Komu, kiedy i dlaczego, czyli kto jest właścicielem macicy

Jego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę – dziecko moje kochaj – dziecko moje, Henryku. –
[….]

Błogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje. – Bądź poetą, aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś. –

[…]

Ty ojcu zasłużysz się i przypodobasz – a wtedy on twojej matce przebaczy. –

[…]

Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą.

(Zygmunt Kraisńki) 

Pawian czyta Szepty. Życie codzienne w stalinowskiej Rosji. W tłumaczeniu Władysława Jeżewskiego. Dlaczego nazwisko tłumacza jest bardziej interesujące aniżeli osoba autora? Ha! Ledwie Pawian znalazł się na stronie siedemnastej uderzyła go pewna konstrukcja:

“Josif miał romans z kobietą, która w 1924 roku urodziła mu syna”.

Jak to? Urodziła MU syna. Pawian rozumie takie sformułowanie na przykład w Chamie Orzeszkowej, ale dziś? Pawian rozumie chęć archaizowania, chęć rozbudowywania bazy słownictwa czynnego, ale… Przecież jest w tym zdaniu jakaś, nawet nie to, że niepoprawność, ale idiotyzm, że dzieci się rodzi komuś. A jak podobne do listonosza, to jak? Urodziła listonoszowi dziecko? A w ogóle to czy dziecko jest przedmiotem, że pojawia się dla kogoś? Zrobiła mu kanapkę z serem i urodziła mu dziecko, po czym wyprała mu gacie. On wyczyścił jej buty, ale urodzić jej nic nie mógł. No to jak nie mógł urodzić, to może chociaż spłodził jej dziecko? Raczej nie. Bo dziecko się płodzi z kimś, a nie dla kogoś. Czyli spłodził dziedzica rodu z Jadwigą de domo Pastuszek. Czyli jak robią, to razem, ale jak już się rodzi to dla niego. Co za patafian używa w dzisiejszych czasach takich idiotycznych konstrukcji?

Jeszcze się Pawian dziwić i żołądkować nie skończył, zasiadł spokojniutko w poczekalni u lekarza, pisemko zaczął przeglądać i co znalazł? Żeby móc przepisać zdanie, to pisemko ukradł, ale odda, obiecuje że odda, jak tylko znów o pomoc medyczną prosił będzie. W każdym razie, Pawian w “Gali” znalazł takie zdanie:

“Drugiemu mężowi Andrzejowi Walczakowi w sierpniu 2008 r. urodziła córeczkę Igę”. Jeżeli Pawian dobrze rozumie, to kobiety są po to, żeby rodzić dzieci mężczyznom. A mężczyźni są właścicielami dzieci, jakby rzecz działa się na plantacji bawełny przed wojną secesyjną. No tak, a jeśli uważa się (używając takiej a nie innej konstrukcji), że dziecko jest przedmiotem, a nie podmiotem, to pewnie łatwiej klapsa w dupsko walnąć. Bo to przecież nie-osoba. Urodzona dla kogoś, komuś, przez kogoś. Mówi się też czasem, że dziecko to dar. Pewnie, w zestawieniu z cytowanymi zdaniami to taki prezent jak skarpety wzorzyste wydziergane własnoręcznie. Własność, z która pewnie można zrobić, co się człowiekowi podoba.

A druga sprawa? Ano, właśnie ta z kobietą, którą rodzi mężczyźnie dziecko. Abstrahując od wcześniejszego uznania dziecka za przedmiot, to często w dyskusjach związanych z ustawą antyaborcyjną pojawiają się głosy, że kobiety nie mogą same decydować, że to nie jest ich wyłączna sprawa, że hasło o “moim brzuchu” jest zawłaszczające i egoistyczne. Może i tak, jednakże czyż to “urodzenie mu dziecka” nie jest dokładnie takim samym egoistycznym wyrażeniem własnych potrzeb? W takim kontekście może i kobieta rodzi dziecko, może i przez dziewięć miesięcy jest w ciąży, boryka się z mdłościami, z bolącym kręgosłupem, czasem z cukrzycą i tysiąc pięćdziesięcioma sześcioma innymi dolegliwościami. Rodzi dziecko w bólu. I co? Ano rodzi “mu” dziecko. I sama staje się niejako workiem, inkubatorem, macicą na dwóch nóżkach. Co z tego, że w jej ciele, z połączenia plemnika i komórki jajowej rozpoczyna się podział komórek?

Język, w którym mówimy dostarcza nam wielu możliwości. Wystarczy przeczytać sonety Szekspira, żeby się o tym dobitnie przekonać. Wystarczy rzucić oczkiem na jakikolwiek wiersz Leśmiana. Jednakże, jak się otwiera paszczę, żeby cos powiedzieć, albo siada się przy klawiaturze, żeby coś napisać, to trzeba używać szarych komórek, dokonując wyboru. Konstrukcja, że kobieta urodziła mężczyźnie dziecko jest przestarzała, uwłaczająca dla dwóch postaci w niej występujących. Dla kobiety i dla dziecka. Po co więc używać dość beztrosko sformułowania, które powoduje, że osoby stają się rzeczami. Od takiego myślenia/mówienia/pisania już całkiem niedaleko współczujących spojrzeń ciotek związanych z urodzeniem się dziewczynki. Niedaleko także do ustawowego traktowania kobiety, przy ciągłym powtarzaniu o prorodzinności państwa, nie jako obywatelki i osoby, ale jako rozpłodowej krasuli, której jedynym zadaniem jest rodzenie dzieci, na dodatek dla swojego pana i władcy, fallusa pozytywnego. Jego – mężczyzny.

Dziecka nie rodzi się ani dla siebie, ani dla niego, ani dla babci, dziadków i pociotków. Dzieci się rodzi. A one są osobami, jednostkami. A tworząc zdanie, że kobieta urodziła komuś (mężczyźnie) dziecko, jakoś omijamy ten prosty fakt. Jedno z tysiąca zdań, jakie wypowiadamy. Pawian przydrożny myśli, że przed wypowiedzeniem zdania z pozoru całkowicie zwyczajnego dobrze jest zadać sobie najpierw pytanie co ono powoduje, jakie niesie ze sobą znaczenie.

 

Reklamy
Published in: on 02/27/2009 at 14:04  17 Komentarzy  
Tags: ,

Brak tytułu, czyli brak tytułu

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny… Kto? Nie wiem… Ktoś odszedł i jestem samotny… Ktoś umarł… Kto? Próżno w pamięci swej grzebię… Ktoś drogi… wszak byłem na jakimś pogrzebie… […] Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną… Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą… Spaliły się dzieci… Jak ludzie w krąg płaczą… (Leopold Staff)

Uprzejmie proszę o wybaczenie. Jednakże z powodu przeżywania śmierci bliskiej osoby, a jest to zupłenie coś innego niż czytanie Jankielevitcha, czy Langego, nie mam Państwu chwilowo nic do powiedzienia. Może za parę dni, gdy słowa staną się bardziej przyjazne.

Published in: on 02/19/2009 at 22:09  16 Komentarzy  

Jestem za, a może przeciw, czyli credo

 http://wyborcza.pl/1,76842,6245042,Zeromski_z_papieru__Dlaczego_inteligencja_znalazla.html

Oprócz diagnoz istotną rolę w sporze o Polskę i rolę inteligencji odgrywają recepty. Dziś inteligencja liberalno-demokratyczna mówi skromnie: żyj uczciwie, płać podatki, organizuj się; pamiętaj, że obywatelstwo wymaga twojej aktywności i niesie sens moralny. Czy ten rodzaj patriotyzmu małych kroków wystarczy? Trudno wymagać od inteligencji głoszenia haseł o Bogu, Honorze i Ojczyźnie – eksploatowane przez populistów brzmią dziś fałszywie. Niełatwo jednak oprzeć się wrażeniu, że inteligencja oddała język i miejsce w debacie publicznej.
Autorytet i wiedza nie są w cenie. Można odnieść wrażenie, że wszyscy mogą być specjalistami od wszystkiego, głos każdego waży tyle samo. Obowiązkiem inteligencji jest się przeciw takiej bylejakości buntować i stwarzać pozytywne wzorce myślenia i działania. Czy taki bunt nie mógłby być sexy?

 

 

Tak i jeszcze raz tak. Nie i jeszcze raz nie. Pawian czyta tekst młodego człowieka, proszę nie myśleć, że mu wiek wypomina, ależ skąd. Pawian wcale, a wcale nie jest z tych staruchów, którzy jedynie są wstanie jojczeć, że “za moich czasów było inaczej”. Pawianowi z jednej strony podoba się żarliwy zapał, ale z drugiej strony jak zawsze będzie protestować.

Obowiązek inteligencji. Stwarzanie pozytywnych wzorców myślenia i działania. Jak Pawian widzi te sformułowania, to mu się zaraz przypomina służebna rola inteligencji pracującej, jej poświęcenie dla pracującego ludu miast i wsi. Proszę wybaczyć, ale co Pawian ma robić? Stworzyć pozytywny wzorzec działania? A dla kogo? Dla ludu (przepraszam, że kogo, czy Pawian jest panem Kurskim)? Dla siebie? No dla kogo? Tak stwarzać i liczyć na to, że się przyjmie? Rzucać przed siebie? Chodzić po ulicach ze skrzynką po owocach i przemawiać płomiennie? Pawian i jemu podobni mogą czytać, pisać, mówić, przekonywać, uczyć, zachęcać. Jednakże Pawian nie bardzo rozumie, jak ma tworzyć te wzorce pozytywnego myślenia.

Pan redaktor Halcewicz-Pleskaczewski chce konkretów. No dobrze, ale dokładnie, to co Pawian ma robić?

Czy ten rodzaj patriotyzmu małych kroków wystarczy? Trudno wymagać od inteligencji głoszenia haseł o Bogu, Honorze i Ojczyźnie – eksploatowane przez populistów brzmią dziś fałszywie. Niełatwo jednak oprzeć się wrażeniu, że inteligencja oddała język i miejsce w debacie publicznej.

A to w ogóle jest debata publiczna? Widocznie Pawian przegapił. Słowo “debata” oznacza wymianę poglądów, mocno sformalizowaną (powiedzmy, że chodzi o kulturę) w szerokim gronie. Przepraszam, Pawian ma iść gadać z panem Pośpieszalskim? Żeby być widoczny w debacie publicznej. Panie Redaktorze, szkoda czasu i atłasu. Rację miał Franciszek Starowieyski, który wyszedł ze studia w trakcie nagrania, gdy się przekonał, że z niektórymi nie/warto rozmawiać. Od paru lat obrzuca się Pawiana błotem, żeby nie powiedzieć gorzej. A młodzież słucha, ona się uczy – aż się prosi zacytować tu fragment skeczu  kabaretu “Dudek”. Rządy III RP dały nam jedynie tyle, że nie ma już autorytetów. Pawian tam swoje ma, ale nie o to chodzi. Wystarczy przeczytać dowolne forum dyskusyjne, debatę młodych (i nieco starszych Polaków) w Internecie. Pawianowi opadają uszy i zadek się czerwieni z zażenowania.

Jak mam być wiarygodnym głosem w debacie publicznej skoro byłam już, tak lekko i łatwo, wykształciuchem, stałam tam, gdzie ZOMO, musiałam podpisywać upokarzające papiórki, miałam pójść w kamasze? Jak mam być wiarygodnym głosem w debacie skoro, gdy tylko zaczynam mówić zaraz zostaję obrzucona inwektywami typu: lewactwo, niedopchnięta i przemądrzała feministka?

Dobrze, Pawian narzeka, a powinien zleźć z przydrożnego drzewa i zacząć coś robić. Tylko co? Debaty z udziałem inteligencji nie ma. Łatwiej zaprosić Dodę, aniżeli Środę. My byśmy chętnie przemawiali w mediach, ale łatwiej zaprosić (Pawian szuka odpowiedniej osoby, dwa kliknięcia myszką i zaraz się wyłoni z mare tenebrarum) panią Cichopek, kimkolwiek jest. Ciekawa była rozmowa Internautów pod tekstem profesora Głowińskiego dotyczącym sensu badań polonistycznych w językach obcych. Bardzo często głosy wyglądały tak: Nie znam dokonań profesora, ale… 

No właśnie. Kto zna Głowińskiego? Byłam na kilku wykładach profesora. On jest sexy. A jakoś za często nie zaprasza go telewizja, w gazetach nie za często. To nie jest bohater naszych czasów. Ciekawe dlaczego? W przeciwieństwie do Radosława Majdana, którego procesem o pobicie przepełnione są łamy wszystkich czasopism gazety. Taki Skiba ma swój felieton w “Polityce”, Masłowska miała w “Przekroju”. To czemu nie Głowiński? Mówię, że jest sexy. A Jan Błoński, zmarły niedawno? Kiedy jakiś dziennikarz zapytał go, co sądzi o…

Początkujące aktoreczki, zapominani śpiewacy, tancerze staja się autorytetami Polaków. To z nimi prowadzi się dyskusje na poważne tematy. Gadające głowy – tak mówi się potocznie na programy telewizyjne z udziałem inteligencji. To sformułowanie jest synonimem nudy – nie jesteśmy sexy. Nosimy okulary, używamy słów przynajmniej czterosylabowych i przynudzamy. No dobra, przynudzamy, niektórzy mocno – to fakt. Nie każdy ma tak fascynująca osobowość medialną jak pan Ziemkiewicz, Semka, Pośpieszalski albo Wildstein. No dobrze, przyznaję się – marudzę. Bo zamiast gadać, że przeszkadza mi rąbek spódnicy powinnam stwarzać pozytywne wzorce. Stwarzam jak potrafię: uczę się, uczę innych, przemawiam, piszę. A także słucham, rozmawiam, wymieniam poglądy. Co mam jeszcze zrobić? I komu?

Redaktor Halcewicz-Pleskaczewski nie jest zadowolony z patriotyzmu małych kroków. Może nie są spektakularne, może (szczególnie dla młodych) to za mało, jednakże przypomnę, że Polacy zbyt często byli popędliwi, a zbyt rzadko pracowici, systematyczni i sumienni.

Czy ten rodzaj patriotyzmu małych kroków wystarczy? Trudno wymagać od inteligencji głoszenia haseł o Bogu, Honorze i Ojczyźnie – eksploatowane przez populistów brzmią dziś fałszywie.

A gdyby nie były wyeksploatowane przez populistów, to by pomogły? Pawian wątpi, bowiem czasy kosy osadzonej na sztorc i spania na styropianie już dawno minęły. Czy właśnie takie poręczne i dobrze brzmiące hasła mogłyby być pozytywnym wzorcem? A jaki to konkret? Poza tym, to już było. Nawet jakby nie zostały zużyte przez quasi-prawicę i tak brzmiałyby anachronicznie.

Mogę stawiać diagnozy, dyskutować, mówić o małych krokach – bo jestem pozytywistką i takie są moje obyczaje. Mogę pisać, mogę zabierać głos, ale nie mogę nikogo zmusić, żeby mnie słuchał.

Ale pojawiły się we mnie wątpliwości: w czyim imieniu, do kogo, dlaczego i co mówią inteligenci? Dlaczego kolejne artykuły, dyskusje czy wykłady wywołują wrażenie déja vu? Wprawdzie nie należy ich wszystkich unieważniać – sama rozmowa jest wartością – ale z drugiej strony, co z tych debat wynika? Mam wrażenie, że niewiele. Dlaczego?

W czyim imieniu? Ano w swoim własnym, a w czyim? Podobnie jak deklarował Brzozowski w tekście „My młodzi” . No bo jak mam mówić w czyimś imieniu? W imieniu uciśnionego ludu brazylijskiego plantacjach trzciny cukrowej, czy jak? To nadużycie i uzurpacja. Do kogo? Do tych, którzy mają ochotę słuchać. Nikogo się nie będzie zmuszać, prać palcatem i rzucać do kąta na groch. Dlaczego? Ano dlatego, że od tego są. Co maja robić, jak nie mówić, pisać i rozmawiać? Co mówią? Jedni to, a drudzy tamto. Inteligencja to nie jest zwarta formacja mówiąca jednym głosem. A co z tego mówienia wynika? A co ma wynikać? Powstanie fabryki czekoladek?

Jak Pawian prowadzi wykład o starych papierach, to wydaje mu się, że około 50% studentów ma głęboko w zadku, że on się produkuje, jakieś 10% kompletnie go nie rozumie, 20% rozumie połowę, a 20% ma radochę, podobną do tej pawiańskiej. I Pawian wie, że jest sexy. Intelektualnie, rzecz jasna. Czy Pawian tworzy pozytywne wzorce? A bogać tam! Pawian jest jako to ptaszę niebieskie, nie sieje, nie orze… Pawian gada, a studenci słuchają, potem dyskutują na ćwiczeniach. Zastanawiają się, kłócą (nadal mówimy o tych 20%), krzyczą i tyle. Każdy z nich zrobi co zechce i kiedy zechce. Pawian może się tylko bardzo starać. Ze wszystkich sił. A może jeszcze bardziej. Myślą, mową, uczynkiem… A oni będą robić dokładnie to samo. O czym jest przekonany Pawian przydrożny.

“W pomroce życia, gdzie po omacku błądzi nieszczęsny rodzaj ludzki, gdzie jedni rozbijają się o zawady, inni spadają w otchłań, a pewnej drogi nikt nie zna; gdzie na skrępowanego przesądami człowieka poluje zły przypadek, nędza i nienawiść — po ciemnych manowcach życia również uwijają się latarnicy. Każdy niesie drobny płomyk nad głową, każdy na swojej ścieżce roznieca światło, żyje niepoznany, trudzi się nieoceniony, a potem znika, jak cień…”

(Bolesław Prus)

 

Published in: on 02/12/2009 at 21:58  19 Komentarzy  
Tags: ,

Z pamiętnika Kluski Pierożanki, czyli nikogo nie ma

Koty znają się na śnie i spaniu jak mało kto. Jeśli potrafimy spać około 16 godzin na dobę, można przypuszcać, że robimy to z pasją i zaangażowaniem. Możemy mieć wątpliwości, czy to co przeżywamy jest jawą, a może kolejnym snem. Dlatego ja wolę zjeść dwie kolacje, a nawet i trzy, bo zawsze może się okazać, że jedna z nich to była jakaś tam oniryczna ściema. Pawian jest zmęczony, dlatego czuwam nad jego snem, a wejście pod moje pazurki nie nalezy do przyjemności, o czym może zaświadczyć stado pobitych weterynarzy. Takie niedomordki. To kolejne słowo, które Pawian przyniósł z roboty – bo ostatnio namiętnie zadaje się z gramatyczkami historycznymi. Niedomordki, czyli niedobitki.

Zabawny ten język polski… Mogłabym o tym coś powiedzieć (wszak jestem cudzoziemką), ale trochę senna jestem, a łapki marzną i cierpną na klawiszach. Łóżeczko ciągnie, wzywa, a koło Pawiana ciepło i przyjemnie. A ja coś dzisiaj taka niewyspana, bo ten remont, a kot ciekawski i pełen chęci niesienia pomocy. Samo Państwo rozumieją… Zieeew. O czym zawiadamia

Nadieżda Iwanowna vel Kluska Pierożanka

PS. Proszę nie budzić Pawiana. Śpimy.

dscf42442

Published in: on 02/11/2009 at 21:17  8 Komentarzy  
Tags:

Sesja, czyli teoria Darwina w praktyce

m

http://www.lvk.ewf.uni-erlangen.de/images/magister.jpg

Państwo pewnie myślą sobie, że taki uniwersytet to jest instytucja hierarchiczna, wręcz feudalna, gdzie najpierw dziobią starcy, zasiedziali na stolcach od czasów reformy ortograficznej w 1936 roku? Otóż Pawian teraz Państwu opowie, wypuszczając żółć, jak sprawa naprawdę wygląda. Może i tak kiedyś było, ale teraz to jedynymi ważnymi personami są doktoranci. Owszem, zdarzają się jeszcze takie boże krówki, takie sierotki, które rozczulają swymi dobrymi manierami, mruganiem rzęsami i staniem na baczność, ale to są jakieś mutanty. Ostatnie zdychające egzemplarze, po których zostanie tylko smutek i żal.

Gros dzisiejszych doktorantów, to twardziele. Jakuza, Mosad i GRU to by się od nich uczyć mogły. Po pierwsze doktorant jest asertywny – Pawian rzekłby do bólu. Zapytana przez Pawiana doktorantka (sprawa dotyczyła tego, kiedy mogłaby coś tam zrobić, a sprawa była pilna) odrzekła w te słowa: W piątek? Nie mogę, bo mam hiszpański, a w czwartek chodzę na jogę.

     

Państwo się śmieją? Pawian też najpierw zaczął, ale szybko mu mina zrzedła, gdy panienka przygwoździła go do podłogi stalowym spojrzeniem i zapytała zimno: A ktoś inny nie może? – mam wrażenie, że tam był w domyśle Pawian.

 

Pawian też stara się być asertywny, ale przy doktorantach to mu średnio wychodzi, bo szczęka opadła mu do ziemi i nie wiedział, co powiedzieć.

Inna doktorantka puszcza namiętnie w gabinecie, w którym zwykła przyjmować, muzykę – taką “łups, łups, dynks”. Żeby było śmiesznej, sąsiaduje przez ścianę z pewną starszą panią profesor, miłośniczką muzyki klasycznej. Jak można się domyślać, pani profesor przegrała w pierwszej rundzie przez nokaut. Na całej linii przegrała i powoli wstając z ringu przestawiała się na “łups, łups, dynks”. Gdyby nie aktywny udział pewnej znawczyni najstarszych zabytków języka, pani profesor już by jeździła furą z otwartym oknem i tzw. zimnym łokciem, a zamiast dyskretnych kostiumików nosiłaby spodnie z krokiem w okolicy kolan.

Jakieś doktoranckie prosię piło z mojego kubeczka ze świnką. Wszyscy wiedzą, że mojego kubeczka się nie dotyka. Szanują to dziekani, kierownicy instytutów, katedr, nawet najbardziej sklerotyczni profesorowie – bo wiedzą, że właśnie tak jest. Dodać należy, że nie chodzi o fanaberie, że Pawian nieużyty. Ma on w swej szafeczce kilka kubeczków różnych, bardzo ładnych i gustownych (niegustownymi też dysponuje) którymi może poratować, ale nie tym ze świnką, jasne? I naprawdę nie chodzi o jakieś szykany, o pułapki na hohonie, proszę mi wierzyć. Pawian nie ma też nerwicy natręctw. Na tym zakończmy wątek kubka ze świnką na łące.

Są jeszcze doktoranci-pijawki, którzy objawiają się wówczas, gdy coś jest im potrzebne. Na przykład:

– Czy może mi pani Pawian kochana powiedzieć, gdzie mogę znaleźć taką informację? – Pawian, a także większość jego koleżanek i kolegów nie są łajdusami i oczywiście informacji udzielają. Piszą w mailach bibliografie, czytają artykuły młodych adeptów nauki, poprawiają, podrzucają pomysły, myśląc sobie naiwnie, że tak właśnie życie winno wyglądać. O sancta simplicitas! To jest nasz zasrany obowiązek, co Pawian zauważył, gdy pewna istotka nie dość, że sępiła od niego miliony fajek, to jeszcze przychodziła zawsze z jakimś interesem, takim na wczoraj. Gdy po roku takiego procederu Pawian wrednie powiedział, że nie pomoże, dziewczę się obraziło. Można jedynie sapnąć z ulgą: wreszcie!

A już do szału absolutnego doprowadzają Pawiana słowa: “ale ja pracuję”. Doskonale wiemy, że doktoranci pieniędzy mają niewiele. Dlatego większość z nich pracuje poza uniwersytetem. Pawianowi doktorantów jest żal, naprawdę żal, bo trudno jest po czytelniach siedzieć, teksty pisać, gdy człowiek zmęczony. To wszystko prawda. Tylko proszę mi wytłumaczyć, jak to jest, że jedni pracują, piszą, materiały zbierają, zajęcia odbywają, ba… nawet są wykorzystywani przy wykonywaniu czynności administracyjnych, zaś inni ciągle posługują się starą śpiewką, niby zdarta płyta: ale ja pracuję. I z takim się nie dogadasz, bo… No dlaczego? BO NIE! I zostanie to wyrażone bardzo dobitnie, gdy Pawian włosy z głowy rwie, wraz z gromadą mu podobnych (w tym doktorantów, tych nieasertywnych) siedzi w robocie do 22, a doktorant twardziel, gdy już wreszcie telefon odbierze, ze śmiechem oznajmi: ależ to nie jest możliwe, bo ja pracuję. Po czym następuje zimne pytanie, czy coś jeszcze, bo doktorant zajęty mocno, idzie na aerobik w wodzie. A niech się utopi!

Ktoś teraz może powiedzieć, że Pawian przesadza, ale niestety tak nie jest. Wszystkie te rzeczy zdarzyły się w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy. Jeszcze wczoraj miła studenkta/miły student, a dziś twardy, bezczelny, wredny doktorant. Czy to my wychowujemy te żmije na własnym łonie? Koleżanka Pawiana, dama w każdym calu, profesoressa od kilku ładnych lat, dostaje od swej doktorantki maile, w których ta wydaje jej polecenia. Dosłownie. Nie żadne tam metafory, tylko: proszę przygotować dla mnie to i tamto, gdy przyjdę w środę.

Pawian wie, że istnieją też doktoranci mili, serdeczni, koleżeńscy, dobrze wychowani, ale niestety rzadko się ich zauważa w sytuacji, gdy nagminnie widzi się bezczelność, interesowność, a nawet chamstwo. Czy owi doktoranci nie zdają sobie sprawy, że nic nie trwa wiecznie, a ze skunksami nikt pracować w przyszłości nie będzie? A może uznają, że zdobycie papierka związanego z dwoma literkami przed nazwiskiem to tylko jeden z elementów w ich świetlanym i pełnym sukcesów żywocie? Pawian im tego serdecznie życzy, ale chciałby napomknąć, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość… Nie każdy pracodawca zniesie takie maniery i roszczeniową postawę, a zespół zachowań nabytych wcale nie jest łatwy do wyplenienia. Pawian zdaje sobie sprawę, że powyższy tekst jest tendencyjny, że utworzenie zbioru “doktoranci” jest z gruntu fałszywe, podobnie nie można zawęzić obserwacji do nagannych obyczajów w tej populacji, jednakże są takie chwile w życiu, gdy żółw musi dać komuś w mordę. Doskonale też wie, że doktoranci mogą być rozgoryczeni, szczególnie wówczas, gdy ktoś traktuje ich protekcjonalnie. Czasy, gdy doktoranci parzyli kawę i nosili teczki za profesorami dawno się skończyły, może i tak. Jednakże jest to grupa często krzywdzona. Natomiast nie jest dobrym sposobem zrażać do siebie ludzi, wszystkich naokoło.

A doktoranci z naszego ośrodka zaleźli Pawianowi ostatnio za skórę. Metaforycznie rzecz ujmując przelała się czara goryczy, a mówiąc bardziej dosadnie, to większość doktorantów ma u Pawiana przesraniuteńko. Będzie jesień średniowiecza, smutek tropików i bombardowanie Drezna. Rozgoryczony Pawian przydrożny pójdzie teraz wypić piwo pszeniczne i pewnie jeszcze przez chwilę będzie desperował, jojczył i trochę się pożołądkuje.

 

 

Published in: on 02/09/2009 at 22:12  14 Komentarzy  
Tags: ,

Słaba płeć na ulicy, czyli co ma wspólnego wielkie polano z patriarchatem

 Pani usta wtula w swe futro…

Pewno.. miękkie jest to futerko…

Przeczulenie? co będzie jutro?

Co pokaże srebrne lusterko?

Podkrążone po balu oczy

I zmysłowość pachnącej twarzy,

I sen zwiewny panią omroczy,

I o wczoraj pani zamarzy.

Pani pyta, czy walca tańczę?

Ach, zatańczę… jak sen dziewczynki!

Mandarynki i pomarańcze,

Pomarańcze i mandarynki.

(Julian Tuwim)

Ostatnio Pawian zostaje w pracy bardzo długo. Zdarza mu się wracać między 21, a 22. Nic w tym dziwnego, bo już wcześniej czasem tak się działo. Na dodatek Pawian pracuje w samym centrum sporego miasta, a droga do domu zajmuje mu jakieś dziesięć minut świńskim truchtem. I wszystko byłoby w porządeczku, gdyby nie… Ale nie uprzedzajmy wypadków.

Pawian ma teściową. Teściową, dodajmy, obdarzoną niesłychanym lękiem o Pawiana. Teściową przerażoną niebezpieczeństwami współczesnego świata, teściową zaniepokojoną ruchami Pawiana na ulicy, na którego czyhają złoczyńcy w ilościach gargantuicznych, czający się za każdym rogiem, wyskakujący z każdej dziury, gotowi spaść na Pawiana z każdego gzymsu, a nawet pewnie materializujący się wprost z samych piekieł. Przelękłej kobiecinie nie powiedziano nawet, że Pawian wyjechał na Bałkany, bo tej wiadomości chyba by nie przeżyła: “Sama, na Bałkany? Samolotem? A przecież tam strzelają”! Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Gdy teściowa dowiaduje się (na przykład przez telefon), że Pawian właśnie opuszcza miejsce pracy, a wystarczy, że jest lekka szarówka, zaczyna labiedzić. Siąka nosem w słuchawkę ogarnięta strachem i wstrząśnięta dogłębnie, że mały Pawianusienieczek będzie popylał ulicami Sodomy i Gomory. Natychmiast następuje sugestia, że taki Łasic powinien wziąć dupę w troki, przepasać lędźwie i wsiąść do samochodu, żeby to biedactwo narażone na ataki wampirów przywieźć do słodkiego domeczku.

Pawian doda, że po drodze nie wstępuje do palarni opium w dokach, nie zstępuje do kopalni Morii, nie udaje się na krucjatę, by wyzwolić Jeruzalem spod panowania Saracenów, nie przechodzi obok stadionu sportowego, nawet biedaczek nie chodzi do klubu sado-maso. Nuda, mieszczańska nuda.

Pawianowi to przypomina czasy, gdy jeszcze był małą małpą i był zaprowadzany do szkoły podstawowej i muzycznej. Jak nie przez rodziców, bądź babcie, to przynajmniej przez siostrę, albo psa. Poza tym Pawian nie zawsze znał Łasica. Ciekawym jest, czy teściowa zdaje sobie sprawę z okropnego faktu, że Pawian do czasu zamieszkania z Łasicem nawet sam przechodził przez ulicę. Nie może być, straszne, jak tak można, Pawian sam na pasach. O detalach życia typu studia, wyjazdy w góry, jazda pociągiem, wakacje lub zakupy lepiej chyba nie wspominać, bo biedaczka gotowa zemdleć.

Po drugie Pawian jest niesłychanie czuły na punkcie wolności jednostki, a wolności własnej to już szczególnie. Pawian wolności własnej zawsze broni tak, jak Jan Maria Rokita Nicei. Dlatego uważa, że takie uwagi o niebezpieczeństwach tego świata są przynajmniej niestosowne. A opieka męska, która ma zapewnić naszemu bohaterowi Łasic jest zgoła niepotrzebna, a po drugie, no cóż, powiedzmy tyle, że Łasic nie jest Pudzianowskim. Jak ktoś będzie chciał napaść Pawiana, obrabować go lub zniewolić, to Łasicowi natrzaska i będzie po imprezie. Takie są fakty. Pawian uważa, że Łasic jest stworzony do rzeczy wyższych, aniżeli funkcja szofera i ochroniarza. Po prostu. Jakby Pawian chciał takich mieć, to by se zatrudnił. Pawian nie po to wiązał się z Łasicem, żeby mieć lokaja. Może jeszcze Łasic ma torbę za Pawianem nosić? Poza tym, jak trzeba, to na Łasica można liczyć, nawet o czwartej rano, pięćdziesiąt kilometrów od najbliższego autobusu, gdy zgarnia z pobocza drogi czwartej kolejności odśnieżania wesolutkie towarzystwo i jeszcze herbatkę w domu robi. Po cholerę np. Tycjana wynajmować do malowania płotu? Tak Pawian widzi całokształt sprawy.

Dobra, Pawian rozumie strach starszej kobiety, której TVN serwuje programy w stylu: zabił, a później zjadł jej wątrobę. Albo filmy o psychopatach trzymających urocze bohaterki przywiązane do ściany w piwnicy, a potem spławiane postmortalnie z nurtem rzeki. Żeby było jasne, Pawian nie jest uroczą hollywoodzką mimozą. Pawian jest twardym literaturoznawcą. Jasne?

Po następne: co mają zrobić kobiety, których nie może ochronić potężne (niby tułów anakondy) męskie ramię? Panny, wdowy, rozwódki, lesbijki, żony marynarzy… Mają siedzieć w domu? Bo świat jest straszny? Najwidoczniej tak. Czego Pawian się czepia? Tak w sensie ogólnym? Ma wrażenie, ale raczej nie pewność, że znów chodzi o patriarchat. Dlaczego tak sądzi. Ha! Tu jest pies pogrzebany.

Otóż, Proszę Państwa, wiemy że teściowa Pawiana się boi. Ok. To dlaczego ciągle przypomina Pawianowi, że powinien się elegancko ubierać. Że powinien wyglądać ładnie. I krytykuje Pawiana, gdy ten zjawia się u niej prosto z pracy w opadających porciętach i bluzie z kapturem. Ja naprawdę nie wiem, czego ona chce od tej bluzy. Po pierwsze bluza jest prawie nowa, po drugie jest zabawna, po trzecie Pawian ją wściekle lubi, bo ma kieszonkę na brzuszku, w której Pawian trzyma dużo różnych rzeczy. No dobra, wyglądam jak kangur, ale studenci to lubią. W końcu nie każdy może powiedzieć, że uczy do torbacz, no nie?

Przed każdą konferencją naukową teściowa przypomina, że mam być ostrożna i uważać na zasadzki zastawione przez rzeczywistość, a jednocześnie zadaje pytanie, w czym tam pojadę. Na wrzaski Pawiana, że ma to w dupie, bo może pojechać w worku po ziemniakach, ale ma mieć dobry tekst wystąpienia, teściowa odpowiada z politowaniem, że człowiek na pewnym stanowisku powinien wyglądać i z pewnością inne panie będą ładnie ubrane. Na ripostę Pawiana znów dotyczącą odbytu teściowa znów irytująco się uśmiecha i dodaje, że Pawian się powtarza.

I dlatego Pawian nie rozumie. Jeśli teściowa tak się boi, że aż drgawek dostaje, to dlaczego chce by Pawian był ładnie ubrany? To nielogiczne, bowiem Pawian ładnie ubrany, z biżuterią, może obudzić w niewinnym i spokojnym obywatelu chęć posiadania kolczyków, bransolety, diademu, futra z norek, pierścieni z brylantami wielkości gołębich jaj, a także sugerować, że w niesionej torbie z krokodylej skóry ma wypchany portfel i kilka sztabek złota. Także zgodnie z pesymizmem i kasandrycznymi wizjami niebezpieczeństwa taki Pawian ładnie ubrany, z dekoltem po pępek i w pończoszkach, w spódniczce z kokieteryjnym rozcięciem, może także w owym niewinnym przechodniu wzbudzić dziką żądzę i spowodować, że tenże wciągnie Pawiana w krzaki i zrobi mu w nich kuku. Nieprawdaż?

I dlatego Pawian wietrzy, że tu chodzi o patriarchat. Kobieta jest od wyglądania i ładnego zapachu. I ma być bezradna. Ubezwłasnowolniona. Nigdy Pawiana teściowa nie pyta, co robił w pracy, tylko zawsze ciekawe jest kiedy on wraca. I co będzie na obiad. Nigdy nie jest interesujące, co Pawian robił na konferencji, tylko w czym występował.

A reakcja, gdy Łasic mówi, że Pawiana nie ma wieczorem w domu, bo poszedł na wódkę? O rany! Słowotok: kiedy, jak, gdzie, z kim, po co… A Łasic się odgania jak od brzęczącej muchy, sączy sobie wygodnie na rekamierze porto, pod wigoniowym pledem, z Nadieżdą Iwanowną na kolanach i ani mu w głowie jeździć za nietrzeźwym, albo i trzeźwym Pawianem.

Na dodatek, gdy Łasic wychodzi teściowa nie interesuje się szczegółami technicznymi dotyczącymi procedur bezpieczeństwa. Dlatego też Pawian uważa, że w przyszłym tygodniu czas na poważną rozmowę z teściową. By wyznała błędy i okazała skruchę. A tak na marginesie. Łasic właśnie poszedł balować na mieście z niejakim Rzeźnikiem Pokrywką. Pawian przydrożny weźmie spod pieca wielkie polano i pójdzie ratować biedaczków. Wszak jest tak NIEBEZPIECZNIE!

Ha! Nikt nie wie, czym jest niebezpieczeństwo, kto nie spotkał na swej drodze literaturoznawcy z wielką drewnianą pałą w dłoni. To jest dopiero niebezpieczne. A jak taki Pawian ma przy sobie jeszcze Kronikę polską Galla Anonima, to lepiej spieprzać od razu do pierwszej bramy. Żeby nie było, ostrzegałam.

http://www.youtube.com/watch?v=HrkX8axRMTg

Dobranoc.

 

 

Pawian sklerotyczny, czyli dwadzieścia lat minęło…

Za tyle lat na ile będę wyglądać

o ile dojrzeję do mówienia o nich

za tyle lat powrócę popatrzeć na chwilę

(Ewa Lipska)

Pawian się przyzna. Nie pamięta. Kompletnie nie pamięta konkretnych wydarzeń związanych z Okrągłym Stołem. Żadnego dnia, żadnej rozmowy, żadnych faktów. Co pamięta? Nastrój. Wrażenia. Klimat. Jednakże te ulotne wspomnienia nie dotyczą niczego więcej, niż niejasnego, zdecydowanie nie przekonania, ustalenia (raczej dokonanego drogą dedukcji), które nie zostało wygrzebane z mózgu, że z pewnością były jakieś rozmowy w pawiańskim domu na ten temat. Być musiały, bo dom był rozpolitykowany od zawsze, odkąd Pawian pamięta, czyli od czasów, gdy siedziało się pod stołem, udając skupienie nad klockami, które miało zasłonić niezdrową ciekawość dziecka zasłuchanego w poważne rozmowy.

Pamiętam słuchanie radia Wolnej Europy, gdy piski i trzaski zagłuszania zmuszały nas do interpretacji każdego zdania. Gdy fakty jawiły się raczej jako zbiór oddzielnych głosek, szumów, przerw między wyrazami, z których żmudnie budowaliśmy sobie zbiór pomagający nam stworzyć własny obraz świata. Była tez prasa podziemna, dzięki której dowiadywaliśmy się o rzeczach, których nam wiedzieć nie było wolno. Pamiętam też dowcipy rysunkowe w tych upapranych farbą drukarską gazetkach. Większości z nich chyba Pawian nie rozumiał, a też niechętnie pytał by nie wyjść na głupka. Tu przede wszystkim myślę o czasach wcześniejszych, wczesnych latach osiemdziesiątych, gdy mały Pawian raczej ambicją nadrabiał i udawał w poważnych domowych rozmowach o polityce, które odbywały się zawsze przy dużym stole w pokoju, w trakcie coniedzielnej partii remika i niesamowitym smaku gruszek z kompotu. Mama Pawiana piła także kawę, Pawian zbierał pracowicie sekwens i strzygł uszami, Tata miał minę Sfinksa i ukrywał ją za wachlarzem kart, a pawiańska siostra, w razie czego, sięgała do szuflady, by odczytać potrzebny fragment z pisemka podziemnego, by przypomnieć co tam napisano.

To pamiętam. Tak właśnie było w świecie pawiańskim, ale czy tak samo działo się podczas Okrągłego Stołu? I tu dziura, straszna dziura w pamięci. Nie wiem.

Jednakże nawet jeśli nie było dokładnie tak, to było podobnie. Byliśmy – rodzina Pawiana –wówczas strasznymi pesymistami, wręcz malkontentami. W ludzi wówczas wstępował optymizm, a my mruczeliśmy kręcąc głową:

– To się nie uda, nie ma mowy.

Gdy wyszła sprawa, że będą wybory, mówiliśmy, że ich wyniki i tak będą sfałszowane, albo że do nich nie dojdzie. Chyba wówczas wiedzieliśmy, że nie będzie stanu wojennego bis, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że komuniści tak łatwo władzy nie oddadzą, że zrobią wszystko, albo będą przynajmniej próbować, dyskredytacji “Solidarności”, przedstawicieli opozycji, którzy przestali prawie z dnia na dzień być “warchołami i wichrzycielami”, a właśnie stali się stroną związkową. Przypuszczaliśmy, że to tylko retoryka, że zaraz spod tego Okrągłego Stołu, niby diabeł z pudełka, wyskoczy coś… I tego bardzo się rodzina pawiańska bała.

Od kilku lat różni ludzie próbują Pawianowi wcisnąć kit, że Okrągły Stół to jedna wielka ściema. Nie, nie zniszczą mi tych ulotnych wspomnień, tej atmosfery. Może nie pamiętam wydarzeń, ale pamiętam ten dzień, którego rocznicę będziemy obchodzić za kilka miesięcy. Wybory. Pamiętam, jaka byłam dumna i podekscytowana. Jak dowiedziałam się o wynikach tych wyborów, jak każdego dnia widziałam, a także jak bardzo chciałam widzieć, zmiany. Różne zmiany. Niektóre mi się podobały, a inne nie bardzo. I właśnie dlatego, że pamiętam już wynik Okrągłego Stołu, wcale nie muszę pamiętać konkretnych rozmów w domu. To było szybkie i sprawne dochodzenie do odzyskania niepodległości, to były wielkie momenty naszej historii. I może teraz Antek M. mówić o przegranej, a niech tam… Skoro mu to dobrze robi? W końcu jest demokracja i wolność słowa, no nie? Tu Pawian puszcza do Państwa naprawdę szelmowskie oko.

Pawian pamięta, że początek tej wielkiej historii zaczął się właśnie 6 lutego 1989 r. Pawian nie twierdzi, że jego kraj jest idealny. Nie jest. Przecież i tak ciągle kręci nosem i kontestuje, z tego swojego drzewa rosnącego tuż przy drodze. Ale co by się działo, gdyby nie było Okrągłego Stołu? Nie wie nasz Pawian, nie ma najmniejszego pojęcia. Jednakże jest niesamowicie dumny z tego, co było w tamtym roku. Z tego pierwszego kroku.

Jan Olszewski: Podstawowe zasady tej nowelizacji nie były zresztą przedmiotem obrad „okrągłego stołu”, bo te rozstrzygnięcia nastąpiły już w chwili otwarcia inauguracyjnego posiedzenia tego gremium. Zarys zmian systemu politycznego PRL, w sposób precyzyjny, choć wyrażony w obrzędowej nowomowie, przedstawił w powitalnym przemówieniu gospodarz „okrągłego stołu” gen. Czesław Kiszczak. A pierwsze słowa w odpowiedzi Wałęsy: Tak, przyjmujemy propozycje – przesądzały sprawę.

Antoni Macierewicz: Wszystkie propozycje porządkowe i programowe przyjmujemy – tak to brzmiało.

Jan Olszewski: Podstawowe kwestie zostały zatem uzgodnione wcześniej, a spektakularne pertraktacje przy „okrągłym stole” dotyczyły już spraw drugorzędnych.

“Głos”1989/54

Jasne! Wałęsa powinien wstać i wrzasnąć wówczas Kiszczakowi w twarz: “A w dupę jeża! Żadnego socjalizmu, bo śmierć. Od teraz, k… MY”! Albo coś równie mocnego. O, z pewnością Jan Olszewski, albo Antoni M. tak właśnie by zrobili. Żadnych układów z komunistami. I po takim mocnym wejściu z pewnością Jaruzelski podkuliłby ogonek, Kiszczak by zemdlał ze strachu, a cała reszta przedstawicieli komunistów miałaby pełne portasy. O, tak! To mi przypomina przechwałki dzieci: Jakby z krzaków wyszedł lew, to bym mu nakopał. Jakbym był przy Okragłym Stole, to ja bym komuchom pokazał.

Pawian oczywiście wierzy i głęboko się cieszy, że obaj panowie mieli swój udział w tworzeniu Polski demokratycznej. Cieszy się? Ano tak, bo mogli (właśnie MOGLI) pokazać swoją użyteczność dla kraju, przedstawić swoje poglądy, spróbować przeprowadzić reformatorskie pomysły. Nie wyszło? I dobrze. Pawian akurat tych panów nie popiera, ale się cieszy, że mogli. A mogli właśnie dlatego, że coś się zaczęło 6 lutego… A że koszty ich działań nie wyszły na plus? No cóż, tworzenie demokracji, to nie jest byle hop-siup i błędy się zdarzają. Mniejsze i większe. Ale są…

A na koniec dedykacja, może trochę prześmiewcza i złośliwa, ale właśnie jest wolnośc słowa, cytowanie poezji nie jest przestępstwem, zaś krytyka skierowana w stronę polityków na blogu jest własnie jednym z przywilejów demokracji.

Bezbłędny,

w myleniu poglądów

W niezbitych dowodach,

które sobie przeczą.

W zbitych z tropu,

taktach.

Coraz mniej w tobie

leukocytów światła

Już cię nic nie oświeci

Może jeszcze ciemność.

(Ewa Lipska)

 

 

Published in: on 02/06/2009 at 23:36  8 Komentarzy  
Tags: ,

Punkt widzenia zależy od…, czyli kilka pytań o pryncypia

 

Relatywizm: Pogląd głoszący, że nie ma żadnych absolutnych prawd ani wartości i że wszystko jest zdeterminowane przez poszczególne okresy dziejów, przez kultury, społeczeństwa i osoby. Czysty relatywizm (“wszystkie roszczenia i prawdy są względne”) jest sam w sobie sprzeczny.

(Gerald O’Collins SJ, Edward G. Farrugia SJ: Leksykon pojęć teologicznych i kościelnych. Tłum. Ks. Jan Ożóg SJ i Barbara Żak)

 

Pawian na stare lata chyba robi się obrzydliwie pryncypialny, a może zawsze taki był? Bez względu na fakt, kiedy owa pryncypialność się objawiła, to postanowił zadać kilka pytań. Odpowiedzi? No cóż, Pawiana zawsze bardziej interesowały pytania, aczkolwiek nie zaprzecza, że w tym wypadku respons może być także niesamowicie inspirujący do przemyśleń. Pawian nie zamierza tu w żaden sposób oceniać czynów poszczególnych osób, oceni jedynie tok rozumowania. Pawian w zasadzie chce tylko pokazać pewne równanie. Teoretycznie (paradoksalnie) bez niewiadomych, ale…

Fakty:

Papież Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z biskupa lefebrysty Richarda Williamsona. Sprawa byłaby wewnętrzną sprawą w łonie Kościoła, jednakże Williamson wielokrotnie negował Zagładę, istnienie komór gazowych, ale miał też i mocniejsze kawałki na swoim koncie, szczególnie te dotyczące zbawczej roli Hitlera. Gdy rozgorzał spór, czy taka osoba powinna być de facto popierana przez papieża, Watykan wyraził się, że nie ma nic do powiedzenia w sprawie prywatnych poglądów biskupa.

Bogdan Borusewicz powiedział, że papież popełnił w tej sprawie spory błąd, a także nie kontynuuje linii działania dialogu międzyreligijnego, o który mocno zabiegał Jan Paweł II. Natychmiast odezwał się biskup Pieronek, który stwierdził, że papież nie zna się na węglu i stali, a Borusewicz na teologii. Ks. prof. Waldemar Chrostowski zaś dodał, że “powinnością wiernych jest wsłuchiwanie się w głos Kościoła (…) a więc niekomentowanie papieża czy wchodzenie w polemikę z tym, co papież mówi”.

Pytania:

Jeśli Pawian dobrze rozumie, w świetle rozumowania Kościoła biskup wyraził swą prywatną opinię i senator też wyraził swą prywatną opinię. Rozpoczęła się wymiana opinii, stanowisk, zostały sformułowane oceny, niech będzie. Na razie wszystko jest w porządku. Jednakże w takim razie dlaczego biskup Pieronek gromi: “Jeśli takie sądy wygłasza osoba publiczna, reprezentująca polski parlament, to jest to bardzo niestosowne”. Tu argumentacja zaczyna się sypać, bo biskup mówi prywatnie, a parlamentarzysta oficjalnie? A dlaczego właśnie tak? Jakie kryteria o tym decydują? Czy są takie kryteria? A jeśli są, to dlaczego? Przecież ich nie powinno być, w świetle potępienia idei relatywizmu. Tu bowiem doszliśmy do względności uczynków, bo nagle się okazuje, że jedna osoba mówi prywatnie, a druga już jest przedstawicielem państwa, urzędnikiem, politykiem. Czy biskup jest prywatną osobą? Czy może reprezentuje Kościół? Jeśli poglądy biskupa Kościół uważałby za naganne, a przynajmniej dyskusyjne, to czy nie powinien go do porządku przywołać? Można bowiem fałszywie zrozumieć też (znów relatywizm), że w łonie Kościoła dopuszcza się mnogość poglądów w kwestii dotyczącej moralności (jak najbardziej), czyli Zagłady.

Pytanie następne. Dlaczego wierny nie ma prawa dyskutować z poglądami papieża? Jeśli znów uznać, że biskup mówił prywatnie, to w sumie jak przyjąć, że papież mówił oficjalnie? Przepraszam, Pawian jest relatywistą wściekłym, ale takie coś, to nawet dla niego już za wiele. Biskup prywatnie, polityk oficjalnie, papież oficjalnie. Pawian się gubi. W każdym razie wygląda tak, że w przypadku każdego aktu mowy są ustalane kryteria, czy jest to wypowiedź oficjalna, czy tez prywatna (nawet w przypadku publikacji, bo Williamson sporo na papierze tez się wypowiadał). Pawian rozumie, że istnieją funkcjonalne odmiany języka, w tym język oficjalny. Ale to chyba nie o to chodzi, bo przecież list pasterski jest oficjalny, no nie? Biskup Williamson nie pisał swych wszystkich “dzieł” do cioci, czy też jeża mieszkającego w lesie, tylko do grupy wiernych, części wspólnoty Kościoła. No to jak jest? On na piśmie – nieoficjalnie, senatorski wywiad do gazety – oficjalnie?

Tu pytanie następne. Czy Państwu nie pachnie argumentacja Kościoła relatywizmem? Pawianowi nawet z lekka podśmierduje.

Wracając do możliwości dyskusji z papieżem. Kim jest papież, że nie wolno z nim dyskutować? Czy z głową Kościoła nie wolno dyskutować? Czy nadal obowiązuje dogmat o nieomylności papieża? W Ewangelii według św. Mateusza (20, 26-27) jest następujący fragment: “Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym”. Proszę wskazać pawianowi podstawę prawną (również w prawie kanonicznym), gdzie zapisano, że z papieżem się nie dyskutuje. Pawian wie, że były czasy w których ilość papieży na jedno stanowisko była mocno płynna. To skąd Pawian ma wiedzieć, że to jest papież, a nie antypapież? Bo nie wolno dyskutować? Bo nie wolno mieć wątpliwości? Bo morda w kubeł? Jeśli tak, to z senatorem tez nie można dyskutować. I koniec. Tako rzecze Pawian. A dlaczego nie?

Po zebraniu do kupy faktów i pytań Pawian mocno się zafrasował. Jeśli to nie jest najczystszej wody relatywizm, to co nim jest? Tak miało znaczyć tak, a nie – nie. A niestety tak nie jest. Argumentacja Kościoła pozostaje na poziomie: bo tak!

Przypomniała się Pawianowi przedwojenna anegdota (przypisywana przynajmniej kilku osobom). W każdym razie było tak: pewien pan namawiał panią na łóżkowe figle. Pani odrzekła, że nie. Na co pan powiedział: Od mówienia “nie”, to ja mam ładniejsze. I właśnie Pawian tak ma ochotę skomentować zaistniałą sytuację. Od “bo tak” to ja mam lepszych relatywistów, znacznie lepszych. Jest ci u nas w historii ich dostatek. Niech rzymski papa nie zgrywa dziewicy orleańskiej, niech nie gromi, że relatywizm i modernizm, bo zaraz mu się przypomni sprawę z belką w oku. W sprawie relatywizmu, to Kościół powinien siedzieć bardzo cicho, bo to naprawdę wstyd, żeby spece od retoryki tak ciała dawali.

Pawian pożegna się fragmentem wierszyka z 1907 roku, nieustannie aktualnego. Autorem jest, rzecz jasna, Boy.

Kiedy wieczór już zapada,

Ciotka do snu się układa:

„Józiu! Zostaw ten rozporek

I chodź odmówić paciorek.

Niech Józio przy łóżku klęknie

I powtarza głośno, pięknie:

„Boziu, usłysz głos chłopczyny,

Odpuść s y n ó w naszych winy!

Polska cię na pomoc woła!

Niech tradycji i Kościoła

Pozostanie sługą wierną!

Erotyzmem ni m o d e r n ą

Niech się naród ten nie spodli!”

Teraz Józio się pomodli

Za mamusię, za tatusia, Potem grzecznie się wysiusia

I spokojnie, cicho zaśnie”.

Brzydki chłopak mruknął: „Właśnie!”

 

 

 

 

http://www.tvn24.pl/0,1583913,0,1,borusewicz-krytykuje-papieza,wiadomosc.html

 

http://www.dziennik.pl/polityka/article307576/Niech_Borusewicz_nie_dyskutuje_z_papiezem.html

Published in: on 02/04/2009 at 23:47  5 Komentarzy  
Tags: ,

Czy twój test lubi podróżować, czyli sesja

ledwie rozróżnił sen od jawy,

ledwie domyślił się, ze on to on, ledwie wystrugał ręką z płetwy rodem krzesiwo i rakietę,

łatwy do utopienia w łyżce oceanu,

za mało nawet śmieszny, żeby pustkę śmieszyć,

oczami tylko widzi,

uszami tylko słyszy,

rekordem jego mowy jest tryb warunkowy,

rozumem gani rozum,

słowem: prawie nikt,

[…]

Na swój sposób żywotny i wcale ruchliwy.

[…]

Patrzcie go!

Niebożę.

Istny człowiek.

 

 

 

(Wisława Szymborska)

 

Tak, test napisany przez Pawiana będzie tajną bronią przewożoną przez kilka granic, nie wiem, czy mogę Państwu o tym powiedzieć, to tajemnica. Jeśli ją wyjawię, będę musiała Państwa zabić. Nazywam się przydrożny, Pawian przydrożny i mam licencję na zabijanie.

Proszę Państwa jest sesja, a to oznacza, że Pawian ma tyle roboty, co jednoręki tapeciarz. Co nie przeszkadza mu urządzać późnymi wieczorami imprez fificznych. Czy Państwo wiedzą, jak wygląda filologiczna impreza? Tak, wiem, że jesteśmy zboczeni, ale to nie znaczy, że należy nas tępić. Nie robimy nikomu krzywdy. Naprawdę.

Wystarczy mieć kilka butelek morawskiego wina oraz trochę słowników, żeby impreza była naprawdę super. Wówczas pięć osób (Sąsiadka, Sąsiad, Honza, Łasic i Pawian) siedzi, każdy ze swoją szklaneczką, a każdy ma w ręku słownik. Potem się wymieniamy. Na naszym stole znajdowały się: słowniki etymologiczne sztuk dwie, polsko-niemiecki a drugi w stronę odwrotną, mój ulubiony Słownik języka polskiego (jeden marniutki tomik) i pewnie jeszcze coś, czego nie pomnę (nie chodzi o to, że liczyć nie potrafimy, ale czy to pięć słowników czy sześć – ganz pomada). Siedzi takie bractwo zgniłych humanistów, z pewnością nieetosowych, bawi się słówkami, szuka możliwości, z Brücknera się nabija, że czytać go trzeba z lekką nutką niedowierzania, szczególnie w sprawie szopów praczy, bo to nie pochodzi od żadnego szukania, jak on sugeruje, wino popija, paluszki i ser żre, papierochy kopci. Zastanawiamy się, jak można dać dziecku na imię Galeria Waleria, samej będąc kobietą obdarzoną głupim imieniem – Pryska. Czy Dioklecjan nie mógł wpłynąć na żonę? A może to nie jej sprawa, może było odwrotnie? Może on jest winny tej estetycznej zbrodni, której na imię Galeria Waleria? Mój boże, człowiek jest rzymskim cesarzem, a nawet gustu nie ma. Tak, wiem, że Rzymianie mówili, że o gustach dyskutować nie wolno, to powiedzonko pewnie zrobiło karierę, gdy ta córka się urodziła – Galeria Waleria. I wówczas Rzymianie wzruszyli ramionami, powiedzieli: rób sobie cesarz, co tam chcesz, nie masz gustu, ale o tym gadać nie będziemy, co wrażliwsi rebekowali (to słowo to też wynik filologicznej imprezy – wytwornie i po staropolsku oznacza rzyganie, nie mylić z rewokowaniem). Proszę sobie wyobrazić konstrukcję: “Po wysłuchaniu przemówienia wygłoszonego przez prezesa w trakcie partyjnego zjazdu długo rebekowałem/rebekowałam z balkonu na zgromadzone na ulicy rozentuzjazmowane tłumy”. Prawda, że filolodzy na cos się przydają? Zamiast puszczać pawia, rzygać, albo wymiotować, można dyskretnie i po staropolsku wykonać ową czynność, a nikt nie wie, o co chodzi. To tak samo, jak ze znajomością łaciny, która przydaje się nawet w zupełnie nieoczekiwanych sytuacjach. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na pustyni i spogląda na nas lew. Jesteśmy zaplanowanym obiadem. Co zrobi nieuk, osoba która łaciny nie zna? Wrzaśnie jak barbarzyńca, wyda nieartykułowany okrzyk. A my? A my, proszę Państwa, wyciągamy oskarżycielsko paluch i syczymy: leo… I niech mi jeszcze ktoś powie, że znajomość łaciny jest niepotrzebnym dodatkiem. Oooo… w życiu! Ja wolę być przygotowana. Państwo z pewnością też.

Tak, wracając do głównego wątku, jest sesja. I proszę nie wymagać za wiele od biedniusieńskiego Pawianka, który zwija się niby szop pracz pod śmietnikiem, niby Galeria Waleria uciekająca przed Licyniuszem, niby człowiek uciekający przed lwem. Jeden z napisanych przez Pawiana testów przechodzi przez granice, a ja mogę tylko zareklamować blog Honzy (w linkach po prawej), można komentować po polsku, czesku i angielsku, z ładnymi zdjęciami. Pawian zaś dopiero jutro napisze, na co wpadł zupełnym przypadkiem, sprawa będzie ciekawa, ale na razie czasu brak, o czym donosi zajęty Pawian przydrożny (nawet przestał wstawać po południu – koszmar – wstaje o 9, proszę współczuć, jeśli łaska).

Patrzcie go!

Niebożę.

Istny… Pawian

 

PS.
Sponsorką tytułu jest Lidia z Macedonii.
 

 

 

Published in: on 02/04/2009 at 00:41  9 Komentarzy  
Tags:

Przeprosiny były i co z tego, czyli kadryl vs. pogo

Nie wierzę kombatantom z AK i z Białołęki

Nie wierzę męczennikom, tym których nic nie męczy

Nie wierzę własnej matce, bo stara łże jak pies

(Maciej Zembaty)

  

Są ludzie, którzy nigdy nie przeproszą. Jeśli muszą, to ujmą przeprosiny w taki sposób, jakby przynajmniej byli Klingonami (tak, jestem fanką Star Trek), czyli rasą wojowników, którzy nigdy nie przyznają się do błędu. Co prawda, jak ktoś ma 160 cm w kapeluszu, a zgrywa dwumetrowego siłacza, to bardzo śmiesznie wygląda, ale co tam… Liczą się intencje, że mimo szczękościsku, mimo języka wypełniającego usta, udało się powiedzieć “przepraszam”. Jednakże Pawian nie byłby Pawianem, gdyby się nie czepiał. Ogólnie Pawian przeprosiny ze strony Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u by chętnie przyjął, ale… Pawian nie jest mściwy, jest pamiętliwy, to fakt, ale przyjąłby z całego serca przeprosiny za te kamasze, ZOMO, za wykształciuchy i nawet za te łzy upokorzenia, co je wylał nad kartką z oświadczeniem lustracyjnym. Żeby sprawa była jasna, to Pawian przeprosiny by przyjął, ale… No właśnie, proszę się dokładnie wsłuchać w to, co prezes Kaczyński mówi. W sumie dość łatwo przeprosić, a potem robić to samo, za co się krokodyle łzy wylewało. Pewnie i alkoholikom zdarza się przepraszać rodzinę w chwili trzeźwości, a potem… w Polskę idziemy. Jednakże dziś nawet nie chodzi o nieszczere przeprosiny, tylko… o ich brak. I nie ma co się podniecać, po prostu niczego nie było. Bo to nie są żadne przeprosiny, to jest kpina, kpina w żywe oczy, kolejne zagranie w stylu “ciemny lud to kupi”: 

Były słowa, czasem niefortunne, być może są polscy inteligenci, ci prawdziwie etosowi, którzy poczuli się urażeni. Dlatego tutaj z tego miejsca chce powiedzieć głośno i mocno: przepraszam […] Jeśli ktoś się poczuł urażony, to przepraszam. Nie było takiej intencji, ale bardzo nam zależy aby polska inteligencja widziała PiS we właściwym wymiarze.

Bo niby Kaczyński przeprasza, ale kogo? Prawdziwie etosowych inteligentów, a kto takowym jest i kto to ustala? Czyli inteligent nieetosowy, jeśli poczuł się obrażony, to już go nie trzeba przepraszać? Pawian nie ma pojęcia, czy jest etosowy, czy może nie? Niestety, jak posłuchać całości, to zaraz się okazuje, że wszystko jasne, wszystko zostało po staremu.

Słownik języka polskiego, jak zawsze, przyjdzie Pawianowi z pomocą:

etos, ethos [wym. etos] «ogół wartości, norm i wzorów postępowania przyjętych przez daną grupę ludzi»

No i? Przez jaką grupę ludzi? Poza tym o jakie wartości i normy chodzi? We wcześniejszych słowach prezesa (przed cytowanymi przez Pawiana) jest mowa o grupach inteligencji (“tej dobrej inteligencji”) żyjącej etosem, która PiS popiera. A to by znaczyło, że chodzi o etos PiSu. Czyli tak naprawdę przeprosiny Pawiana i jemu podobnych wcale nie miały miejsca, bo chodzi tu jedynie o grupę inteligencji popierającej PiS, która być może była zniesmaczona niektórymi wypowiedziami wierchuszki partyjnej i dała temu wyraz. To ich prezes Kaczyński przeprasza, a nie takiego Pawiana, który z etosem PiSu nie chce mieć nic wspólnego, bo – jakby to Państwu powiedzieć wytwornie – z ludźmi niehonorowymi nie godzi się mieć wspólnych zabawek.

Michał Kamiński tłumaczy wypowiedź swojego szefa, proszę wybaczyć, ale Pawianowi to nie trzeba tłumaczyć z wolskiego na nasze, bo Pawian dobrze umie czytać. Cały czas była mowa o grupach inteligencji etosowej, która popiera PiS. Niech pan Kamiński nie ściemnia, że wedle jego partii Pawian też ma prawo do sukcesu i szczęścia, bo monitor ze śmiechu zaplułam. Usłyszałam to, co usłyszałam i proszę mi kitu nie wciskać, bo się czuję, jakbym przygotowana do figur kadryla w salonie, nagle znalazła się pod sceną wśród tańczących pogo.

Znajdujący się na sali głośno bili brawo, na zebraniach partyjnych zawsze się brawo bije, bez względu na fakt, czy się cokolwiek rozumie. Chyba, że się po prostu nie rozumie, bo zapytani później przez dziennikarzy delegaci na zjazd ciekawie ten fakt interpretowali. Jednakże odczucia szeregowych działaczy PiSu równie Pawiana obchodzą co zeszłoroczny śnieg, dlatego cytatów i analiz nie będzie.

Jeśli będzie skrucha, to Pawian ją przyjmie, przyjmie szczere przeprosiny i wybaczy. Na razie nikt mnie nie przepraszał. W przeciwieństwie do wielu zapytanych dziś ludzi wielokrotnie czułam się przez partię Prawo i Sprawiedliwość obrażona i poniżona. Dlatego nadal czekam na przeprosiny, ale jeśli one właśnie dziś były, to nie czuję się w ogóle usatysfakcjonowana. Bo jest jak zawsze, prezes PiSu coś mówi, składnia mu się sypie, jakiś jego skryba ludowi tłumaczy, a potem wracamy do starego, dobrego pogo. Niestety, ja nadal tańczę kadryla. Proszę wybaczyć, ja nigdy nie tańczyłam czegokolwiek innego. Miłośników pogo przepraszam za porównanie, najszczerzej przepraszam. Chodziło mi jedynie o porównanie dwóch bardzo różniących się charakterem tańców. Nawet przez chwilę nie myślałam, że pogo może tańczyć PiS. Proszę mi wybaczyć, to jedynie metafora. Nie jest to także żadne nadużycie semantyczne. W przeciwieństwie do dzisiejszej wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego. On jest jednym wielkim nadużyciem semantycznym. A teraz Pawian będzie liczyć na paluszkach, a Państwo? Dobranoc.

 

 

 

Tych sześć rzeczy w nienawiści ma Pan,

a siedem budzi u Niego odrazę:

wyniosłe oczy, kłamliwy język,

ręce, co krew niewinną wylały,

serce knujące złe plany,

nogi, co biegną prędko do zbrodni,

świadek fałszywy, co kłamie,

i ten, kto wznieca kłótnie wśród braci.

[Księga Przysłów 6; 16-19] 

 http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88722,6221847,Michal_Kaminski_tlumaczy_przemowienie_prezesa_PiS.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88722,6221741,Kaczynski__Przepraszam_inteligencje.html 

http://www.dziennik.pl/opinie/article309119/Kogo_wzrusza_skrucha_Kaczynskiego.html

Published in: on 02/01/2009 at 23:54  11 Komentarzy  
Tags: