Rebelianci są widoczni, czyli remake Gwiezdnych wojen feminizmu

 Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, gdy Pawian był jeszcze socjopatyczną malkontentką pisał na bloxie cykl pogadanek, który można było nazwać “Wybrane zagadnienia feminizmu”. W jednym z felietonów zastanawiał się nad udziałem nowoczesnych ojców (będących zaprzeczeniem XIX-to wiecznego “wielkiego nieobecnego”) w niszczeniu patriarchalnych stereotypów

http://socjopatycznamalkontentka.blox.pl/2006/11/Facet-od-zadan-specjalnych-czyli-Rebeliantom-moze.html

I nagle, po dwóch latach, objawia mi się list dyskryminowanego w procesie wychowawczym ojca. Dyskryminowanego przez reprezentantki służby zdrowia.

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6163495,Ja_tylko_nie_obcinam_paznokci_i_nie_karmilem_piersia.html

Z jednej strony, Pawian głęboko współczuje tatusiowi, który nagle stanął oko w oko ze stereotypami ról społecznych. Nic tak nie wkurza, jak stwierdzenia, że mężczyzna powinien umieć zreperować kran, że powinien umieć pogrzebać w aucie oraz te z przeciwnej strony, że mężczyźni nie rozumieją “z natury” potrzeb noworodka, że nie znają się na pieluchach, zupkach i kupkach. Tak samo mocno wkurza, gdy słyszy się, iż kobiety są fatalnymi kierowcami, gorzej orientują się w przestrzeni, ale za to mają lepsze wyczucie kolorów (o czym pisał ks. Marek Dziewicki, wybitny specjalista kobietologii stosowanej), a także, że dbają o dom chętniej niż mężczyźni, bowiem w tym przejawia się jakaś tam kolejna bzdura uogólniających obrazów zgodnie z regułami myślenia postulatywnego. Dlatego Pawian autorowi listu zamieszczonego w “Wysokich Obcasach” współczuje, ale… tylko troszeczkę.

Nie, nie chodzi o to, że kobiety są dyskryminowane, a mężczyźni (w związku z tym) nie mogą. Ależ niestety mogą i często są, co właśnie dawno temu socjopatyczna w swych felietonach starała się pokazać.

Z drugiej strony narzuca się pytanie: a o co takie aj waj? Nie można syknąć do pielęgniarki-dyskryminatorki: “Czy pani uważa, że w związku z posiadaniem przeze mnie penisa nie jestem w stanie zajmować się moim dzieckiem? Czy mój penis powoduje, że nie mam jakichś predyspozycji do wychowywania dziecka? Wie pani o tym z podręczników medycznych?”

Ręczę pawiańską stopą i dodaję jeszcze ucho, że szybka reakcja, dobitnie zwerbalizowana w 90 na 100 przypadków odnosi oczekiwany rezultat. Dodać należy, że Pawian nie chce być wredny, ani zachowywać się w sposób odwetowy. Po prostu tak wygląda codzienna praktyka feministyczna. Dochodzisz swoich racji głośno, przyzwyczajasz przeciwników, że nie ma litości. I już.

Z trzeciej strony (znów jestem jak Tewje Mleczarz) zastanawiam się, czy ten list do czasopisma nie jest przejawem postawy: patrzcie, jaki jestem super, jaki jestem wspaniały i cudowny, jak świetnie sobie radzę, a kobiety mnie dyskryminują. Jakby pisnął Albercik z Seksmisji: Kobieta mnie bije… Bowiem, co ciekawe, w tym liście nie ma mowy o dyskryminacji ze strony mężczyzn. Albo autor listu nie spotkał się z mężczyznami-lekarzami (bo o pielęgniarzach i położnych to raczej nie myślę, spotkanie ich w Polsce jest tak samo możliwe, jak ujrzenie nienaćpanego eukaliptusem misia koali, co nie znaczy, że ich nie ma), albo też z ich strony nie doznał szykan.

Pawian kręci nosem i odrzuca ową trzecią stronę, bo ogólnie autor listu jawi mu się, jako bohater pozytywny i chyba nie chce go postrzegać inaczej. Zresztą, nie ma żadnych danych, by właśnie tak myśleć. Tekst mówi o konkretnych przypadkach i na nich należy się skupić.

Z czwartej strony Pawian powtórzy, że nie rozumie tego aj waj. Pamięta bowiem czasy epoki pełnej błędów i wypaczeń (znaczy PRL-u), gdy nikt nie zastanawiał się, kto pójdzie z dzieckiem do lekarza, bo chodziło to z rodziców, które mogło się z pracy np. zwolnić. W końcu skądś bierze się wizja tych urodzonych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, jako pokoleń wychowanych z kluczami na szyi i wchrzaniających szkolne obiadki. Rodzice pracowali, a nie każdy był szczęściarzem i miał babcię, jak nie przymierzając Pawian.

Teraz zaś się okazuje, że tatuś z dzieckiem, to jakiś ewenement na skalą światową i zaraz dyskryminowany. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że prorodzinna polityka państwa zbudowana jest na wizji paskudnych karierowiczek, które jak dzieci urodzą, to podrzucają niby kukułki i nadal chodzą z wielkimi teczkami i w niesłychanie drogich kostiumach. Przeciwwagą dla tego typu wyrodnych matek (w wizji prorodzinnego państwa) są te, które opiekują się swym potomstwem, a partnera traktują jako rozpłodowego buhaja, który po wyrzuceniu z siebie właściwego plemnika zajmuje się zarabianiem kasy. Złośliwie by się chciało dodać: “i schodzi z najlepszego ze światów zaraz po czterdziestce na zawał, pozostawiając pewnie dzieciaka przed maturą i niepracującą żonę”.

No i jeszcze ta akcja “Gazety Wyborczej”, związana z ojcem, gdzie za autorytety robili Pulikowski i guru polskiej psychologii, obaj jednakowo bezsensowni, obaj utrwalający stereotypy, pełni frustracji, a czasem wręcz nienawiści wobec kobiet.

Wracając do tego ojca nowego typu, który w momencie, gdy objawia się jako opiekuńczy, merytorycznie i psychicznie przygotowany, odpowiedzialny, a także kompetentny, staje się ewenementem i jest dyskryminowany, jako wyłamujący się ze stereotypowej roli, to zadać należy pytanie dlaczego jest tak traktowany. Ano, wyjaśnienie leży właśnie w owej wizji, którą nam się od jakiegoś czasu serwuje. Właśnie tego państwa z ustalonymi rolami, gdzie wszystko jest jasne i proste. Świat zaludniają pracowici mężczyźni znający się na samochodach, zapewniający godziwy byt rodzinie i borykający się z kredytem we frankach szwajcarskich na upragnione 60 m. kwadratowych, wstrętne “karierenfrau” oraz te, które Kinder, Küche und Kirche.

Podsumowanie? Dyskryminacja mężczyzn występujących w niestereotypowych rolach społecznych łączy się (i niejako wynika) z dyskryminacją/z dyskryminacji kobiet. Jak wreszcie przestaniemy klasyfikować osobniki z macicami wedle fantazmatycznego układu ról rodem z XIX w., którego na dodatek nigdy nie było, to wówczas tatusiowie z butelką pełną mleka na ławeczce w parku, tatusiowie z dzieckiem w ośrodku zdrowia, tatusiowie fachowo pieluchujący, oliwkujący, pudrujący i co tam jeszcze się z niemowlakiem robi, przestaną być obiektem ataków także strażniczek systemu, które autor listu właśnie spotkał na swej drodze.

Zdziwienie autora listu jest uprawnione. Spotkał się ze stygmatyzacją, której nie ma ochoty znosić. Pawianowi jest przykro, ale jednocześnie chichocze wewnętrznie, gdy skutek zostaje pomieszany z przyczyną. Tatuś pyta:

A kiedy za zmianą rzeczywistości podąży zmiana stereotypów w głowach Szanownych Pań?

A Pawian odpowiada: Drogi Panie, stanie się to wówczas, gdy stereotypów płciowych, związanych z rolą społeczną po prostu nie będzie. Proszę lobbować wśród kolegów, wśród strażniczek systemu, którą być może jest nawet Pana mamusia, chociaż tego z pewnością nie życzę, ale jest to możliwe. Stereotypy w głowach pań, to właśnie zakorzeniony patriarchat, nagle przestał Pan być beneficjentem systemu, a stał się Pan ofiarą. Jak wszyscy. Kobiety i mężczyźni. Radzę poszukać stronniczek i stronników wśród feministów i feministek. Tylko tam znajdzie Pan zrozumienie i pomoc. I jeszcze mam wrażenie, że postawa autora listu jest także stereotypowa. Bo czy on zwraca się do tych konkretnych pracownic służby zdrowia? Czy też do całej populacji kobiecej? Mam wrażenie, że to drugie, a to oznacza, że sam nadal dzieli świat na ten “kobiecy” i na ten “męski”. A tak, to my daleko nie zajedziemy…

Dobranoc.

 

 

Reklamy
Published in: on 01/26/2009 at 00:22  16 komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/01/26/rebelianci-sa-widoczni-czyli-remake-gwiezdnych-wojen-feminizmu/trackback/

RSS feed for comments on this post.

16 komentarzyDodaj komentarz

  1. Szanowna Pawiano – zainteresowali mnie ci feminiści. Czy oni są może jakoś zorganizowani, czy to tylko koła sympatyków? Sam się poczuwam do bycia zrównouprawnionym wszechstronnie, choć z tendencjami do lenistwa, z którym moja Naj umiejętnie walczy…

    Pozdrowienia

  2. ja sie nie organizuje, ja po prostu jestem.
    ale mi jest latwiej, bo jakos w „konserwatywnej Wielkiej Brytani” to nikogo nie dziwi.
    choc jak kiedys pisalem (w zwiazku ze szkoleniem nt. dyskryminacji) – patriarchat i stereotypowe widzenie rol spolecznych siedzi i w mojej glowie zawstydzajaco gleboko. mysle wiec, ze ów dyskryminowany ojciec moze miec podobnie – niby juz przeszedl na jasna strone mocy, ale stereotypy wyryte sa w najglebszych pokladach pod- i swiadomosci.
    ucz nas wiec Pawianie! oświecaj! w koncu oboje jako pozytywisci wierzymy w edukacje 😛

  3. ha, nie ma to jak stereotypy… Których ni diabła nie rozumiem, znaczy rozumiem. Po co się sami pakujemy w takie szufladki?

  4. Meg -> Bo tak jest łatwiej. Kiedy się „wie”, to już myśleć nie trzeba. I świat taki ładnie poukładany – żona przy garach i pieluszkach, a mąż z paralizatorem 😉

  5. joteszu: to jak masoni ;), a tak bardziej serio, ja też nie jestem nigdzie zarejestrowana, żadnych składek, to styl życia i myślenia. No i działanie 🙂
    Krzysztofie: dlatego jawi mi się on jako bohater pozytywny, już przekonałam Cię do laickiej centroprawicy feministycznej, ciekawa jestem co dalej.
    meg: dla wygody, z lenistwa, łatwiej powiedzieć: bo kobiety tak mają, niż zastanowić się dlaczego ktoś mówi lub myśli, pełna zgoda z tym, co pisze fabulitas. Stereotyp ułatwia życie, ale pozornie…

  6. Pawianie – jak to Ty mnie przekonalas do laickiej centroprawicy feministycznej?!
    Po pierwsze to ja – nie chwalac sie – zaczalem Cie tak okreslac, a po drugie jako post-chadek, lokuje sie jednak na lewo (choc ukosnie i w gore) od centrum.
    W kazdym razie do centroprawicy to mnie prosze nie wkladaj 😛

  7. Nie Ty nie jesteś centroprawica, Ty jesteś postkatolik. A co do terminologii, to rzeczywiście,racja jest po Twojej stronie, Ty pierwszy zacząłeś się nabijać (ale pozytywnie) ze zderzenia mojej prawicowości z feminizmem postrzeganym, jako lewicowy.

  8. Sprzeciw. Mam wrażenie że ten tekst powstał trochę na zasadzie „a u was to biją Murzynów”. Pawian wprawdzie napisał, że „nie chodzi o to, że kobiety są dyskryminowane, a mężczyźni (w związku z tym) nie mogą”. Ale o co w takim razie chodzi? Że jak mnie kobieta bije, to muszę wziąć pod uwagę swój genetyczny grzech pierworodny systemu patriarchalnego? I co? Oddać jej – tak, ale poskarżyć się – to nie? Bo to moja wina jako mężczyzny że ona została „strażniczką systemu”? Moim skromnym zdaniem w systemie patriarchalnym nie ma beneficjentów i ofiar. Są tylko ofiary. I dopóki tego nie zrozumiemy, będziemy wpadać z jednego stereotypu w drugi. Przepraszam że ja znowu na nie, ale tak już mam, że jak jestem na tak, to nie piszę. Dlatego u Pawiana w sumie rzadko się odzywam.

  9. O tym, że sa tylko ofairy pisałam dawno temu, właśnie we wspomnianych felietona. nie uważałes wówczas. Siadaj, dwója 🙂 . A co do zdania, które analizujesz, mój żółwiku kochany, to własnie o to nie chodzi. Tekst odtyczył tego, jak się bronić przed dyskryminacja, własnie jako poradniczek dla tatusiów. A także wykazywał, szczególnie pod koniec, że Pan autor nadal tkwi w świecie stereotypów.
    Co mi przypomniało legendę rodzinną.
    Pawianski tatuś wychodził na spacerki z siostrą Pawiana. Ta miała ze trzy miesiące, a on woził ją po parku. Nagle siostrę ugryzła pszczoła. Ona we wrzask, a wystraszony tata z nią do domu, żeby okład zrobic i takie tam. Ona się drze, wózek osiąga predkość nadświetlną, nagle przejście dla pieszych. I komentarz dwóch starszych pań:
    – O… pewnie dzieciaka wyrzucił z wózka, bo się drze i rekę ma spuchniętą, pewnie złamana. dać takiemu dziecko. Zabije, pani kochana.
    Nie ma grzechu pierworodnego. Jest tylko system zachowań w obrębie ról społecznych. Działać, skarżyć się też, ale nie na całą populację, jak w osttanim zdaniu Tata-Autor, ale zawsze konkrety. Skarżenie się na stereotypy w głowach „Szanownych Pań” to bezsens. Skarżyć trzeba system, skarżyć się można na system. I tyle.

  10. Pawianie, i tak, i nie. Ludzie mają naturalną skłonność do upraszczania, bo świata czy choćby jednej dziedziny nie mamy możliwości ująć w każdym aspekcie. Więc jeśli wszyscy dookoła mówią, że żona jest szczęśliwa przy garach i najlepiej dzieckiem zaopiekuje się kobieta, i to mówią tak od owej żony-matki dzieciństwa, i ona ten pogląd przyjmuje za swój, to może potem żyć sobie szczęśliwa i spełniona jako żona-matka. Perspektywizm Ortegi y Gasseta się kłania. Problem rodzi się dopiero wtedy, kiedy stereotyp zderza się z inną wizją rzeczywistości i trzeba zacząć się zastanawiać.

    Jeśli nie mamy świadomości, że myślimy stereotypem (a jak myślimy, to nie mamy), to z naszej perspektywy nie czujemy „utrudniania” przezeń życia, dopóki się owa inna wizja nie wtrąci tak, że nie można jej zignorować.

  11. „I ona ten pogląd przyjmuje za swój”, a nie lepiej żeby spobie ten pogląd sama wyrobiła? Jak przyjmuje się coś cudzego, wczesniej lub później jest nieszczeście. Właśnie takie, że coś zoatało narzucone…

  12. Ano lepiej. Ale z jej perspektywy tego nie widać. A nieszczęście jest albo go nie ma… jakby zawsze było nieszczęście, ludzkość uczyłaby się o wiele szybciej 😉

  13. Akurat jeśli chodzi o wyczucie kolorów, to może być prawda: http://en.wikipedia.org/wiki/Tetrachromacy

    W skrócie: jeden z trzech typów czopków (komórek odpowiedzialnych za odbiór kolorów) może występować w dwóch wariantach. Geny kodujące to, który wariant dany człowiek ma w swoich oczach, znajdują się na chromosomie X, w związku z czym niektóre kobiety mogą mieć komórki obu wariantów (tak jak szylkretowe kocice mogą mieć naraz czarne i rude futro). Skutkuje to tym, że otrzymują one informacje o widzianych kolorach z czterech źródeł (zamiast standardowych trzech) i mają lepszą percepcję różnic między kolorami.

  14. A może łatwiej? Dziewczynki uczy się nazw kolorów, a chłopców raczej nie? Nie chodzi o widzenie, a o werbalizację….

  15. Nigdzie nie pisałam, że o werbalizację nie chodzi 😛
    Miałam tylko na myśli, że możliwe jest, że sporej części kobiet (niektórzy naukowcy uważają, że tetrachromatkami może być nawet 40-50% z nas) sama biologia ułatwia lepsze widzenie różnic między kolorami. Choć może lepiej, że faceci o tym z reguły nie wiedzą, bo dopiero by wpadli w błędne koło sugestii, braku wiary we własne możliwości i stereotypowego myślenia 😉

  16. fakt 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: