Sesja, czyli teoria Darwina w praktyce

m

http://www.lvk.ewf.uni-erlangen.de/images/magister.jpg

Państwo pewnie myślą sobie, że taki uniwersytet to jest instytucja hierarchiczna, wręcz feudalna, gdzie najpierw dziobią starcy, zasiedziali na stolcach od czasów reformy ortograficznej w 1936 roku? Otóż Pawian teraz Państwu opowie, wypuszczając żółć, jak sprawa naprawdę wygląda. Może i tak kiedyś było, ale teraz to jedynymi ważnymi personami są doktoranci. Owszem, zdarzają się jeszcze takie boże krówki, takie sierotki, które rozczulają swymi dobrymi manierami, mruganiem rzęsami i staniem na baczność, ale to są jakieś mutanty. Ostatnie zdychające egzemplarze, po których zostanie tylko smutek i żal.

Gros dzisiejszych doktorantów, to twardziele. Jakuza, Mosad i GRU to by się od nich uczyć mogły. Po pierwsze doktorant jest asertywny – Pawian rzekłby do bólu. Zapytana przez Pawiana doktorantka (sprawa dotyczyła tego, kiedy mogłaby coś tam zrobić, a sprawa była pilna) odrzekła w te słowa: W piątek? Nie mogę, bo mam hiszpański, a w czwartek chodzę na jogę.

     

Państwo się śmieją? Pawian też najpierw zaczął, ale szybko mu mina zrzedła, gdy panienka przygwoździła go do podłogi stalowym spojrzeniem i zapytała zimno: A ktoś inny nie może? – mam wrażenie, że tam był w domyśle Pawian.

 

Pawian też stara się być asertywny, ale przy doktorantach to mu średnio wychodzi, bo szczęka opadła mu do ziemi i nie wiedział, co powiedzieć.

Inna doktorantka puszcza namiętnie w gabinecie, w którym zwykła przyjmować, muzykę – taką “łups, łups, dynks”. Żeby było śmiesznej, sąsiaduje przez ścianę z pewną starszą panią profesor, miłośniczką muzyki klasycznej. Jak można się domyślać, pani profesor przegrała w pierwszej rundzie przez nokaut. Na całej linii przegrała i powoli wstając z ringu przestawiała się na “łups, łups, dynks”. Gdyby nie aktywny udział pewnej znawczyni najstarszych zabytków języka, pani profesor już by jeździła furą z otwartym oknem i tzw. zimnym łokciem, a zamiast dyskretnych kostiumików nosiłaby spodnie z krokiem w okolicy kolan.

Jakieś doktoranckie prosię piło z mojego kubeczka ze świnką. Wszyscy wiedzą, że mojego kubeczka się nie dotyka. Szanują to dziekani, kierownicy instytutów, katedr, nawet najbardziej sklerotyczni profesorowie – bo wiedzą, że właśnie tak jest. Dodać należy, że nie chodzi o fanaberie, że Pawian nieużyty. Ma on w swej szafeczce kilka kubeczków różnych, bardzo ładnych i gustownych (niegustownymi też dysponuje) którymi może poratować, ale nie tym ze świnką, jasne? I naprawdę nie chodzi o jakieś szykany, o pułapki na hohonie, proszę mi wierzyć. Pawian nie ma też nerwicy natręctw. Na tym zakończmy wątek kubka ze świnką na łące.

Są jeszcze doktoranci-pijawki, którzy objawiają się wówczas, gdy coś jest im potrzebne. Na przykład:

– Czy może mi pani Pawian kochana powiedzieć, gdzie mogę znaleźć taką informację? – Pawian, a także większość jego koleżanek i kolegów nie są łajdusami i oczywiście informacji udzielają. Piszą w mailach bibliografie, czytają artykuły młodych adeptów nauki, poprawiają, podrzucają pomysły, myśląc sobie naiwnie, że tak właśnie życie winno wyglądać. O sancta simplicitas! To jest nasz zasrany obowiązek, co Pawian zauważył, gdy pewna istotka nie dość, że sępiła od niego miliony fajek, to jeszcze przychodziła zawsze z jakimś interesem, takim na wczoraj. Gdy po roku takiego procederu Pawian wrednie powiedział, że nie pomoże, dziewczę się obraziło. Można jedynie sapnąć z ulgą: wreszcie!

A już do szału absolutnego doprowadzają Pawiana słowa: “ale ja pracuję”. Doskonale wiemy, że doktoranci pieniędzy mają niewiele. Dlatego większość z nich pracuje poza uniwersytetem. Pawianowi doktorantów jest żal, naprawdę żal, bo trudno jest po czytelniach siedzieć, teksty pisać, gdy człowiek zmęczony. To wszystko prawda. Tylko proszę mi wytłumaczyć, jak to jest, że jedni pracują, piszą, materiały zbierają, zajęcia odbywają, ba… nawet są wykorzystywani przy wykonywaniu czynności administracyjnych, zaś inni ciągle posługują się starą śpiewką, niby zdarta płyta: ale ja pracuję. I z takim się nie dogadasz, bo… No dlaczego? BO NIE! I zostanie to wyrażone bardzo dobitnie, gdy Pawian włosy z głowy rwie, wraz z gromadą mu podobnych (w tym doktorantów, tych nieasertywnych) siedzi w robocie do 22, a doktorant twardziel, gdy już wreszcie telefon odbierze, ze śmiechem oznajmi: ależ to nie jest możliwe, bo ja pracuję. Po czym następuje zimne pytanie, czy coś jeszcze, bo doktorant zajęty mocno, idzie na aerobik w wodzie. A niech się utopi!

Ktoś teraz może powiedzieć, że Pawian przesadza, ale niestety tak nie jest. Wszystkie te rzeczy zdarzyły się w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy. Jeszcze wczoraj miła studenkta/miły student, a dziś twardy, bezczelny, wredny doktorant. Czy to my wychowujemy te żmije na własnym łonie? Koleżanka Pawiana, dama w każdym calu, profesoressa od kilku ładnych lat, dostaje od swej doktorantki maile, w których ta wydaje jej polecenia. Dosłownie. Nie żadne tam metafory, tylko: proszę przygotować dla mnie to i tamto, gdy przyjdę w środę.

Pawian wie, że istnieją też doktoranci mili, serdeczni, koleżeńscy, dobrze wychowani, ale niestety rzadko się ich zauważa w sytuacji, gdy nagminnie widzi się bezczelność, interesowność, a nawet chamstwo. Czy owi doktoranci nie zdają sobie sprawy, że nic nie trwa wiecznie, a ze skunksami nikt pracować w przyszłości nie będzie? A może uznają, że zdobycie papierka związanego z dwoma literkami przed nazwiskiem to tylko jeden z elementów w ich świetlanym i pełnym sukcesów żywocie? Pawian im tego serdecznie życzy, ale chciałby napomknąć, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość… Nie każdy pracodawca zniesie takie maniery i roszczeniową postawę, a zespół zachowań nabytych wcale nie jest łatwy do wyplenienia. Pawian zdaje sobie sprawę, że powyższy tekst jest tendencyjny, że utworzenie zbioru “doktoranci” jest z gruntu fałszywe, podobnie nie można zawęzić obserwacji do nagannych obyczajów w tej populacji, jednakże są takie chwile w życiu, gdy żółw musi dać komuś w mordę. Doskonale też wie, że doktoranci mogą być rozgoryczeni, szczególnie wówczas, gdy ktoś traktuje ich protekcjonalnie. Czasy, gdy doktoranci parzyli kawę i nosili teczki za profesorami dawno się skończyły, może i tak. Jednakże jest to grupa często krzywdzona. Natomiast nie jest dobrym sposobem zrażać do siebie ludzi, wszystkich naokoło.

A doktoranci z naszego ośrodka zaleźli Pawianowi ostatnio za skórę. Metaforycznie rzecz ujmując przelała się czara goryczy, a mówiąc bardziej dosadnie, to większość doktorantów ma u Pawiana przesraniuteńko. Będzie jesień średniowiecza, smutek tropików i bombardowanie Drezna. Rozgoryczony Pawian przydrożny pójdzie teraz wypić piwo pszeniczne i pewnie jeszcze przez chwilę będzie desperował, jojczył i trochę się pożołądkuje.

 

 

Reklamy
Published in: on 02/09/2009 at 22:12  14 komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/02/09/sesja-czyli-teoria-darwina-w-praktyce/trackback/

RSS feed for comments on this post.

14 komentarzyDodaj komentarz

  1. @”Czy owi doktoranci nie zdają sobie sprawy, że nic nie trwa wiecznie, a ze skunksami nikt pracować w przyszłości nie będzie?”

    Ależ to jest raczej mało prawdopodobne. Przecież uczelnia to nie jest jakiś chlew, gdzie świnie w pracy są naturalną częścią ekosystemu. Skoro teraz z nimi ludzie pracują, to czemu nie mieliby w przyszłości? (Jasne, znajdą się takie firmy/instytucje, które nie zaakceptują takiego stanu zachowania, ale prosięta znacząco nie ucierpią na tym).

    Efektywnego pogromu życzę.

  2. A dobre obyczaje na nich nie działają? No wiesz, nigdy dobrze wychowanej osoby nie widział taki, wgapia się tak zdumiony, że spada (trupem, trupem) ze schodów albo mowę traci?

    Nawiasem, czy te ich obyczaje od sporej części (przepraszam za wyrażenie) kadry naukowej nie zostały przejęte? Bo pamiętam jak Sioma kiedyś ulicą szedł jak zahipnotyzowany a jak go spytałem co mu, to powiedział, że był u Marczewskiego i ten mu dowcip opowiedział, w którym było słowo kończące się na j (są różne teorie na co to słowo się zaczyna, i dlatego mówię o końcu). I to było coś niesłychanego, bo można było pomyśleć, że te nasze różne szefy takiego słownictwa w ogóle nie znają.

    A jak w ostatnich czasach miałem do czynienia z paru przedstawicielami nauk ekonomicznych i humanistycznych (dziwne, matematycy nadal mówią cytowalnym językiem) to takie rzeczy słyszałem, że Ci nie powtórzę, bo żaden przyzwoity człowiek tego nie robi pawianom.

  3. Kurczak, to mnie Pawian rozłożył…. Mam wrażenie, że w IvFK tak nie jest, ale rzecz jasna mogę mówić o sobie. Ja to jednak jestem chyba z tych nieasertywnych, bo w asystenckim boję się ruszyć książkę bez pozwolenia; nie wiem, gdzie się podziać, gdy mój profesor mówi do mnie per ‚ty’ i wymaga ode mnie tego samego ‚bo tak będzie sympatyczniej’ i sam chodzę i dopraszam się zajęć administracyjnych i dydaktyki. Może faktycznie dziwny i staroświecki jestem, ale to w sumie żadna nowość.

    W każdym razie, gdyby Pawian potrzebował miejsca na pozbycie się ciał, to znam niezłe. Zakopiemy. Nie dowie się nikt.

    P.S. Mam wrażenie, że posługuję się cytowalnym językiem, ale może nie ja powinienem to oceniać….

  4. No… Trochę mnie ubodłoby takie uogólnienie, bo ja też osobiście z tych ułożonych. Nie, żebym mówił, że takie zachowania pewnie wynikają z humanistycznych, a nie przyrodniczych, zapędów ww. A tak na poważnie, to są i szuje i nieszuje… Egocentrycznie powiem, że ja nieszuja jestem.

    >Kallipygos: Na razie profesor znaczy promotor… Potem jest tylko gorzej. Pani doktor, która terror na ćwiczeniach wprowadzała straszny teraz, od zeszłorocznej wigilii, jest ze mną na Ania… Aż mnie ciarki przechodzą… (Swoją drogą wigilię katedralną/instytutową/wydziałową pewnie też polubisz 😉

  5. Z drugiej (dlaczego ja zawsze wszystko muszę od tyłu…) strony – jako student miałem (już na szczęście nie) do czynienia z kilkoma doktorantami i zawsze było to samo – niby wiedzę mieli, niby nawet potrafili ciekawie prowadzić zajęcia, ale zawsze miało się wrażenie, że lepiej nie zadawać pytań bo cała ta bańka pęknie i zostanie plama na ścianie.

    Rzucanie w ludzi „Antropologią strukturalną” też może być dobrym ćwiczeniem 🙂

  6. W zeszłym tysiącleciu sam byłem doktorantem i moje inwentaryzacje pomogły jednej habilitacji, ale to było na politechnice i w czasach ucisku oraz wyzysku komunistycznego. Architektura zresztą zawsze była trochę dziwaczna…

  7. ha, chciałabym zobaczyć tę Jesień Średniowiecza…
    sama nie mam doktoratu i smutno mi…

  8. ja mam doktorantkę w domu, która kompletnie do tego Pawianowego opisu nie pasuje. do zajęć przygotowana, a na dzien dobry dostała najtrudniejsze ćwiczenia na całych studiach do prowadzenia. pracuje pilnie przez cały tydzień, jak nie w laboratorium, to w bibliotece. pomocna i dla koleżanek i kolegów i dla studentów. a i na basen wyskoczy kilka razy w tygodniu, ale już po 20.00.
    za to z jej opowiesci o panujących zwyczajach wydziałowych i instytutowych wynika, że profesorowie niedouczeni się zdarzają, pieniądze mało sprawiedliwie są dzielone. rządzą układy personalne, a struktura jest tak skostniała, że w żaden sposob nie można jej ruszyć. po pół roku studiow doktoranckich z wielbicielki swego wydziału przemieniła się w gorliwą krytyczkę i myśli o wyjeździe do „normalnego” kraju, gdzie rpaca naukowa jest doceniana i opłacana.
    tak więc mamy dwie strony medalu. niechże prosze Pawian nie zapomina, że doktorant to takie zwierzę o nieokreslonym statusie – pieniądze kiepskie (i nie każdy dostaje stypendium), obowiązki studenta mają, ale i obowiązki pracownicze, przy czym prawa studenckie tylko częsciowo,a prawa pracownicze własciwie żadne.
    Ryjkowy Tata się do tej przyszłości polskiej nauki dokłada, bo ma z czego, ale nie każdy ma takiego Tatę/Mamę/Dziadka/Ciocię/Sponsora, więc pracować musi. a to, że hiszpański? Ja nie zostaję w pracy dłużej, bo wieczorami mam chorwacki i jest to dla wszystkich współpracowników jasne.
    a wszędzie trafią się wyrodki i utrudniacze życia, ale czy to powód do wezwania do walki klasowej, Pawianie drogi?:)

  9. maquina: nie zgodze się, Nałkowski wyróznia trzy typu: ludzi świnie, ludzi byki i ludzi drewna. Ale tak bardziej serio, to ja wierzę w moc wychowania.

    andsol: nie… Gdyby tak było, to może by używali wyrazów, ale może by pracowali jak trzeba.

    Kallipygos: mam dwie takie do utopienia, a jednego takiego do uduszenia :), a resztę dam radę wychować
    xszerlit: ja dokładnie piszę o tych, kogo za prosięta uważam, że to nie wszyscy. Jak nieszuja jesteś, to w porządeczku. Nieszuje są, istnieją, na przykład taki Honza, Delfin, Tusia, Karolcia, Macinek… Ale te szuje bardzij widoczne. I biedactwa pracowite a skromne na tym cierpią.

    abiekt: ja rzucam tomami Polskiej Bibliografii Literackiej. Trafiony, zatopiony 😀

    jotesz: za komuny było inaczej 😉

    meg: Jesien sredniowiecza w wykonaniu Pawiana jest jak lot Walkirii

    katemoso: jaka tam walka klasowa, patrz odpowiedź dla Xszerlit, są miłe doktoranty i niemiłe. A ten hiszpański, to nie było tak, że trzeba było zostać po godzinach, bo taka Sodoma, to się nigdy u nas nie dzieje. Nie, nie… Pani miała wykonać zadanie – i próbowała się po prostu wymigać, pawian proponował terminy, a Pani mu odmawiała. I ja pod wpływem takich wydarzeń napisałam o wyrodkach. I dwukrotnie w tekście mówię o dobrych dzieciach. A o zarobkach doktorantów i pawianowym stosunku do ich pracy też pisałam.
    PS. pawian chodzi na basen na 21.30

  10. PS. Poza tym Pawian napisał, że tekst jest tendencyjny, a dokładnie o jaki typ chodzi wyłożył w czwartym akapicie od końca i dokładnie rozróżnił ziarno od plew.

  11. O jezu kolczasty! To nadal trwa? Wszechwladztwo doktorantow, ktore mnie sie czkawka odbijalo juz wieki temu?
    Trucizne by jakas na nich!

  12. Pawian mnie z mańki zażył tym basenem o 21.30:) no ale rozumiem, ze przynależność do elitarnej grupy Tych, Co Nie Wstają Rano zobowiązuje:)
    oczywiście, Pawian ma doktorantów porządnych i o nich tu czasem ładnie pisze imiennie. tych złych bym tępiła, ale jednocześnie należałoby tepić złych doktorów i profesorów, i nawet złe panie sprzątaczki, które kwiatki podlewając moczą wszystkie zapisane kartki papieru dookoła (a może teraz i komputery też). upieram się, ze zła jest struktura, która takich doktorantów hołubi i złe zwyczaje utrwalać pozwala. gdyby to całe towarzystwo było tam z prawdziwej pasji – jak Ryjek mój – to na pewno Pawian i inni pracownicy nie mieliby takich pretensji i pracowałoby się przyjemniej. Wszystkim.
    Dla równowagi czekam na artykuł o tych dobrych doktorantach – ku pokrzepieniu serc:)
    aha, i jako że mi pawianowy adres email zwracał, to podaje linka do nowej mej stronicy: http://iingrid.wordpress.com

  13. Też widuję doktorantów, ale nie narzekam. Zdarzają się tacy, co nie znają granic swoich kompretencji, ale na ogół są mili i grzeczni, niektórzy wręcz uniżenie. Aż się czuję przy nich jakbym był co najmniej doktorem. Ta grzeczność wygląda mi na wrodzoną lub wyniesioną z domu, ale z drugiej strony każdy doktorant, przynajmniej taki, który jest inteligentny, wie kto mu może pomóc, jeżeli zapisze swój niedokończony doktorat na najbardziej zjechanej partycji najstarszego dysku w instytucie i kogo poprosić o luźne teraflopy do liczenia doktoratu.

  14. no.. niby śmiesznie napisane…
    Ty nie uważasz, że to chamstwo, a nie aserytwność? Może nie wszystko, co opisalas, ale większość? Że to już inne całkiem pokolenie wyuczone do bólu teorii o własnej niepodważalnej wartości, którą zamanifestuje nie bacząc na dookolność? Ot tak, po prostu.
    Ok, ja rozumiem życie osobiste, plany, zajęcia, tez takie mam. Nie rozumiem nawalania przez komórę na cały regulator, tak jak i głosnego sluchania “łups, łups, dynks” w „robocie” wśród ludzi


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: