Czy twój test lubi podróżować, czyli sesja

ledwie rozróżnił sen od jawy,

ledwie domyślił się, ze on to on, ledwie wystrugał ręką z płetwy rodem krzesiwo i rakietę,

łatwy do utopienia w łyżce oceanu,

za mało nawet śmieszny, żeby pustkę śmieszyć,

oczami tylko widzi,

uszami tylko słyszy,

rekordem jego mowy jest tryb warunkowy,

rozumem gani rozum,

słowem: prawie nikt,

[…]

Na swój sposób żywotny i wcale ruchliwy.

[…]

Patrzcie go!

Niebożę.

Istny człowiek.

 

 

 

(Wisława Szymborska)

 

Tak, test napisany przez Pawiana będzie tajną bronią przewożoną przez kilka granic, nie wiem, czy mogę Państwu o tym powiedzieć, to tajemnica. Jeśli ją wyjawię, będę musiała Państwa zabić. Nazywam się przydrożny, Pawian przydrożny i mam licencję na zabijanie.

Proszę Państwa jest sesja, a to oznacza, że Pawian ma tyle roboty, co jednoręki tapeciarz. Co nie przeszkadza mu urządzać późnymi wieczorami imprez fificznych. Czy Państwo wiedzą, jak wygląda filologiczna impreza? Tak, wiem, że jesteśmy zboczeni, ale to nie znaczy, że należy nas tępić. Nie robimy nikomu krzywdy. Naprawdę.

Wystarczy mieć kilka butelek morawskiego wina oraz trochę słowników, żeby impreza była naprawdę super. Wówczas pięć osób (Sąsiadka, Sąsiad, Honza, Łasic i Pawian) siedzi, każdy ze swoją szklaneczką, a każdy ma w ręku słownik. Potem się wymieniamy. Na naszym stole znajdowały się: słowniki etymologiczne sztuk dwie, polsko-niemiecki a drugi w stronę odwrotną, mój ulubiony Słownik języka polskiego (jeden marniutki tomik) i pewnie jeszcze coś, czego nie pomnę (nie chodzi o to, że liczyć nie potrafimy, ale czy to pięć słowników czy sześć – ganz pomada). Siedzi takie bractwo zgniłych humanistów, z pewnością nieetosowych, bawi się słówkami, szuka możliwości, z Brücknera się nabija, że czytać go trzeba z lekką nutką niedowierzania, szczególnie w sprawie szopów praczy, bo to nie pochodzi od żadnego szukania, jak on sugeruje, wino popija, paluszki i ser żre, papierochy kopci. Zastanawiamy się, jak można dać dziecku na imię Galeria Waleria, samej będąc kobietą obdarzoną głupim imieniem – Pryska. Czy Dioklecjan nie mógł wpłynąć na żonę? A może to nie jej sprawa, może było odwrotnie? Może on jest winny tej estetycznej zbrodni, której na imię Galeria Waleria? Mój boże, człowiek jest rzymskim cesarzem, a nawet gustu nie ma. Tak, wiem, że Rzymianie mówili, że o gustach dyskutować nie wolno, to powiedzonko pewnie zrobiło karierę, gdy ta córka się urodziła – Galeria Waleria. I wówczas Rzymianie wzruszyli ramionami, powiedzieli: rób sobie cesarz, co tam chcesz, nie masz gustu, ale o tym gadać nie będziemy, co wrażliwsi rebekowali (to słowo to też wynik filologicznej imprezy – wytwornie i po staropolsku oznacza rzyganie, nie mylić z rewokowaniem). Proszę sobie wyobrazić konstrukcję: “Po wysłuchaniu przemówienia wygłoszonego przez prezesa w trakcie partyjnego zjazdu długo rebekowałem/rebekowałam z balkonu na zgromadzone na ulicy rozentuzjazmowane tłumy”. Prawda, że filolodzy na cos się przydają? Zamiast puszczać pawia, rzygać, albo wymiotować, można dyskretnie i po staropolsku wykonać ową czynność, a nikt nie wie, o co chodzi. To tak samo, jak ze znajomością łaciny, która przydaje się nawet w zupełnie nieoczekiwanych sytuacjach. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na pustyni i spogląda na nas lew. Jesteśmy zaplanowanym obiadem. Co zrobi nieuk, osoba która łaciny nie zna? Wrzaśnie jak barbarzyńca, wyda nieartykułowany okrzyk. A my? A my, proszę Państwa, wyciągamy oskarżycielsko paluch i syczymy: leo… I niech mi jeszcze ktoś powie, że znajomość łaciny jest niepotrzebnym dodatkiem. Oooo… w życiu! Ja wolę być przygotowana. Państwo z pewnością też.

Tak, wracając do głównego wątku, jest sesja. I proszę nie wymagać za wiele od biedniusieńskiego Pawianka, który zwija się niby szop pracz pod śmietnikiem, niby Galeria Waleria uciekająca przed Licyniuszem, niby człowiek uciekający przed lwem. Jeden z napisanych przez Pawiana testów przechodzi przez granice, a ja mogę tylko zareklamować blog Honzy (w linkach po prawej), można komentować po polsku, czesku i angielsku, z ładnymi zdjęciami. Pawian zaś dopiero jutro napisze, na co wpadł zupełnym przypadkiem, sprawa będzie ciekawa, ale na razie czasu brak, o czym donosi zajęty Pawian przydrożny (nawet przestał wstawać po południu – koszmar – wstaje o 9, proszę współczuć, jeśli łaska).

Patrzcie go!

Niebożę.

Istny… Pawian

 

PS.
Sponsorką tytułu jest Lidia z Macedonii.
 

 

 

Reklamy
Published in: on 02/04/2009 at 00:41  9 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/02/04/czy-twoj-test-lubi-podrozowac-czyli-sesja/trackback/

RSS feed for comments on this post.

9 komentarzyDodaj komentarz

  1. ależ ja ci zazdroszczę! tych imprez. ja nie mam z kim. obcuję z tłumami niewrażliwymi na piękno łaciny

  2. A ja zawsze byłem na bakier z takimi przeintelektualizowanymi imprezami 🙂 Lingwiści mają lepiej…

  3. Ja, Lisie, jeszcze mam kotka, który doskonale zna łacińskie sentencje, którymi się z nim dzielę, nawet przy zabawie z piłeczką 🙂

  4. Abiekt: Mają lepiej? Ja tam nie jestem lingwistką, to nie wiem… Ale chadzałam też podczas studiów na imprezy filozoficzne, nie opowiem nic. Hardcore.

  5. To wspolczuwam!

  6. No to współczuję. Szczerze, nie wymuszenie.
    Lecz mordowania odradzam, szkoda czasu. 😉

  7. Reklama szeroko zakrojona (blogowa) i skuteczna…przynajmniej na mnie podziałała 🙂 już oglądam i zachwycam się češtiną 😉

  8. Pawian pracuje ciężko i musi wstawać o 9, a ja choruję lekko i mam okazję wysypiać się do 12. Podejrzewam, że ta homeostaza potrwa dalej, tylko zamienimy się wkrótce miejscami…
    Ckni mi się za regularną walką z łacińskimi tekstami, oj ckni:)
    Ja i G. mamy nową grę – jedno z nas rzuca obco brzmiące słowo i drugiemu każe dać definicję. przegrywam, niestety.

  9. mniam, mniam,mniam! taka orgia wyksztalciuchow to sama slodycz… a w wydaniu filologow to nawet sto razy lepsze niz bachnalia etnografow z galczynskiego! sama ostatni raz bawilam sie tak przednio kiedy mialam gosci z bostonu, redaktor r. polewal wodeczke w postaci koktajlu firmowego pod nazwa ‚teraz polska’ i DJowal z uzyciem nagran zespolu muzyki dawnej ‚larpeggiata’, podczas gdy spoleczenstwo zarlo moje domowej roboty sledzie, dyskutowalo o probemach trzeciego swiata, a jedyny w towarzystwie nie-polak. obywatel pochodzenia indyjsko-chinsko-brytyjsko-amerykanskiego (illinois) z wrodzonym sobie wdziekiem podchwytywal polskie powiedzonka pijackie, co owocowalo miesistym ‚tcheeepeee, neee?” (egzotyczna wersja ‚trzepie, nie?’) co czas jakis… ech, milo wspominac.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: