Macedonska noc, czyli to nie tęsknota…

Przez szeroko otwarte okno wchodzi do pokoju noc. Siedzę przy biurku, czuję jak przenika mnie chłodne powietrze, ale jestem z bluzce z krótkim rękawem. Ciepło. Noc wchodzi mi do pokoju, taka miękka jak aksamit, chociaż wiem, że to porównanie jest bardzo banalne. Och, bogowie Olimpu, jaka pretensjonalna sceneria. Jest noc, niebo gwieździste nade mną, czytam poezję polską (Daniel Naborowski) i piję sok brzoskwiniowy. Może to śmieszne, ale właśnie pracuję, chociaż czuję się, jak heroina z kiepskiej powieści, która patrzy w okno, czyta smutne wiersze…

Nie, to nie jest melancholia. To nerwy, bo naprawdę nie lubię, jak ktoś śmieje się z Bałkanów. Nie lubię poznawać przyjeżdżających tutaj na chwilę Polaków, w których głosie czuję nutkę wyższości. Tak, przyjeżdżają zobaczyć egzotykę. I maja taką pozę: och, och, jestem obywatelem zjednoczonej Europy, mieszkam w Londynie, no – nie do końca, bo w zasadzie mieszkam w Polsce, ale i tak patrzę z góry na taką prowincję. Cholera! Europejczyk w ząbek czesany! Spojrzenie z góry, taka litość, taka pogarda – obrzydliwe. Nie znoszę, gdy ktoś się śmieje z Bałkanów. Robię się niemiła. Pryncypialna. Złośliwa. I mam stalowe spojrzenie. Palę jednego papierosa za drugim. Można żartować, w końcu każdy temat jest dobry. Ale nie wolno patrzeć z góry. Przyjechał, cholera, taki jeden i robi za światowca!

Patrzę w noc i nie chcę myśleć o tym, co mocno zabolało. Może właśnie tutaj mam za cienką skórę. Może jak Gustaw-Konrad cierpię za miliony, kocham i cierpię katusze? Cicho, ale nie słyszę ciagnących żurawi… Nie chcę, żeby teraz ktokolwiek zawołał. Ale ucho wytężam ciekawie, że usłyszałabym głos Łasica (minuta rozmowy ponad pięć złotych). Dość zwierzeń, noc wchodząca miękką materią do pokoju mocno rozstraja. Tracę moją broń – ironię. Zostaje tylko noc. Żeby już nie rozkleić się do końca opowiem Państwu najnowszy dowcip polityczny, świeżutki – cały kraj się z niego śmieje.

Na samym początku należy wytłumaczyć, że polskie słowo oznaczające fallusa (w tej wersji zdecydowanie wulgarnej, tak jak u nas słowo na „ch” często pisane z błędem) w Macedonii brzmi dość swojsko: kur. Pomyślcie Państwo, jak Macedończyków śmieszy polskie piwo o nazwie „ Złoty kur”.

W każdym razie jeden z kandydatów na prezydenta tłumaczył, co oznacza nazwa Pakistan. Mówił mniej więcej tak, że armia Aleksandra Macedońskiego szła do Indii i na wysokości dzisiejszego Pakistanu żołnierze byli mocno zmęczeni. Upadali i się podnosili. Pak i stan(i) – tak to mniej więcej brzmi, czyli padaj i wstań. Może coś, jak: padnij – powstań? Inny kandydat na prezydenta, który ma swoją stałą rubrykę z felietonami w popularnej gazecie, zapytał w jednym z nich: jeśli tak powstała nazwa Pakistan, to skąd wziął się Kurdystan?

Filip Macedoński mnie chwali, że coraz więcej rozumiem. Czasem, niestety – ale to się zdarza – rozumiem zupełnie na odwrót. Wczoraj jeden gość mówił, że mają małe lodówki i tort nie może być duży. Ja zrozumiałam, że tort może być dowolniej wielkości, bo mają lodówki. Ot siurpryza, jakoś zgubiłam to „ne”. Rozmowy o podatkach kompletnie nie rozumiem. No cóż, może i dużo rozumiem (chociaż jak widać z kontekstu, czasem daję ciała), ale mówię stanowczo za mało. Na studentów gromko pokrzykuję, że „ne razbiram” – a oni się śmieją. Wtedy rzucam w nich kredą, a raczej obiecuję, że to zrobię. Jednak o uniwersytecie napiszę jutro.

Zamykam okno. Wyganiam noc. Dość marudzenia. Trzeba popracować, a nie rozczulać się nad sobą. O czym donosi makedonski babun, który wraca do poezji. No tak, z czegoś trzeba żyć. Dobranoc.

PS. Próba zamiany jogurtu pitego w czasie wykładów na napój owocowy o smaku zielonego jabłka (napój „Bravo” firmy Rauch) zakończona niepowodzeniem. Babun pluł pod tablicą i uczył studentów leksyki: syf, grzybnia, świństwo, zaraz rzygnę… Znajomość potocznej odmiany funkcjonalnej opanowana przez studentów w sposób doskonały. Mogę jedynie dodać, że potem czytaliśmy poezję. Styl wysoki też opanowali. Babun jest wielozadaniowy.   

PS II. Wczoraj okradli polską ambasadę w Skopje. Łupem złodziei padły wnioski wizowe. No i dupa zbita, bo np. prodziekan wydziału filologicznego nie pojedzie na językoznawczą konferencję naukową do Polski. Ech…

Reklamy
Published in: on 03/17/2009 at 17:18  7 Komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/03/17/macedonska-noc-czyli-to-nie-tesknota/trackback/

RSS feed for comments on this post.

7 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Szanowna Pawianno, jak zabawnie musi Macedończykom brzmieć „czerwony kur” jako symbol pożaru…

    I jeszcze prezes Kurtyka mi się nasunął, bo go nie lubię!

    Pozdrowienia i powodzenia Tobie i całej Macedonii!

    ps. Jak ci Grecy teraz kochają Aleksandra Macedońskiego! Udają Greka, nie pamiętając, że uważali go za barbarzyńcę? Ci dzikusi mieszkali przecież jeszcze ZA Thesalią! A co czuli, gdy im te greckie tyłki przetrzepał? Teraz oni już nie helleńscy, tylko bardziej hellenistyczni. Byleby Była Jugosłowiańska Republika Macedonii nie opuszczała trzech pierwszych członów nazwy…

  2. Pozdrawiam Babuna! :-))))

  3. Dotknelas ciekawego tematu, ktory mnie juz od dawna drazy ale zwykle nie mam smialosci, czyli polacy na zagranicznych wojazach. Mieszkam we Wiedniu, do ktorego zjezdzaja sie miliony turystow by wydawac z siebie „ochy” i „achy”. Przyjezdzaja tez turysci z Polski i tych uwadze nie ujdzie zaden smiec na ulicy, odrapany dom, gruba baba w niegustownych ciuchach itd, wyliczac mozna by dlugo. Komentarze bywaja soczyste, wypowiadane donosnym glosem, co ciekawsze egzemplarze zostaja uwiecznione na zdjeciach. I to wszystko w tonie wyzszoci i jedynej racji „narodu wybranego”. Dlatego jesli Cie to pocieszy, pomysl, ze nie tylko Balkany ale rowniez taka Austria niczym polskiemu turyscie zaimponowac nie moze. Ja wiem, ze to wina pieczolowicie pielegnowanych kompleksow i, ze najlepsza obrona jest atak ale boli mnie, ze ludzie mlodzi, wychowani w wolnej Polsce prezentuja ten poziom ignorancji. Pozdrawiam serdecznie i zycze wielu pieknych „macedonskich nocy”:).

  4. To tacy sarmaci, którzy tylko w swojej piaskownicy wiedzą, że żyją 😉

  5. Joteszu: a kur…tka na wacie?
    Co do Aleksandra się zgadzam. A kto był jego nauczycielem? Arystotels. Wniosek? 😉

  6. Mogę swoje trzy grosze? O ile się orientuję, to obecni Macedończycy koło Starożytnych nawet nie siedzieli. Ci, to bracia Słowianie, tamci – spokrewnieni z Grekami.
    Niemniej, nia kursie językowym miałem Macedończyka i on był gotów walczyć z całym światem o to, że jest potomkiem – nawet, jeśli nie w linii prostej – Domu Argeadów:)

  7. NAPÓJ JABŁKOWY NIEDOBRY???
    CZEMU?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: