbyt lotnych dziennikarzy, którymi RYNEK PRACY jest zawalony. Szczęście wielkie – nie ja ich uczę, dlatego śpię spokojnie. Gdyby było inaczej, to bym miała wyhodowane wyrzuty sumienia tak wielkie jako kurdle. A tak na marginesie… Gdzie jest moja pieczątka?

 

 

Reklamy
Published in: on 04/17/2009 at 11:07  18 Komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/04/17/na-naszej-uczelni-slonce-jasno-swieci-czyli-%e2%80%9eidzie-nowe%e2%80%9d/trackback/

RSS feed for comments on this post.

18 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Na razie, w tym nowym co przyszło, niewiele osób rozumie, że humanista fificzny to człek, który jest wykształcony, oczytany i inteligentny, a także twórczy. Dlatego będzie umiał się przystosować do potrzeb rynku. Może zmieniać zawody jak rękawiczki. Bo jest HUMANISTĄ, do jasnej Anielki.

    Jak ciężko na świecie spotkać prawdziwego humanistę. A jak już jakiegoś spotkam, to się okazuje, że po politechnice…

    ;-P

  2. No właśnie. To zupełnie jak z fizykami i astronomami. Wszędzie ich pełno, w każdym zawodzie, nawet w komisji lustracyjnej Macierewicza. I zmieniają zawody bez trudu, bo – NIELUDZCY?

    R. – astronom, co zajmuje się superkomputerami i radiofonią

  3. Jakże mi się ta „Ogólna Teoria Niczego” spodobała.

  4. Ale te pieczątki, te PIECZĄTKI, Pawianie, będziesz je w fioletowym, czerwonym czy zielonym tuszu maczała?! Och, jej… Prawdziwe WAŻNE PIECZĄTKI!!
    A jakbyś miała tamtą z buldogiem, to mogłabyś robić pieczątkowe kompozycje…! Futerko z ekscytacji mię się zelektryzowało. I ten odgłos; ŁUP! ŁUP! ŁUP!
    miaaaauuuu

  5. Post scriptum:
    bo nie wiem, czy wiesz, ale pieczątkowanie bez ŁUP!ania jest nieważne.
    mmmrrr

  6. Gdy byłam mała, to UWIELBIAŁAM, ale naprawdę UWIELBIAŁAM (czy można to napisać większymi literami, bo te nie oddają stopnia) chodzić z mamunią na pocztę. Na poczcie siedziała pani i waliła pieczątką. Jak ja jej zazdrościłam!

  7. @pieczątki
    Moje kochanie z Neapolu mi przywiozło zrobioną z miedzi pieczątkę z brzytwą (tzn. nie pieczątka + brzytwa, tylko taka co odbija na papierze brzytwę). Kiedyś się pochwalę.

    Podpisano: Golarz Filip :-]

  8. Jak widzę temat pieczątek nas wszystkich mocno elektryzuje :), oczywiście tak z ŁUP, ewentualnie w tempie Reksia
    Rafał: astronomowie, jak Kopernik, to humanisci są, ludzie renesansu.

  9. ten mityczny rynek pracy zarzyna polską naukę. jak chłopcy i dziewczeta studenci chcieli zdobyć zawód, to trzeba było iść na fryzjerkę czy budowlańca. zarobki pewne, uczyć się za wiele nie trzeba, zwłaszcza tzw. niepotrzebnych przedmiotów, jak łacina czy filozofia. egzaminami nie stresować i na wykładach pól dnia wysiadywać.
    studia są po to – i dziękuję mojemu tatusiowi, że mi to wpoił – żeby książki poczytać, z mądrymi ludźmi porozmawiać, mieć czas do kina, czy teatru zajrzeć i nie tylko na najnowszego bonda albo śmichy chichy z serialowymi gwiazdami, uczyć się języków i rozwijać się i mieć z tego frajdę. zwiedzać świat. czasem też zaimprezować, nie da sie ukryć:)
    tatuś mój mawiał zawsze, by wykorzystywać swoją młodość, bo do pracy kiedyz trzeba iść i im później tym lepiej:) sam 10 lat na uczelniach siedział i jak potrzeba rodzinna przycisnęła, to do do mu wrócił i zaczął pracować. ale te 10 lat w środowisku naukowym zaprocentowało i nie zamknął się między domem a pracą, ale brał udział w życiu społeczności lokalnej, parał się polityką, pomagał innym, odniósł jakis tam sukces w biznesie. a te ksiązki, które nadal kupowal, choć nie miał juz tyle czasu, żeby czytać to prawdziwe rarytasy są. ostatnio na wysokiej półce znalazłam niespodzianie „Sztukę pamięci” Frances Yates. tato nie fificzny, studiował na SGPiS, ale podstawy kanonu humanistycznego, dostepnego w tamtych czasach, zebrał prawie bezbłędnie.
    i co takiemu dziecku po nawet pólsemestralnej nauce pisania CV? napisze je sztampowo, dostanie sztampową pracę, weźmie sztampowy kredyt i będzie jęczeć, że bank oszukał na odsetkach. ludzie myślą, że wszystko już jest skatalogowane i zapisane, więc pewnie dlatego nie chce im się wyjść poza swe ograniczenia i POZNAWAĆ.

  10. Pamiątam jak to na którejś z cywilnych rozpraw sądowych powódka – artystka plastyk po ASP – ogniście wygłosiła pretensje do władzy, że najpierw daje okazje wykształcenia artystom ale już o prace nie raczy zadbać i oni głodują. Cóż są takie kierunki wykszatałcenia, że to nie może być inaczej jak na własne ryzyko …
    W czasie moich studiów uniwersyteckich, dawano temu chodził dowcip „miała matka trzech synów, dwóch inteligentnych a trzeciego na piltechnice”. Tak sobie myślę (np po wielu rozmowach ze studentami i przeczytaniu kilku wypracowań obecnyuch studentów fakultetu filozoficznego na UW – za moich czasów studia filozoficzne miały charakter podyplomowych), że ten dowcip obecnie całkiem nie na miejscu.

  11. @kwiecień
    ten mityczny rynek pracy zarzyna polską naukę

    Głównie dlatego, że to mityczny rynek pracy a nie rynek pracy. W wielu krajach finansowanie uczelni oparte jest o długoterminowe prognozy, które branże będą się rozwijać, w które chce inwestować państwo (na co innego stawia turystyczna Portugalia a na co innego high-techowa Estonia). A u nas to taki owczy pęd – raz wszyscy chcą być informatykami, potem wszyscy chcą studiować zarządzanie, potem cokolwiek-byle-było na wyższej szkole czegoś i czegoś w Pcimiu Dolnym…

  12. Jest kontrprzykład na konieczną obecność ŁUP, w „Pociągach pod specjalnym nadzorem” pieczątki wydawały co najwyżej ciche „mlask”, a przecież bardzo, bardzo było to ekscytujące (pieczętowanie) 🙂

  13. Nienienienienienienie. My tu mówimy o prawdziwym PIECZĘTOWANIU przy pomocy WAŻNYCH PIECZĄTEK, a nie o artystycznym przetworzeniu motywu pieczętowania przez artystę we filmie. Nie, nie, nie. My jesteśmy zwolennikami czystości formalnej. Młodemu człowiekowi z „Pociągów…” wszak o zupełnie co innego chodziło. Nie należy mylić naszej ekscytacji czystą formą PIECZĘTOWANIA jako takiego, z ekscytacją bohatera filmu. Ekscytować takim pieczętowaniem, jak ten młody, to każdy potrafi. A zaekscytuj Szanowna nameste takim z ŁUP! W tym sztuka.
    miau 😉

  14. @miaukocisko:

    Ale przecież PIECZĘTOWANIE (czy tylko przy użyciu WAŻNYCH PIECZĄTEK? a buldog Pawiana? a brzytwa TrzechM? — zresztą, może i te były WAŻNE, tylko że wtedy trzeba pogmerać przy definicji WAŻNOŚCI), więc PIECZĘTOWANIE czyż nie jest AKTEM symbolicznego Potwierdzenia Obejmowania We Władanie z Kolorowym Śladem?

    Chcesz powiedzieć, że bohaterowi filmu (nie tylko filmu, wcześniej — książki) chodziło o niesymboliczne Objęcie We Władanie tej pani, ale gdyby TYLKO O TO mu chodziło, może nie traciłby czasu na pieczętowanie pieczęcią (z tego, co pamiętam, BARDZO WAŻNĄ) i poprzestałby na dosłownym Obejmowaniu i Innych Czynnościach (S). Ale nie poprzestał, po drodze oddał się też Czystej Formie :). Bez ŁUP.

    I tylko tyle chciałem powiedzieć.

  15. Sa dwie szkoły pieczętowania: otwocka i falenicka. Otwocka szkoła zaleca wyrafinowane i intelektualnie zaawansowane oddawanie się czystej formie, zaś falenicka jest zdecydowanie ludyczna.

  16. Pozdrawiam poswiatecznie!
    Napisz mi tylko, czy zalacznik do maila doszedl, bo w tym niemieckim laptopie mialam niejakie trudnosci z jego wysylaniem!

  17. Ja Cię bardzo przepraszam nameste, ale bez ŁUP! to nie jest Czysta Forma PIECZĘTOWANIA. Albowiem ŁUP! jest koroną dzieła. Mówię to jako dawny PIECZĘTARZ (acz krótkotrwały dosyć). Bez ŁUP! to jest jakaś tfu, ponowoczesność czy co. Brrrr!
    Ale jak gospodyni, Szanowna Pawian rozsądziła – z innych szkół jesteśmy. 🙂
    Co nie przeszkadza z szacunkiem i zrozumieniem łapę ścisnąć!
    miau

  18. Doszło fusillo, wszystko doszło :), dziękuję


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: