Baba Jaga musi zostać włożona do pieca, czyli „ kdo mi se vykakal na hlavu”?

 Wszelkie cytaty z: Bruno Bettelheim, Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartości baśni, Warszawa 1996. Przełozyła Danuta Danek.

 

Obecnie większość dzieci ma do czynienia jedynie z upiększonymi i spłaszczonymi wersjami dawnych baśni, pozbawionymi wszelkich głębszych znaczeń i jakiejkolwiek wagi. 

Gdy mówię o literaturze dla dzieci, nigdy się nie uśmiecham, bo to poważna sprawa. Jeśli spotkacie Drodzy Państwo w EMPiK-u ponurą osobę, tocząca pianę z pyska, stojącą przy półkach z książeczkami dla dzieci, to z pewnością będę to ja. Gdy słyszę teksty młodych rodziców, że jest tyle okrucieństwa na świecie więc bajki dla ich pociech powinny być go pozbawione, bo dziecięcy świat ma być ładny, przyjemny i cukierkowaty, to mam ochotę szpadlem wytłumaczyć, że właśnie tak tworzy się socjopatów. Książki “disneyowskie” budzą we mnie agresję, podobną do tej, która ogarnia mnie na widok księżniczek i koników w kolorze różowym (z cekinami). 

Kiedy nie można dłużej przeczyć, że dane dziecko osaczają głębokie konflikty, lęki, gwałtowne pragnienia i że pada ono ofiarą procesów irracjonalnych wszelkiego rodzaju, dochodzi się do wniosku, że skoro dziecko to doznaje już lęku w tylu sytuacjach, należy je trzymać z dala od wszystkiego, co wydaje się przerażające. Określona baśń może istotnie w niektórych dzieciach wywołać lęk, ale gdy tylko zaczynają one być lepiej obeznane z opowieściami baśniowymi, przerażające aspekty baśni zdają się zanikać, a przewagę uzyskują – i to w coraz większej mierze – te właściwości baśni, dzięki którym słuchanie jej dodaje dziecku sił. 

Zaraz przypomina mi się historia o tym, jak nauczycielka w szkole podstawowej uczulała rodziców, że przemoc jest wszędzie, a oni nie kontrolują swoich dzieci. Wpędzała ich przez kwadrans w poczucie winy, budując krwawe wizje, co mogą zrobić ich dzieci pod wpływem kreskówek, z jej punktu widzenia tworzonych przez zdemoralizowane jednostki bez żadnych zasad, takich jak: “Krowa i kurczak” czy “Chojrak, tchórzliwy pies”. Po tej prawie biblijnej przypowieści odezwała się moja koleżanka, która wówczas poszła na wywiadówkę i zapytała, udając Greka, co należy zrobić, gdy dziecko nie śpi już trzecią noc po przeczytaniu lektury szkolnej (O psie, który jeździł koleją) i dokonało wyparcia zakończenia ze swej psychiki, zaś gdy ojciec dziecka próbował z nim lekturę omówić rozpoczęła się trauma i krzyki: “On nie umarł, słyszysz, on nie umarł. Wrócili do domu i on dostał kolację”.

A potem dzieciak dostał spazmów i trzeba było wzywać lekarza. Przeczytanie lektury o piesku zakończyło się nieobecnością w szkole i atakami histerii. Dodać należy, że owo dziecię wówczas było na etapie najkrwawszych komputerowych “strzelanek” i namiętnie pokazywało gościom rodziców, jak flaki zabitych potworów rozplaskują się na suficie. Do tego wszystkiego jeszcze warto wspomnieć, że owi rodzice byli fificzni i dziecko wychowywane było może nie podręcznikowo, ale z Homerem za pan brat. A zalecenia Bettelheima były im znane tak, jak chemikowi podstawowe prawo mówiące o tym kiedy dolewać wodę, a kiedy kwas. Dziś wspomniany młody człowiek jest już po maturze i wydaje się miłym, niezwykle inteligentnym, bardzo wrażliwym młodzieńcem. Wot siurpryza.

Właśnie z tego powodu, a także dziesiątków innych, podobnych, Pawian z wielką radością przyjął pojawienie się na rynku wydawniczym książki pt. “Mała książka o kupie” Pernilli Stalfeld (a także następnych dzieł tejże autorki traktujących o przemocy i o śmierci).

Najłatwiej wmawiać dziecku, że wzięło się z kapusty, albo przyniósł je bocian, że babcia, albo chomik są w niebie, a sobie tłumaczyć, że dziecko jest bezbronne i nie powinno w związku z tym niczego wiedzieć o przemocy, bo z tą wystarczająco często zetknie się w świecie dorosłych. To, że dziecko nieprzygotowane do zadań czekających go w przyszłości stanie się stałym bywalcem gabinetów terapeutycznych pewien typ rodziców kwituje lekceważącym wzruszeniem ramion i nasileniem wiary w to, że różowe kucyki znacznie lepiej dziecku się przysłużą, niż informacje o fekaliach.

Pawian przypomina sobie książkę z dzieciństwa, zakupiona przez rodziców z okazji ciąży cioci. Była to niezwykła lektura: “Jak zdrowo i cało przyszedłem na świat”. Zakupiona nie dlatego, że Pawian (wówczas mały) niewiele wiedział o tym stanie. Wiedział i to całkiem sporo, ale ilość zadawanych pytań spowodowała, że rodzice pawiańscy jak zawsze postanowili dać mi książkę i umożliwić samodzielne badania, a tym samym ograniczyć ilość pytań, a także przerzucić ciężar dyskusji w bardziej specjalistyczne rejony. Po przeczytaniu tejże książki i zadaniu dodatkowych pytań (w liczbie kilku milionów) stałam się szkolnym ekspertem od rozmnażania i z uczuciem wyższości objaśniałam, że żadna dziurka z boku brzucha się nie robi. No chyba, że pan doktor uzna, iż dziecko wydostanie się droga operacyjną.

Pisząc najpierw o kupie, a potem o rozmnażaniu, nie chce być jako ci uczestnicy forum dyskusyjnego (e-mama), którzy uznawali, że karmienie dziecka piersią jest podobne do wypróżniania, ależ skąd. Chodzi mi jedynie o to, że dzieci pragną wiedzy, rzeczowej i konkretnej. A tłumaczenie kwestii fizjologicznych wcale nie jest łatwe. Dodać należy, że obsesję fekalną sześciolatków rodzice najczęściej zbywają zakazami: nie mów o kupie, bo to nieładne, nie opowiadaj cioci o puszczaniu bąków w przedszkolu, bo to nieładne i niegrzeczne. Penalizacja zamiast wiedzy. Ot, pokłosie XIX-ego wieku, że znów przyczepię się do myśli Foucaulta. Podobnie, jak kwestie fizjologii, dzieci są zainteresowane pojęciami abstrakcyjnymi. Takimi, które dla nas dorosłych po prostu “są”. Dlatego też jeśli masz własne dziecko, albo mocno zaprzyjaźnione i w odpowiednim wieku, to po prostu kup książkę o kupie.

Albo książkę o kreciku, któremu ktoś nasrał na głowę, a on chciał wiedzieć kto to zrobił. Jeszcze nie widziałam polskiej edycji:

 

http://obczaj.net/pl/268229/

Może nam się wydawać niepedagogiczną wielce chęć zemsty krecika, może wydawać nam się śmieszną sytuacja, gdy mała kupa spada z wysokości na łeb wielkiego psa, ale jest to dziecku tak samo potrzebne, jak nam – dorosłym – wyżalenie się na szefa-potwora. I proszę mi nie wmawiać, że zemsta jest niepedagogiczna. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, gdy kupa leci na głowę winowajcy. Nie wmawiajcie mi, że nigdy o tym nie myśleliście. Owszem, myśleliście – to właśnie zawdzięczacie baśniom, że od myślenia, do uczynku jest długa droga. A ci, którzy nie czytają takich baśni podpalają kioski ruchu i wypychają staruszki z autobusu, a jak popiją, to rzygają sąsiadom na wycieraczki.

Baśnie pomagają dziecku w odkrywaniu własnej tożsamości i własnego powołania, wskazując zarazem, jakich potrzebuje ono doświadczeń, aby rozwinąć swój charakter. Tego rodzaju oddziaływania nie wykazuje żaden inny gatunek literacki. Baśnie dają do zrozumienia, że pomyślne, pełne satysfakcji życie dostępne jest każdemu, mimo życiowych przeciwności – lecz jedynie wówczas, gdy nie ucieka się przed pełnymi niebezpieczeństw życiowymi zmaganiami, bo tylko one pozwalają odkrywać nasze prawdziwe “ja”. Opowieści te przekazują dziecku obietnicę, że jeśli zdobędzie się na odwagę, aby tego rodzaju poszukiwania – pełne trwóg i prób – podjąć, wesprą je dobre moce i odniesie zwycięstwo. Przynoszą one również przestrogę, że kto jest zbyt lękliwy czy małego serca, by dla odnalezienia siebie narazić się na niebezpieczeństwo, ten będzie wiódł egzystencję jałową – o ile nie spotka go jeszcze gorszy los.

Reklamy
Published in: on 04/03/2009 at 11:24  22 komentarze  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/04/03/baba-jaga-musi-zostac-wlozona-do-pieca-czyli-%e2%80%9e-kdo-mi-se-vykakal-na-hlavu%e2%80%9d/trackback/

RSS feed for comments on this post.

22 komentarzeDodaj komentarz

  1. Pięknie napisane, zgadzam się chyba z każdym słowem. Też mi się BARDZO nie podoba ukrywanie i okłamywanie dzieci. Strasznie infantylne nam się zrobiło dzieciństwo od XX wieku, ze skrajności w skrajność..

  2. ukrywanie prawdy oczywiście miało być 😉

  3. No tak – wychowywanie pod kloszem przynosić musi określony efekt. Baśniowy trening zawierający zderzenie z wirtualnymi okropieństwami wytworzyć może u człowieczka swoistego mechanizmu przystosowania i amortyzacji okropieństw realnych. Słuszne jest słuszne. 🙂
    Ale i obiło się o uszy, że na przypadki realnych zachowań nacechowanych okrucieństwami młodych ludzi miały wpływ nadmierne epatowanie ich świadomości przeróżnymi makabrami i aktami przemocy(zapewne także basniowymi – a te okapujące krwią i okrucieństwem specyficzne filmy to też gatunek baśniowy). Rzecz zatem i w proporcjach.
    Jak dla mnie podstawowa korzyść z lektury baśni, to praca nad rozwojem wyobraźni maluszków, a i genialny „zapychacz” czasu zwalniajacy rodziców od wysiłku „rozrywania” dziecka.

    „I proszę mi nie wmawiać, że zemsta jest niepedagogiczna. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, gdy kupa leci na głowę winowajcy. Nie wmawiajcie mi, że nigdy o tym nie myśleliście.”
    Pomnę reakcje mojego dziecka i moją na okrutne przygody bohaterów serii filmów „Zajec – nu Pagadi!”… byliśmy kibicami złego charakteru, groźnego, a zębatego Wilka polujacego na zająca (wilka wiecznie przegrywajacego i biorącego w finale cięgi). Czy to już oznacza u mnie charakteropatię? 😉

    Czy fraza „jeśli zdobędzie się na odwagę, aby tego rodzaju poszukiwania – pełne trwóg i prób – podjąć, wesprą je dobre moce i odniesie zwycięstwo. Przynoszą one również przestrogę, że kto jest zbyt lękliwy czy małego serca, by dla odnalezienia siebie narazić się na niebezpieczeństwo, ten będzie wiódł egzystencję jałową – o ile nie spotka go jeszcze gorszy los.”
    aby nie przesadzona? Czy to nie dobry sposób by przy okazji wychowywać osoby „małomądre”? Może to raczej doskonały sposób do wychowania kogoś w stronę kamikadze, a nie osobowości ze wzbudzoną refleksyjnoscią?
    Ukłony

  4. Mnie się też to obiło o uszy, ale nie widziałam danych potwierdzających. Wiktoriańskie wierszyki o uciętych paluszkach tez można podciągnąć pod kategorię „krwawa jatka”
    Nie, nie oznacza. Wręcz odwrotnie. Popieranie Wilka świadczy o zdrowiu psychicznym. Wszak cały cykl był poswięcony rywalizacji bohaterów, uciekaniu i gonieniu. Czy zawsze trzeba być postronie uciśnionej piekności? 😉
    Fraza ta, to cytat – ale mi sie przypomina pewna historyjka. Stałam na placu zabaw z koleżanka, której córka nie chciała wpychac sie między dzieci i zjechać ze zjeźdżalni. Kolazanka, czyli mamusia dziecka, zachęcała owo dziecko okrzykami. I mówiła mi, że dziecię jest niesmiałe i wyjątkowo nie razi sobie w grupie, stając się zawsze ofiarą. A bajeczki miała czytane. Wniosek? To nie jest takie proste. Dziecko refleksyjne, wrażliwe i nieco tchórzliwe, z pewniścią nie stanie się kamikadze, a dla małych twardzieli zawsze można znaleźc baśnie o tych bohaterach, którzy byli empatyczni, chętni do pomocy i za to własnie zostali nagrodzeni. Czyli np. bajke o tym jak Jasiek króla wężów spotkał, a spotkał go dlatego, że wczesniej nad innym węzem się ulitował i do wody go wsadził. Bajki mają to do siebie, że dla każdego jest w nich cos dobrego
    Ukołny

  5. Taka historyjka:
    mojemu czteroletniemu wnuczkowi dokuczył w przedszkolu kolega – podrapał go po buzi, cos mu sie nie spodobało, bywa.
    Ciocia mojego wnuczka, mgr psychologii, poradziła mu, żeby – gdyby się sytuacja powtórzyła – poskarżył się pani przedszkolance.
    Ja – żeby nie pozwolił sobie zrobić krzywdy: odepchnął, zagroził, że ‚odda’, a jesli już – oddał.
    Hm, to nie było wprost a’propos Twojego wpisu, ale …
    tak mi się skojarzyło;)

  6. „Opowieści te przekazują dziecku obietnicę, że jeśli zdobędzie się na odwagę, aby tego rodzaju poszukiwania – pełne trwóg i prób – podjąć, wesprą je dobre moce i odniesie zwycięstwo. Przynoszą one również przestrogę, że kto jest zbyt lękliwy czy małego serca, by dla odnalezienia siebie narazić się na niebezpieczeństwo, ten będzie wiódł egzystencję jałową – o ile nie spotka go jeszcze gorszy los.” – Bardzo piękna myśl,ale obawiam się, że większość rodziców nie ma odwagi wychowywać dzieci w tak szlachetnym duchu i dokłada wszelkich starań, żeby im przetrącić kręgosłupy, bo to jedyna gwarancja, że nigdy nie oderwą się od ziemi. Bardzo to przygnębiające

  7. hm, dorzucę swoje trzy grosze, może nie o baśniach, za to o dzieciach i lekturach. Moje Dziecko ma latek 13 i właśnie wchodzi w świat lektur, które sama świetnie pamiętam, bo różnica wieku niezbyt duża. W świat opowieści, przed którymi chciałabym ją ochronić. Kosiński, Borowski, Krall, Baczyński- te klimaty. Jeszcze nie w tej chwili, Ale tuż tuż. I wiecie co? Ja nie chcę. Możecie mówić, że jestem złą matką, ale ja bym moje dziecko najchętniej zasłoniła przed światem którego opisy plastycznie sama mam w pamięci. I po którym nigdy nie byłam już taka sama.
    Psa, który jeździł koleją nie czytałyśmy, tak samo Anielki, Antka i Naszej Szkapy.
    Trudno jest być rodzicem małego dziecka, ale o wiele trudniej dużego.
    Ot, taka refleksja.
    P.S. Dla mnie samej nawet Andersen był nie do zniesienia, Bracia Grimm tym bardziej.
    Ale uwielbiałam Baśnie z 1000 i jednej nocy.

  8. ta…..
    a ja wyroslam wlasnie na basniach Andersena i Braci Grimm i paru jeszcze podobnych.
    Nie zaluje.

    Nigdy nie lubilam filmow i bajek disneya, uwazam, ze robia szkode.

    Jak sie czyta basnie, mimo ze wydaja sie one okrutne, to jednak jak Pawian pisze: dzialaja bardzo pouczajaco, pozawalaja przezyc bolesne doswiadczenia (np. ten zmarly pies) w sposob nieinwazyjny, OSWOIC je.

    Ucza jak walczyc z bolem, z przeciwnosciami, z cala kupa zycia, nie wylaczajac smierci.

    a czego uczy Disney? Ze wszystko jest fajne i piekne a zlych wystarczy zrzucic z dwunastego pietra albo najechac walem drogowym. Zostana slusznie ukarani, krew sie nie poleje (wszak to bajka dla dzieci), negatywny bohater wstanie i pojdzie sobie.
    Potem taki dzieciaczek walnie kolege w klasie butelka w leb i bedzie zdziwiony, ze rozwalil czaszke a dziecko czeka powazna operacja.

  9. właściwie to nie na miejscu i być może nie na temat,
    ale…
    przemocy to do diabła jest wszędzie do cholery, poznawania świata od najgorszej strony – tyż!
    wystarczy tiwi nie włączać (a czuwać cały czas się nie da)
    różowiutkie uproszczenia dla dzieci są rzeczywiście nie do zniesienia, ale nie dlatego, że lukrują, ale dlatego, że najczęściej niszczą literaturę,
    a tekst Pawiana jest dziwny, bo z jednej strony mam wrażenie (sądząc po całokształcie twórczości), że Pawian jest zdecydowanym zwolennikiem wychowania bezstresowego (w żadnym razie ścierą!!!), z drugiej zaś, ten dzisiejszy jakby chciał dzieciaki na gwałt do świata przyuczać

    głupie pytanie: Pawian ma dzieci czy tak jak ci faceci w sukienkach wie lepiej?
    (za pytanie przepraszam, ale po sześciopaku żem jest)

  10. Kuszelas: Pawian kiedyś napisał o tym, czy ma dzieci, czy też nie. Powtarzał się nie będzie. Pawian jest profesjonalistą. Pedegogiem. Rzeczywiście, jest tak, że Pawian jest zwolennikiem wychowania bezstresowego. Jednakże to wychowanie nie oznacza, łapania za włosy Kuszelasa i walenia mu w czambuł. Linia jest konsekwentna. Wychowanie bezstresowe znaczy cokolwiek innego, niż głupie formułki. Wychowanie bezstresowe = brak łamania kręgosłupa, oceany cierpliwości, nie ma tematów tabu, racjonalizm + dziekcko jest inteligentne, domaga się wyjaśnien, nawet trudnych.
    Pawian nie wyjasni teraz wszystkiego, ale najpierw był basen, a potem piwo. Mniej więcej w tych samych ilościach, co u Kuszelasa. Jakby były jeszcze jakieś pytania, to Pwian odpowie.
    PS. Pawian nigdy nie uderzy dziecka, żadną scierą, dzieko może miec lat 20, a dziekiem też może być chomik. Pawian być pedagog.

  11. zasadniczo to jest kwestia technologii,
    w przypadku kuszelasa najpierw piwo, potem kaczka (basen też może być, ale to mniej wygodne)

    pytanie o dzieci było niepotrzebne, sorki
    (może pisane było, nie wiem, nie czytałem, nie pamiętam, nie o to szło)

    „brak łamania kręgosłupa, oceany cierpliwości, nie ma tematów tabu, racjonalizm + dziekcko jest inteligentne” to nie jest wychowanie bezstresowe, tylko normalka (tj. powinna być, a na dzieci powinno się wydawać licencje)
    wychowanie bezstresowe to jest zezwalanie dziecku na deptanie po współpasażerze w tramwaju, plucie na sklepową, wcieranie gumy do żucia we włosy koleżanki dziecka – kary nie ma, bo kara stresuje
    to jest standard, tak samo jak standardem jest stosowanie kabla od żelazka zamiast ścierki, i to jest niestety życie
    czy do tego trzeba jeszcze dzieciakom wyjaśniać bajki Bettelheimem?

    p.s. jeżeli dziecko ma 20 lat – pomijając kłopoty definicyjne – to stosowanie ściery, o ile zakładamy, że jest nadal konieczne, to zupełny bezsens; lepszy jest bejsbol!

  12. Nie, wychowanie bezstresowe, jest potocznie utożsamiane z tworzeniem potworków, a tak naprawdę oznacza coś innego. To jedna z teorii pedagogicznych, która w Polsce stała się hasłem używanym całkowicie bez zrozumienia. To tak samo jak z feminizmem. Kłopoty z definicją = społeczna niewiedza o zjawisku. Przepraszam, że tak krótko, ale jestem zajęta. Ukłony.

  13. Chciałam zacząć od tego,że polska edycja książki o małym krecie jak najbardziej istnieje. Istnieją również inne książki dla dzieci o tematyce fizjologicznej(brzydko to zabrzmiało,ale mój stosunek do nich jest b.pozytywny). Niestety,mam wrażenie,że chyba kupuje się je głównie na osiemnastki, bo rodzice małych dzieci stronią od nich jak od ognia, zwracając się raczej ku jakimś „różowo-pluszowym” bajkom Disneya,albo,o zgrozo,”adaptacjom” bajek Andersena czy Braci Grimm(spora część moich znajomych z uczelni nie zna np oryginalnego zakończenia „Małej syreny”).
    Dlaczego pozbawiać baśniowego świata,w którym zło istnieje(ale zawsze przecież zostaje ukarane),czy książek,które tłumaczą zasady funcjonowania świata? Różowe kucyki i Barbie nie oswoją dzieci z prawdziwym życiem,a rodziców przed pytaniami.

  14. Przegladalam ksiazke o kupie. Przyznam, ze nie podoba mi sie – raz, ze jest za dluga i tylko o kupie (nawet mnie nudzi po 5 stronach), dwa, ze nie wiadomo dla jakich dzieci, w jakim wieku? Bardzo malemu dziecku (jak susznie zauwazyl jeden z moich zkladkowiczow), ktore nie wie co to kupa, takiej ksiazki sie nie przeczyta, wieksze… no coz, juz wie, co to kupa, w razie czego mozna temat i samemu dowcipnie dziecku zapodac w taki czy w inny sposob, na co co inteligentniejsi rodzice potrafia sie zdobyc (ci z innej „polki” w ogole ksiazki o kupie nie kupia ;). Temat tak, ale po co cala ksiazka o kupie? Chyba po to tylko, zeby samemu sobie udowodnic, ze otworzylo sie nowa epoke w historii literatury edukacyjnej.
    Co innego ksiazki o rozmnazaniu – tak, tego jest za malo i zgoda. Wariactwo i zaprzanstwo sie szerzy.
    Co innego „disneyowskie” basnie o pieknych krolewnach i wspanialych pieskach.
    Na szczescie moje dziecko wychowuje na potrornych i wynaturzonych japonskich produkcjach wszelkiej masci oraz na smutych do bólu baśniach Andersena.

  15. Pink_Hamster: muszę poszukać ksiązki o krecie, dziękuję za informację. A baśń o małej syrence jest doskonałym przykładem literatury kastracyjnej
    tani: de gustibus… Etap defekacyjny w życiu sześciolatków istnieje. Czy jest to nowy etap w historii literatury edukacyjnej. Bo ja wiem…
    Odpowiem wierszykiem, mocno starym:
    Ciocia wpadła nam do studni
    I spoczywa tam od stu dni
    Uważajcie moi złoci,
    żeby się nie napić cioci
    😀
    Albo dziecięcą przeróbką znanego wiersza:
    Andziu, rzekła dobra ciotka
    Nie obgryzaj mi nagniotka.
    Andzia cioci nie słuchała
    Zgryzła i zwymiotowała

  16. Książka jest dostępna np w katalogu internetowym Empiku(ma nadzieję,że nie zostanie to uznane za jakąś reklamę :),a z tematów pokrewnych polecam jeszcze „Kupa.Przyrodnicza wycieczka na stronę”,już nie o ludziach,tylko ogólnoprzyrodniczą – naprawdę niezłe,z humorem i wartością edukacyjną.

  17. Pies, który jeździl koleją to była pierwsza w moim życiu książka, po ktorej miałam strasznego moralnego kaca. może nie przeżywałam tego az tak bardzo, jak syn Twoich znajomych, ale dlugie lata we mnie to siedziało. i jeszcze podobnie zareagowałam na okrutne, surowe baśnie ewenków i innych ludów północy. ale i tak gorsza była trauma wyniesiona z lekcji religii, bo siostra katechetka groziła moim rodzicom całkiem realnym dla ośmioletniego dziecka piekłem, a ja za nic nie mogłam ich zmusić, by jednak regularnie chodzili na niedzielną mszę:)
    rozumiem, ze istnieje w młodych rodzicach pokusa, by chronić swoje dziecko przed okrutnościami świata. mogę polecić im lekturę „Kongresu Futurologicznego” Lema. tam jest opis krainy przyszłości, w której prawie wszystko jest idealne, a to z powodu rozpylanych „psychemikaliów”. czy ktos z nas chciałby być trzymany w takiej kolorowej iluzji? ponadto odkrycie realnego świata może być prawdziwym szokiem. tym wiekszym im bardziej chronionym było się w dzieciństwie.
    Bałkany, widzę, natchnęły Pawiana. prawie co dzień nowa interesująca notka:)

  18. Kiwałam z przekonaniem głową przy każdym napisanym przez Ciebie zdaniu.Piszesz o literaturze, ale równie dobrze odnosi się to do filmów dla dzieci. Hitem jest obecnie modny slogan „bajki bez przemocy”. Jak nie ma przemocy, to rodzic ma sumienie czyste i oddychając z ulgą dziecię przed TV posadzi. A że bajka przy tym głupia, brzydka, z kiepskim scenariuszem, drewnianymi dialogami i debilnym przesłaniem, to już nieistotne.
    Pamiętam, że kiedyś, po pewnym wyjątkowo głupim artykule w GW nt. szkodliwości kreskówek, w podobnym do Twojego tonie napisał kiedyś na swoim blogu W. Orliński, też zresztą powołując się m. in. na Bettelheima. Polecam.

    P.S.Traumę po śmierci psa jeżdżącego koleją pamięta całe moje pokolenie.Kolega zamknął się w szafie na wiele godzin i rozdzierająco szlochał.Ostatnio mój syn, czteroletni, obejrzał ze mną ekranizację pierwszej części Harry Pottera. Zadziwiająco dużo rozumiał, więc pozwoliłam mu oglądać. W jednej z końcowych scen gdy Hagrid daje Harry’emu czarodziejskie zdjęcie jego rodziców (usmiechniętych i machających), moje dziecko wybuchnęło płaczem: „Mamo, jego rodzice wrócą, prawda?” Nie wyprowadziłam go z błędu. Nie mogłam. Jeszcze nie teraz.

  19. Pawianno, otworzyłaś puszkę Pandory, sądząc po ilości komentarzy. No tak, wszyscy jesteśmy dziećmi do śmierci…

    Ja opowiadałem mojej pierworodnej baśń o królewnie Śnieżce w wersji złagodzonej, że na końcu wygnano złą macochę-królową do lasu, oszczędzając córce wersji o nałożeniu butów żelaznych, rozpalonych do czerwoności.

    I kiedyś mała zdumiała mnie, gdy sama zakończyła to oszukane wygnanie do lasu „a tam zjadły ją wilki”! Od tego momentu opowiadałem jak Grimmowie zapisali, bez łagodzenia!

    Miałem to peerelowskie wydanie Bettelheima w dwóch, jeśli dobre pamiętam tomach, które rozpadały się na kawałki i w końcu gdzieś zniknęły…

    Pozdrawiam baśniowo
    🙂

  20. Smutne baśnie Andersena, okrutne bajki Grimmów, a nawet horrory Mastertona (znajomość z twórczością tego pana rozpoczęłam, mając 9 lat – od „Wyklętego”; traum nijakich po tym nie mam) – nie to robi z dzieciaków psychopatów, socjopatów i jednostki społecznie nieprzystosowane. Jednak z zadziwiającym uporem wielu rodziców uważa, że mordowanie ufoków czy oglądanie filmów, przy których trzeba podstawiać miskę pod ekran, żeby krew podłogi nie zalała, jest dla psychiki dziecka gorsze niż oglądanie tatusia piorącego mamusię po pysku czy słuchanie mamusi wrzeszczącej, że żałuje, iż potomka swego nie wyskrobała, gdy miała na to szansę.

    Opłakałam rzewnymi łzami śmierć Lampo, a jeszcze rzewniejszymi – okrutny los stokrotki z jednej z baśni Andersena. Mimo że opisy, jak to meksykański demon morduje Bogu ducha winnych ludzi, nie wycisnęły z moich oczu najmarniejszej łezki. A wszystko to w wieku mocno wczesnoszkolnym. „Stokrotka” wcześniej nawet, bo matka moja uznała, że najlepszą metodą wychowania dziecka jest umożliwienie mu samodzielnego pochłaniania książek na możliwie najwcześniejszym etapie, co doprowadziło do mojej czytelniczej samodzielności, gdy miałam 4 lata. Żadna przeczytana potem książka – nawet jeśli w danym momencie była zupełnie „nie na mój wiek” – krzywdy żadnej mi nie wyrządziła.

    To nie książki łamią dzieciom kręgosłupy i podcinają skrzydła – robią to rodzice i inni dorośli, którzy mają wpływ na małego człowieka.

  21. Ani Grimm, Andersen czy pies który zdechł nie zestresowali mnie tak, jak scena pieczenia dziecka w „Antku muzykancie” bodajże. Czytałam to w podstawówce i dalej pamiętam ten barwny opis, jak się w tym piecu wędzi, miota próbując wydostać, a potem wyciągają ją już martwą, z odłażącą spaloną skórą.
    Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby mi to wówczas ktoś ocenzurował.

  22. Moje szesciomiesieczne dziecko wie co to kupa, bo jak zrobi to sie domaga, zeby zabrac, wiec roznie to bywa.
    Bettelheima zawodowo nie lubie za obwinianie matek i aktywne uczestnictwo w autystycznej paranoi. Ale o bajkach pisal slusznie. Ksiazka o kupie jest super. I dziekuje Pawianu za przypomnienie mi o „Jak zdrowo i calo przyszedlem na swiat” – ide grzebac w czelusciach bo Dzidzin bedzie na tym pedzony. I na braciach Grimm. I na Andersenie (chociaz mnie nudzil jak bylam dzieckiem). I na „Krowie i kurczaku”, takoz na tej kreskowce o ninji, ktory sie w ogole nie odzywa, ale estetyczny jest bardzo. Jako specu od dzieciecego rozwoju nie mam nic do zarzucenia klasycznemu Disneyowi – przeciez Bambiemu zastrzelili matke, nie? A te biedne krasnoludki tak strasznie cierpialy jak myslaly, ze Sniezka umarla. Szkoda tylko, ze zdemolowali Kubusia Puchatka. Natomiast koncern Mattel i jego rozowo-plastikowy chlam powinien isc caly do piekla. Psa co jezdzil koleja nie pamietam. Albo wyparlam, albo udalo mi sie nie przeczytac i sciemnialam. Raczej to drugie, bo jako dziecko i mlodziez zakochane w literaturze, wojowalam z kanonem lektur. Scene pieczenia dziecka mocno odchorowalam, ale film „Poltergeist” w sumie tez zaowocowal stanem podgoraczkowym.
    To ide grzebac w tych czelusciach. Ciekawe co tam sie jeszcze kryje.
    Dziekuje Pawianu za ten tekst.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: