Tutaj tak jest, czyli oczy szeroko otwarte

 

Tutaj tak jest. Gdy siedzę na posterunku policji zawsze moją uwagę przyciąga tablica ze zdjęciami mężczyzn. Może jest ich ze czterdziestu, może pięćdziesięciu. W mundurach policjantów, wojskowych. Najbardziej intensywnie patrzy na mnie taki jeden młody w białej koszuli. Raczej wygląda na poetę romantycznego, a nie na uczestniczącego w wojnie mężczyznę. Świat zachłysnął się wojną na Bałkanach. Aleje snajperów, gwałty, zbiorowe mogiły codziennie na ekranach telewizorów. Trudno było w tamtych czasach znaleźć informacje dotyczące Macedonii. Tu wszystko odbyło się mniej spektakularnie, tu było typowo po macedońsku, spokojnie i cicho, czasem może wręcz nijako, jeśli ktoś nie jest zbyt spostrzegawczy. Tutaj wojna była nieco później, ale zmęczony i nasycony obrazami okropności wojny bałkańskiej świat był już trochę znudzony, trochę zmęczony, by na dłużej się zainteresować. Znacznie ciekawszą informacją będzie ta, że ukradziony samochód Davida Beckhama, jakaś niesamowita fura, za niesamowitą ilość gotówki znalazł się po kilku miesiącach poszukiwań w jakiejś albańskiej wiosce niedaleko Skopje.

Wojna tutejsza, kilka lat temu chyba nie trafiła na pierwsze strony gazet, została uznana za konflikt lokalny, zbyt mały, by dziennikarze malowniczo upozowani w kamizelkach kuloodpornych i hełmach na głowie, z odgłosami wybuchów artyleryjskich w tle, mogli jawić się przyrośniętym przed telewizorami strasznym mieszczanom całej Europy i świata jako ciekawy przerywnik między kolejnym kawałkiem ciasta, a łykiem herbatki. A potem przełączaliśmy pilotem i już zapominaliśmy, zafascynowani wspaniałym pokazem sukien ślubnych domu mody Balenciaga.

A oni patrzą na mnie, umarli tej wojny patrzą na mnie ze ściany baraku, w którym mieści się posterunek policji. Za każdym razem. Są jak wyrzut sumienia. Zdają się mówić do mnie: „Przyjechałaś tu, nic o nas nie wiesz, postaraj się dowiedzieć, postaraj się zrozumieć, postaraj się powiedzieć, jak to widzisz, po swojemu”. Od maja, od pierwszej wizyty na tym posterunku, gdzie za każdym razem jestem rejestrowana jako cudzoziemka, zbierałam się, wręcz ze strachem, do opisania śladów tej wojny. Jak? Przecież nie wiem o co pytać, po drugie – nie bardzo chcę pytać, bo może dotknę czegoś trudnego, czegoś o czym nie chce się mówić. Nie mam przebojowości i odwagi reporterów wojennych, którzy w leju po bombie piją herbatę, każdego dnia z inną stroną konfliktu. Zbieram informacje powoli, nie pytam, raczej słucham, chomikuję i porównuję, patrzę uważnie. I pewnie patrzyłabym nadal tchórzliwie, bojąc się zmierzyć z tematem, gdyby nie książka. Książka napisana przez Polaka o tamtej wojnie. Która miałam nadzieję czytać przez całą dzisiejszą noc, by rano pod prysznicem walnąć dłonią z dziką satysfakcją o ścianę: Teraz wreszcie wiem! Teraz rozumiem!.

Niestety, książkę przeczytam, ale… Nie wystarczy. To za mało. Niczego nowego z niej się nie dowiem. Być może jej autor też nie umiał, nie potrafił zmierzyć się z tą wojną. Może nikt nie może o niej opowiedzieć? Może można ją zrozumieć wyłącznie wtedy, gdy się pije tutejszą wodę, gdy się oddycha powietrzem znad gór, gdy się moczy nogi w Wardarze przez długie lata? Może muszę zapytać siwej, szczupłej i eleganckiej Pani Profesor Zuzanny, która pokochała ten kraj na dobre i złe? Może ona wie? Może wyczytała to z końcówek, prefiksów i skomplikowanego systemu czasów gramatycznych?

Mężczyźni patrzą na mnie znów. Umarli. Każdy z nich zastrzelony, zakłuty nożem, rozszarpany odłamkami. Każde zdjęcie to inna historia, inna żona, inne dzieci, inna matka rozpaczająca jak Maryja ze średniowiecznego polskiego Lamentu świętokrzyskiego.

Synku […]

Twoja główka krzywo wisa, tęć bych ją podparła;

Krew po tobie płynie, tęć bych ją utarła…

I te inne matki. Te w chustach na głowie, które też straciły synów. Nawet nie wiedzą, gdzie są ich mogiły. Gdzieś w górach, pod krzakiem, albo anonimowy kopczyk na wiejskim cmentarzu. Miała być Wielka Albania, albo wielkie Kosowo. A jest górka ziemi. I matka.

O aniele Grabryjele,

Gdzie jest ono twe wesele,

Cożeś mi go obiecywał tako barzo wiele.

Żadnej wesołości nie będzie. Przynajmniej na razie. Nie widzę śladów wojny na ulicach, na murach. Ale one są. Tylko trzeba je zobaczyć. W lekceważeniu, w złych spojrzeniach, w izolacji, w niepokoju przed wyborami prezydenckimi, w kilku strzałach w centrum miasta, w butnych gestach zawieszania flag. Gdzieś są, trzeba umieć przeczytać ten tekst. Mieć oczy szeroko otwarte, żeby nie przegapić tych małych detali.

Pod zdjęciami zabitych słowa po macedońsku. Czytam, ale niewiele rozumiem. Dopytuję Delfinka, ona tłumaczy: „Gdybyśmy mogli mówić zza grobu, to powiedzielibyśmy, że bohaterowie nie umierają”. Mruczę ze złością: Kicha! Dupa!

Nie wierzę w takie słowa. Nie kupuje takiej retoryki. Te zdjęcia są jak polskie portrety trumienne i nie dają mi spokoju. Tak, owszem, dba się o bohaterów. Na dziedzińcu monastyru św. Spasa jest grobowiec Goce Delceva. W centrum miasta, tuż koło mostu, konny pomnik Skanderbega.

Tutaj tak jest. Jednakże takie stwierdzenie to stanowczo za mało.

CDN…

Reklamy
Published in: on 03/12/2009 at 09:34  4 komentarze  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/03/12/tutaj-tak-jest-czyli-oczy-szeroko-otwarte/trackback/

RSS feed for comments on this post.

4 komentarzeDodaj komentarz

  1. Ale jest, tego czego nikt z sercem na miejscu nie chce i nikt nie kupi… Nik tego nie rozumie, ale jest. Zreszta czy atawizmy trzeba rozumiec? Wiele rzeczy po prostu jest, jak zycie, jak smierc, jak… bladego pojecia nie mam. Wybacz, Pawianie, wlasciwie ten caly komentarz ni pri czom. Ale to co piszesz jakos tak do mnie trafia, jak seria z karabinu do glupiego, ktory nawet nie rozumie, ze wlasnie zdycha.

  2. Ja Cie rozumiem. Mieszkam w kraju, gdzie od kilkudziesieciu lat toczy sie wojna. W wiekszosci cicha, czasem tylko docieraja do „ludzi z zewnatrz” jakies odglosy. Kiedy przyjechalam tu poltora roku temu wydawalo sie, ze juz wojny nie ma. W Tv politycy i duchowni podawali sobie rece, policja przejmowala ogromne magazyny broni (auta pancerne i reczne wyrzutnie rakietowe tez tam byly). Wszyscy usmiechnieci i happy. I co? Tydzien temu w Antrim zastrzelono z zimna krwia dwoch zolnierzy (to zrobila jedna frakcja IRA), przy okazji takze ranili Polaka dostarczajacego pizze, a dwa dni potem inna frakcja tejze samej IRA, zeby nie byc mniej radykalna, zastrzelila w Craigavon policjanta. O tym wiedza wszyscy. O kilku atakach na funkcjonariuszy policji (bomby podlozone do samochodu i tp.) juz wie mniej. Ale ludzie i tak sie do Ciebie usmiechaja, pytaja jak leci i czy wszystko w porzadku. Jednak kiedy bedac pod wrazeniem tych wiesci nawiazalam w pracy do tego tematu potraktowano mnie z dystansem: „ty jestes tu obca, to nasz konflikt”. Nie zawsze mozna pytac, nie zawsze oni chca odpowiadac. Nie wszystko widac nawet najbystrzejszym okiem, a i to co widzimy mozemy zinterpretowac po swojemu… Pozdrowienia, mimo wszystko baw sie dobrze.

  3. ja też chciałabym przeczytać i zrozumieć wreszcie. i wiem, że to niemożliwe, nawet po latach pobytu, dostaje się tylko część pożądanej wiedzy. ale ciągle próbuję, szukam, czytam, rozmawiam. dziekuję Ci za przybliżanie mi teo od strony macedońskiej. znam na razie trochę serbską i bośniacką.
    boję się, ze widmo mafii albanskiej zaczyna krążyć po Europie. to znaczy nie boję się tej mafii (jest zbyt odległa), raczej tego, co jej działania mogą zrobić złego – nastawić świat, Europę przeciwko Albańczykom, rozpętać świętą wojnę w imię „naszego porządku, naszej demokracji”. nie rozumiejąc, co tak naprawdę dzieje się teraz i działo się wcześniej na Bałkanach.
    pozdravim ja tebe iz Varsave:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: