Tutaj tak jest, czyli fakty, a może już interpretacja

Od czego się zaczęło? Kiedy? Dlaczego? Pomysł Josifa Broz Tito nie wypalił. Ale o tym wszyscy wiedzą. Gdzie szukać początków wojny, która wybuchła w 2001 roku. Pytam Filipa Macedońskiego, ale jakoś trudno nam się zgodzić jednoznacznie. Nie jest prosto. Nie jest tak łatwo, jak wtedy, gdy w dzienniku telewizyjnym słyszy się pewne, logicznie połączone, gładko wypowiedziane opinie zaproszonych ekspertów. Co oni mogą powiedzieć w ciągu pięciu minut, gdy naiwny dziennikarz zadaje pytanie: co pan/pani sądzi o konflikcie na Bałkanach? Za dużo danych, za dużo wątpliwości. Jedno jest pewne, czarnymi postaciami tej opowieści z pewnością są Miloševic i jemu podobni, wierzący mocno w słowa: naród, czystość etniczna, siła. Pewnie początków wojny macedońskiej trzeba szukać w konflikcie kosowskim. Dla nas wojny na Bałkanach nie są chyba zbyt zrozumiałe. Serbowie tłuką Albańczyków, a potem ci sami Albańczycy chcą tłuc Macedończyków. Z ofiary stają się katem. I chyba tak to się zaczęło. I do dziś jakoś skończyć się nie może, o czym jaskrawo przekonać się mogłam w listopadzie, gdy całe Skopje zostało obstawione przez oddziały policyjne po zabójstwie trzech policjantów przed wydziałem matematyki. Wystraszony Łasic pytał w mailach, co się dzieje, bo nawet w polskiej telewizji była to jedna z bardziej gorących informacji tego dnia, a ja (niczego nieświadoma) jechałam właśnie na przyjęcie do znajomych. Trochę jak w filmie sensacyjnym, trochę jak w kiepskiej farsie. Nagle, na światłach wyrósł przed nami wielki facet w mundurze, z karabinem niedbale przewieszonym przez ramię. Zajrzał do samochodu na polskich „blachach” i machnął sporą łapą, że możemy jechać. Delfinek szybko spojrzała na pobocze, gdzie stały w równym szeregu zatrzymane BMW i golfy. Od razu wiedziała:

  • Zatrzymują Albańczyków. Coś musiało się stać.

Miasto nagle się zmieniło. Już nie było sennie i jak to zwykle na południu – niespiesznie. Policyjne samochody blokowały skrzyżowania, a duzi chłopcy z zabawkami do strzelania demonstrowali swoją siłę. Nie mam im niczego za złe, ale gest ten wówczas był zdecydowanie bezsensowny. Tych, którzy zabili policjantów już z pewnością nie było w mieście. A ja, Delfinek i Pani profesor Zuzanna, wylądowałyśmy nagle w jakimś zaułku blisko ulicy John Kennedy, a to niedobre miejsce w nocy. Kręciłyśmy się trochę niepewnie wzdłuż policyjnych blokad, coraz mocniej czując gęstniejąca atmosferę. Tutaj tak jest.

Niedługo wybory. Pytam macedońskich znajomych, na kogo będą głosować. Mówią, że na buraków nie maja ochoty, ale jeśli już, to jest taki jeden Albańczyk, były minister, który zrobił dużo dobrego. Wśród kandydatów jest także jeden z byłych dowódców Wyzwoleńczej Armii Narodowej. Ładna nazwa, ale nieładna organizacja. To właśnie oni wsławili się atakami w Tetovie i nie tylko. Jestem zdziwiona, że ktoś, kogo można uznać za zbrodniarza wojennego może już za parę dni zostać prezydentem. Pytam z szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia:

  • To tak można?

Widocznie można. Tutaj tak jest.

Na albańskim targu warzywno-kwiatowym jestem bardzo widoczna. Mam żółtą kurtkę, fioletowe, bardzo krótkie włosy. Widać, że jestem inna. Różnię się od nich. Nie czuję agresji, raczej ciekawość, bo taki kolor włosów jest tu niespotykany. Wokół mnie piękne meczety, wysmukłe minarety. Ta cześć miasta uległa najmniejszym zniszczeniom podczas wielkiego trzęsienia ziemi w 1962 roku. Na targu pory powiązane w pęczki, kapusta ułożona w zgrabne piramidy, ziemniaki w siateczkach. Trochę chudych wielkich psów wylegujących się na trawnikach i trochę, może więcej niż trochę, śmieci. Kupuję japońską różę w doniczce za 100 denarów, a sprzedawca opowiada nam, jak się z nią obchodzić. I jeszcze daje nam celofan do zapakowania.

Jednym z najlepszych studentów polonistyki na III roku jest Albańczyk, „musliman” jak mówi się po macedońsku. Gdy byliśmy na andrzejkowej imprezie i podano kotlet schabowy, wszystkie jego koleżanki i wszyscy koledzy od razu wiedzieli, że zamienią się z nim na kawałek kurczaka. No przecież nie wyjdzie głodny, nieprawdaż? Jest bardzo lubiany. Często z nim żartuję. Mowię mu, że nie powinien śpiewać piosenki „Facet to świnia”, którą bardzo lubi, bo to nie jest piosenka dla muzułmanów. I chichoczemy jako te dwa żaki. Naszym innym żartem, którego nikt nie rozumie, a my jesteśmy aż posmarkani, jest zdanie: A będzie ser na słodko? Nawet nie podejmuje się tłumaczyć o co chodzi, ale proszę mi uwierzyć, to jest śmieszne. Można się śmiać, jak głupi do sera.

Na I roku jest chyba dwóch Albańczyków. Muezzin wzywa wiernych na modlitwę, w sali wykładowej słychać go wyraźnie, bo meczet jest zaraz koło uniwersytetu, którego patronami są Kirył i Metody, a chłopaki, „pingvinčinja moje”, siedzą grzecznie i w skupieniu słuchają o Psałterzu Dawidowym. Śmiać mi się nawet z tego trochę chce, ale tutaj tak jest.

To nie islam jest problemem. Część Macedończyków też jest muzułmanami. To pokłosie okupacji tureckiej. Centrum całego konfliktu jest chęć odłączenia części Macedonii i przyłączenia jej do Kosowa. Odżyła koncepcja Wielkiej Albanii. Na mapie widać to wyraźnie, o które tereny chodzi. Połączyć Kosowo i Albanię. Uciąć kawałek i tak już maleńkiego skrawka marzenia Aleksandra Macedońskiego. Jedziemy samochodem przez wsie zamieszkałe przez Albańczyków, lekceważąco mówi się: „Šiptari”. Wszędzie albańskie flagi. Macedońskie napisy na budynkach – przekreślone czarną farbą. Na dwujęzycznych drogowskazach – też czarna farba na cyrylicy. To tak, jakby na wsiach Opolszczyzny wszędzie były na przykład flagi niemieckie. Jakby polskie nazwy miejscowe i urzędowe były niszczone.

Jadę przez te wsie i wiem, że jestem tu obca. Tutaj tak jest.

O czym jeszcze napisze makedonski babun.

CDN…

Reklamy
Published in: on 03/13/2009 at 08:09  5 Komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/03/13/tutaj-tak-jest-czyli-fakty-a-moze-juz-interpretacja/trackback/

RSS feed for comments on this post.

5 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Dziękuję za relacje – czyta się smakowicie i nie wiadomo, jak skomentować. Chyba tylko ze współczuciem. Przeklęte nacjonalizmy, zwłaszcza te, podsycane przez polityków…

    Pozdrowienia i powodzenia

  2. Och te krótkie włosy… Mnie w Kosowie nikt wprost nie pytał o moją fryzurę prosto spod maszynki, ale moich znajomych już pytano. Dla Kosowarów były dwa logiczne wyjaśnienia: albo miałam raka i straciłam włosy w wyniku chemioterapii, albo byłam nieposłuszną (czyt. puszczalską) córką i ojciec ogolił mi głowę za karę… Stwierdzenie, że zrobiłam to sama z własnej i nieprzymuszonej woli dla większości na kilometr śmierdział kłamstwem.

  3. Tak, to jest problem, który dla nas, w większości, będzie niezrozumiały – jesteśmy jednak społeczeństwem dość jednorodnym;
    choć przykład Opolszczyzny juz temat przybliża…
    Pozostaje współczuc,z nadzieja, że ludzie okażą się ludźmi, choć historia każe powątpiewać…

  4. Ta mieszanka wybuchowa nie do końca jest dla mnie jasne!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: