Komu, kiedy i dlaczego, czyli kto jest właścicielem macicy

Jego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę – dziecko moje kochaj – dziecko moje, Henryku. –
[….]

Błogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje. – Bądź poetą, aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś. –

[…]

Ty ojcu zasłużysz się i przypodobasz – a wtedy on twojej matce przebaczy. –

[…]

Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą.

(Zygmunt Kraisńki) 

Pawian czyta Szepty. Życie codzienne w stalinowskiej Rosji. W tłumaczeniu Władysława Jeżewskiego. Dlaczego nazwisko tłumacza jest bardziej interesujące aniżeli osoba autora? Ha! Ledwie Pawian znalazł się na stronie siedemnastej uderzyła go pewna konstrukcja:

“Josif miał romans z kobietą, która w 1924 roku urodziła mu syna”.

Jak to? Urodziła MU syna. Pawian rozumie takie sformułowanie na przykład w Chamie Orzeszkowej, ale dziś? Pawian rozumie chęć archaizowania, chęć rozbudowywania bazy słownictwa czynnego, ale… Przecież jest w tym zdaniu jakaś, nawet nie to, że niepoprawność, ale idiotyzm, że dzieci się rodzi komuś. A jak podobne do listonosza, to jak? Urodziła listonoszowi dziecko? A w ogóle to czy dziecko jest przedmiotem, że pojawia się dla kogoś? Zrobiła mu kanapkę z serem i urodziła mu dziecko, po czym wyprała mu gacie. On wyczyścił jej buty, ale urodzić jej nic nie mógł. No to jak nie mógł urodzić, to może chociaż spłodził jej dziecko? Raczej nie. Bo dziecko się płodzi z kimś, a nie dla kogoś. Czyli spłodził dziedzica rodu z Jadwigą de domo Pastuszek. Czyli jak robią, to razem, ale jak już się rodzi to dla niego. Co za patafian używa w dzisiejszych czasach takich idiotycznych konstrukcji?

Jeszcze się Pawian dziwić i żołądkować nie skończył, zasiadł spokojniutko w poczekalni u lekarza, pisemko zaczął przeglądać i co znalazł? Żeby móc przepisać zdanie, to pisemko ukradł, ale odda, obiecuje że odda, jak tylko znów o pomoc medyczną prosił będzie. W każdym razie, Pawian w “Gali” znalazł takie zdanie:

“Drugiemu mężowi Andrzejowi Walczakowi w sierpniu 2008 r. urodziła córeczkę Igę”. Jeżeli Pawian dobrze rozumie, to kobiety są po to, żeby rodzić dzieci mężczyznom. A mężczyźni są właścicielami dzieci, jakby rzecz działa się na plantacji bawełny przed wojną secesyjną. No tak, a jeśli uważa się (używając takiej a nie innej konstrukcji), że dziecko jest przedmiotem, a nie podmiotem, to pewnie łatwiej klapsa w dupsko walnąć. Bo to przecież nie-osoba. Urodzona dla kogoś, komuś, przez kogoś. Mówi się też czasem, że dziecko to dar. Pewnie, w zestawieniu z cytowanymi zdaniami to taki prezent jak skarpety wzorzyste wydziergane własnoręcznie. Własność, z która pewnie można zrobić, co się człowiekowi podoba.

A druga sprawa? Ano, właśnie ta z kobietą, którą rodzi mężczyźnie dziecko. Abstrahując od wcześniejszego uznania dziecka za przedmiot, to często w dyskusjach związanych z ustawą antyaborcyjną pojawiają się głosy, że kobiety nie mogą same decydować, że to nie jest ich wyłączna sprawa, że hasło o “moim brzuchu” jest zawłaszczające i egoistyczne. Może i tak, jednakże czyż to “urodzenie mu dziecka” nie jest dokładnie takim samym egoistycznym wyrażeniem własnych potrzeb? W takim kontekście może i kobieta rodzi dziecko, może i przez dziewięć miesięcy jest w ciąży, boryka się z mdłościami, z bolącym kręgosłupem, czasem z cukrzycą i tysiąc pięćdziesięcioma sześcioma innymi dolegliwościami. Rodzi dziecko w bólu. I co? Ano rodzi “mu” dziecko. I sama staje się niejako workiem, inkubatorem, macicą na dwóch nóżkach. Co z tego, że w jej ciele, z połączenia plemnika i komórki jajowej rozpoczyna się podział komórek?

Język, w którym mówimy dostarcza nam wielu możliwości. Wystarczy przeczytać sonety Szekspira, żeby się o tym dobitnie przekonać. Wystarczy rzucić oczkiem na jakikolwiek wiersz Leśmiana. Jednakże, jak się otwiera paszczę, żeby cos powiedzieć, albo siada się przy klawiaturze, żeby coś napisać, to trzeba używać szarych komórek, dokonując wyboru. Konstrukcja, że kobieta urodziła mężczyźnie dziecko jest przestarzała, uwłaczająca dla dwóch postaci w niej występujących. Dla kobiety i dla dziecka. Po co więc używać dość beztrosko sformułowania, które powoduje, że osoby stają się rzeczami. Od takiego myślenia/mówienia/pisania już całkiem niedaleko współczujących spojrzeń ciotek związanych z urodzeniem się dziewczynki. Niedaleko także do ustawowego traktowania kobiety, przy ciągłym powtarzaniu o prorodzinności państwa, nie jako obywatelki i osoby, ale jako rozpłodowej krasuli, której jedynym zadaniem jest rodzenie dzieci, na dodatek dla swojego pana i władcy, fallusa pozytywnego. Jego – mężczyzny.

Dziecka nie rodzi się ani dla siebie, ani dla niego, ani dla babci, dziadków i pociotków. Dzieci się rodzi. A one są osobami, jednostkami. A tworząc zdanie, że kobieta urodziła komuś (mężczyźnie) dziecko, jakoś omijamy ten prosty fakt. Jedno z tysiąca zdań, jakie wypowiadamy. Pawian przydrożny myśli, że przed wypowiedzeniem zdania z pozoru całkowicie zwyczajnego dobrze jest zadać sobie najpierw pytanie co ono powoduje, jakie niesie ze sobą znaczenie.

 

Reklamy
Published in: on 02/27/2009 at 14:04  17 Komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/02/27/komu-kiedy-i-dlaczego-czyli-kto-jest-wlascicielem-macicy/trackback/

RSS feed for comments on this post.

17 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Bonvenon, Pawianie! Otoz to wlasnie. Bycie pojemnikiem na dziecko… bycie przedmiotem. Nie dziwne, jesli pisza tak pan i wladca ze strachu, bo istoty slabsze zawsze maja stracha, ze im sie wladza z rak wymyka, dziwne jednak, jesli i kobita udaje worek i zgadza sie na bycie pojemnikiem, a jeszcze splaszcza inne kobiety – niegodnas byc matka – poucza. Nie widzi niczego zlego w malych ustepstwach, z ktorych wynikaja rzeki lez i konsekwencji. W imie czego? Bycia akceptowana? Bycia lepsza, cierpliwsza, swieta cierpietnica? Bo tak to byl jest i ma byc?
    Urodzila mu dziecko i wychowala mu synow. Poswiecila, cholera, cale zycie, a on chleje i wali w morde na odlew. Ewentualnie moze byc jeszcze opiekunczy (przynosi pensje) i dumny z dzieci, a kochankom plakac w staniki, ze zona to kura domowa, ze go nie rozumie, ale to juz inna bajka. Slowa, slowa, slowa…

  2. „No to jak nie mógł urodzić, to może chociaż spłodził jej dziecko? Raczej nie. Bo dziecko się płodzi z kimś, a nie dla kogoś”

    Ale „zrobił jej dziecko” się mawia.

  3. Dankon, tani.
    Tropienie śladów opresji w języku jest fascynujące. Jednakże mocno frustrujące/

  4. miskidomleka: on zrobił, a ona mu urodziła. Językowy obraz świata według patriarchalnego fallusa 😉
    Dziekuję za rozwinięcie myśli i przypomnienie możliwości.

  5. ” jak się otwiera paszczę, żeby coś powiedzieć, albo siada się przy klawiaturze, żeby coś napisać, to trzeba używać szarych komórek, ”

    Obiema rękami podpisuje się pod powyższym. To wbrew pozoru nie dla wszystkich oczywiste.

    Serdecznie pozdrawiam

  6. Znowu się narażę, ale mnie, Pawianie, ta konstrukcja aż tak nie mierzi. Ja chodziłam w ciąży i ja urodziłam dziecko. I urodziłam je ‚nam’. Jeśli powiedziała bym, że ‚mu’ to tylko dlatego, że dałam ‚mu’ nową osobę, o którą miał się odtąd troszczyć i opiekować, poświęcać jej swoje siły i czas, wychowywać ją. Pewnie, że mieliśmy to robić wspólnie, więc urodziłam dziecko ‚nam’. Tylko że kobietom nie trzeba tak często o tych obowiązkach przypominać i podkreślanie wydaje się zbędne. Dziecko jest oczywiście osobą i normą powinno być podmiotowe jego traktowanie, ale przynajmniej w pierwszym okresie życia (karmienie, przewijanie, kąpiele i tp.) jest też traktowane przedmiotowo.
    A może chodzi też o podkreślenie, że kobieta nie ‚urodziła sobie dziecka’? ‚Jak sobie je urodziłaś, to się nim zajmuj’? Bo poza momentem prokreacji mężczyzna nie ma z tym nic wspólnego? Nie wiem…
    tani1 ma rację – na pewno nie wychowałam ‚mu’ dziecka.

    PS Dzięki, że wróciłaś. Pozdrowienia z UK.

  7. żeby ocenić pana Jeżewskiego pod kątem jego poglądów („mu”) trzeba by wpierw zając się tekstem w oryginale – może- jako tłumacz jest niebywale dokładny? 😉

    ale – ad rem: masz 100%. rację, uwzględniając nawet element uczuciowy, który skłania kobiety do emocjonalnego, a nie pragmatycznego wyboru TEGO własnie mezczyzny

  8. A moja Naj wydała na świat dwie wspaniałe córy. To są też Moje córy. Choć zawsze najbardziej były swoje!

    Ale z tym „urodziła MU”, to masz prawo być nadwrażliwa i zupełnie normalnie wrażliwa też. Zaczynam przyglądać się słowom jak monetom – jeszcze trochę i zacznę je nadgryzać, by sprawdzić…

    Pozdrawiam, powodzenia życząc

  9. Myślę, że to jak mówimy jest mniejszym problemem, zwłaszcza jeśli nie idzie za tym przedmiotowe traktowanie dzieci, to nie ma co tak bardzo rozdzierać szat. Ale często kobiety i mężczyźni mając dzieci nie zdają sobie sprawy po co, a jeśli nawet to często co innego mówią, a co innego myślą i czynią. Zostawiam tu cytat z własnego postu, może coś zobrazuje, co wydaje mi się ważne i pokazuje pewne konsekwencje naszych nieuświadomionych dążeń.
    „Jest taka scena z wczesnego dzieciństwa, którą bardzo dobrze pamiętam. Miałam jakieś dwa i pół roku. Było ciepło. Moja mama i sąsiadka stały na podwórku i były zajęte rozmową. Ja i trochę ode mnie starsza córeczka tej sąsiadki bawiłyśmy się. Pamiętam, że bawiłyśmy się w takiego ganianego. Ta dziewczynka choć była starsza, to nie mogła mnie dogonić. Śmiałam się w głos, piszczałam i biegłam. Czułam jak nie dotykam prawie ziemi i miałam wrażenie, że jestem jak wiatr, nikt nie może mnie dogonić. Ten bieg nie tylko mnie nie męczył, ale dawał siłę, dawał radość, poczucie zjednoczenia z żywiołem. Słowem dawał szczęście. To wrażenie pamiętam do dziś, a potem w pamięci już nic nie ma… jest czarna dziura. I gdyby nie relacja mojej mamy, nie wiedziałabym co było dalej. Ale historię znam, bo opowiadała mi ją wielokrotnie.

    To podwórko wychodziło na ulicę. Szeroką i ruchliwą. Nawet jak na tamte czasy, czyli lata sześćdziesiąte. W pewnym momencie wybiegłam na tę ulicę wprost pod jadącą taksówkę. Kierowca w ostatniej chwili ostro zahamował, a ja znalazłam się na masce. Mama podbiegła do mnie, gdy z samochodu wychodził zdenerwowany mężczyzna. Ledwie zaczął z oburzeniem w głosie wyrażać swój gniew o niedopilnowanie dziecka, gdy zostałam przez matkę złapana a potem bita. Ten widok w pierwszej chwili zamurował kierowcę, a gdy próbował interweniować, mama wrzasnęła na niego, żeby pilnował własnego nosa.

    Moja mama, gdy to mi opowiadała, była z siebie bardzo dumna, a ja jako dziecko przyjmowałam, że postąpiła prawidłowo. Teraz myślę zupełnie inaczej. Rozumiem jej strach. Oto świat zobaczył, że nie jest tą najlepszą z matek, a osobą która ten obraz pozwoliła zbezcześcić byłam ja -mała, przerażona dziewczynka, zagubiona i kompletnie nierozumiejąca co się stało. W momencie największego szczęścia spadły na mnie razy. Na oczach innych ludzi zostałam upokorzona. Ukarana za odczuwanie szczęścia. Tak mój wewnętrzny demon to zrozumiał i przez długie lata karał sam siebie za odczuwanie szczęścia. Własne dzieci także chowałam w strachu, że MUSZĘ być wspaniałą matką. I postępowałam podobnie jak moja rodzicielka. Dzieci miały być wyznacznikiem czy zasługuję na miłość tego świata. I oczywiście bardzo je przy tym krzywdziłam.”
    Pozdrawiam ciepło:)
    PS. Nie czytałam wszystkich Twoich postów, a zaledwie kilka, ale córka uświadomiła mi coś pokazując pewien animowany film, czy więc Pawian i Łasic mają korzenie w tej kreskówki i stąd konstrukcja w trzeciej osobie wypowiedzi Pawiana?

  10. Witoldzie: odpozdrawiam
    Atroposs: W UK? mam nadzieję, że jest dobrze. Ja bym się Atropossie konstrukcji nie czepiała, gdybym nie była świadoma, co one docelowo oznaczają. Zobacz to:
    http://goffythedog.blox.pl/html
    teskt o trzeźwym tatausiu
    Joe: musze o to zadbać, ale coś mi się nie wydaje, żeby w poprawnym politycznie anglosaskim świecie była taka możliwość językowa.
    joteszu: wyobraziłam to sobie, jak podchodzisz do ksiązki, albo gazety, wyławiasz słowka i podejrzliwie się im przyglądasz :), a co do dzieci to są swoje. Masz rację.
    mirabelko: mówienie, to myślenie. Mówisz tak jak myślisz. Działasz tak jak mówisz. A to wszytsko prowadzić może do właśnie przedmiotowego traktowania dziecka i kobiety. Pawian i Łasic być bohatery kreskówki. Oczywiście. Ale Pawian pisać już trochę leiej niż jego filmowy idol 😉
    A sprawa, o której pisałaś to jedna ze stron tego samego medalu. Kobieta MUSI być wspaniałą matką. I częśc społeczeństwa będzie nieustannie jej o tym przypominać, tworząc frustrację, poczucie winy itp.

  11. Że jesteś to dobrze. Dodam tylko, że dziecko wie. Wczesnoprzedszkolnym będąc dziecięciem (blond fale na ramionkach, kokarda w „zajęcze uszy” na głowie i sukieneczka z samych falbanek) na pytanie pewnej ciotki „A cija ti jeśteś, mamusi ci tatusia?” odpowiedziałam łypiąc wściekle spode łba „Śwoja właśna!”
    Świetnie to pamiętam i swoją wściekłość też. Nigdy nie zadałam tego idiotycznego pytania moim dzieciom, a paru ciotkom pytającym zgrzytając zębami odpowiadałam, że dziecię jest swoje własne. Szybko przestały pytać. A mnie swojowłasność została. Mam nadzieję, że na zawsze. Czego i tu obecnym życzę
    miau

  12. Hm… nie rodzimy się w próżni, ale od początku niejako jesteśmy zanurzeni w mowie i w pewnych konstrukcjach tej mowy. I przesiąkamy tym nie zdając sobie do końca sprawy co tu jest właściwe a co szkodliwe. (Jak choćby ta ciotka, którą pewnie jako dziecko nie jeden raz pytano czyja ty jesteś i przyjęła to jako sprawę oczywistą).I choć zgadzam się, że mowa jest odzwierciedleniem naszych myśli to jednocześnie jeśli chcemy coś dobrego zrobić, to warto przyjrzeć się po pierwsze samemu sobie, a jeśli już komuś zwracamy uwagę to należałoby się upewnić co tak naprawdę kryje się za tym co ten ktoś powiedział, bo choćby zwrot „urodziłam ci dziecko” nie musi absolutnie oznaczać, że ta osoba przedmiotowo traktuje swoje dziecko, może choćby dla niej oznaczać że pragnie zwrócenia uwagi, że nie tylko ona jest za nie odpowiedzialna, że obowiązkami jak i przyjemnościami trzeba się podzielić. (Chyba nie ma osób, które nie wiedzą jak nasze państwo pomaga samotnej osobie w wychowaniu dziecka i jak wygląda polityka prorodzinna, a w końcu jeśli już tak rozpatrywać to najbardziej rodzi się te dzieci społeczeństwu;-). Bo może być tak, że takich zwrotów nie usłyszy się, ale działanie będzie skierowane na traktowanie dziecka przedmiotowo. A społeczeństwo to w końcu każdy z nas. I niektórych z nas stać jedynie na święte oburzenie, na wściekłość, na bycie sędzią i krytykiem, a na zrozumienie, takie prawdziwe i dogłębne, na empatię niestety już często nie. I to też o czymś świadczy. Nawet jeśli słowa i konstrukcje są prawidłowe.
    PS. A tak już całkiem na końcu to ostatnio zastanawiałam się nad słowami pewnej pieśni słuchanej przez każdego w jednym z najpiękniejszych dni roku i doszłam do wniosku ze sprawiają one (te słowa) ogromne spustoszenie i pokręcenie w naszej psychice:
    „że panna czysta, że panna czysta porodziła syna”. Te słowa mają na sumieniu więcej nieszczęść niż można sobie wyobrazić, a wtłaczane są do maleńkich główek naszych dzieci zanim cokolwiek są w stanie zrozumieć. I potem jak dorosną też często nie rozumieją czemu zostały poddane.
    Pozdrawiam ciepło:)
    ezoteryka-gospodyni-domowej.blog.onet.pl

  13. Trochę na marginesie. O ile nie przychodzi mi do głowy sformułowanie „urodzę mężowi dziecko”, to od dłuższego czasu zastanawiam się czy raczej urodzę dziecko, czy moje dziecko się urodzi. A może i jedno, i drugie. I jak w związku z tym, kiedy przyjdzie czas, zredagować informujące esemesy.

  14. I z tą próżnią, i z tą mową – oczywiście, masz rację. Tylko – ciotkom też nikt nie broni myśleć. Oprócz siebie znam takich, których o to pytano nie raz i jakoś nie przyjęli za rzecz oczywistą. Czy zwracając uwagę ciotkom chciałam zrobić coś dobrego? Tak. Dać im jasno do zrozumienia, że nie życzę sobie takich pytań, więc po tekście, że dziecko jest swoje własne zwykle dodawałam „jak każdy z nas, prawda?”. Dobrym było dla mnie bardziej dobro mego dziecka, niż dobro mojej ciotki. Ona miała całe życie na myślenie, dziecko dopiero zaczynało i nie musiała mu sugerować, że do kogoś należy. Prawda?
    Zgadzam się, że zwrot „urodziłam ci dziecko” nie musi znaczyć, iż się dziecko traktuje przedmiotowo. Dla mnie znaczy, że przedmiotowo traktuje się siebie. „Spójrz o Panie, ja, „taka mala”, urodziłam ci dziecko, teraz ty, taki duży i silny, jesteś za nie odpowiedzialny”. Oczywiście przesadzam, ale wspólnotę obowiązków bardziej oddawałoby chyba sformułowanie „mamy dziecko”. Bo przecież nawet „urodziłam” jest mówieniem o sobie, a nie o dziecku czy dzieleniu odpowiedzialności od tej chwili.
    A „święte oburzenie” mogłaś sobie darować, nie lubiąc być, jak sądzę, sędzią i krytykiem. W sytuacji, jak opisana byłam pełna empatii dla mego dziecka i już nie było mnie stać na empatię dla ciotek-psychokrzywdzicielek. 😉 [nie umiem wstawiać emotikonów! czy mój interpunkcyjny sam się zamieni na obrazek?]
    Dzieci mam dwoje. Z czterech ciotek potraktowanych przeze mnie tak nieempatycznie przy pierwszym dziecku, przy drugim jedna nie powtórzyła pytania do dziecka o przynależność. Sądzę, że to pozwala mieć nadzieję, że ludzie czasem myślą.
    A co do „panny czystej”, to – ściskam łapę!! Przecież, jakbyśmy byli w masie swojej empatyczni, to samotne matki powinny wręcz być czczone. Przynajmniej w wyznaniach chrześcijańskich (żeby już mego nieulubionego kościoła się nie czepiać). 🙂
    miau

  15. MU, MU, oczywiście że MU.
    Mu poślubiona, Mu przeznaczona, Mu urodziła.
    Ugotowała obiad też MU, posprzątała MU i zrobiła MU zakupy. Muuu, krasule wszystkich krajów.

    Może jestem nieobiektywna, może jestem z pobudek prywatkych wkurzona, ale kiedy znajomi wypytują, co to mianowicie się wkrótce urodzi, a potem zadają pytanie: „A co by chciał Twój pan i władca?” to mi się w środku przewraca do góry nogami i tupie. Bo co? Sprawdzają, czy realizuję MU zamówienie? Czy też się nie wykazałam i spartoliłam sprawę?

    Tak, wiem, odkąd jest duży, mój brzuch nie należy do mnie. Rodzina i niektórzy znajomi (na szczęście niewielu tych znajomych) czują się w prawie łapać za niego, głaskać i macać. Co do cholery? Najgorsze, że zamiast lać po pyskach na odlew za macanki dębieję ze zdumienia i oburzenia, bo mnie by na myśl nie przyszło pana pięćdziesięcioletniego masować po brzuszku wypukłym, a on się nie krępuje.
    Najwyraźniej jego brzuch należy do niego, a mój – do wszystkich?
    Mu, Mu, Mu po trzykroć. Długo jeszcze te knstrukcje będą naturalne w języku, i długo jeszcze będą znaczyły więcej niż idiotyzm językowy. Będą signum dla kastowości.

  16. No, przepraszam bardzo, ale nie mogę się powstrzymać. A lejże kobito na odlew! Pana pogłaszcz wzajem (tylko uważaj, bo może erotoman! jeśli tak, to – lej), albo uracz tekstem „trzymać łapy przy swojej koszuli!”. Możesz dodać „proszę”. Nie dębiej (sama przez lata dębiałam, bo mnie dobrze wychowano, cha cha). Nie dawaj się. Nie pozwalaj się w to wplątywać. Sama wyznaczaj granice.
    To są oczywiście tylko tzw. dobre rady. Zrobisz przecież jak zechcesz. Ot, empatia zalała mnie nagle. :}
    miau

  17. @ pawian: masz racje, w potocznej angielszczyznie nie ma zwrotu „urodzila mu”, choc jest „urodzila jego dziecko”. Co gorsze brzmi to „to produce his child”, co nam jeszcze gorzej sie kojarzy.
    @ niq: a moj (byly na szczescie) maz zwykl byl mawiac, gdy w chwili slabosci cos zrobil: „umylem CI naczynia”, albo „zrobilem CI zakupy”.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: