Familiarność, chamstwo czy seksizm, czyli kim jesteś człeku? (Poradnik)

Na straganie w dzień targowy

Takie słyszy się rozmowy:

„Może pan się o mnie oprze,

Pan tak więdnie, panie koprze.”

„Cóż się dziwić, mój szczypiorku,

Leżę tutaj już od wtorku!”

Rzecze na to kalarepka:

„Spójrz na rzepę – ta jest krzepka!”

Groch po brzuszku rzepę klepie:

„Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?”

„Dzięki, dzięki, panie grochu,

Jakoś żyje się po trochu.

Lecz pietruszka – z tą jest gorzej:

Blada, chuda, spać nie może.”

„A to feler” –

Westchnął seler.

(Jan Brzechwa)

Poprzednia notka ujawniła płynność granic. Co jeszcze można zaakceptować? Czy godzić się, choć z nieco oklapniętym uszkiem, na familiarne poklepywanie po brzuszku, czy trawić ze szczękościskiem, a za co już należy walić szpadlem po łbie. Napotkane po drodze ciężarne znajome pawiańskie zawsze narzekały na macanki. Każdy podłaził i po brzuchu klepał, obmacywał, a co więksi zboczeńcy, płci obojętnej – głaskali. Nagle okazywało się, że w przypadku kobiety ciężarnej, nie istnieje dystans graniczny, nie istnieje nietykalność cielesna. Dopóki nie była zapłodnioną mówiło się do niej: Dzień dobry pani Krysiu, zaś gdy tylko objawiała światu swą pełnię, czy kompletność (tu mówię językiem Freuda), nagle ludziska witali ją grzecznie i tytułowali nadal “panią Krysią”, a następnie wystawiali łapska i macali ją po żywocie.

Moja ciotka Eufrozyna, gdy została babcią, wszystkim pokazywała zdjęcie swojej córki z biustem na wierzchu, w trakcie karmienia potomka (nota bene niemowlę było odziane). Gdy ciskałam się wściekle od własnej matki usłyszałam: A o co ci chodzi?

Odpowiedź nie była prosta, bo “przecież zawsze tak było”. Zapytałam, czy dziecko ciotki Eufrozyny chce być pokazywane połowie Polski w negliżu? Żeby było jasne: nie widzę niczego nagannego w publicznym karmieniu dziecka (tekst o tym też gdzieś można znaleźć w rozważaniach pawiańskich), bo to czynność naturalna i wara wszystkim od małego ssaka i jego opiekunki. Jednakże wścieka mnie to, gdy kobieta w ciąży i młoda matka traktowane są jako naczynie, jako przedmiot, jako inkubator i na pewien czas tracą własną tożsamość stając się woreczkiem, który wszyscy poklepują, a następnie pojemnikiem na mleko, w którym nikt indywidualności nie widzi i można ów pojemnik rodzinie, powinowatym i znajomym pod nos podsuwać, nie dostrzegając w tymże fakcie jakiegokolwiek naruszenia godności osobistej, a także symbolicznego gestu wywalenia do piachu wolności osobistej.

Czy jest to gest dyskryminacji płciowej, czy też po prostu familiarność, gruboskórność, a nawet źle pojęte zainteresowanie, albo życzliwość.

Wedle mnie, przekupka (może to być także przekupień), która/który na targu zwraca się do wszystkich klientów: słoneczko, kaczuszko, sreberko, złotko, perełko, albo skarbeczku jest po prostu źle wychowana/y. Uważa, że nawiązanie więzi z klientem jest związane z brakiem dystansu. Sprawa jest niezmiernie prosta. Ten sam mechanizm można obserwować ostatnio, gdy modnym staje się przechodzenie ze wszystkimi na “ty”. Używasz form “pan”, albo “pani’ to nie jesteś trendy i cool. Szczęka mi opada, gdy istota młodsza ode mnie o trzysta lat skraca dystans i mówi: “Pani Pawian, tak mi jakoś niezręcznie, możemy sobie mówić po imieniu?” Co wówczas odpowiedzieć? Jak się zachować, wszak cisnąca się na usta riposta: “Pójdź dziecię, ja cię uczyć każę”, jest niedopuszczalna. Pawian się przyzna, że nie jest asertywny, a potem zgrzyta zębami, gdy jakaś dziunia, albo dziuń, mówią do niego: Pawianeczku, Pawianku, albo Pawianusieńku… No tylko wziąć szpadel i… we własny łeb się trzasnąć, że się nie potrafi powiedzieć: “Nie, nie będziemy ze sobą po imieniu i koniec dyskusji”.

Dla Pawiana to także jest kwestia manier. Jednakże pod ich płaszczykiem przemycane są często czysto seksistowskie zagrywki, które wyglądają niewinne, na fraternizację, na nadmierną familiarność, a są po prostu czystym wytworem społeczeństwa patriarchalnego. I dlatego Pawian sugeruje, że klepanie ciężarnej, a także pokazywanie zdjęć karmiącej bez konsultacji z nią jest właśnie taką sytuacją. Nieważne, czy robi to kobieta, czy mężczyzna. Chodzi raczej o ubezwłasnowolnienie kobiety występującej w pewnej funkcji. Jakiś czas temu, jeszcze na socjopatycznej pisałam o właśnie wtłaczaniu kobiety w role i obdarzaniu jej funkcjami społecznymi, po to by nigdy nie mogła być po prostu sobą. Brzuch nie jest więc twój droga ciężarna koleżanko, bo stałaś się przedmiotem. Podobnie jest z twą piersią, który nagle stała się przenośną butelką na mleko. I koniec. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że takich rzeczy nie robi się mężczyznom, ponieważ nie bywają w ciąży i nie mają mleka. Tyż prowda! Jednakże nie tu sprawa się zaczyna, tu już Hund jest begraben, bowiem jeśli społeczeństwo akceptuje reklamę gładzi szpachlowej czy wody Vichy, a do tego potrzebuje kobiecego ciała, to od razu widać, po co my jesteśmy na tym najlepszym ze światów i jakie są obowiązki i przywileje, jak rozdane są karty. Ściągaj majty jedna z drugą, nieważne że znasz pięć języków i masz trzy fakultety. Gładź, gładź… szpachlowa się liczy i twój tyłeczek.

http://billbordowy.blox.pl/resource/gladz01.jpg

a tu odpowiedź:

http://bi.gazeta.pl/im/3/5032/z5032313N.jpg

Pawian przypomina sobie chwilę sprzed kilku lat, gdy rodzina bliższa i dalsza dowiedziała się, że nasz bohater zdobył uprawnienia do noszenia dwóch literek. Duża część po prostu gratulowała, niektórzy byli dumni, niektórzy zaś otwierali szeroko oczy ze zdumienia, a nawet podziwu. Najlepszą reakcję zaprezentował wuj Lucek, który rzekł, przytulając mnie do siebie: No dumny jestem doktorze, ale dla mnie zawsze będziesz małym, kochanym Pawianem. 

Wówczas pomyślałam sobie przez moment, że wujo zmienił zdanie na mój temat, bo jeszcze kilka lat wcześniej znany był z uwag typu, że skończę na szubienicy. Po analizie wypowiedzi mi przeszło, wuj Lucek bowiem upraszczał sobie świat. Wizja Pawiana jako małej istoty z upapraną marchwią w łapie i opadającymi porciętami była dlań do przyjęcia, zaś Pawian oficjalny, namaszczony ustawowo, wymykał się spod kontroli. Nie zauważył mój szanowny wuj, że zarówno Pawian w dziurawym odzieniu, siedzący okrakiem na prosiaku i podpalający gołębnik, był tą sama istotą, co Pawian dyplomowany. Jednakże wuj Lucek z wyżyn (lub nizin) swej mentalności nie wiedział o wielowymiarowości istot ludzkich i porządkował zawsze świat wedle własnego mniemania. Seksizm, czy zwykła głupota?

Okazało się, że to pierwsze, ale dopiero wówczas, gdy syn wuja – Marcjalis – skończył studia. I to jakie, Proszę Państwa. PRAWNICZE. A na dodatek dostał się na APLIKACJĘ. Pawian w oczach wuja na zawsze pozostał małym i kochanym Pawianem, zaś jego syn był PRAWIE PROKURATOREM. O córce – instrumentariuszce w wielkiej klinice – jakoś się nadmiernie nie rozgadywał. Ciekawe dlaczego?

I właśnie tu zaczynają się schody, o których w odcinku następnym stanie, bo już się nasz Pawian przydrożny niemożebnie rozgadał…

PS.

http://wyborcza.pl/1,76842,5033139.html

 

 

 

 

 

Reklamy
Published in: on 03/30/2009 at 20:29  20 Komentarzy  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/03/30/familiarnosc-chamstwo-czy-seksizm-czyli-kim-jestes-czleku-poradnik/trackback/

RSS feed for comments on this post.

20 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Lektura Twojego tekstu Pawianie drogi, przypomniała mi sytuację z końca roku, w której spotkałam się z dawno niewidzianą znajomą, a która to – jak napisałeś – była od miesięcy kilku w stanie „pełni i kompletności”. Na nic nie narzekała tak jak na to powszechne klepanie, głaskanie, macanie, tak jakby nagle, z uwagi na swoją „pełnię”, przestała być właścicielką własnego brzucha. Brzuch jej nagle stał się dobrem społecznym i przeznaczonym dla rąk, rączek i łap wszystkich chętnych. W swojej kocikowej ograniczoności nie wiem jak można wpaść na pomysł, by kogoś tykać, tylko z uwagi na to,że jest w ciąży? Co to nagle ktoś staje się inkubatorem na dwóch nogach, który pozbawiony prawa nie-tykalności? Z tej perspektywy rozumiem tekst, jaki kiedyś rzuciła jedna pani do drugiej (tykana do tykającej). Kiedy druga (oczywiście obłapiając) rozpływała się, jak to cudownie, że ta pierwsza będzie miała dzidziusia, usłyszała: to sobie zrób! 😉

  2. Pawianie drogi, nikt nie bliski, brzuszka mamy nie dotknie, a jak dotyka , to bliski i ze stada pawianow jest, tak jak i Mama pawianka, to stadne, nie tam jakies patriarchalne, po prostu grupowo pawianskie. pomysl troche o pawianoludziach cieplej niz o jedyniesamcach. wiesz wiele samcow sie cieszy ze ludzie sie kochaja i maja dzieci . a jak znajome ludzie to zwłaszcza…

  3. Do ?; ale o so chodzi z tymi samcami, bo Pawian nie kuma? A informacje o gromadnym macaniu ciążowych brzuchów przez ludzkość ogólnie pojmowaną (dwupłciowo), jako element kultury Pawian dowiedział się od koleżanek zamierzających się rozmnażac. Proszę z Pawianem nie rozmawiac o feminizmie w kategoriach samce, bo Pawian się wścieknie i szpadel będzie w robocie. Rozmawiamy o feminizmie, a nie o kastracyjnej wizji quasi-feministek :), nieprawdaż? Dla osoby komentującej po raz pierwszy przypomnienie: czytamy ze zrozumieniem, albo dostajemy po łapach, jasne 😀

    Kociku, to samo mówiła mi ostatnio ta mała, co wiesz, pracuje ze mną… Macanki, łącznie z panią w sklepie.

  4. ad: ? – ja mam teraz brzuch „kompletny”. I nieprawda, że macan on jeno przez rodzinę i najbliższych. Owszem, najbliższy przyjaciel brzucha w ogóle nie dotyka, bo nei z brzuchem się on przyjaźni – uwzględnia on ten brzuch, proponując miast tradycyjnego caberneta herbatki i inne erzatze, ale łapy trzyma przy sobie. Zaś ostatnio za brzuch mnie złapała znienacka w pracy osoba, z którą owszem, wymieniamy poglądy na temat pogody i kursu walut, ale nijak duchowego pokrewieństwa nie czujemy, sorry, nawet w różnych pokojach urzędolimy.
    Więc po trzykroć Pawian ma rację, że brzuch wypukły=brzuch uspołeczniony, a nosicielka (tak właśnie, nosicielka, przypadkowo doczepiona do tego skarbu całego narodu) nie ma prawa protestować, bo wszelkie fukania bądź uniki sa rozpatrywane jak fochy i nietakty.

    Ad niewychowanie bazarowych wersalczyków: tu bym powiedziała nieco łagodniej niż Pawian, że są różne kultury, nawet na jednym terenie geograficznym. I one się kiepsko przenikają, a jak się zmieszają, to bywa katastrofa. Otóż kultura wysoka, kultura różnych takich Pawianów z „dr” przez trojgiem imion, ma się nijak do kultury pań handlujących od trzech pokoleń marchewką i chińskimi tenisówkami. Obie są spójne, konsekwentne i zupełnie, a zaszpanuję obcym słowem, ortagonalne. I o ile nie dziwi, że np grzeczność wśród Mongołów czy Maorysów odbiega szalenie od naszych, salonowo-pawianowych standardów, to zanurzenie się w kulturze bazarowej powoduje wielkie zdumienie, że tu jest inaczej. Ano jest, bo się te światy stykają o tyle, o ile Pawian przyjdzie po marchewkę i banana, bo bazary raczej nie chodzą na wykłady o języku. Stąd ja osobiście staram się szanować kulturową eksterytorialność bazaru, i przyjmuję, że tamto środowisko za szczyt taktu i grzeczności ma zwroty, które mi wywracają wątpia na lewą stronę – gdy wywrócą nadmiernie, zmieniam stragan na nieco bardziej bywały w świecie. Natomiast biorę świadomie poprawkę, że szczyty kurtuazji dyplomatycznej wobec pana/pani ze straganu byłyby odebrane nieszczególnie dobrze, być może jako drwina zgoła. Więc podróżując na bazar, staram się pamiętać, że zgadzamy się co do „dzień dobry/proszę/dziękuję”, ale już nie co do grzecznościowych form tytularnych. Może to jest sposób na rozwiązanie?

  5. Może w ramach mody dla pań w ciąży powinno się „wypuścić” serię koszuleczek z nadrukami…takimi w deseń: ręce precz, łapy przy sobie, tyknięcie grozi karą więzienia za naruszanie praw osobistych? 😉 W głowie siedzi jeszcze kilka innych pomysłów, ale przed 23 nie wypada 😉

  6. Niq: z istniniem kultury bazarowej ośmielę się nie zgodzić. Ta pani/ten pan wiedzą najczęściej jak należy się zachować i np. do księdza, albo w urzędzie nie sypną słoneczkiem i serduszkiem. A jednym z najuprzejmiejszych, najlepiej wychowanych ludzi jakich znam jest pewien stolarz, mój szef nie jest mu godnym czyścić gumofilców, w których ten pewnie właśnie łazi teraz po polu. Nie zgodzę się z tezą o kulturze osobistej wysokiej i niskiej związaną z ” bywałością w świecie” czy przeciwpołożnie, z chińskimi tenisówkami, bowiem znam belwederskich profesorów, którym słoma z butów, a mój kolega mieszkający na wsi, który skończył osiem klas, bo tak wypadło, ma nienaganne maniery i bardzo go lubię. Gdyby nosił chusteczkę do nosa, miałby jeszcze lepsze, ale to już detal.

  7. Kocik: mam dwie wersje „Nie dotykaj mojego dziecka, bo oskarżę cie o molestowanie nieletnich”, albo ” Nie kładź łap na mnie, bo nie masz uprawnień na leczenie dotykiem”

  8. Zgadzam sie w zupelnosci z Pawianem w kwestii „bazarowej kultury”. Te „zdrobnienia” sa zwyczajna proba spoufalania sie i pewnej „rownosci klas”. Bo w oczach owych bazarowych handlarzy „na pana to sie trzeba urodzic”. Czyli zwracanie sie per pan/pani jest wyrazem szacunku, ktory jednoczesnie odbierany jest jako ponizenie dla zwracajacego sie. Nie wiem kiedy to zjawisko zatoczylo tak szerokie kolo, bo jeszcze nie tak dawno ludzie zwracali sie do siebie per pan/pani i nikt nie czul sie z tego powodu ponizony. Co ciekawe w innych kulturach, np. germanskiej, forma pan/pani jest bardzo rozpowszechniona i nie istnieja owe „zdrobnienia”. Nawet o sobie mowi sie pan/pani, np. przedstawiajac sie. Brzmi to tak: nazywam sie pani magister Huber. Wymienianie tytulow naukowych przed nazwiskiem jest bardzo rozpowszechnione w Austrii, w Niemczech tego nie ma. W Polsce ludzie z tytulem doktora brani sa zwykle za lekarza ;).

  9. Dzień dobry, Szanowna Pani Pawian.
    Tak mi na myśl przyszło… Osoba brzusznie ukomplecona przestaje być o-sobą, macie Pani rację. Bo ona po prostu staje się IDOLEM (to nie krzyk, tylko podniosłość wyraża). W rozumieniu religijnym, idolem Wielkiej Matki, Białej Bogini, czy jak ją tam zwać, a że w ciąży, to w aspekcie płodności (wszelakiej przecie, nie tylko seksualnej) i pomyślności ogólnie ogarniającej, zwłaszcza tego szczęśliwca, który idola tknie. A macanci, to Ci, którym jeszcze instynktowna, pierwotna wiara nie zaginęła. I macają podświadomie. Odpuśćcie im, bo nie wiedzą co czynią… 😉
    miau

  10. hehehe, piękne. Niestety prawdziwe. I z brzuchem i z PRAWIE PROKURATOREM. Meżczyźni zwłaszcza ze starszego pokolenia słabo znoszą wykształcone kobiety

  11. Gdyby tak tę notkę Szanownej Pani Pawian wraz z komentarzami zaliczyć do szkolnych lektur obowiązkowych sądzę, że problem naruszenia brzusznej sfery intymności by dostrzegalnie zmalał. 🙂
    Wszelako jak postępować w sytuacji gdy właścicielki brzuszków na różnorakie sposoby, z dumą podtykają swoje brzuszki osobom trzecim pod nos i ręce?
    Ukłony

  12. Zacne są Twoje Pawianie propozycje…wiadomo,że „zły dotyk boli całe życie”, a niektóre ręce ka-leczą 😉

  13. kocisko: aaaa… widzisz, to kult matriarchalny, kult boginiczny, to diametralnie zmienia postać rzeczy 🙂
    joe: niektórzy z młodszego też 😀
    Klu: tych Pawian nie spotkał zbyt wiele, nigdy nikt mu brzucha pod łapska nie pchał. W sytuacjach bliskiej znajomości, a ostatnio koleżanka z pracy ciążuje omawiamy postępy Jasia_Wielkiej Stopy, jak jest nazywany płód, ale żeby go dotykac? Wszak nie zostalismy sobie oficajlnie przedstawieni, żeby mu tak „mac, mac” przez skóre robić. Koleżankę lubię, ale wymieniamy raczej uściski powitalno-pożegnalne, natomiast klepanie po różnych częściach ciała… może kiedyś, jesli zmieni się typ relacji naszej, na zdecydowanie erotyczną 😀
    Kociku: pomyśl, co będziemy mogły zrobić np. takiej Malinie :), jesli jej stan się zmieni…

  14. hahaha…Pawianku już czuję w końcówkach wibrysów dobre pomysły 😉 ciekawe co powie Malina, gdy dowie się,że jej przyszłość układamy (poniekąd) 🙂

  15. Walnie nam w łeb… obu

  16. Czyniąc „ponotkowy” rachunek sumienia pomnę, że zdarzyło mi się w relacjach z dobrze znaną i przesympatyczną „ciężarówką” zniżać głowę na poziom brzuszka i symulując pukanie do potomka przemawiać doń żartując. Mama wypinała dumnie brzuszek i się chichrała kompletnie niespięta… ale cóż jak trzeba to trzeba – mea culpa, mea culpa.. (bum bum bum w klatę) etc 🙂
    Pozdrawiam

  17. Klu, nie biczuj się 🙂

  18. Gdybym ja był ciężarną kobietą, to osoba spoza grona najbliższych (w którym też bywają wyjątki) próbująca mnie pomacać po brzuchu dostałaby [równie znienacka] po łapach. I dobrze, jeśli ręką, a nie np. od razu brzytwą. Raz, że czuły punkt, dwa, że obrona małego, a dodatkowo za podejście. Wiem, może i jestem dziwny stwór.

  19. Wuj Lucek miał zapewne kupę kompleksów, które pogłębiłyby się, gdyby zaakceptował dwie literki przed Twoim nazwiskiem, ba – wypadałoby podziwnąć!
    a tak – nie, boś Ty przecież ‚mały, kochany pawian’;(
    🙂

  20. A mnie, gdy byłam w ciąży, obce głaskanki i macanki, jakoś nie przeszkadzały i nie wściekały. I wcale nie czułam się jak inkubator czy zredukowany do brzucha humanoid. Wyciąganie łapek, zresztą w większości delikatne i poprzedzone nieśmiałym „mogę?”, interpretowałam raczej jako rodzaj nieszkodliwej ciekawości i troski. Co jest o tyle może dziwne, że zasadniczo bardzo źle reaguję na przekraczanie bliskości fizycznej (obejmowanie, przytulanie, czy okolicznościowe cmok w policzek) przez osoby spoza najbliższej rodziny.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: